0

Rip and tear, until it is done.

Doom: The Dark Ages to bez wątpienia jedna z najlepszych gier 2026 roku. Potwierdzają to choćby nominacje do takich nagród jak BAFTA czy The Game Awards. Zresztą, podczas tej drugiej gali produkcja zdobyła nawet statuetkę w kategorii “Innowacja w zakresie dostępności”. Na naszym serwisie tytuł otrzymał z kolei wysoką ocenę 9/10 i zajął 8 miejsce w zestawieniu najlepszych gier roku. Gra sprzedała się w nakładzie zbliżającym się do miliona egzemplarzy, a dzięki usłudze Xbox Game Pass sięgnęło po nią aż trzy miliony graczy. To wynik, który robi wrażenie. Pojawienie się rozszerzeń do tej gry było więc kwestią czasu. I właśnie teraz, rok po premierze podstawowej wersji gry, możemy w końcu zagrać w pierwsze z nich, zatytułowane Revelations.

I fear no man. But that thing… It scares me.

W mojej recenzji sprzed roku równie mocno chwaliłem The Dark Ages, co nie ukrywałem swojego rozczarowania jako zagorzały fanatyk Eternala. Całego tekstu, do którego przeczytania zresztą serdecznie was zapraszam, nie będę powtarzał, ponieważ wiele elementów jest aktualnych również w przypadku DLC.

W dużym skrócie, The Dark Ages okazał się świetnym, dynamicznym shooterem, któremu trochę zabrakło do pobicia swojego starszego brata. Głównym powodem był brak wielu elementów, które sprawiały, że Eternal był tak znakomitą produkcją. Wyraziłem też wtedy nadzieję, że w przyszłości twórcy znajdą złoty środek między The Dark Ages a Eternalem, łącząc najlepsze rozwiązania obu gier, gdyż to mogłoby dać nam FPS-a ostatecznego.

I wiecie co? Twórcy najwyraźniej wysłuchali moich modłów i zrobili dokładnie to, na co liczyłem. Czy Revelations jest więc FPS-em ostatecznym? Jeszcze nie. Ale jest niebezpiecznie blisko zdobycia tego tytułu.

Nim jednak przejdziemy do prawdziwego mięska, czyli dynamicznej rozgrywki, pozwólcie, że na chwilę zatrzymam się przy fabule dodatku. Podobnie jak w przypadku rozszerzeń do DOOM Eternal, DLC do The Dark Ages kontynuuje historię znaną z podstawowej wersji gry. W końcu krucjata Doom Slayera nigdy się nie kończy.

Tym razem trafia on do Czyśćca, gdzie zostaje uwięziony i musi się z niego wydostać. Aby tego dokonać, musi przejść trzy próby. Fabuła jest prosta, ale to akurat w zupełności wystarcza. Problem pojawia się wtedy, gdy od czasu do czasu dostajemy przebłyski wydarzeń rozgrywających się poza Czyśćcem. Gra regularnie podrzuca nam kolejne informacje i rozwija poboczne wątki. Tylko czy naprawdę są one potrzebne? Szczerze mówiąc, nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby historia ograniczała się do prostego celu, a całą resztę poznawalibyśmy za pośrednictwem znajdowanych notatek czy nagrań audio. Fabuła powinna być przede wszystkim tłem dla akcji oraz sposobem na rozwijanie świata i jego lore. Kiedy jednak twórcy próbują postawić ją na pierwszym planie, bardzo szybko wychodzi na jaw, że zwyczajnie nie ma wiele do zaoferowania. Nie jest źle napisana, co najwyżej poprawna. To jedna z tych historii i jedna z tych obsad bohaterów, o których zapomina się kilka minut po napisach końcowych.

Jeszcze bardziej zbędny wydaje mi się wątek pokazujący przebłyski z życia Doom Slayera sprzed wydarzeń z oryginalnego DOOM-a z 1993 roku, kiedy był jeszcze zwykłym człowiekiem (Ale że jak!?). I tym razem problem nie leży w samym wykonaniu. To po prostu rodzi pytanie, czy taki wątek w ogóle był potrzebny.

Drażnił mnie również sposób, w jaki przedstawiono samego Doom Slayera. Jasne, w oczach demonów, Maykrów i zwykłych ludzi widać wobec niego strach oraz nabożny szacunek. Jednak podczas scen przerywnikowych my, jako gracze, widzimy go zupełnie inaczej. Przypomina tu bardziej spokojną bestie o przypiłowanych kłach niż chodzące wcielenie nieskończonego gniewu i pierwotnej formy zagłady. Oczywiście można to tłumaczyć tym, że The Dark Ages jest prequelem DOOM-a z 2016 roku i Eternala, więc Slayer miał jeszcze czas, by stać się tą przerażającą istotą, którą dziś znamy. Mimo wszystko pewien niesmak pozostaje.

Jest jednak coś, za co fabułę zdecydowanie trzeba pochwalić. Widać wyraźnie, że dodatki mają pełnić rolę płynnego pomostu między The Dark Ages a rozgrywającym się wiele lat później DOOM-em z 2016 roku. Twórcy stopniowo pokazują, jak Doom Slayer staje się postacią, którą znamy z nowszych odsłon serii, zarówno pod względem wyglądu, sposobu działania, jak i samego charakteru. I to wypada naprawdę dobrze, choć pełnej przemiany w Revelations jeszcze nie doświadczamy. Jestem jednak przekonany, że to właśnie drugie, wciąż niezapowiedziane DLC będzie stanowiło brakujące ogniwo i ostatecznie domknie tę historię. Jeśli tak się stanie, z przyjemnością zobaczę, jak twórcy doprowadzą tę przemianę do końca.

Pod względem długości Revelations oferuje dokładnie tyle samo, co każdy z dodatków The Ancient Gods do DOOM Eternal. Ukończenie rozszerzenia zajęło mi jedno, trwające około 5 godzin posiedzenie. Warto jednak zaznaczyć, że sama gra jest napakowana odnogami, sekretami i wyzwaniami, które potrafią znacząco wydłużyć czas zabawy. Jak na dodatek do liniowej strzelanki trzeba przyznać, że jest to więcej niż wystarczająca zawartość. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że oczywiście możemy ponownie rozgrywać wybrane misje. Co już nie jest takie oczywiste, podczas pierwszego przejścia nie zobaczymy wszystkiego, co dana mapa ma do zaoferowania. Powód jest prosty: część obszarów i sekretów wymaga narzędzi, które odblokowujemy dopiero w dalszej części historii. To całkiem ciekawe podejście, które daje dobry powód, by wracać do ukończonych wcześniej poziomów.

Wspomniałem już wcześniej, że Revelations odnalazło złoty środek, łącząc najlepsze elementy The Dark Ages oraz Eternala. A przynajmniej zrobiło to do pewnego stopnia. Podstawowe The Dark Ages, mimo że wciąż było niezwykle szybką i dynamiczną grą, w której na ekranie działo się naprawdę dużo, znacząco różniło się od poprzednich odsłon serii. Doom Slayer przypominał bardziej rozpędzony czołg z tarczą, który mimo swojej masywności potrafił poruszać się zaskakująco szybko. To było inne podejście do rozgrywki, ale dla wielu graczy zabrakło w nim jednego kluczowego elementu: zręczności i mobilności Slayera, z której tak dobrze znaliśmy go chociażby z wspomnianego już wielokrotnie Eternala. Twórcy najwyraźniej wsłuchali się w głosy graczy i postanowili wyjść im naprzeciw.

A wszystko za sprawą jednego nowego narzędzia, włóczni. Ta prosta broń, która zastępuje znaną z podstawowej wersji gry tarczę, jest prawdziwym, dosłownym game changerem. Swoją drogą, warto zaznaczyć, że w dowolnym momencie możemy zamieniać tarczę na włócznię i odwrotnie. W jednej chwili zmieniła ona ociężałego czołga, jakim był Slayer z The Dark Ages, w dynamiczną i skoczną maszynę do zabijania, którą tak dobrze znaliśmy z Eternala. Ta jedna zmiana dała mi dokładnie to, czego brakowało mi w podstawowej wersji gry. Dzięki włóczni możemy przyciągać się do przeciwników niczym za pomocą haka z łańcuchem, korzystać ze zrywów podczas uników, a także zyskać znacznie większą kontrolę nad postacią w powietrzu. To jednak dopiero początek. Sama broń, podobnie jak tarcza, pozwala odbijać część nadlatujących ataków, a dodatkowo oferuje zupełnie nowe możliwości ofensywne oraz zdolności pasywne. Możemy między innymi wykonywać zamachy włócznią, przeprowadzać specjalne ataki, a także po prostu rzucać nią we wrogów.

Żeby tego było mało, na ekranie dzieje się naprawdę dużo. Bardzo dużo. Więcej niż w jakiejkolwiek wcześniejszej odsłonie tej serii. W jednej chwili potrafią pojawić się dziesiątki najróżniejszych przeciwników, a każdy z nich robi wszystko, byle tylko nas dopaść. Takiego chaosu i takiej rzezi na ekranie w tej serii jeszcze nie widziałem. Mówiąc prostym językiem, to DLC wchodzi jak złoto. Dosłownie siedząc w fotelu i grając, czułem, jak gra potrafi mnie fizycznie wymęczyć. Revelations nie daje chwili wytchnienia i potrafi wycisnąć z gracza absolutnie wszystko.

W szczególności że, albo tylko mi się wydaje, albo twórcy naprawdę mocno podkręcili poziom trudności. Do tej pory uważałem się za weterana serii. Samego Eternala ukończyłem kilka razy na poziomie Nightmare, a raz udało mi się nawet przejść go na Ultra-Nightmare. Tutaj, w przypadku Revelations, ginąłem raz za razem, i to na średnim poziomie trudności. Przeciwnicy, a zwłaszcza całe ich legiony, nie mają absolutnie żadnej litości. Najbardziej można to odczuć w trakcie starć z bossami, które swoją drogą zostały zaprojektowane fenomenalnie. To wymagające, ale satysfakcjonujące pojedynki, do których aż chce się wracać. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać, czy przypadkiem nie gram w kolejne Dark Soulsy. Tak, Revelations jest zdecydowanie trudniejsze niż jakakolwiek wcześniejsza odsłona serii. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że jest to poziom trudności w pełni sprawiedliwy. Wystarczy z czasem nauczyć się mechanik i po prostu „git gud”, aby zacząć sobie radzić. Sam zauważyłem, że pod koniec gry ginąłem znacznie rzadziej niż na początku.

Niestety, podróż do Czyśćca sprawiła, że zostaliśmy nieco osłabieni. Oznacza to, że ponownie musimy wzmacniać swoją postać. Na szczęście nie dotyczy to wszystkiego, a jedynie otrzymanej włóczni oraz naszego stroju. Ulepszenia włóczni, jej ataków, a także nowe ruchy będziemy odblokowywać za walutę zwaną platyną. Od czasu do czasu znajdziemy ją ukrytą na planszach, jednak prawdziwym źródłem tego surowca będą odnajdywane relikty. Jeśli uda nam się zebrać wszystkie części danego reliktu, możemy liczyć na pokaźny zastrzyk platyny. Jeśli chodzi o ulepszenia stroju, są one znacznie prostsze. Ograniczają się wyłącznie do zwiększania maksymalnego poziomu zdrowia, pancerza oraz ilości przenoszonej amunicji. Tego typu ulepszenia wykupujemy natomiast za serca zdobywane po pokonaniu potężniejszych przeciwników.

Z innych nowości warto wspomnieć, że w grze pojawiło się kilka nowych rodzajów przeciwników, a także powróciło parę znajomych twarzy z wcześniejszych odsłon serii, które niestety nie zagrzały miejsca w podstawowym The Dark Ages.

Jeśli chodzi o konstrukcję poziomów, tutaj również mamy wyraźny powrót do korzeni. Poza głównym hubem Czyśćca wszystkie lokacje, które będziemy przemierzać, to klasyczne, liniowe i korytarzowe przejścia. Zupełnie jak za starych, dobrych czasów. Tym samym w rozszerzeniu nie znajdziemy wielkich, otwartych map, na których mamy pełną swobodę w realizowaniu celów. Nie nastawiałbym się również na kolejne sekwencje z lataniem na smoku czy sterowaniem potężnym mechem. Revelations to po prostu czysta, nieskrępowana rzeź w klasycznym wydaniu. Ponadto rozgrywana na naprawdę starannie wykonanych z wyraźnym charakterem i pomysłem na siebie. I szczerze mówiąc, niczego więcej do szczęścia tutaj nie potrzeba.

Jednym z elementów, na które narzekałem w mojej recenzji The Dark Ages, była ścieżka dźwiękowa. Ale absolutnie nie dlatego, że była słaba. Co to, to nie. Problem polegał na tym, że w porównaniu do arcydzieł stworzonych przez Micka Gordona, Andrewa Hulshulta i Davida Levy’ego w poprzednich odsłonach serii, nowy zespół nie sprostał w pełni temu wyzwaniu. Ostatecznie otrzymaliśmy muzykę, która była co najwyżej poprawnym i niezauważalnym tłem, choć najczęściej zwyczajnie rozczarowywała. Wygląda jednak na to, że muzycy powoli zaczynają rozumieć, czego potrzebuje ta seria, i w końcu dostarczają utwory, na jakie DOOM zasługuje. Oczywiście nie ma mowy, aby na obecnym etapie mogły one przebić oryginalne aranżacje, ale nie zmienia to faktu, że nowe kawałki towarzyszące nam podczas rzezi są prawdziwymi bangerami. Nie zliczę ile razy przyłapywałem się na tym, że podczas trwającej na ekranie rzezi sam headbangowałem i wytupywałem rytm nogą. Właśnie tego tutaj brakowało! Mamy to! DOOM is back!

Strony wizualnej nie będę tutaj szczegółowo oceniać, ponieważ względem podstawowej wersji gry praktycznie nie zaszły żadne zmiany graficzne. Na ten temat wypowiadałem się już w recenzji pierwotnego The Dark Ages, więc nie ma sensu ponownie poruszać tych samych kwestii. Podobnie wygląda sprawa optymalizacji. Aczkolwiek od czasu tamtej recenzji przesiadłem się na monitor 4K, dzięki czemu mogę nieco uaktualnić wcześniejsze informacje. W tej rozdzielczości, przy najwyższych ustawieniach graficznych, gra utrzymuje się w przedziale 100 do 120 klatek na sekundę. I tak, to co pisałem poprzednio, nadal pozostaje aktualne. Wbudowany generator klatek jest w tej produkcji kompletnie zbędny, nawet przy wyższych rozdzielczościach.

W zeszłorocznej recenzji DOOM: The Dark Ages pisałem, że ta gra jest młodszym braciszkiem DOOM Eternal, który depcze mu po piętach. I choć nadal nie mogę powiedzieć, że DLC Revelations przegoniło poprzednią odsłonę albo nawet zrównało się z jej poziomem, to zbliżyło się do niej niebezpiecznie blisko. Eternal może już czuć oddech swojego młodszego brata na karku, a jego umięśnioną pierś na plecach.

Twórcy podjęli tutaj masę świetnych decyzji, dzięki którym Revelations zbliża się do miana idealnego FPS-a. Oczywiście nadal potrafi męczyć niepotrzebną fabułą, która DOOM-owi jest potrzebna mniej więcej tak bardzo jak łysemu grzebień, ale cała reszta stoi na naprawdę wysokim poziomie. To kawał świetnie zaprojektowanej gry, przy której bawiłem się wybornie i do której z ogromną chęcią wrócę jeszcze niejednokrotnie przed premierą kolejnego rozszerzenia, a miejmy nadzieję, także kolejnej odsłony serii.

Revelations polecam każdemu fanowi DOOM-a oraz wszystkim miłośnikom dynamicznych FPS-ów. Nie będziecie zawiedzeni.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
DLC do recenzji zostało podarowane przez wydawcę Bethesda.

9.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
9.0
Udźwiękowienie
9.5
Gameplay
10.0
Fabuła
6.7
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
9.5
Zalety
  • Doskonała optymalizacja

  • Brak jakichkolwiek błędów

  • O wiele lepsza muzyka niż w podstawowym The Dark Ages

  • Świetny pomost gameplay'owy pomiędzy The Dark Ages a Eternalem

  • Znacznie trudniejsza niż podstawka

  • Świetnie zaprojektowani bossowie

  • Wciąga jak heavy-metalowe bagno

Wady
  • Czy naprawdę DOOM potrzebuje tak opowiadanej fabuły?

  • Doom Slayer wydaje się mieć tu przypiłowane kły

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *