0

Śmierć nigdy nie jest przyjemnym tematem. Zwłaszcza gdy dotyczy naszych bliskich. Czasem nie zdążymy powiedzieć wszystkiego, zanim nadejdzie ich czas. Ale co, gdyby istniało medium, które pozwoliłoby nam choć ten jeden, ostatni raz porozmawiać ze zmarłą osobą?

W Spirit Talk – Cozy Visual Novel wcielamy się w młodą dziewczynę imieniem Julia, która jest medium. Podobnie zresztą jak jej matka i babka, bo talent do rozmawiania z duchami to u nich tradycja rodzinna. Niestety, starsze pokolenia odeszły już z tego świata, więc ktoś musiał przejąć po nich rodzinną schedę i tym kimś jesteśmy właśnie my. W efekcie postanawiamy na nowo otworzyć przybytek spirytystyczny w miasteczku o jakże wymownej nazwie Spirit Town.

Akcja gry rozgrywa się na przestrzeni kilku dni, począwszy od momentu ponownego otwarcia przybytku. Każdego dnia odwiedza nas paru klientów, którzy pragną porozmawiać ze zmarłymi bliskimi, a z każdą taką osobą wiąże się ciągnący przez kilka spotkań wątek. Sama fabuła okazuje się jednak prosta i przewidywalna do granic możliwości. Historie mają co prawda sens od początku do końca, ale żadna nie przykuwa uwagi. Zamiast zainteresowania wzbudzają raczej kompletną nudę i ziewanie. Grę można ukończyć w jeden wieczór, a dokładniej w niespełna trzy godziny, jednak ja osobiście miałem dość już po pierwszej, kiedy oczy same mi się zamykały. Spirit Talk, czego można się spodziewać po poruszanej tematyce, usilnie stara się wzbudzić w nas jakiekolwiek emocje. Być może to kwestia osobistej wrażliwości, jednak ja nie poczułem zupełnie nic, albo po prostu byłem zbyt znudzony, żeby cokolwiek wykrzesać. Postacie, choć mają namiastkę charakteru, zupełnie nie zapadają w pamięć. Dawno nie grałem w tytuł, który byłby mi tak potwornie obojętny.

Pod względem rozgrywki jest to najprostsza visual novelka, jaką można sobie wyobrazić. Całość sprowadza się do przeklikiwania bloków dialogowych, podczas gdy postacie od czasu do czasu zmieniają sprite’y, żeby stworzyć iluzję ruchu czy poruszania ustami. Brak tu jakichkolwiek, choćby pozornych opcji dialogowych, które dawałyby złudzenie wpływu na opowieść. Po prostu podpieramy głowę ręką i bezrefleksyjnie stukamy w przycisk spacji. Same dialogi nie są może tragicznie napisane, ale widać w nich niestety sporo amatorszczyzny.

Żeby jednak nie było, czasami między rozmowami jesteśmy zmuszeni do rzucenia zaklęcia. Przenosimy się wówczas do stanowiska alchemicznego, na którym musimy przygotować eliksir odpowiedni do danej sytuacji. Podpowiedź, co dokładnie należy stworzyć, otrzymujemy w jednej z kilku ostatnich linijek dialogu. A jak wygląda sam proces? Po prostu zaglądamy do księgi alchemicznej, zapamiętujemy składniki, a po jej zamknięciu klikamy je w odpowiedniej kolejności i gotowe. Fajnie, że twórcy zaoferowali jakiekolwiek urozmaicenie nudnego przeklikiwania się przez tekst. Szkoda tylko, że jest ono tak potwornie płytkie i banalne. W szczególności, że niepowodzenie w tej minigierce nie ma wpływu na nic poza odebraniem nam możliwości zdobycia odpowiednich achievementów.

Pomijając fakt, że Spirit Talk przypomina proste produkcje flashowe sprzed ponad dwudziestu lat, w jakie mogliśmy się zagrywać całkowicie za darmo w sieci, muszę przyznać, że jej styl graficzny jest doprawdy uroczy i estetyczny. To prostota, ale taka bardzo miła dla oka. Ścieżka dźwiękowa również nie jest tragiczna i całkiem ładnie wpasowuje się w tę oprawę, choć same utwory brzmią dość pusto, generycznie i nijako. Szkoda, że twórcy nie zatrudnili dedykowanego kompozytora, tylko zdecydowali się na gotowe motywy dostępne na licencji Creative Commons. Cóż, przynajmniej nie użyto tutaj sztucznej inteligencji, której prawdziwy wylew możemy zaobserwować ostatnio w niemal każdej niszowej grze.

Od strony technicznej, cóż, Spirit Talk działa, choć miewa swoje humorki. W szczególności widać to, gdy próbujemy bawić się rozdzielczością albo na chwilę zminimalizować okno, wtedy ekran potrafi kompletnie zwariować. Co niezwykle mnie zaskoczyło, jakimś cudem przy takim przełączaniu na pulpit gra potrafiła wymusić włączenie trybu HDR w moim monitorze. Jak tego dokonała, nie mam zielonego pojęcia. Drażni też brak opcji automatycznego zapisu, który przecież jest coraz częstszym standardem w tym gatunku. Jeśli mowa o płynności, to produkcja działa bez zarzutu, choć w momentach, gdy każdego ranka musimy przejść z domu do miejsca pracy, obraz potrafi smużyć.

Spirit Talk – Cozy Visual Novel to produkcja, która może nie jest tragiczna, jednak zawodzi na niemal każdym polu. To gra po prostu nudna, ze zmarnowanym potencjałem fabularnym. Oczekiwałem visual novelki, która urzeknie mnie nie tylko ładną oprawą graficzną, ale przede wszystkim poruszy opowieścią oraz wspaniale napisanymi bohaterami. W ostatecznym rozrachunku dostaliśmy prosty i nijaki tytuł, będący idealnym środkiem nasennym, który na dodatek przywodzi na myśl najstarsze i najprostsze flashowe gierki sprzed wielu dekad. Gdy dodamy do tego zatrważającą cenę wynoszącą 46,49 złotego, otrzymujemy pozycję, której w żadnym wypadku nie mogę polecić.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

4.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
7.0
Udźwiękowienie
5.0
Gameplay
3.5
Fabuła
3.5
Strona techniczna
7.0
Ocena ogólna
4.0
Zalety
  • Urocza oprawa graficzna

  • Krótka

  • Idealna jako środek nasenny

Wady
  • Ekstremalnia nudna

  • Fabularnie banalna

  • Prosta i nijaka mini-gierka

  • Cena kompletnie nieadekwatna do otrzymywanego produktu

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *