0

Fani podgatunku FPS, jakim są boomer shootery, zdecydowanie nie mogą ostatnio narzekać na nudę. Choć o wielu nowych tytułach próżno usłyszeć w mainstreamie, w rzeczywistości na rynku pojawia się ich całkiem sporo. Oczywiście osobną kwestią pozostaje ich jakość, bo ta potrafi być bardzo różna. Pytanie, które jednak najbardziej nas dziś interesuje brzmi: czy Twisted Tower, najnowszy przedstawiciel tego podgatunku, jest grą, której warto poświęcić swój czas?

W Twisted Tower wcielamy się w Vincenta, którego narzeczona, Charlotte, została porwana przez tajemniczego maniaka i uwięziona w tytułowej wieży, będącej w rzeczywistości jednym wielkim parkiem rozrywki. Historię rozpoczynamy na molo nieopodal wieży, nie wiedząc właściwie nic poza tym, że ruszamy na ratunek ukochanej. Wraz z rozwojem fabuły jesteśmy stopniowo zasypywani kolejnymi elementami układanki, które musimy samodzielnie połączyć, aby zrozumieć, co tak naprawdę się tutaj dzieje. Przez większość gry możemy jedynie snuć domysły i budować własne teorie, które zostają potwierdzone albo obalone dopiero podczas finału. Finału, który moim zdaniem jest jednocześnie najsłabszym i najbardziej rozczarowującym elementem całej fabuły i skutecznie burzy historię budowaną przez wcześniejsze godziny.

Ostatecznie, choć finał mnie zawiódł, a sama historia nie dostarczyła mi większych emocji, muszę przyznać, że śledziło mi się ją naprawdę przyjemnie. Zwyczajnie chciałem poznać sedno całej intrygi i zrozumieć, co tak naprawdę kryje się pod jej fasadą. Co ciekawe, wiele elementów tej fabularnej układanki poznajemy poprzez odnajdywanie i czytanie listów oraz słuchanie porozrzucanych po świecie nagrań. Nie oszukujmy się, jest to jeden z najbardziej oklepanych i, jakby nie patrzeć, najnudniejszych sposobów przedstawiania historii. Tutaj jednak zrealizowano go naprawdę porządnie. Teksty mają odpowiednią długość, nie są przesadnie rozwleczone, a jednocześnie skutecznie uzupełniają historię i dostarczają kolejnych informacji potrzebnych do złożenia wszystkiego w całość. Co więcej, zarówno zapiskom, jak i nagraniom towarzyszy voice acting. I to naprawdę świetny voice acting. Aktorzy głosowi wykonali kawał dobrej roboty i pod tym względem zdecydowanie należą im się pochwały.

W opozycji do świetnego voice actingu stoją niestety cutscenki, które są tak obrzydliwe, że aż bolą od nich oczy. Cechują się niską jakością i rozdzielczością, a całości dopełniają naprawdę paskudnie zaprojektowane modele postaci. Ostatni raz podobną drewnotę i wizualną szpetotę widziałem chyba ponad 20 lat temu, gdy grafika 3D wciąż jeszcze raczkowała. I nawet nie miałbym z tym większego problemu. W końcu mówimy o boomer shooterze, więc można byłoby uznać to za celowy zabieg artystyczny i świadome nawiązanie do retro stylistyki. Jest tylko jeden mały problem. Cała reszta gry wygląda nieporównywalnie lepiej. Oczywiście nie są to wizualia na poziomie najdroższych wysokobudżetowych produkcji, ale biorąc pod uwagę, że Twisted Tower jest niezależną grą stworzoną przez niewielkie studio Atmos Games, całość prezentuje się naprawdę przyzwoicie.

Pozostając jeszcze przy oprawie audiowizualnej, warto wspomnieć o muzyce i udźwiękowieniu. Ścieżka dźwiękowa podczas starć bardzo dobrze współgra z ich dynamiką i skutecznie podkręca emocje. Jest przy tym dość charakterystyczna i świetnie pasuje do pokręconego klimatu parku rozrywki pełnego klaunów, dziwadeł i wszelkiej maści przebierańców. Przez większość czasu muzyka sprawdza się jako solidne tło, ale mam z nią dwa problemy. Po pierwsze, nie znalazłem tu żadnego utworu na tyle wyróżniającego się i wpadającego w pamięć, żebym miał ochotę wracać do niego po zakończeniu gry. Muzyka po prostu spełnia swoją rolę w tle i na tym właściwie koniec. Po drugie, zdarzały się momenty, w których dobór utworów zupełnie nie pasował mi do konkretnej lokacji albo starcia. Kilkukrotnie nie mogłem pozbyć się wrażenia, że dana scena zyskałaby znacznie więcej przy zupełnie innym kawałku.

Samo udźwiękowienie, a przede wszystkim efekty dźwiękowe, stoi już na naprawdę wysokim poziomie. Wszystko, co słyszymy, jest odpowiednio mięsiste i ma wyczuwalny impakt, dzięki czemu zarówno broń, jak i kolejne trafienia brzmią po prostu satysfakcjonująco. W połączeniu z dynamiczną rozgrywką sprawia to, że przemierzanie kolejnych korytarzy wieży i urządzanie rzezi wśród przeciwników daje ogromną frajdę.

Pochwalić trzeba również atmosferę całej produkcji. Klimat Twisted Tower to prawdziwy spooky miszmasz parków rozrywki, klaunów i, z jakiegoś powodu, odrobiny BioShocka. Wszystko to zostało dodatkowo okraszone horrorową otoczką, choć zdecydowanie nie nazwałbym tej gry pełnoprawnym horrorem. Jeśli ktoś się nad tym zastanawia, Twisted Tower raczej nie straszy. To przede wszystkim wyjątkowo klimatyczny, niepokojący, a zarazem dynamiczny FPS, który znacznie częściej stawia na groteskę i dziwaczność niż autentyczne poczucie grozy.

Muszę jednak ostrzec wszystkich arachnofobów, a wiem, że takich osób jest naprawdę sporo. W grze pojawia się niemało pająków i, niestety, nie znajdziemy tutaj żadnej opcji pozwalającej zastąpić je mniej problematycznymi odpowiednikami. Jeśli więc widok tych stworzeń wywołuje u was silny dyskomfort, warto mieć to na uwadze przed rozpoczęciem zabawy.

Jeśli chodzi o crème de la crème całej produkcji, czyli rozgrywkę, właściwie mógłbym zamknąć jej opis w jednym zdaniu. Twisted Tower jest grą strasznie odtwórczą i mało oryginalną, ale jednocześnie na tyle dobrze wykonaną, że potrafi dostarczyć naprawdę mnóstwo frajdy i satysfakcji. Przemierzamy klaustrofobiczne korytarze, co jakiś czas trafiając na niewielkie areny wypełnione przeciwnikami. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że pod względem gameplayu jest to boomer shooter, który nie robi właściwie niczego nowego. Zamiast tego czerpie pełnymi garściami z najbardziej znanych pomysłów tego podgatunku, po czym nakłada na nie własne tekstury i charakterystyczną otoczkę. Co zaskakujące, zupełnie mi to nie przeszkadzało, ponieważ całość wykonano na tyle solidnie, że trudno uznać brak oryginalności za poważniejszy problem.

Gra zwyczajnie daje mnóstwo frajdy i robi to na tyle skutecznie, że bez większego trudu można przymknąć oko na kilka technicznych potknięć. Jednym z bardziej irytujących są problemy z kolizją. Wiele elementów otoczenia otaczają niewidzialne bariery, na których zatrzymują się pociski, mimo że wizualnie nic nie powinno stać im na drodze do przeciwnika. A to potrafi być frustrujące.

Dobrze wypada również projekt poziomów. Widać, że twórca Twisted Tower zna boomer shootery od podszewki i doskonale wie, na jakie elementy tego podgatunku warto położyć największy nacisk. Lokacje są nie tylko atrakcyjne wizualnie w swojej specyficznej szpetocie, ale przede wszystkim na tyle dobrze przemyślane, żeby praktycznie nie pozostawiać miejsca na nudę.

W grze znajdziemy też sporo sekretów i ukrytych miejsc, choć niektóre z nich są sekretami właściwie tylko z nazwy. Nie przeszkadza nawet fakt, że niczym w grach sprzed dwudziestu lat poszczególne lokacje są stosunkowo niewielkie i przedzielone niezliczoną liczbą ekranów ładowania.

W jednej kwestii jednakże Twisted Tower rzeczywiście wyróżnia się na tle znanych mi boomer shooterów. Gra od samego początku otwarcie zachęca bowiem do ponownego jej przechodzenia. Jak to robi? Podczas pierwszego podejścia szybko zauważymy wiele pozamykanych drzwi, które, jak się później okazuje, wcale nie są jedynie elementami dekoracji. Po ukończeniu gry, a tym samym po wejściu w Nową Grę+, sytuacja zostaje w dużej mierze odwrócona. Większość lokacji, które wcześniej odwiedziliśmy, zostaje zamknięta, natomiast niedostępne dotąd przejścia stają przed nami otworem. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że kolejne podejście nigdy nie wygląda dokładnie tak samo jak poprzednie. Historia pozostaje wprawdzie bez zmian, ale zmieniają się odwiedzane lokacje, trasy i miejsca, do których możemy dotrzeć. W efekcie z gry, którą za pierwszym razem można ukończyć w bagatela cztery godziny, robi się produkcja oferująca znacznie więcej zawartości, niż początkowo mogłoby się wydawać.

Poza wspomnianym już problemem z kolizją otoczenia Twisted Tower jest grą dopieszczoną niemal pod każdym względem. Przez cały czas spędzony z produkcją nie natrafiłem na ani jeden inny błąd, ani na cokolwiek, co mogłoby negatywnie wpłynąć na stabilność lub komfort rozgrywki. Bardzo dobrze wypada również optymalizacja. W rozdzielczości 4K i na najwyższych ustawieniach gra utrzymywała u mnie średnio około 170 klatek na sekundę. Miło widzieć, że twórcy rzeczywiście przyłożyli się do tego aspektu, zwłaszcza że w dzisiejszych czasach nie jest to już wcale takie oczywiste. Wygląda na to, że na ambitnych twórcach niezależnych nadal można polegać.

Mówiąc bez ogródek, Twisted Tower nie jest niczym wyjątkowym. Grałem w dziesiątki lepszych, bardziej oryginalnych i wyrazistszych boomer shooterów. Nie zmienia to jednak faktu, że mamy tu do czynienia z bardzo solidną produkcją, która potrafi dostarczyć mnóstwo frajdy.

Akcja jest mięsista, dynamiczna i ma odpowiedniego kopa, a fabuła, mimo rozczarowującego zakończenia, intryguje na tyle, że przez większość gry śledzi się ją z autentycznym zaciekawieniem. Twisted Tower może nie zapisze się złotymi zgłoskami w historii podgatunku, ale doskonale wie, jak zapewnić kilka naprawdę przyjemnych godzin zabawy. Moim zdaniem zdecydowanie warto dać tej produkcji szansę, tym bardziej że na Steamie kosztuje zaledwie 54,99 zł.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

8.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
7.5
Udźwiękowienie
7.5
Gameplay
8.5
Fabuła
8.5
Strona techniczna
9.5
Ocena ogólna
8.0
Zalety
  • Wyśmienity voice acting
  • Mięsista rozgrywka, która przynosi frajdę
  • Zachęca do ponownego przejścia.
  • Całkiem niezła historia...
Wady
  • ...z beznadziejnym finałem
  • Nie dla arachnofobów
  • Bohater od czasu do czasu rzuci żenującym cringe'owym one linerem
  • Paskudne scenki przerywnikowe
  • Sporo ekranów ładowania

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *