0

Capcom w tym roku jest niepowstrzymany, a Onimusha: Way of the Sword to kolejny przykład.

Nie będę owijał w bawełnę. Nigdy wcześniej nie grałem w grę z serii Onimusha, aż do dziś. Przy pierwszym ujawnieniu gry na TGA 2024 początkowo myślałem, że to będzie kolejny klon Sekiro, jakich pojawia się wiele w ostatnich latach. Z tego powodu kompletnie nie śledziłem gry przed premierą, oprócz oglądania trailerów na różnych prezentacjach, które pojawiały się na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Jednak kiedy pojawiła się możliwość sprawdzenia i zrecenzowania tej produkcji, postanowiłem skusić się na tę okazję, bo skoro Capcom ma w tym roku taką dobrą passę, to pewnie tutaj też będzie podtrzymana.

Wbrew moim pierwotnym przekonaniom nie trafiłem na klona Sekiro, a coś w stylu slashera, czego kompletnie się nie spodziewałem. Jednak czy taki rodzaj rozgrywki w wykonaniu studia Capcom będzie na tyle dobry, aby podtrzymać tę tegoroczną passę? Przekonajmy się.

Historyczna przygoda w nadnaturalnej szacie

Akcja gry dzieje się w feudalnej Japonii, gdzie nasz protagonista i wędrowny samuraj Miyamoto Musashi staje do pojedynku z mistrzem szermierki Yoshioką Seijuro. Musashi wygrywa, okaleczając ramię Yoshioki, i jest zmuszony uciekać przed jego pragnącymi zemsty uczniami, choć w zamieszaniu Yoshioka ginie z rąk nieznanej siły. Uciekając przed uczniami, Musashi spotyka jednego ze swoich rywali, Sasakiego Ganryu. Obaj przygotowują się do pojedynku, ale zostają zaatakowani z zasadzki i zabici przez nadprzyrodzone stworzenia zwane Genma. Musashi budzi się w głębi piekła, gdzie Człowiek w Bieli siłą zakłada mu na ramię Rękawicę Oni i odsyła go z powrotem do świata śmiertelników. Dzięki mocy rękawicy Musashi pokonuje Genmy, ale zniechęca go wiadomość przekazana przez głos dochodzący z rękawicy, że jeśli spróbuje ją zdjąć, zginie. Następnie rękawica nakazuje Musashiemu odnaleźć mężczyznę o imieniu Ono no Takamura.

Musashi namierza Takamurę i jego uczennicę Izumo no Okuni w pobliskiej świątyni, gdzie odkrywa, że Takamura również posługuje się Rękawicą Oni. Takamura wyjaśnia, że jest „Onimushą”, wojownikiem wybranym przez Oni, by strzec bramy do piekła i zapobiegać ucieczce jakichkolwiek Genma. Następnie zleca Musashiemu wyeliminowanie Genmy i Szczelin, z których one napadają nasz świat, aby mógł wchłonąć ich dusze do rękawicy i wzmocnić jej moc. Gdy Musashi eliminuje Genmy i oczyszcza sanktuaria, spotyka Ganryu, który również został przywrócony do życia dzięki Rękawicy Oni podarowanej mu przez Człowieka w Bieli. Ganryu ma obsesję na punkcie mocy rękawicy i zaczyna mordować ludzi, by wchłonąć ich dusze. W końcu Musashi udaje się obudzić duszę oni zamieszkującą w jego rękawicy, Shizukę Gozen. Shizuka wyjaśnia, że oni zostali unicestwieni przez armię genma dowodzoną przez Minamoto no Yoshitsune, który jest prawdziwą tożsamością Człowieka w Bieli. Po zniknięciu rasy Oni tylko Onimusha może powstrzymać Yoshitsune przed przedarciem się przez Piekło i wtargnięciem do świata śmiertelników.

Capcom przy warstwie fabularnej Onimusha zastosował ciekawy motyw. Każda z postaci, którą przed chwilą wymieniłem, jest prawdziwą postacią historyczną, która w jakimś stopniu zasłynęła w kulturze i historii Japonii. Przykładowo rywalizacja Musashiego i Sasakiego to wątek wyciągnięty bezpośrednio z faktów historycznych, podobnie jak relacja Yoshitsune i Shizuki. Developerzy w bardzo ciekawy sposób wykorzystali te postacie i złożyli fantastyczną historię w nadprzyrodzonych klimatach, wykorzystując zarówno mitologię, jak i prawdziwą historię Japonii.

Jeżeli chodzi o mój osobisty odbiór historii, to zdecydowanie nie spodziewałem się tonu, jaki oferuje. Onimusha wbrew pozorom ma sporo momentów komediowych, które mają na celu wypompowanie nadmiaru poważnego tonu historii, co sprawdza się zadziwiająco dobrze. Główny bohater, Musashi, nie trzyma języka za zębami, co go wyróżnia na tle reszty obsady. Czasem rzuci jakimś żarcikiem, obrazi przeciwnika personalnie czy dostarczy wysoce emocjonalny moment. W skrócie, człowiek orkiestra, lecz po prostu nie da się go nie lubić. Do reszty obsady też nie mam zarzutów, ale na szczególne wyróżnienie zasługuje aktorstwo oddane nam przez postać antagonisty, czyli Yoshitsune, który idealnie przedstawia brutalność, sadyzm i zniekształcenie psychologiczne, którego doznał w piekle. Po prostu piękne aktorstwo.

Droga Miecza jest piękna, lecz czasem powtarzalna

Onimusha: Way of the Sword to była dla mnie spora niespodzianka pod względem rozgrywki. Spodziewałem się trudnego akcyjniaka w stylu Sekiro czy Wo Long, a dostałem trochę wolniejszego Ninja Gaidena z szczyptą Metal Gear Rising: Revengeance. Po tym, jak rozpocząłem grę, byłem bardzo zadowolony, że gra obiera taki kierunek, zwłaszcza że przez większość trwania gry poziom trudności jest całkiem uczciwy. Jeżeli jesteście zaznajomieni z takim modelem rozgrywki, to przez 85% gry nie znajdziecie większego wyzwania, lecz mam mały problem z ostatnimi kilkoma godzinami. Tam po prostu poziom trudności jest wywindowany do samego szczytu i podczas gdy przy większości bossów nie umierałem wcale lub okazjonalnie raz czy dwa, to w przypadku ostatnich bossów potrafiłem zaciąć się na kilka godzin. Szczególnie w przypadku finałowego bossa, który dawał mi w kość przez ponad 2 godziny.

Główną bronią Musashiego jest miecz, którego można używać do atakowania wrogów, parowania ich ataków lub odbijania nadlatujących pocisków. Długotrwałe parowanie pozwala Musashiemu „kierować” przeciwnikiem, sprawiając, że upada on w określonym kierunku. Musashi może również przyjąć pozycję „obronną”, która blokuje ataki ze wszystkich stron. Zadawanie ciosów i parowanie zmniejsza wytrzymałość przeciwnika, co pozwala graczom na użycie „Break Issen”, ruchu, który natychmiastowo zabija wroga poprzez rozczłonkowanie go. Wykonywanie kolejnych parowań lub uników zapewnia Musashiemu wzmocnienia, które pozwalają mu odpowiednio szybko likwidować kolejnych przeciwników lub wykonywać atak wielokrotny. Nasz bohater potrafi również wykorzystać otoczenie na swoją korzyść, na przykład przewracając stół i używając go jako tymczasowej osłony czy biorąc pobliski wózek i wjeżdżając nim w przeciwników.

W trakcie gry Musashi ma na sobie rękawicę Oni, która pochłania dusze pokonanych wrogów. Jest to motyw znany z poprzednich gier z serii Onimusha. W Way of the Sword występują cztery rodzaje „dusz”. Żółte dusze przywracają graczowi zdrowie, czerwone dusze można wykorzystać do zakupu ulepszeń, a niebieskie dusze pozwalają graczom korzystać z „Broni Oni” – specjalnych oręży, które zadają wrogom ogromne obrażenia. Czwartym rodzajem dusz są fioletowe dusze, które w późniejszym etapie rozgrywki służą do zasilania pewnej potężnej mechaniki, której nie będę zdradzał. Musicie to sprawdzić na własnej skórze.

Sam model rozgrywki jest swego rodzaju trójwymiarową metroidvanią, w pewnym sensie. Cała akcja dzieje się w XII-wiecznym Kioto, które jest nam stopniowo odkrywane, gdy wykonamy odpowiednie czynności fabularne lub odblokujemy nowe mechaniki, które pozwolą nam otworzyć nowe ścieżki. Czasami będziemy wracać do starych lokacji, aby zauważyć, że dzięki nowym mechanikom możemy sprawdzić coś, czego wcześniej jeszcze nie widzieliśmy. Jest to sprawdzony model rozgrywki, jeżeli jest dobrze wykonany, i całe szczęście w przypadku tej produkcji dokładnie tak jest.

Potęga RE Engine

Onimusha: Way of the Sword to kolejny przykład na to, że Capcom pod względem technologicznym jest jednym z najlepszych graczy w branży. RE Engine w dalszym ciągu pokazuje, jakim fenomenalnym silnikiem dysponuje to japońskie studio. Pod względem graficznym Onimusha stoi na przyzwoitym poziomie, lecz najbardziej wyróżniają się modele postaci i to, jak duże możliwości animacyjne pokazuje tutaj Capcom. Mocap przy postaciach jest bardzo wysokiej jakości w cutscenkach, do tego stopnia, że postacie mogą za pomocą dłoni wpływać na kształt swojej twarzy, przykładowo ściskając policzki czy rozciągając twarz. Niestety w przypadku zwykłych dialogów mimika twarzy jest znacząco gorsza, więc szkoda, że nie udało się utrzymać równego poziomu.

Pod względem technicznym nie ma tu żadnych problemów, zarówno na PC, jak i na Xboxie, ponieważ udało mi się sprawdzić obie wersje gry. Na PC, na najwyższych ustawieniach graficznych z włączonym Ray Tracingiem, bez generowania klatek wyciągałem na spokojnie 160 FPS. W przypadku Xboxa Series X gra oferuje tryb jakości oraz tryb wydajności. Tryb jakości uruchamia grę w natywnej rozdzielczości 4K oraz przy około 30 FPS, ponieważ czasami te wartości są wyższe. W przypadku trybu wydajności jest to dynamiczne 1728p, które potem jest podbijane do 4K. Jeżeli chodzi o framerate, to w tym przypadku sytuacja wygląda inaczej niż zwykle, ponieważ Capcom zdecydował się na odblokowanie klatek i możemy zobaczyć wartości powyżej 60 FPS.

Pod względem muzycznym Onimusha trzyma się klimatu XII-wiecznej Japonii i zdecydowanie jest wierna temu okresowi. Nie brakuje jednak wielu wyniosłych i epickich utworów, szczególnie podczas walk z bossami. Przy ścieżce dźwiękowej Onimushy pracowało czterech kompozytorów, lecz tylko jeden z nich w przeszłości pracował przy tej serii. Chodzi o Kōtę Suzuki, który jest związany z Capcomem od ponad 20 lat, a debiutował w tej firmie przy Onimushy 3, więc historia zatoczyła piękne koło. Do innych produkcji tego kompozytora należą Devil May Cry 4 i 5 czy remake Resident Evil 4. Do pozostałych kompozytorów należą Marika Suzuki (Lost Planet 2, Dead Rising, Mega Man 11), Nozomi Ohmoto (The Great Ace Attorney Chronicles, Resident Evil 4) oraz Tomoki Kameyama (Street Fighter 6, Bayonetta 3).

Podsumowanie

Onimusha: Way of the Sword to bardzo dobra gra akcji, która cierpi na dawkę niepotrzebnej powtarzalności. Mimo tej znaczącej wady potrafi dostarczyć masę przyjemnej rozgrywki, która jest widowiskowa i jednocześnie potrafi postawić wyzwanie, szczególnie na wyższym poziomie trudności. Jeżeli jesteście fanami takiej rozgrywki to znajdziecie tutaj zabawę na wiele godzin.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Xbox App) oraz Xbox Series X.
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez Cenega.

8.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
8.5
Technikalia
10.0
Gameplay
9.0
Zawartość
8.5
Fabuła
8.0
Dźwięk
8.0
Ocena ogólna
8.5
Zalety
  • Świetnie opowiedziana historia inspirowana postaciami historycznymi.
  • Przyzwoity, klimatyczny soundtrack.
  • Duża ilość zawartości jak na taki typ gry.
  • Świetnie przedstawiony świat gry.
  • Bardzo satysfakcjonujący system walki.
  • Przyzwoita polska wersja językowa.
Wady
  • W ostatnich 15% gry występuje bardzo duży recykling bossów.
  • Ostatnie bossy to kolosalny skok poziomu trudności.
  • Mimika twarzy w zwykłych dialogach nie jest zadowalająca.
O autorze

Paweł "Dedazen" Bortkiewicz

Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *