0

Piaskownic z otwartym światem, elementami survivalu, craftingiem oraz dużym naciskiem na budowanie jest dziś więcej, niż ktokolwiek byłby w stanie zliczyć. Czy Solarpunk, jako kolejny przedstawiciel tego niezwykle popularnego gatunku, ma w ogóle szansę czymkolwiek nas zaskoczyć i wyróżnić się z tłumu?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. U podstaw Solarpunk nie odkrywa Ameryki na nowo. Można wręcz nazwać ten tytuł kolejną generyczną piaskownicą, i to z wyraźnie większymi ograniczeniami niż u wielu konkurentów. Naszą przygodę rozpoczynamy na jednej z podniebnych wysp. Już na wstępie warto zaznaczyć, że świat gry nie jest generowany losowo. Mapa pozostaje niezmienna od początku do końca rozgrywki.

Zabawę zaczynamy od samouczka, który w rzeczywistości okazuje się jedynie suchą listą zadań do odhaczenia. Po jej zaliczeniu gra zostawia nas samych sobie i pozwala robić, na co tylko mamy ochotę. Tak naprawdę te początkowe wytyczne można całkowicie zignorować i od razu zająć się własnymi planami, bo większość celów i tak zrealizujemy z czasem przy okazji. Największy problem polega na tym, że ten tutorial właściwie niczego nie uczy. Nie wyjaśnia sterowania, nie tłumaczy kluczowych mechanik ani nie podpowiada, gdzie szukać konkretnych surowców. Wszystko musimy odkrywać na własną rękę, przeklikując kolejne opcje i ucząc się metodą prób i błędów. Na szczęście rozgrywka jest na tyle prosta i intuicyjna, że nie staje się to szczególnie uciążliwe. Z czasem zyskujemy też możliwość stworzenia specjalnej książki, która działa jak podręczna encyklopedia i dość sprawnie objaśnia zasady rządzące tym światem. A przynajmniej ich większość.

Solarpunk rezygnuje z fabuły na rzecz czystej rozgrywki, co akurat wychodzi grze wyłącznie na plus. Choć to kolejny generyczny sandbox z budowaniem, to u swoich podstaw działa po prostu bez zarzutu. Eksplorujemy świat, zdobywamy surowce, wznosimy konstrukcje i odkrywamy nowe technologie. Wszystko to zostało zrobione z głową i sprawia masę frajdy. Jedynym mankamentem są mechaniki survivalowe, takie jak dbanie o zdrowie, głód czy pragnienie. Mają one tak marginalny wpływ na zabawę, że momentami całkowicie o nich zapominałem i równie dobrze mogłoby ich tu w ogóle nie być.

I choć, jak wspomniałem, w grze brakuje klasycznej fabuły, to twórcy wyraźnie wyznaczyli kierunek, w którym powinniśmy zmierzać. Naszym nadrzędnym celem jest uzyskiwanie dostępu do nowych technologii, przedmiotów oraz kolejnych wysp. Nowinki techniczne i unikalny sprzęt zdobywamy na dwa sposoby. Pierwszym jest samodzielne odkrywanie przepisów, a drugim kupowanie ich od przyjaznego robota, którego spotkamy na jednej z podniebnych lokacji. Oba te źródła oferują zupełnie inne profity, więc absolutnie nie można żadnego z nich zignorować. Aby wejść w posiadanie upatrzonego schematu, musimy zgromadzić odpowiednią liczbę konkretnych surowców. Te z kolei zdobywamy na coraz dalszych wyspach lub po prostu hodujemy sami. Żeby jednak w ogóle o tym myśleć, najpierw potrzebujemy odpowiednich narzędzi. Innymi słowy, gra napędza się sama. Odblokowujemy jedną rzecz, która otwiera nam drzwi do kolejnych etapów rozwoju. A co dzieje się, gdy zdobędziemy już wszystko? Nic. Albo wszystko. Na tym etapie można już bez żadnych ograniczeń skupić się na czystym budowaniu i tworzeniu w tym świecie wszystkiego, na co tylko przyjdzie nam ochota.

Choć słowo “wszystkiego” to jednak spore wyolbrzymienie. Możemy budować co chcemy, pod warunkiem, że nie ogranicza nas ukształtowanie terenu. Niestety nie mamy najmniejszego wpływu na jego modyfikację, co oznacza, że nasze architektoniczne zapędy szybko zderzą się z rzeczywistością. Masz w głowie pomysł na wspaniałą posiadłość? Super, szkoda tylko, że małe wybrzuszenie ziemi może całkowicie zablokować postawienie podłogi lub ściany w kluczowym miejscu. W efekcie Twój wymarzony projekt prawdopodobnie nigdy nie będzie wyglądał idealnie.

Od początku gry mamy dostęp jedynie do naszej domowej wyspy. Jeśli chcemy odwiedzić kolejne lokacje, musimy najpierw wybudować sterowiec. Samemu modelowi lotu trudno cokolwiek zarzucić. Sterowanie jest responsywne, a jednocześnie wyraźnie czuć, że kierujemy potężną, specyficzną maszyną. Jednak posiadanie podniebnego okrętu wcale nie oznacza pełnej wolności. Z początku zasięg pozwala jedynie na dotarcie do najbliższych wysepek. Aby zapuścić się w bardziej odległe rejony, musimy stale ulepszać nasz środek transportu. Do tego z kolei niezbędne okażą się wspomniane wcześniej modyfikacje i technologie.

Wysp jest łącznie piętnaście, nie wliczając w to platformy, na której rezyduje wspomniany wcześniej robot. Do dyspozycji dostajemy dwa biomy, leśny oraz zimowy. Niestety, choć oprawa graficzna jest miła dla oka, o czym jeszcze wspomnę, tak sam projekt lokacji wydaje się po prostu nijaki. Miejsca te są pozbawione charakteru i kompletnie niczym się nie wyróżniają. To po prostu kolejne punkty na mapie naszej podróży, których jedynym celem istnienia jest bezlitosne wyczyszczenie ich z surowców.

I choć Solarpunk nie wprowadza wielkiego powiewu świeżości do gatunku, to jest coś, co zdecydowanie wyróżnia ten tytuł na tle konkurencji. Mowa mianowicie o niesamowitej atmosferze oraz unikalnym kierunku artystycznym. Gra celuje w bardzo konkretną estetykę i sam tytuł nie jest tutaj przypadkowy. Solarpunk to przecież nurt w sztuce, który stara się pokazać przyszłość, w której ludzkość żyje w pełnej harmonii z przyrodą, a to idealnie oddaje ducha całej produkcji.

Żeby nie być gołosłownym, z czasem zyskamy możliwość budowy całych instalacji elektrycznych. Pozwolą one napędzać wiele przydatnych urządzeń, takich jak automatyczne zraszacze do pól uprawnych, wiertła górnicze czy piece hutnicze. Owszem, na początku możemy wrzucać do generatorów praktycznie wszelkie łatwopalne przedmioty, ale te surowce znacznie bardziej przydadzą się nam do dalszej rozbudowy bazy. Jak zatem zasilać naszą infrastrukturę? Odpowiedzią są odnawialne źródła energii, przykładowo panele fotowoltaiczne. Właśnie ta sielankowa atmosfera nieinwazyjnej technologii połączonej z wszechobecną przyrodą sprawia, że gra potrafi autentycznie urzec.

Wizualnie nie jest to być może najpiękniejsza produkcja na rynku. Śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że niektóre tytuły sprzed piętnastu lat prezentują się znacznie lepiej. Nie oznacza to jednak, że Solarpunk wygląda źle. Na grę patrzy się naprawdę przyjemnie, a ogromny wpływ mają na to dwa czynniki. Pierwszym jest wszechobecny efekt bloom, a drugim niesamowicie nasycone, wręcz jaskrawe barwy. Dominuje tu przede wszystkim zieleń, brąz oraz pomarańcz, z okazyjną bielą na niektórych zimowych wyspach. W kwestii audio przez większość czasu towarzyszą nam czyste, naturalne odgłosy otoczenia, które brzmią bardzo dobrze i budują odprężającą atmosferę. Muzyka jest tu znikoma i w praktyce niezauważalna, chyba żeby się naprawdę mocno przysłuchać. Dodatkowo, na szczególną uwagę zasługują efekty pogodowe. Wyglądają i brzmią wyśmienicie, a co najważniejsze, mają niemały wpływ na całą rozgrywkę.

Od strony optymalizacji nie ma się do czego przyczepić. Niezależnie od tego, czy akurat budujemy bazę, eksplorujemy świat, czy doświadczamy intensywnych zjawisk pogodowych, gra przez cały czas utrzymuje stabilny klatkarz i nie krztusi się ani przez moment. Jedynym minusem jest fakt, że jesteśmy zmuszeni do zabawy przy sztywnej blokadzie na poziomie 120 klatek na sekundę. Pod kątem technicznym również jest całkiem nieźle, choć znajdzie się tu kilka drobnych wpadek. Mowa na przykład o cieniu naszej postaci, który w ogóle nie odpowiada jej faktycznemu wyglądowi. Innym mankamentem jest to, że po włączeniu menu pauzy świat gry wcale się nie zatrzymuje i w najlepsze żyje własnym życiem. No i na koniec została nam jeszcze kwestia polskiej wersji językowej…

Cóż, polskie tłumaczenie w grze występuje i przez większość czasu wypada całkiem znośnie. W trakcie całej zabawy moją uwagę przykuło właściwie tylko jedno potknięcie, które mocno wybiło mnie z rytmu. Mowa o przetłumaczeniu kotła/garnka jako donicy. Trudno powiedzieć, czy to błąd ludzki, czy do polonizacji użyto po prostu jakiegoś automatycznego, mechanicznego narzędzia. To jednak pikuś w porównaniu z największym mankamentem lokalizacji, który choć nie wpływa na samą rozgrywkę, to potwornie kłuje w oczy. Chodzi o to, że silnik gry zupełnie nie radzi sobie z polskimi znakami diakrytycznymi. W efekcie na ekranie regularnie lądują wizualne potworki, na które trudno patrzeć bez zgrzytania zębami.

Z jednej strony Solarpunk to kolejny generyczny sandbox o budowaniu, z drugiej jednak nie można mu odmówić wyjątkowej atmosfery oraz niesamowicie relaksującej rozgrywki, która potrafi wciągnąć na dobrych dwadzieścia – a nawet więcej – godzin. Gra urzeka swoją estetyką i broni się bardzo solidnymi fundamentami. Mając jednak na uwadze, że na rynku znajdziemy znacznie większe i bardziej rozbudowane tytuły tego typu, raczej nie widzę powodów, by do niej regularnie wracać. To tytuł, który warto sprawdzić z czystej ciekawości, jednak z pewnością nie za obecną, dość absurdalną cenę wynoszącą 96,59 złotych.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

7.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
7.0
Udźwiękowienie
6.5
Gameplay
7.0
Zawartość
7.5
Strona techniczna
8.5
Ocena ogólna
7.0
Zalety
  • Atmosferyczny solarpunk

  • Relaksująca, wciągająca rozgrywka

  • Wspaniałe efekty pogodowe

Wady
  • Paskudne polskie znaki

  • Ograniczenia w budowaniu

  • Mało oryginalna piaskownica

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *