0

Nie ma co dłużej się z tym kryć, ale polski gamedev już jakiś czas temu zapisał się złotymi zgłoskami w branży. Przyszła więc najwyższa pora, żeby pójść o krok dalej i bez żadnego wstydu czy kompleksów tworzyć gry na wskroś polskie, osadzone w naszej rzeczywistości i czerpiące z niej pełnymi garściami. Co prawda podobne produkcje pojawiały się już wcześniej, jednak dopiero w ostatnim czasie dostajemy ich prawdziwe zatrzęsienie. Dobrym przykładem jest niedawno recenzowana przez nas Auto Fuszerka, a także dzisiaj omawiany Majster Symulator.

Gra przenosi nas do starych, dobrych postkomunistycznych lat 90. XX wieku. Wcielamy się w Maćka, młodego chłopaka, który otrzymał od ciotki z Ameryki jej stary dom. Niestety szybko okazuje się, że budynek wymaga paru drobnych, wręcz symbolicznych remontów. Problem w tym, że do ich przeprowadzenia potrzebne są pieniądze, a tymi nasz bohater zdecydowanie nie szasta. Maciek zatrudnia się więc jako pomocnik pana Zbyszka, miejscowego majstra, który zjadł zęby na niejednej naprawie i opróżnił przy tym niejedną flaszkę wódki. Niestety dość szybko dochodzi do wypadku, w wyniku którego Zbyszek żegna się ze światem doczesnym. Nie trafia jednak do krainy wiecznych remontów. Zamiast tego pozostaje przy nas jako duch, służąc radą i przyuczając Maćka do fachu. Los chce jednak, że dokładnie w tym samym czasie rozpoczynają się zawody o tytuł SuperMajstra całej gminy. Zachęceni przez Zbyszka dołączamy do rywalizacji, by zdobyć sławę, pieniądze, alkohol i dziewczyny. A przy okazji także dokopać jego staremu arcywrogowi, Januszowi.

W przeciwieństwie do wielu innych symulatorów, szczególnie tych skupionych na remontach, Majster Symulator jest grą dość liniową. Przechodzimy przez kolejne, przygotowane przez twórców poziomy, aż w końcu docieramy do finału i napisów końcowych. Ukończenie całej gry zajęło mi przyzwoite sześć godzin. Misje główne nie są jednak jedyną atrakcją, jaka na nas czeka. Po drodze możemy podejmować również liczne zlecenia poboczne, które nieco wydłużają czas zabawy. Co istotne, nie musimy się do nich w żaden sposób przygotowywać. Klient zapewnia wszystkie potrzebne narzędzia i materiały, więc pozostaje nam jedynie wykonać robotę. Inaczej wygląda to w przypadku misji głównych. Tutaj zdobyte materiały pozostają w naszym ekwipunku, dlatego warto rozsądnie nimi gospodarować. A gdy tylko nadarzy się okazja, również kraść.

Majster Symulator to przede wszystkim gra komediowa, dlatego nie ma co oczekiwać po niej głębokiej historii pełnej zwrotów akcji, skomplikowanych wątków i wielkich dramatów. Prawda jest taka, że jeśli chodzi o fabułę, nie jest dobrze. Co prawda nie jest też źle. Można powiedzieć, że jest średnio… W każdym razie! Muszę przyznać, że gra ma całkiem wyrazistych bohaterów, przepełnionych typowo polskimi przywarami. Niektórych widujemy na ekranie zaledwie raz, a mimo to potrafią zapaść w pamięć i dać się polubić. Nie zmienia to jednak faktu, że Majster Symulator nie jest grą nastawioną na opowiadanie szczególnie dobrej historii. Podobnie jak wspomniana we wstępie Auto Fuszerka, stawia przede wszystkim na humor i kolejne gagi. Przytłaczająca większość z nich trafi głównie do polskiego odbiorcy, choć znajdzie się tu również trochę bardziej uniwersalnego, pythonowskiego humoru, który powinien być zrozumiały także poza naszym krajem.

Jednak w ciągu całej, trwającej około sześciu godzin gry tylko raz złapałem się za głowę i naprawdę zaśmiałem. Niestety Majster Symulator nie bawił mnie tak, jak wspomniana już Auto Fuszerka, choć obie produkcje wręcz ociekają absurdalnym, groteskowym i mocno memicznym humorem przesiąkniętym polskością. To komedia bardzo zbliżona do tego, do czego przez lata przyzwyczaił nas grubas Walaszek, twórca takich satyrycznych dzieł jak Kapitan Bomba, Blok Ekipa czy Egzorcysta, które w wyjątkowo krzywym zwierciadle pokazują naszą nudną, a często smutną codzienność. Zresztą w grze znalazło się nawet bezpośrednie nawiązanie do tego ostatniego dzieła.

Nie znaczy to jednak, że przez całą grę siedziałem z kamiennym wyrazem twarzy niczym posąg z Wyspy Wielkanocnej. Wręcz przeciwnie, przez większość czasu na mojej twarzy gościł uśmiech, czy to za sprawą kilku naprawdę dobrze pomyślanych żartów, czy sposobu, w jaki twórcy ukazują w krzywym zwierciadle polskie przywary, zwyczaje i internetowe memy. Widać, że autorzy całkiem nieźle czują zarówno polską rzeczywistość, jak i rodzimą kulturę internetową, a przy tym potrafią sprawnie wpasować je w realia, czy tego chcemy, czy nie, coraz bardziej zamierzchłych lat 90. XX wieku.

Równie wyraźnie wyczuwalny jest klimat Polski lat 90. Osoby pamiętające tamte czasy od razu może uderzyć potężna fala nostalgii i powracających wspomnień. Bardzo przyjemnie ogląda się połączenie starych, dobrych polskich blokowisk, charakterystycznej dla tamtego okresu codzienności i całkiem świeżego humoru. I powiem szczerze, to właśnie te dwie warstwy, komediowa oraz związana z atmosferą, były głównym powodem, dla którego dotrwałem do napisów końcowych. Bo nie oszukujmy się, Majster Symulator zwyczajnie nie jest dobrą grą. Rozumiem, że to produkcja o odwalaniu fuszerki i twórcy najwyraźniej postanowili dać z siebie całe 30%, ale chyba nie tędy droga.

Swoją tyradę pozwólcie, że zacznę od strony technicznej, choć paradoksalnie optymalizacja okazuje się tutaj najmniejszym złem. Grę testowałem na komputerze wyposażonym w RTX 5080 oraz Ryzena 7 9800X3D, w rozdzielczości 4K i przy wszystkich ustawieniach graficznych ustawionych na maksimum. W Majster Symulator nie uświadczymy ani rozległych, otwartych przestrzeni, ani szczególnie imponującej oprawy graficznej. Wręcz przeciwnie, większość rozgrywki odbywa się na niewielkich, momentami wręcz klaustrofobicznych poziomach, a sama grafika wygląda tak, jakby pamiętała jeszcze początki obecnego milenium. Tym bardziej zaskakuje fakt, że wydajność gry przypomina jeden wielki parkour.

W zależności od lokacji liczba klatek potrafi zmieniać się wręcz absurdalnie. W niektórych miejscach licznik pokazuje nawet około 200 FPS, podczas gdy w innych spada do 60-70. I jasne, są to nadal wartości zapewniające całkowicie komfortową rozgrywkę, z czym trudno dyskutować. Problem zaczyna się wtedy, gdy gra w jednej chwili spada z, dajmy na to, 180 klatek do 70 tylko dlatego, że przeszliśmy przez drzwi do innej lokacji. Tak gwałtowne skoki są wyraźnie odczuwalne i zwyczajnie drażnią oko. Najbardziej zastanawiające jest jednak to, że często trudno wskazać jakikolwiek konkretny powód takich różnic. Na ekranie nie dzieje się nagle nic szczególnie wymagającego, lokacja nie staje się bardziej rozbudowana, a mimo to wydajność potrafi spaść o ponad połowę.

O wiele gorzej wypada ogólny stan techniczny produkcji. Pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że w obecnym stanie Majster Symulator momentami ociera się może nie o granicę grywalności, bo to byłyby za mocne słowa, ale z pewnością o granicę komfortu i przyjemności grania. I jeszcze raz powtórzę: to, że gra opowiada o odwalaniu fuszerki, nie oznacza, że sama również powinna być fuszerką. A tutaj, niestety, trudno od takiego określenia uciec.

Zliczenie wszystkich błędów, na jakie natknąłem się podczas tych kilku godzin zabawy, zajęłoby mi chyba cały dzień. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że fundamenty gry są na tyle stabilne, iż przynajmniej nie wyrzuca ona gracza do pulpitu. A czasami aż szkoda, bo człowiekowi przydałaby się chwila przerwy. Wyraźnie widać, że twórcy przewidzieli całkiem spory margines błędu przy realizowaniu poszczególnych etapów remontu. Mimo to zdarzają się sytuacje, w których niektóre cele zwyczajnie nie zostają zaliczone, choć wykonaliśmy wszystko zgodnie z poleceniem. Innym razem potrafią zniknąć podświetlenia obiektów oraz możliwość jakiejkolwiek interakcji z otoczeniem. Szczególnie uciążliwe staje się to wtedy, gdy nagle nie możemy otworzyć drzwi prowadzących do miejsca, w którym czeka na nas dalsza część zadania, albo wsiąść do własnego samochodu. Co ciekawe, a zarazem dosyć dziwne, tego rodzaju problemy spotykały mnie wyłącznie podczas wykonywania zadań pobocznych. Kampania główna pod tym względem zachowywała się znacznie lepiej.

Ostrożność warto zachować również podczas wczytywania zapisów gry, ponieważ potrafi być to dość ryzykowne i frustrujące. Kilka razy zdarzyło mi się, że po wczytaniu zapisu zamiast pojawić się w miejscu, w którym wcześniej zakończyłem rozgrywkę, lądowałem gdzieś poza mapą. Nieraz zmuszało mnie to do cofania się do jeszcze wcześniejszych zapisów i liczenia na to, że tym razem gra łaskawie umieści mnie tam, gdzie faktycznie powinienem się znaleźć.

Zasady rozgrywki są dosyć proste. Trafiamy do lokacji, w której czeka na nas kilka konkretnych celów remontowych. Do ich realizacji wykorzystujemy materiały, które posiadamy już w ekwipunku, kupujemy w sklepie budowlanym albo otrzymujemy od klienta. W tym ostatnim przypadku warto pamiętać, żeby po skończonej robocie zabrać ze sobą wszystko, co tylko da się wynieść. Bo tak, to w końcu gra o odwalaniu fuszerki. Produkcja pokazująca polskich majstrów w mocno krzywym zwierciadle, choć nie zawsze aż tak bardzo oderwanym od rzeczywistości. Tutejsi fachowcy to złodzieje, alkoholicy, a przede wszystkim partacze, którzy chcą jak najmniejszym kosztem zarobić jak najwięcej. I dokładnie taki jest również nasz cel. Odwalić fuszerkę, zrobić wszystko jako tako, najlepiej na oko, ograniczyć wysiłek do absolutnego minimum, zgarnąć pieniądze i zarządzić fajrant.

Zasadniczo jesteśmy tu w stanie zająć się niemal każdą pracą remontową, jaka tylko przyjdzie nam do głowy. Wstawiamy nowe meble, naprawiamy stare, montujemy okna i drzwi, łatamy ściany, wymieniamy instalację elektryczną i wykonujemy całą masę innych drobniejszych robót. Rzeczy do naprawienia jest całkiem sporo, a gra oddaje w nasze ręce narzędzia potrzebne do uporania się z każdą z nich. I wszystko byłoby pięknie, bo kryje się w tym naprawdę spory potencjał na niebagatelną grę o remontowaniu i odnawianiu pomieszczeń, w której domyślną filozofią pracy jest zrobić szybko, byle jak i na odpierdol. Brzmi jak całkiem niezły przepis na udaną produkcję. Nawet asortyment sklepu budowlanego wypada przyzwoicie. Nie jest może przesadnie rozbudowany, ale trudno też nazwać go ubogim.

Niestety poza warstwą humorystyczną trudno czerpać z samej rozgrywki większą przyjemność, a przede wszystkim satysfakcję z wykonywanych napraw. Fundamenty mają potencjał, żeby sprawiać frajdę i momentami rzeczywiście tak się dzieje. Problem w tym, że tylko momentami.

Jest tu kilka elementów, które skutecznie utrudniają dobrą zabawę, a o części z nich zdążyłem już wcześniej wspomnieć. Samo sterowanie jest zwyczajnie niewygodne. Poruszanie się po niektórych zagraconych lokacjach potrafi przypominać prawdziwy tor przeszkód, a przestawianie znajdujących się na drodze przedmiotów bywa karkołomnym zadaniem, szczególnie gdy coś się o coś zaklinuje. Wystarczy odrobina pecha, żeby całkowicie zablokować sobie przejście i niewiele dało się już z tym zrobić. Drażni również to, jak delikatne potrafi być niemal wszystko dookoła. Czasami wystarczy przypadkiem zahaczyć przenoszonym pudłem o jakiś element otoczenia, żeby go uszkodzić. Ofiarą może paść szyba w drzwiach, świeżo położone płytki albo coś innego, czego absolutnie nie mieliśmy zamiaru niszczyć.

Mógłbym naprawdę długo wymieniać nie tylko błędy, ale również niedopracowane mechaniki i rozwiązania, przez które Majster Symulator nie daje tyle frajdy, ile mógłby dawać. Większość problemów sprowadza się jednak do jednego, czyli niedokładnego, nieprecyzyjnego i sprawiającego wrażenie zrobionego po łebkach sterowania. Najmocniej czuć to podczas samych remontów. Sterowanie jest momentami tak nieprecyzyjne, że nawet jeśli bardzo chcemy wykonać robotę porządnie, gra zwyczajnie nam na to nie pozwala. Efekt końcowy niemal zawsze wygląda koślawo i niechlujnie, niezależnie od naszych starań. Nie jest to więc produkcja dla osób, które cenią perfekcję i satysfakcję płynącą z dobrze wykonanej roboty. Tutaj nawet perfekcjonista zostanie siłą przerobiony na partacza.

Od strony audiowizualnej Majster Symulator chyba najmocniej obnaża swoje ograniczenia i niewielki budżet. To produkcja zwyczajnie brzydka, mocno przestarzała i mało przyjemna dla oka. Oprawa graficzna nie zachwyca praktycznie w żadnym momencie i trudno znaleźć w niej coś, co mogłoby zrobić większe wrażenie.

Jeszcze gorzej wypada jednak warstwa dźwiękowa. Większość utworów, choć wierzę, że nie wszystkie, została wygenerowana przy pomocy sztucznej inteligencji i niestety słychać to praktycznie od pierwszych nut. Nie wiem, czy tylko ja mam z tym taki problem, ale zwyczajnie nie jestem w stanie słuchać tego typu muzyki przez dłuższy czas. Brakuje jej charakteru, naturalności i zwykłego ludzkiego czynnika. Znacznie lepiej wypada dubbing. Aktorsko, choć wyraźnie amatorsko, stoi on na całkiem przyzwoitym poziomie i w wielu scenach dobrze współgra z komediowym tonem gry. Niestety nawet tutaj w niewielkim stopniu wykorzystano sztuczną inteligencję, co pozostawia pewien niesmak.

Jako weteran wszelkiego rodzaju gier symulacyjnych wiązałem z Majster Symulator całkiem spore nadzieje, szczególnie że zwiastun nastawiał mnie do produkcji bardzo pozytywnie. I tutaj od razu muszę was przestrzec, żebyście nie dawali się materiałom promocyjnym zbyt łatwo zwieść. Pokazywały one sporo funkcjonalności i elementów, które ostatecznie nigdy nie trafiły do właściwej gry.

Pomijając jednak tę kwestię i oceniając wyłącznie produkt, który faktycznie otrzymaliśmy, trudno mi powiedzieć o nim wiele dobrego poza tym, że jest zabawny, klimatyczny i niewątpliwie miał spory potencjał. Niestety obecnie jest to produkcja mocno niedopracowana, pełna błędów i problematycznych rozwiązań. Tragiczne sterowanie, niemal całkowity brak precyzji podczas wykonywania prac oraz kilka wyraźnie nieprzemyślanych decyzji projektowych skutecznie odbierają przyjemność płynącą z rozgrywki.

Na domiar złego Majster Symulator nie należy też do najtańszych, ponieważ kosztuje aż 69,99 zł, co jest dosyć nieadekwatną kwotą jak za produkt, który ostatecznie otrzymaliśmy. Mam jednak nadzieję, że twórcy nie porzucą projektu w takim stanie. Liczę, że wezmą sobie do serca krytykę graczy, poprawią najbardziej dokuczliwe problemy i doprowadzą tę produkcję do porządku. Byłoby zwyczajnie szkoda zmarnować potencjał, który bez wątpienia gdzieś pod warstwą tej całej fuszerki nadal się kryje.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

4.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
4.0
Udźwiękowienie
2.0
Gameplay
5.0
Fabuła
7.0
Strona techniczna
3.5
Ocena ogólna
4.0
Zalety
  • Świetny klimat lat 90. XX wieku
  • Polska ukazana w krzywym zwierciadle zawsze bawi
  • Potencjał był spory...
Wady
  • ...Niestety wykonanie już tragiczne
  • Przedziwna optymalizacja
  • Tragiczne sterowanie
  • Gra tonie w błędach
  • Brzydka jak noc
  • Sporo utworów wygenerowanych przez AI
  • Nie bawi tak dobrze, jakby mogła

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *