Czasem, gdy studio próbuje czegoś nowego, nie jest to zawsze dobrym pomysłem. Jestem fanem tego, gdy studia deweloperskie postanawiają wyjść ze swojej strefy komfortu. Jasne, można ciągnąć sukces jednej serii przez dziesiątki lat, tak jak robi to Square Enix z Final Fantasy, Ubisoft z Assassin’s Creed czy Game Freak...
Czasem, gdy studio próbuje czegoś nowego, nie jest to zawsze dobrym pomysłem.
Jestem fanem tego, gdy studia deweloperskie postanawiają wyjść ze swojej strefy komfortu. Jasne, można ciągnąć sukces jednej serii przez dziesiątki lat, tak jak robi to Square Enix z Final Fantasy, Ubisoft z Assassin’s Creed czy Game Freak z Pokémonami. Jednak to trzecie studio w końcu postanowiło zrobić coś niespodziewanego, czyli stworzyć wysokobudżetowego i multiplatformowego RPG-a z całkowicie nowego IP. Jasne, Game Freak okazjonalnie wypuszczało inne gry niż Pokémony, lecz zwykle były to mniejsze produkcje, które nigdy nie aspirowały do bycia czymś większym czy widowiskowym.
Przypadek, który dzisiaj biorę na tapet, to trochę inna para kaloszy. W 2023 roku Private Division, czyli część Take-Two Interactive, ogłasza, że wchodzi w partnerstwo ze studiem Game Freak w celu wypuszczenia nowego, dużego projektu o nazwie „Project Bloom”. W trakcie ogłoszenia nie ujawniono żadnych szczegółów, oprócz tego, że projekt celuje ze swoją premierą w 2026 rok. Po 3 latach oczekiwania wszystko poszło zgodnie z planem, jeżeli chodzi o utrzymanie harmonogramu, i już pod nową nazwą „Beast of Reincarnation” Game Freak wydaje nowy projekt. Jednak czy taki skok na głęboką wodę dla tego studia jest udany? Niestety, nieszczególnie.
Życie w apokalipsie
Akcja „Beast of Reincarnation” rozgrywa się w postapokaliptycznej Japonii, wiele lat po tym, jak tajemnicza plaga zniszczyła całą cywilizację. Większość ludzkości zginęła, a dzika przyroda odzyskała większość terenu. Po okolicy grasują robotyczne „golemy” oraz potwory opanowane przez plagę. My wcielamy się w rolę Emmy, wojowniczki, która sama została zarażona plagą. Zarażenie Emmy nadaje jej nadprzyrodzoną kontrolę nad roślinami, co odgrywa ważną rolę zarówno w walce, jak i podczas eksploracji. Emmie towarzyszy Koo, pies, który również włada nadprzyrodzonymi mocami i oczywiście pomaga naszej bohaterce w walce z plagą. Na pierwszy rzut oka widać, że Game Freak czerpie sporo inspiracji z „Księżniczki Mononoke” od studia Ghibli, lecz robi to w sposób dość nieudolny.
Fabuła w „Beast of Reincarnation” zbytnio przeszkadza w rozgrywce i jest przedstawiona tak słabo, że nawet jej najlepsze pomysły nie mogą się w pełni rozwinąć. Najciekawsze wątki fabularne są przytłoczone przez nudne wyjaśnienia, mało interesujące interakcje między postaciami oraz pozbawiony duszy scenariusz. Nie pomaga również tragiczne angielskie aktorstwo, które brzmi, jakby było wykonane bez żadnego reżysera głosowego. Znacznie bardziej wciągającym sposobem na poznanie tej gry jest zignorowanie fabuły i swobodne odkrywanie rozległych obszarów tego zdewastowanego przez plagę świata.
Mamy Sekiro w domu
„Beast of Reincarnation” ma problem z tym, czym w ogóle chce być. Z jednej strony czerpie masę inspiracji z „Sekiro: Shadows Die Twice” studia FromSoftware, a z drugiej wszystko jest strasznie niedopracowane i nie zbliża się poziomem jakości do gier tego studia. Emma może ciąć i siekać swoich przeciwników, ale kluczem do zwycięstwa są idealnie zgrane w czasie parowania, które napełniają paski oszołomienia wrogów i pozwalają Emmie wykorzystać specjalne umiejętności jej psa Koo, znane jako Bloom Arts. Bloom Arts znacznie spowalniają akcję, dając nam możliwość wyboru ataku z menu, tak jakbyśmy grali w turowego RPG-a, a następnie wykonania go poprzez naciśnięcie przycisku w odpowiednim momencie, aby w pełni wykorzystać jego potencjał.
Na papierze brzmi to całkiem nieźle, lecz momentami jest to po prostu przekombinowane, a samej walce nie pomaga to, że w grze jest ciągły recykling przeciwników oraz bossów. Wspominając o bossach, to właśnie oni są największym rozczarowaniem tej produkcji, gdyż są po prostu nijacy. Najgorszym elementem rozgrywki związanej z bossami jest jednak to, że musimy walczyć z większością z nich aż trzykrotnie. Najpierw spotykamy bossa na mapie, podczas walki ucieka on do swojego leża, gdzie walczymy z nim drugi raz, a następnie dostaje on przebudzenia i w formie drugiej fazy walczymy z nim trzeci raz. Walki są oczywiście bardzo powtarzalne, gdyż ataki przeciwnika się nie zmieniają, a nowe, które otrzymuje, są niewystarczające, aby wprowadzić chociaż odrobinę świeżości. Dużym problemem jest też to, że większość bossów ma te same lub bardzo podobne do siebie ataki, więc powtarzalność jest już po prostu podkręcona do maksimum.
Wcześniej wspominałem, że masa elementów w „Beast of Reincarnation” jest niedopracowana, i pora to sprecyzować. Cała gra wygląda, jakby nie przeszła w ogóle procesu QA. Podczas walki ciągle czuć opóźnienia przy naciskaniu klawiszy, a cała walka jest całkowicie nieresponsywna. Są też momenty, gdy wciśniemy przycisk i zupełnie nic się nie dzieje, tak jakby gra tego w ogóle nie rejestrowała. Jest to szczególnie frustrujące przy walkach z bossami, gdy chcemy się uleczyć, a gra postanawia nic nie robić. Na mapie rozsiane są punkty, do których Emma może się przyczepić i użyć linki z hakiem. Niestety bardzo często kamera nie rejestruje, że jesteśmy w pobliżu takiego punktu, i po prostu nie przyczepia bohaterki do niego. Tego typu problemów jest więcej, które są powiązane z grafiką i animacjami, lecz o nich więcej za chwilę.
Brzydkie kaczątko w czasach apokalipsy
Beast of Reincarnation – grafika i optymalizacja
Dawno nie widziałem tak tragicznego wykorzystania silnika Unreal Engine 5 jak tutaj, w „Beast of Reincarnation”. Gra jest po prostu brzydka jak na dzisiejsze standardy. Bardzo często widać tutaj rozmyte tekstury, zlewające się ze sobą modele, tragiczny antyaliasing — to tylko kilka z najbardziej widocznych wad, jakie możemy tutaj znaleźć. Muszę też wspomnieć o niedopracowanych animacjach oraz kolizji otoczenia. Najbardziej rzuca się to w oczy, gdy próbujemy biec sprintem po schodach lub rampach, gdyż nogi Emmy podczas biegu zapadają się po kolana w teksturze, zamiast odpowiednio wykrywać powierzchnię.
Brakuje tutaj wielu współczesnych technologii, które, nieironicznie, są zaimplementowane w UE5, lecz kompletnie nie są wykorzystywane przez twórców. Pod względem optymalizacji też nie jest najlepiej. Co prawda na moim komputerze z RTX 5080 przez większość czasu gra śmiga w około 160 FPS, to zdarzają się momenty, gdzie ta liczba potrafi spaść o ponad 100 FPS. Nie jestem w stanie stwierdzić, co powoduje takie spadki, gdyż działo się to całkowicie losowo.
Teraz możemy przejść do najlepszej części “Beast of Reincarnation”, czyli muzyki. Jeżeli znacie gry Game Freaka to nie powinno być zaskoczeniem, gdyż muzyka zwykle jest najlepszą częścią ich produkcji. W tym przypadku ścieżką dźwiękową zajęli się Kow Otani (Shadow of the Colossus, Gundam), Cris Velasco (Bloodborne, Overwatch, seria God of War), Mikiya Hayashi, Yasuaki Iwata (Mario Kart 8, Animal Crossing: New Horizons, The Legend of Zelda: Breath of the Wild) oraz Go Ichinose (seria Pokemon). Soundtrack w “Beast of Reincarnation” jest mieszanką wyniosłych orkiestrowych utworów rodem z gier From Software oraz typowo japońskich utworów, które często można usłyszeć w różnych anime fantasy. Zadziwiająco dobrze to się wszystko ze sobą zgrywa, a nawet kilka utworów zostanie ze mną na dłużej, jak na przykład utwór z przebudzenia Emmy czy nawet utwór z menu głównego.
Podsumowanie
Beast of Reincarnation niestety jest porażką na całej linii dla Game Freak. Oprawa wizualna z zeszłej dekady, nieresponsywne sterowanie, błędy oraz problemy z wydajnością to tylko kilka elementów, które działają na niekorzyść tej produkcji. Jest mi niezwykle smutno z tego powodu, gdyż gra miała ogromny potencjał przed premierą, który został doszczętnie zniszczony gdy otrzymaliśmy finalny produkt.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została zakupiona przez recenzenta.
Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.