1

Nie ma na tym świecie bardziej wymagającej, kręcącej na wszystko nosem i niemożliwej do zadowolenia grupy niż fani, a w szczególności fanatycy Gothica. To osoby, które drewniany oryginał traktują jako świętość, której nie można nawet tknąć. Tak też z góry traktują remake jako świętokradztwo, z góry skazane na porażkę*. W szczególności, że za kulisami podjęto wiele kontrowersyjnych decyzji, a polscy fani, największa społeczność tej gry na świecie, została do pewnego stopnia potraktowana bez szacunku. Skąd to wszystko wiem? Cóż, bo sam jestem jednym z najstarszych fanów i właśnie jako jeden z nich ocenię Gothic 1 Remake.

*Dzisiaj wiemy już jednak, że sytuacja wygląda zgoła inaczej. Gothic 1 Remake sprzedał się w liczbie aż 500 000 kopii na wszystkich docelowych platformach i to zaledwie w pierwszy tydzień od premiery.

Ludzie zawsze gadają

Gothic to jedna z najbardziej kultowych „polskich” gier, choć wyprodukowana przez Niemców, a przy okazji remake’u przez Hiszpanów. To wiemy wszyscy. Z góry zakładam, że każdy zainteresowany tym tekstem to fan oryginału, który zastanawia się, czy dać szansę nowej wersji. Dlatego nie będę gryzł się w język i poruszając kwestię fabuły, nie zamierzam zważać na spoilery. Jeśli jakimś cudem istnieją gracze, którzy Gothica nie znają, ale myślą o wejściu w tę serię, muszę prosić was o przeskoczenie do ostatniego akapitu tej sekcji, gdzie już (prawie) bezspoilerowo podsumowuję całą historię.

Skoro mamy już wstęp za sobą, przejdźmy do najistotniejszej kwestii. Czy fabularnie remake różni się od pierwowzoru? Zacznę od banału, ale odpowiedź na to pytanie nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Niespieszne przejście oryginału zajmowało mi zazwyczaj około 20 godzin, a uważam, że znam tę historię i większość sekretów na pamięć. Tymczasem ukończenie nowej wersji, choć słyszałem nierealne legendy o ludziach robiących to w 15 godzin, zajęło mi osobiście aż 43 godziny! To ponad dwa razy więcej. Dlaczego odświeżona wersja jest o tyle dłuższa? Cóż, wpływ na to ma kilka czynników. O każdym z nich wspomnę, poczynając od fabuły, która może nie tyle została zmieniona, ile znacząco poszerzona.

Twórcy z Alkimia Interactive doskonale wiedzieli, z jak wielką legendą, a w szczególności z jakim fandomem igrali. Toteż od samego początku widać, z jak nabożnym szacunkiem podeszli do odtworzenia pierwowzoru na nowym silniku. Wszystko, co było w oryginale, znalazło się również tutaj. Każdy quest i każde znane zdanie pojawiły się w tej wersji, choć niektóre kwestie odrobinę sparafrazowano, a parę zadań delikatnie rozbudowano.

W jaki sposób? Podajmy parę przykładów. Osoby chcące dołączyć do Starego Obozu zapewne pamiętają Rączkę, który obiecał, że się za nami wstawi, jeśli nauczymy się od niego złodziejskiego fachu. Tym razem dodatkowo chce, byśmy coś dla niego ukradli. Drugi przykład, wciąż pozostając w Starym Obozie, to Zły, który zleca odnalezienie strażnika Neka. Tym razem czeka nas prawdziwa detektywistyczna robota, podczas której chodzimy od jednego mieszkańca do drugiego i zbieramy poszlaki.

W przypadku parafrazy starych tekstów pozmieniano co najwyżej jedno lub dwa słowa albo zmodyfikowano ich szyk w zdaniu. To małe, praktycznie niezauważalne zmiany. Krótko mówiąc, wszystko jest na swoim miejscu. Do trzeciego rozdziału żyłem w przekonaniu, że remake to po prostu wiernie przeniesiona gra z paroma usprawnieniami, na których brak narzekaliśmy w przeszłości, a także z przywróconymi mechanikami oraz questami wyciętymi pierwotnie z oryginału.

Ale zaraz, zaraz. Czy ja napisałem, że do trzeciego rozdziału byłem przekonany, że remake to oryginał na nowym silniku? Czyli co? Później już całkowicie wszystko się zmieniło? I tak, i nie. Dalej podtrzymuję, że wszystko, co znaliśmy z pierwowzoru, znajduje się również tutaj. Cały ciąg fabularny, wszystkie wydarzenia, kolejność, dialogi, to wszystko jest na swoim miejscu. No, może poza jedną rzeczą, która mocno rzuciła mi się w uszy. Chodzi o docinki Bezimiennego w stronę nieumarłych szamanów pod koniec gry, które w większości zostały zmienione na inne, mniej śmieszne teksty albo pełne dialogi. Rozumiem, skąd taka decyzja, ale jako fan złotego cytatu o kobietach i gnijących mumiach (umierających) przodem, jestem zawiedziony. Jednak poza tym nie zauważyłem zasadniczych zmian w samej osi fabularnej. No, może jeszcze poza wycięciem questa ze zbieraniem ziół dla Y’Beriona, co dla mnie jest akurat ogromnym plusem, bo w pierwowzorze było to strasznie niepotrzebne i irytujące.

Dobrze, ale przestańmy trzymać was w niepewności. Co takiego się pozmieniało? Za to, co za chwilę powiem, najbardziej zagorzali fanatycy zapewne zaczną ostrzyć na mnie widły, a ja sam poniekąd kręcę na siebie bicz. Nie oszukujmy się jednak. Oryginalny Gothic był grą niezwykle prostą, a do tego pełną dziur oraz nieścisłości fabularnych i lore. Każda kolejna część, która nadbudowywała to uniwersum, tylko pogłębiała ten chaos. Co więcej, nasi słynni przyjaciele, czyli Diego, Gorn, Lester i Milten, w pierwowzorze byli kumplami głównie na papierze. Gra mówiła nam, że to nasze ziomki, ale w rzeczywistości nie mieliśmy okazji zobaczyć, jak ta braterska więź tak naprawdę się zacieśnia.

Deweloperzy w tej kwestii dokonali niemożliwego i znaleźli niemal doskonałą proporcję między zachowaniem ducha oryginału a nowymi, nadbudowującymi całość rozszerzeniami. Udało im się uchwycić złoty środek, co wychodzi grze wyłącznie na plus. Teraz cała historia, świat i postaci mają znacznie więcej głębi, a fabuła ma o wiele mniej dziur. Dla przykładu o tym, że nasi przyjaciele się znają, dowiadujemy się znacznie wcześniej. Co jednak istotniejsze, spędzamy z nimi o wiele więcej czasu, wykonując najróżniejsze misje. W ten sposób naturalnie, a nie tak sztucznie jak w pierwowzorze, zbliżamy się do nich i zaczynamy z nimi sympatyzować.

Wiele dobrze znanych wątków zostało mocniej rozbudowanych. Weźmy na przykład dołączenie do Nowego Obozu. Do tej pory, żeby zasilić szeregi szkodników, wystarczyło wykonać misje dla członków obozu oraz ukraść dla Laresa listę od Iana dla Diego. To w zupełności wystarczało, żeby wskoczyć w niebieskie łaszki. Tym razem postanowiono ten proces rozszerzyć i zrobiono to nie tylko ze smakiem, ale i z sensem. Naszym ostatecznym testem jest pomoc w napaści na konwój Starego Obozu, o którym mowa w zdobytej liście. To świetne zwieńczenie naszych wysiłków, które realnie pokazuje, po której stronie barykady stajemy.

Rozwinięto też motywy, które aż się o to prosiły od ponad dwudziestu lat. Kolejny przykład z wielu. Zapewne część z was kojarzy grupę górskich bandytów pod wodzą Quentina. Od początku było widać, że twórcy pierwowzoru mieli na nich plan, ale ostatecznie zabrakło czasu i zostawili po prostu agresywnych NPC w odosobnionej części gór. Remake postanowił pochylić się nad tym tematem, nie tylko rozbudowując sam obóz, ale też wiążąc z nim poboczny wątek fabularny. Szkoda tylko, że okazał się on dość krótki, co pozostawia lekki niedosyt.

Gothic Remake to wszystko, co zdążyliśmy pokochać ponad dwadzieścia lat temu, ale w znacznie większym, lepszym i pełniejszym wydaniu. Poza wspomnianymi już zmianami oraz dosyć niezgrabnym sugerowaniem, że Gomez od początku wiedział o wymordowaniu Magów Ognia, a przecież dobrze wiemy, że tak nie było, wszystkie nowości i dodatki należy zapisać na ogromny plus. Sama fabuła, choć sprawia wrażenie głębszej, w swoich założeniach się nie zmieniła. Dalej niesamowicie wciąga i chce się ją śledzić. To po prostu kawał świetnie napisanej historii, która choć może nie wywoła skrajnych emocji, to pozostawi po sobie dojmujące poczucie pustki podczas napisów końcowych i smutek, że to już koniec.

Zbudź się, o Śniący!!!

Czym byłby jednak Gothic bez swojego fenomenalnego i niepodrabialnego klimatu? Na szczęście pod tym względem remake również nie zawiódł. Twórcy dowieźli niezwykle klimatyczną produkcję, z której wręcz wylewa się to, co przykuło nas do ekranów te dwie dekady temu. Gothic 1 Remake to gra mroczna, surowa i brutalna. Od samego początku czujemy, w jak paskudnym i morderczym środowisku się znaleźliśmy. Całości dopełnia przemyślany projekt mapy, świetnie dobrana paleta barw, a także kapitalne oświetlenie oraz genialna ścieżka dźwiękowa.

Skoro pojawił się już temat muzyki, nie sposób nie wspomnieć, że odpowiada za nią ponownie utalentowany Kai Rosenkranz. Zaangażowanie człowieka, który skomponował ścieżkę dźwiękową do oryginalnej odsłony, było genialną decyzją. Muzyka, którą usłyszymy, to w zasadzie te same niepowtarzalne i zapadające w pamięć motywy, które pokochaliśmy dekady temu, choć podane w odświeżonej aranżacji. Czy to oznacza, że pan Rosenkranz nie miał zbyt wiele roboty poza tchnięciem drugiego życia w swoje dawne dzieła? Otóż Gothic 1 Remake to gra o wiele większa i bardziej rozbudowana, więc naturalnie wymagała stworzenia nowych utworów. Czy są one dobre? Powiem tak, wpasowują się w klimat pierwowzoru wręcz niezauważalnie. Są naprawdę udane, jednak brakuje im tej niesamowitej chwytliwości, którą miały oryginalne kompozycje.

A co z polską wersją gry i samym tłumaczeniem? Wybaczcie słownictwo, ale inaczej tego nie ujmę: jest zajebiste. Widać, że za polonizację odpowiadały osoby, które kochają Gothica i czują jego ducha jak mało kto. O klasycznych tekstach wspominać nie będę, bo to oczywistość sama w sobie. Remake, jak już ustaliliśmy, to gra znacznie większa, z jeszcze większą liczbą kwestii dialogowych, a wszystkie zostały przetłumaczone doskonale. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że wiele nowych tekstów z czasem obrośnie legendą i dołączy do cytatów powtarzanych przez graczy po wsze czasy.

A jak wygląda sprawa z polskim dubbingiem? No cóż, przykro mi to mówić, ale jest bardzo nierówno. To nieustanne przechodzenie z jednej świetnej skrajności w drugą, znacznie gorszą. Starych wyjadaczy na pewno ucieszy fakt, że do swoich ról powróciło wiele znanych nazwisk. Dla przykładu jako Bezimienny ponownie występuje Jacek Mikołajczak, głosu Diego udziela Adam Bauman, a Xardasowi Tomasz Marzecki. To jasne, że nie dało się przywrócić całej dawnej obsady i niektóre postacie trzeba było obsadzić na nowo. A jak to wygląda jakościowo? Tak jak wspomniałem, bardzo w kratkę. I to bez znaczenia, czy mówimy o weteranach, czy o debiutantach w tej serii. Przykładowo ze starej ekipy Diego czy Gorn wypadli doskonale, natomiast Bezimienny i Xardas brzmią momentami jak amatorzy. Powiedzmy sobie szczerze, przecież obaj ci aktorzy to doświadczeni mistrzowie w swoim fachu, którzy doskonale wiedzą, co robią. Nie wiem, co odpowiada za taki stan rzeczy. Czy to kwestia wieku, zmęczenia materiału, czy może reżyser dubbingu miał na to wyjebane? Nie mam pojęcia. Wiem jednak, że ich występy okazały się po prostu kiepskie, a przecież mówimy o najważniejszych postaciach w grze. Z nowych głosów analogicznie jedni wypadli lepiej, inni gorzej. Moim niezaprzeczalnym faworytem jest jednak aktor wcielający się w świra z sekty imieniem Talas. Jego występ to absolutne złoto.

Powiedzmy sobie szczerze. Przyszedłeś tu tylko dlatego, żeby móc pocałować Gomeza w dupę.

Kolonia karna nigdy nie należała do gigantycznych obszarów. Remake bierze ją jednak na warsztat i przebudowuje na dzisiejszą modłę. To gra, która wciąż rozgrywa się na stosunkowo niewielkim terenie, ale twórcy, mając do dyspozycji nowoczesną technologię, wykorzystali jej potencjał w stu procentach. Tutaj żadne miejsce się nie marnuje, a świat wręcz pęka w szwach od ukrytych sekretów i detali. Sprawa ma się w tym przypadku niemal identycznie jak z fabułą. U fundamentów uniwersum wciąż pozostaje takie samo. W tych samych miejscach znajdziemy te same charakterystyczne punkty, a nawet porozrzucane przedmioty. Deweloperzy zrobili wszystko, aby w projekcie świata jak najwierniej odwzorować pierwowzór i wyszło to po prostu fenomenalnie.

Z drugiej strony twórcy nie mogli przepuścić okazji, by zagospodarować wcześniej puste tereny, a także dodać parę nowych rzeczy. Co rusz natkniemy się na nieznane wcześniej jaskinie, stare ruiny czy świątynie, a nawet na zupełnie nowe rejony, jak choćby śnieżna tundra na północy kolonii tuż pod ścianą bariery. Kilka miejsc uległo całkowitej metamorfozie, choć zachowały one swoje kluczowe elementy. Dobrym przykładem są ziemie orków czy Świątynia Śniącego, które wyglądają teraz zupełnie inaczej, jednak wciąż posiadają wszystkie te znajome, charakterystyczne punkty co w pierwowzorze. Czy są to zmiany na lepsze? Tutaj każdy musi ocenić to sam, ale mi osobiście te odświeżone lokacje bardzo przypadły do gustu. Wyglądają naprawdę nieźle, są niesamowicie klimatyczne i zawsze starają się opowiedzieć jakąś historię, bo nic nie zostało tam postawione przypadkowo.

Znowu jedna z tych cholernych bestii!

Dla wielu pierwszym określeniem, jakie przychodzi na myśl, gdy słyszą tytuł Gothic, jest zapewne słynne “drewno”. I nie dzieje się tak bez przyczyny, bo stary Gothic rzeczywiście pod wieloma względami był grą niezwykle toporną. Dla jednych to minus, dla innych nieodłączny plus. Fakt jest jednak taki, że twórcy z Alkimia Interactive stanęli przed niezwykle karkołomnym zadaniem. Jak bowiem zadowolić starych fanów, a jednocześnie nie odstraszyć potencjalnych nowych graczy? Czy da się w ogóle pogodzić te dwa światy? Otóż nie da się, a przynajmniej deweloperzy nie zdołali znaleźć na to idealnej odpowiedzi. Zdołali jednak wypracować parę ciekawych kompromisów, które powinny przynajmniej częściowo usatysfakcjonować każdego. Jednym z nich jest możliwość wyboru poziomu trudności, choć domyślnym i rekomendowanym przez twórców jest ten nazwany po prostu “Gothic”.

System walki nie uległ wielkim zmianom. Dalej mamy tu ataki kierunkowe, bloki czy trafienia krytyczne, a nowością jest na przykład możliwość wyprowadzania ripost. Tak czy owak, model starć w remake’u jest nieporęczny, niewygodny, pełen błędnych hitboxów, nieuczciwy i tak, potwornie drewniany. Innymi słowy, jest po prostu doskonały. Dokładnie taki, jaki być powinien. Gra cały czas nas gnoi i równa z ziemią, ale za każdym razem, gdy uda nam się wygrać w ten czy inny sposób, odczuwamy ogromną satysfakcję. Od samego początku jesteśmy stawiani na przegranej pozycji i to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Gothic nigdy nie był i, jak widać, nigdy nie będzie prostym i przystępnym RPG. To toporna, mordercza i niewybaczająca błędów produkcja.

Pod względem rozwoju postaci gra nie zmieniła praktycznie nic w swoich fundamentach. Nic poza dodaniem paru nowych umiejętności, takich jak wspinaczka, dłuższe wstrzymywanie oddechu pod wodą, poznanie mowy orków, nowe zdolności myśliwskie czy nauka walki pięściami od postaci wzorowanej na naszym mistrzu UFC, Janie Błachowiczu. A to zaledwie część zdolności, które wprowadzono do rozgrywki. Czy są one niezbędne do ukończenia zabawy? Nie. Czy ją urozmaicają, odświeżają i dowożą nową porcję frajdy? Jak najbardziej.

Drobny lifting przeszła też nauka magii oraz korzystanie z niej, podobnie jak używanie łuków czy kusz. Dalej jest to drewno, ale takie ładne, starannie wyciosane drewno, z którego korzysta się naprawdę przyjemnie. Oczywiście pod warunkiem, że odpowiednio zaplanujemy rozwój naszej postaci i przygotujemy właściwy build umiejętności.

Powiększ swojego piekielnika

Remake powstał na silniku Unreal Engine 5. Czy to z automatu sprawia, że gra wygląda świetnie? Niekoniecznie. Jednak nie da się ukryć, że nowa wersja faktycznie prezentuje się naprawdę dobrze i cieszy oko szczegółowością świata oraz świetnym oświetleniem. Rewelacyjnie wypadają również zmienne efekty pogodowe, które potrafią zrobić ogromne wrażenie, zupełnie tak, jak robił to Wiedźmin 3 w okolicach swojej premiery. Nie jest to oczywiście najpiękniejsza gra na rynku, a modele postaci, w szczególności ich mimika, bywają dość nijakie, ale w ogólnym rozrachunku to po prostu ładna produkcja.

Niestety nadeszła najwyższa pora, aby poruszyć temat, którego nie da się niczym usprawiedliwić, a który stanowi największą drzazgę w oku tej produkcji. Mowa o stanie technicznym i optymalizacji. Gra cierpi na całą masę najróżniejszych błędów. O jakiejkolwiek warstwie rozgrywki byście nie pomyśleli, remake potrafi na niej zawieść. To tytuł, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego w tak niedopracowanym stanie. Owszem, da się go przejść od początku do końca, ale nie będzie to przygoda bezproblemowa ani bezbolesna. Na szczęście nie jest to jeszcze poziom katastrofy pokroju premierowego Cyberpunka 2077, ale nowemu Gothicowi wcale nie jest do niego aż tak daleko.

Najgorzej wypada jednak optymalizacja. Pomijając kwestie wersji konsolowych, które z tego co wiem radzą sobie najsłabiej, wydanie pecetowe jest po prostu złe. Remake testowałem na jednej z topowych konfiguracji wyposażonej w kartę RTX 5080, procesor Ryzen 7 9800X3D oraz 32 GB pamięci RAM, w rozdzielczości 4K i na mieszance średnich oraz wysokich ustawień graficznych, bo o trybie ultra nie było nawet mowy. W takich warunkach gra wyciąga zaledwie 45-50 klatek na sekundę, co jest wartością wprawdzie grywalną, ale w żadnym wypadku niedopuszczalną na sprzęcie tej klasy.

To tytuł, który do uzyskania satysfakcjonującej płynności wymaga od nas bezwzględnego włączenia generatora klatek. Rozgrywka bez tego wspomagacza jest zwyczajnie nieprzyjemna, a opieranie optymalizacji wyłącznie na technologii Frame Generation to zawsze fatalne wyjście. Tym bardziej że przecież nie każdy posiada nowoczesną kartę graficzną z dostępem do takich funkcji.

Dobrze, więc jak w końcu jest? Czy warto kupić Gothic 1 Remake, jeśli pokochało się oryginał lub chce się dopiero wejść w ten świat? Moja odpowiedź brzmi: nie. A przynajmniej nie w tym momencie. Remake to gra fatalnie zoptymalizowana i pełna najróżniejszych bugów. Za parę miesięcy, gdy twórcy połatają przynajmniej część problemów, a sam tytuł być może nieco stanieje, rzucajcie się jednak śmiało do sklepów. Ja osobiście bawiłem się fenomenalnie i poczułem się ponownie jak ten mały szczyl z podstawówki, który pierwszy raz wkraczał do Górniczej Doliny.

Remake jest świetny i już nie mogę się doczekać kolejnego podejścia, tym razem w barwach innego obozu. Mam też gigantyczną nadzieję, że odświeżona wersja dwójki dostanie zielone światło. Czy jednak remake jest lepszy od oryginału i czy warto wybrać właśnie jego? Szczerze mówiąc, widzę idealną przestrzeń na to, by oba te tytuły istniały na rynku równorzędnie. Tak, aby raz zagrać w nieśmiertelny oryginał, a innym razem odpalić nowoczesny remake. Obie produkcje mają swoje plusy i minusy, które wymykają się klasycznym ramom oceniania gier. I choć wiem, że najbardziej zatwardziałych fanatyków nie przekonam, tak polecam każdemu miłośnikowi serii, aby pewnego dnia zaopatrzył się w tę nową wersję. A co do świeżynek, które chciałyby dopiero poznać to uniwersum? Warto oczywiście sprawdzić oryginał, ale mimo wszystko remake, pomimo swojego mocno retro gameplayu i hardkorowego poziomu trudności, wydaje się dzisiaj znacznie lepszym punktem wejścia.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została zakupiona przez recenzenta osobiście.

8.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
8.0
Udźwiękowienie
10.0
Gameplay
7.5
Fabuła
9.0
Strona techniczna
3.0
Ocena ogólna
8.0
Zalety
  • Od zatrzęsienia błędów

  • Drewno totalne

  • Brak jakichkolwiek ekranów ładowania

  • Odrastające rośliny

  • Całkiem ładna

  • Legendarny Soundtrack

  • Wysoki i nieuczciwy poziom trudności

  • Faktyczne poczucie robienia postępu i rośnięcia w siłę

  • Kolonia górnicza w swojej najlepszej formie

  • Rozbudowana, pełniejsza historia

Wady
  • Od zatrzęsienia błędów

  • Drewno totalne

  • Wymóg stałego połączenia z internetem

  • Jedna z najwyższych cen na świecie

  • Katastrofalnie zła optymalizacja

  • Brak tutaj b marvin b

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *