0

Sprawdźmy czy nowy Bond jest Wstrząśnięty, a nie zmieszany

Gry oparte o popularne licencje mają dosyć mieszane opinie w sercach graczy. Bardzo często zdarza się, że tego typu gry są tworzone po prostu, aby szybko odbębnić projekt za ułamek przekazanego budżetu, który bardzo często jest niegrywalny, a całą resztę budżetu przeznaczyć na rozwój studia. Jest to częsta taktyka w tej branży, lecz oczywiście trafiają się perełki, które nie idą na łatwiznę. Wiele gier z serii Star Wars są doskonałymi przykładami, lecz nie można pominąć klasyka, który jest bezpośrednio powiązany z grą, którą dzisiaj będę omawiał, czyli GoldenEye 007 z Nintendo 64. Od wielu lat ta gra była określana jako coś niezwykłego, a nawet pojawiały się głosy graczy, że żadna inna gra z Jamesem Bondem w roli głównej nie może się jej równać. Dzisiaj sprawdzimy czy to faktycznie prawda.
007 First Light to pierwsza od 14 lat gra o przygodach Bonda, a tym razem o jego genezie jako szpiega MI6. Tworzona przez studio IO Interactive, doskonale znane z fenomenalnej serii gier innego Agenta, czyli Hitman. Czy szwedzka ekipa była w stanie dostarczyć historię godną, aby ją zestawić obok takich hitów jak Skyfall, Casino Royale czy GoldenEye? Sprawdźmy to!

Witaj w MI6, Bond.

Jak można się domyślić, w 007 First Light śledzimy historię młodego Jamesa Bonda, który początkowo nie ma żadnych powiązań z MI6, a jest zwykłym członkiem załogi samolotu transportującego żołnierzy SAS na misję. Jednak podczas misji wojskowi zostają zaatakowani, a Bond trafia do samego centrum dużej konspiracji na Islandii. W trakcie próby przeżycia na wyspie, z Jamesem kontaktuje się tajemnicza osoba z MI6 (która chwilę później zostaje ujawniona jako Moneypenny) i próbuje go przeprowadzić przez całą misję. Nasz bohater jak to ma w zwyczaju, ma problemy z słuchaniem się rozkazów i odrzuca możliwość szybszej ewakuacji, aby uratować uwięzionych przez najemników naukowców związanych z MI6. Po udanej misji mamy zaszczyt zobaczyć piękne intro z nową piosenką Lany Del Ray, która doskonale oddaje klimat serii filmowej. Tymi wydarzeniami otwiera się droga Bonda do programu 00, którą musi kroczyć, aby otrzymać swój ikoniczny numer 007.

Pod względem fabularnym First Light jest bardzo dobre, chociaż pod koniec traci trochę swoje tempo. Całościowo jest to jednak historia pełna twistów, zaskoczeń i świetnie napisanych postaci. Zdecydowanie jest warta tego “007” w tytule. Dużą rolę w przekazaniu tak dobrej historii gra oczywiście obsada aktorska, która gra tutaj bezbłędnie. Patrick Gibson w roli Jamesa Bonda jest świetny w tej roli i jeżeli jesteście fanami postaci to od razu polubicie go w tej roli. Nawet poboczne postacie, które poznajemy zostają w naszej pamięci na dłużej.

Pościg po całym świecie

Jeżeli graliście w poprzednie gry IO Interactive to częściowo możecie wiedzieć, czego się spodziewać po 007 First Light, lecz w tym przypadku jest to podane w dużo bardziej filmowym stylu niż ostatnie odsłony serii Hitman. Pierwsze kilka godzin rozgrywki to praktycznie mocno rozbudowany samouczek, który uczy nas, że do misji możemy przystępować jak tylko nam się podoba. Bond na misję może zabierać ograniczoną liczbę gadżetów, lecz wybór jakie one będą należy do nas. Misje w First Light zwykle mieszają strukturę w dwóch typach. Typowa, liniowa droga z punktu A do B trochę w stylu serii Uncharted, lecz bardzo często wplatane są tam pół-otwarte lokacje, w których musimy wykonywać określone cele, aby pchnąć akcję do przodu. Oczywiście drugi typ jest znany graczom serii Hitman. Tego typu miks rozgrywki sprawdza się bardzo dobrze, zwłaszcza że mimo tej liniowości świat gry wydaje się bardzo żywy.

Same systemy skradania się są znakomite, a drobne szczegóły nieustannie robią niezłe wrażenie. Jeśli użyjemy jakiegoś urządzenia elektrycznego, by odwrócić uwagę strażnika, a następnie wyłączymy go, zanim ten do niego dotrze, postacie niezależne mogą faktycznie nabrać podejrzeń na tyle, by rozpocząć przeszukiwanie, zamiast po prostu zresetować się i wrócić do miejsca początkowego. Takie drobne interakcje sprawiają, że przeciwnicy wydają się znacznie bardziej reaktywni, niż można by się spodziewać.
Z drugiej strony, jeśli sytuacja się skomplikuje, system walki wręcz przypomina nieco uproszczoną wersję systemu freeflow z serii „Batman: Arkham”, choć jest mniej rytmiczny i w większym stopniu opiera się na wykorzystaniu otoczenia. Niemniej jednak prawdziwą satysfakcję sprawia rozbijanie przeciwników o stojaki z winem i inne elementy otoczenia.

System strzelania też jest całkiem porządnie wykonany. Najlepiej to działa zwłaszcza, gdy w większych starciach pojawiają się różne typy przeciwników. Natkniemy się na snajperów, którzy będą wywierać na nas presję z daleka, a także na przeciwników w zbrojach, których nie da się pokonać szybkim strzałem w głowę z pistoletu. Ciągłe korzystanie z gadżetów jest ważne zarówno w otoczeniu, jak i podczas walki, dzięki czemu starcia te stają się bardziej dynamiczne i wymagają sprytu. Zegarek Q-Watch, telefon z strzałką, granaty dymne w formie zapalniczki i laser w zegarku mają praktyczne zastosowania, które zachęcają do eksperymentowania..

Gdy ukończymy główną kampanię i oczywiście będziemy chcieli grać dalej, do dyspozycji mamy tryb TacSim. Jest to w zasadzie sposób, w jaki IOI daje graczom pełną swobodę i w pełni stawia na replayblity. Misje można rozgrywać ponownie, korzystając z coraz trudniejszych wyzwań, modyfikatorów, nowych kombinacji gadżetów, odblokowywanego sprzętu oraz tabel wyników. Jest to w zasadzie odpowiednik kontraktów z serii „Hitman”.

Ładnie, ale mogło być lepiej

007 First Light to zdecydowanie krok do przodu względem ostatniej odsłony Hitmana, lecz nadal to nie jest produkcja, która należy do tych najładniejszych na aktualnym rynku. Widać, że Glacier Engine ma już swoje lata, zwłaszcza, że IOI używa go od ponad 25 lat, a ciągłe aktualizacje i nowe funkcje nie są wystarczające u podstaw. Największy dysonans widziałem w animacjach twarzy. W trakcie cutscenek są na bardzo dobrym poziomie, a gdy już przejdziemy do normalnej rozgrywki i postać stoi obok nas i mówi to widać ogromny spadek jakości w mimice twarzy. Jeżeli chodzi o inne systemowe problemy to bardzo nie odpowiada mi to, że nie ma tutaj zwykłego zapisu gry i musimy działać ciągle na auto-save, bo jest on całkowicie nieobliczalny. W jednym momencie rozgrywki ręcznie zrestartowałem checkpoint i gra wysłała mnie dosłownie 40 minut w plecy, bo użycie opcji zresetowania checkpointa nie daje nam do informacji kiedy ten checkpoint był wykonany. Jeżeli chodzi o optymalizację to nie mam nic do zarzucenia, gra działa bardzo dobrze, chociaż implementacja DLSS zostawia trochę do życzenia, bo widać oczywisty ghosting.

Pod względem muzycznym 007 First Light to majstersztyk, który kompletnie nie odbiega od filmowej serii przygód Bonda. Już wcześniej wspominałem o fenomenalnym intro w formie utworu “First Light” napisanego przez Lanę Del Ray i Davida Arnolda, który był kompozytorem filmów z Bondem w przeszłości. Za główną ścieżkę dźwiękową jest jednak odpowiedzialne duo The Flight, którzy pracowali przy takich produkcjach jak Alien: Isolation, Horizon Zero Dawn, Assassin’s Creed Odyssey czy Shadows.

Podsumowanie

Czy 007 First Light jest dobrą historią z Jamesem Bondem w roli głównej? Jak najbardziej. Czy jest jednak dobrą grą? Oczywiście, że tak. Jest to świetna mieszanka skradanki i gry akcji z bardzo filmową historią, która na spokojnie mogłaby trafić do głównej serii filmowej. IOI po prostu czuje tą postać i uniwersum i mam nadzieję, że otrzymają szansę na sequel pomimo oczywistych przesłanek w grze.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez przyjaciela redakcji.

9.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
8.0
Technikalia
8.0
Gameplay
9.5
Zawartość
9.0
Fabuła
9.5
Dźwięk
9.5
Ocena ogólna
9.0
Zalety
  • Świetna historia z Bondem w roli głównej.
  • Jak na liniową grę akcji jest całkiem długa.
  • Bardzo dobre aktorstwo.
  • Przyjemny system walki, zarówno wręcz jak i strzelanie.
  • Możliwość podejścia do misji na różne sposoby.
  • Duża różnorodność lokacji.
Wady
  • Mimika twarzy w trakcie rozgrywki jest kiepska.
  • Model jazdy pojazdami wymaga dopracowania.
O autorze

Paweł "Dedazen" Bortkiewicz

Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *