Arcade Paradise – Recenzja

Arcade Paradise – Recenzja

20 wyświetleń
0

Dawno, dawno temu, gdy trwały lata 2000., a ja byłem zaledwie dzieciakiem, salony gier wideo były dla mnie ziemią obiecaną. Za każdym razem, gdy mój młodzieńczy instynkt wyczuł jeden nie mogłem przestać męczyć rodziców, by ci pozwolili mi się w nim pobawić. Dzięki mocy nostalgii wspominam tamte czasy z wielkim utęsknieniem. Chociaż musimy pamiętać, że salony pełne automatów do gier miały swoje początki jeszcze w latach 80., a moda na nie ciągnęła się jeszcze przez dwie dekady. Dzisiaj niestety nie ma już tak wiele salonów, choć wciąż możemy gdzieniegdzie je znaleźć.

Ojcowska miłość

Tak też byłem niesamowicie ciekawy Arcade Paradise, w którym mieliśmy wcielić się we właściciela takowego salonu do gier. Jednak nie miała to być zwykła strategia ekonomiczna, a symulator z krwi i kości, w którym będziemy mogli grać na każdym kupionym automacie. I nie są to słowa na wyrost, bo maszyn jest naprawdę wiele i na każdej jednej możemy zagrać w tytuły inspirowane prawdziwymi klasykami. Wcześniej jednak muszę powiedzieć nieco o początku. O bardzo mozolnym początku.

Wcielamy się w młodego mężczyznę imieniem Ashley, któremu nie poszło najlepiej na studiach. Ojciec naszego bohatera miał już dość mało ambitnego syna, jego lenistwa i zamiłowania do bezsensownych złodziei czasu, czyli gier. Tak też zostajemy wysłani do starej, brudnej pralni, którą mamy prowadzić, bo może dzięki temu nauczymy się odpowiedzialności i tego, że pieniądze nie biorą się znikąd. Ashley szybko odkrywa, że automaty do gier na jego zapleczu mają potencjał na ogromne zyski. Postanowił więc otworzyć salon do gier. Niestety ojciec nie chciał o tym w ogóle słyszeć. Tatko jest tym rodzajem ambitnego rodzica, który nie za bardzo kocha swoje dziecko i ma wobec niego zbyt wygórowane oczekiwania. Ashley dostał 6 z egzaminu? Ojciec w jego wieku dostawał 666. A co z zamiłowaniami i świeżymy pomysłami pociechy? Wszystkie są złe i kropka. Ma być tak jak mówi ojciec. Dlatego Ashley postanawia mu utrzeć nosa, po cichu zakładając salon i pokazując, że potrafi odnieść nie mniejszy sukces. Jednak będzie to podróż od całkowitego zera do bohatera.

Symulator Pralni 2022

Początki są bardzo skromne. Nasza pralnia jest brudna i mało popularna, a kilka automatów na zapleczu to mały dodatek nie przynoszący większych zysków. Dlatego musimy skupić się na zwykłej pracy, czyli praniu. Polega to głównie na tym, że wrzucamy brudne ciuchy do pralki na trzy minuty, a po tym czasie na drugie tyle do suszarki. Musimy pilnować zegarka, bo im dłużej zwlekamy z jakąś czynnością, tym mniej zarobimy. Możemy zostawić Arcade Paradise jak jakąś mobilkę, żeby działała w tle… Ale to chyba nie na tym polegają gry, co? Dlatego w czasie oczekiwania dostajemy możliwość zagrania na którymś z automatów. Jeśli jednak za bardzo skupimy się na automatach, tym mniej zarobimy na praniu. Problem w tym, że w większości gier automatowych nie ma zapisu postępu. Jest to oczywiście cecha tamtych lat i polityki zarabiania. Więc, gdy tylko przerwiemy rozgrywkę będziemy musieli zacząć wszystko od nowa. A nowe pranie nie dostajemy natychmiast, a po pewnym czasie, więc te interwały czasowe są bardzo nierówne. Dochodzi do tak abstrakcyjnych sytuacji, że robimy pranie i możemy sobie pograć na automatach 20 sekund, jeśli chcemy zdążyć na wysoką zapłatę. A pieniądze są bardzo istotne i potrzebujemy ich naprawdę sporo. Więc granie przestaje mieć jakikolwiek sens. Skończyło się na tym, że wrzuciłem pranie i zacząłem bawić się telefonem albo oglądać serial na drugim monitorze. Oto Symulator Prania 2022.

I tak przez kolejnych kilka godzin. Robimy pranie, nudzimy się i zbieramy profity. Dawno nie grałem w tak nużącą produkcję. Byłoby naprawdę super, gdyby można było po krótkiej przerwie na pranie wrócić do automatów, do momentu, w którym skończyliśmy rozgrywkę. Niestety twórcy postanowili w tej kwestii postawić na realizm. Po wielu godzinach rozbudowujemy zaplecze na większy salon do gier. Kupujemy nowe maszyny do grania i… Dalej bawimy się w Symulator Pralni.

Po pewnym czasie możemy zająć się celami automatów, które są zwykłymi achievementami. Na papierze to fajna sprawa, bo po ich wykonaniu zwiększa się popularność danej maszyny, a co za tym idzie zyski. Założenia super, ale wykonanie o wiele gorsze. Bo achievementy choć zaczynają się od prostych “Wygraj mecz z SI” to przechodzą na totalne absurdy jak na przykład “Zabij 999999 przeciwników” albo “Przejedź autem 1000000 kilometrów”. Powiedzmy sobie szczerze, że te cele są wyssane z palca, a takich jest najwięcej. Już w normalnych grach wideo tylko mały odsetek graczy chcę się bawić w takie osiągnięcia, a tu mamy do czynienia z dziesiątkami takich, które są konieczne, jeśli chcemy mieć jakikolwiek zysk. Dlatego mamy wybór: Albo grać na automatach dla achievementów (Których równie dobrze możemy nie zdobyć nawet po wielu godzinach), albo bawić się w Symulator Pralni. W ten sposób spędziłem najnudniejsze 20 godzin mojego życia. Tak! 20 godzin! Bo dopiero po tym czasie można było poczuć namiastkę jakiejś zabawy.

Grocepcja

Po ponad 20 godzinach Symulatora Pralni i mozolnego wykonywania achievementów, w końcu mogłem zacząć się bawić. Nie musiałem robić prania. Nie musiałem irytować się przy kolejnych próbach zdobycia osiągnięć. Salon zaczynał jako tako zarabiać na siebie, a ja mogłem w pełni dać pochłonąć się mięsku.

Jak już zapewne wspomniałem Arcade Paradise to gra, w której umieszczonych jest wiele innych gier retro. Są ich tu dziesiątki. Znajdziemy tu klony Arkanoida, Ponga, Dr Mario, czy Dance Dance Revolution. Nie brakuje też bardziej fizycznych gier takich jak rzutki, bilard albo piłkarzyki. We wszystko możemy jak najbardziej zagrać. W większości gry zostały zaprojektowane i wykonane z miłością. Sprawiają sporo frajdy. Szkoda, że w niektórych przypadkach sterowanie utrudnia całą rozgrywkę albo sprawia, że jest nieprzyjemna. Na szczęście to rzadkość.

Oprócz Symulatora Pralni i grania na automach produkcja oferuje nam inne aktywności, które musimy wykonywać jeśli chcemy utrzymać wysokie zainteresowanie naszym lokalnym. Jak? Na przykład poprzez przetykanie kibla, sprzątanie lokalu ze śmieci oraz naprawianie automatów. To ostatnie jest całkiem zabawne, bo robimy to poprzez usuwanie żywych robaków z modułów maszyny. Wiecie, bo “bugi”… Taka gra słów… No mnie to w każdym razie rozbawiło.

Za centrum dowodzenia naszym salonem odpowiada komputer w biurze, a także palmtop. Na komputerze możemy zamawiać nowe maszyny, rozszerzać budynek, kupować piosenki do szafy grającej, a także ulepszenia (Bieg, maszyny rzadziej się psują, czas płynie wolniej etc., etc.). Palmtop to natomiast menu podręczne, z którego możemy zarządzać maszynami albo zobaczyć aktualne zadania.

Pod względem technicznym…

…gra nie należy do światowej czołówki. Optymalizacja jest naprawdę super. Wszystko pięknie śmiga. A przynajmniej do czasu. Po parunastu godzinach gra w losowych momentach zaczęła minimalizować mi się do paska. Nie raz i nie dwa nie mogłem skorzystać z automatu albo wybrać pieniędzy z kasetki. Wielokrotnie nie byłem w stanie podnieść śmieci. Samo sterowanie jest zrobione zdecydowanie pod pada. Czuć to w grach automatowych oraz w trakcie korzystania z komputera w naszym biurze. W pierwszym przypadku można się przyzwyczaić po pewnym czasie do dziwnej responsywności na klawiaturze, lecz mimo to nieprzyjemne odczucia pozostają. W drugim, jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało, sterowanie komputerem myszką i klawiaturą to prawdziwa udręka. Wręcz jest niemożliwe. Arcade Paradise zostało zdecydowanie stworzone pod pada, o czym można przekonać się parę razy, gdy gra pokazuje nam przyciski pada zamiast klawiatury.

Co ciekawe, Arcade Paradise posiada polską wersję językową. Tłumaczenie jest niezłe. Szkoda tylko, że wielokrotnie zamiast polskich znaków na ekranie widziałem zwykłe kwadraty. Na tym nie kończą się błędy graficzne związane z lokalizacją, bo czcionka w niektórych miejscach bywa nieczytelna, a niektóre napisy nie mieszczą się w wyznaczonych oknach tworząc prawdziwe potworki.

Przez większość czasu nie mamy jako takiej ścieżki dźwiękowej. Ot cisza przerywana odgłosami pralek i działających automatów. Jak odpalimy jakąś grę, ta przygrywa nam swój motyw muzyczny. Ale poza automatami? Musimy liczyć na szafę grającą. Po jej zakupie możemy zacząć słuchać ścieżki dźwiękowej, która, przyznaję, jest świetna. Jednak i ona ma kilka problemów. Na początku mamy skromny wybór utworów. Możemy playlistę rozszerzyć kupując za specjalną walutę więcej piosenek. Największym minusem natomiast jest to, że każdą piosenkę musimy samemu włączać w szafie grającej. Gdy ta dobiegnie końca wraca cisza.

I tak, jest sporo baboli graficznych.

Gdy pierwszy raz spojrzałem pod kątem graficznym na tę produkcję, to przypomniał mi się PayDay 2 z 2013 roku. Stoi na bardzo podobnym poziomie. Szkoda tylko, że PayDay 2 wyszedł prawie 10 lat temu, a i tak nie wyglądał wtedy na najpiękniejszą produkcję. Przynajmniej grafika retro na automatach jest przyzwoita. Sęk w tym, że grafika retro to sam początek historii oprawy wizualnej, więc nic gorzej już wyglądać nie może.

Arcade Paradise miało niesamowity pomysł na siebie. Była to gra ze sporym potencjałem, który został nawet częściowo wykorzystany. Gry automatowe są naprawdę przyjemne i można przy nich spędzić sporo czasu. Niestety błędy i masa nieprzemyślanych decyzji psują całość. W pewnym momencie czułem się, jakbym grał w grę mobilną-clickera. Brakuje tylko zbierania pieniążków, gdy gra jest wyłączona i waluty premium, którą możemy kupić za prawdziwe pieniądze.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam)
Gra do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

5.0

Ocena autora

Podsumowanie

Audio-wideo
5.0
Gameplay
7.0
Fabuła
4.0
Optymalizacja
4.5
Ocena ogólna
5.0
Zalety
  • Pokaźna ilość automatów

  • Przyjemna muzyka z szafy grającej

  • Wspaniały klimat

Wady
  • Nudna i ciągnie się jak flaki z olejem

  • Wiele nieprzemyślanych decyzji

  • Błędy uniemożliwiające wykonanie niektórych czynności

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *