0

Jak zarobić, ale się nie narobić, a do tego wydać jak najmniej? Nie ma co ukrywać, że my Polacy mamy rzadko spotykaną żyłkę do kombinowania i cwaniactwo we krwi. Auto Fuszerka to produkcja, która idealnie to pokazuje i udowadnia tę prawdę jak mało który twór kultury.

Mamy Mixtape w domu

Auto Fuszerka przenosi nas do słodko-gorzkich lat dziewięćdziesiątych, na jakże malowniczą, polską wieś. Wcielamy się tutaj w Janusza, mechanika i partacza, który kombinuje tylko, jak przyciąć na kosztach, żeby nikt się nie zorientował. To Polak przez duże P, którego życiową misją jest ucieleśnienie każdego możliwego stereotypu o naszym narodzie. Sama fabuła okazuje się prosta i pozbawiona wyższych ambicji. Stanowi jedynie pretekst do wprowadzania kolejnych mechanik oraz wrzucania nas w środek memicznych sytuacji pełnych naszych rodzimych przywar. W tym świecie sołtys jest prawdziwym panem na włościach, policja istnieje tylko na papierze, a niemal każdy pije na umór. Naszymi największymi wrogami są tu sąsiad, od którego podkradamy prąd, oraz lokalny biznesman prowadzący szemrany interes.

Humor natomiast to czysta żenada, jednak nie zrozumcie mnie opacznie. Choć nie wątpię, że część osób ten rodzaj cringe’u wprawi w takie zażenowanie, że wyłączą grę po paru minutach, ja przez cały czas siedziałem z bananem na twarzy. Ta produkcja to jedna wielka plejada słynnych polskich przywar oraz memów, a także swoisty komentarz na temat naszej rodzimej mentalności, w szczególności tej z tamtych lat. Jeśli miałbym całość do czegoś porównać, wskazałbym na absurdalny dowcip podobny do twórczości nieocenionego wieszcza współczesnej popkultury, czyli grubasa Bartosza Walaszka, twórcy takich arcydzieł jak Kapitan Bomba czy Blok Ekipa. Dialogi, misje oraz niedorzeczne, ale w gruncie rzeczy prawdopodobne wydarzenia idealnie oddają ten charakterystyczny sznyt.

Choć nasz Janusz głównie para się mechaniką nastawioną na to, żeby auto pojeździło najtańszym kosztem chociaż jeszcze jeden dzień, przyjdzie mu zmierzyć się z najróżniejszymi zadaniami. Dla przykładu będzie musiał przekopać pole ziemniaków maluchem, wyruszy na krucjatę w poszukiwaniu bimbrowni oraz legendarnego przepisu na zabójczy trunek “Duch Bieszczad”, a także pomoże sąsiadce dresiarce w naprawie kosiarki, co ostatecznie skończy się załatwieniem jej kozy wyjadającej trawę.

Auto Fuszerka to także gra, którą prawdopodobnie zrozumieją i polubią wyłącznie Polacy. Dla osób, które nie siedzą głęboko w naszym rodzimym “lore”, memach i mentalności, ta produkcja okaże się po prostu dziwnym crapem. Dla nas natomiast to również crap, ale za to z prawdziwą polską duszą. Szczerze mówiąc, niezwykle przyjemnie oglądało się te wszystkie absurdy, a każdy kolejny niedorzeczny wątek sprawiał, że chciało się doświadczyć jeszcze więcej.

Całkiem niedawno mieliśmy okazję na łamach naszej strony recenzować ciekawą produkcję pod tytułem Mixtape, przy czym określenie doświadczenie byłoby tutaj znacznie celniejsze. Wspominam o tym tytule nie bez przyczyny, ponieważ obie te skrajnie odmienne gry mają ze sobą coś bardzo wspólnego. To klasyczne nostalgia baity, czyli pozycje, które nie tylko przykuwają uwagę, ale wręcz żerują na tęsknocie za starymi, dobrymi czasami.

O ile jednak pierwsze dzieło kierowano głównie do amerykańskich odbiorców, o tyle drugie stworzono stricte dla polskiego gracza. Ponadto Auto Fuszerka, choć niewątpliwie jest produkcją tańszą i gorszą jakościowo od wspomnianego Mixtape, pod względem operowania nostalgią radzi sobie znacznie lepiej. Te motywy są tutaj o wiele subtelniejsze i schodzą na drugi plan, tworząc naturalne tło. Dla wielu osób, które tak jak ja dorastały na terenach wiejskich, ta gra okaże się prawdziwą podróżą wehikułem czasu. Wbrew pozorom te z pozoru groteskowe sytuacje zdarzały się naprawdę i choć w większości zostały nieco przerysowane, wierzę, że w wielu miejscach wciąż mają rację bytu.

Panie! A kto to, panu, tak spierdolił?… A, to byłem ja.

I choć przyjdzie nam co rusz podróżować po przepięknej wsi o wdzięcznej nazwie Wypizdów Dolny, wykonując najróżniejsze zadania, większość czasu spędzimy na jednej z dwóch głównych aktywności. Pierwszą z nich jest mechanika samochodowa, natomiast drugą eksploracja okolicy oraz szabrowanie świata gry. W obu tych elementach, podobnie jak w całej reszcie produkcji, da się wyraźnie wyczuć niesamowitą budżetowość i niewykorzystany potencjał, ale ich obecny stan i tak sprawia masę czystej frajdy.

W porządku, ale czy w przypadku naprawiania aut mówimy o dobrze odwzorowanym symulatorze, przy którym realna wiedza na temat motoryzacji okazuje się kluczowa? Odpowiedź brzmi: nie mam pojęcia, ale nie powinna zaszkodzić. Moja znajomość samochodów kończy się na dolaniu paliwa, uzupełnieniu płynu do spryskiwaczy oraz wymianie żarówek. Cała reszta to dla mnie czarna magia i nie ukrywam, że poza misjami samouczkowymi, które prowadziły mnie za rączkę, czułem się dosyć zagubiony. Produkcja nagle każe mi wymienić alternator, a ja kompletnie nie wiem, co to jest.

Przez pierwsze godziny zabawy przypominałem pijane dziecko we mgle, szukając po omacku, gdzie znajduje się dana część i co muszę wcześniej odkręcić, żeby w ogóle się do niej dostać. Na szczęście gra po najechaniu kursorem ładnie podświetla każdy element, nazywa go i pokazuje jego stan. Dzięki temu cały proces nie irytuje, a wręcz przeciwnie. Odkrywanie bebechów auta sprawiło mi niemałą frajdę i po pewnym czasie znałem już budowę każdego pojazdu w grze. Czy to oznacza, że po czasie spędzonym z Auto Fuszerką mogę startować do zawodu mechanika albo chociaż przeprowadzać mniejsze naprawy własnego samochodu? Może nie rozpędzajmy się tak bardzo. Nawet ja, jako absolutny laik, dostrzegam, że wszystkie procesy potraktowano z ogromnym uproszczeniem. I nie ma w tym nic złego, ponieważ tytuł celuje w lekki, relaksujący, a przede wszystkim zabawny klimat, więc pod tym względem wszystko dobrze wyważono. Jeśli szukacie zaawansowanego symulatora, Auto Fuszerka nim nie jest i radzę szukać dalej, bo to w pierwszej kolejności gra humorystyczna.

Większość aut, które przyjdzie nam serwisować, to losowe pojazdy klientów przyjeżdżających z najróżniejszymi zleceniami, przy czym każdą taką prośbę możemy bez konsekwencji odrzucić. Kluczowe okazują się jednak samochody naprawiane w ramach głównej fabuły lub zadań pobocznych. Niezależnie jednak od rodzaju misji, proces zawsze wygląda tak samo. Naszym celem jest wykonanie absolutnego minimum, aby jak najwięcej zaoszczędzić na częściach, a jednocześnie wyciągnąć z interesu maksymalny zysk. Jasne, możemy montować wyłącznie nówki ze sklepu i wykonać robociznę z najwyższą starannością. Problem w tym, że w takim scenariuszu zawsze wyjdziemy na minus, ponieważ nasi klienci to straszni biedacy, płacący ułamek tego, co moglibyśmy włożyć w ich cztery kółka. Wyobraźcie sobie sytuację, w której musimy wymienić komplet opon kosztujący 360 złotych, a budżet klienta zamyka się w 200 złotych. Nie opłaca się, prawda? Właśnie dlatego musimy operować na starych, zużytych elementach, a czasami po prostu nie wymieniać niczego i udawać, że wszystko jest w porządku. Im większą fuszerkę odwalimy bez wiedzy właściciela, tym większy bonus wpadnie do naszej kieszeni. Co ciekawe, jeśli przeprowadzimy naprawę pod wpływem alkoholu, również dostaniemy dodatkową kasę. Można więc śmiało powiedzieć, że to wyjątkowo realistyczny symulator pracy większości polskich mechaników.

Skąd jednak wziąć używane części, skoro sklep oferuje wyłącznie fabrycznie nowe elementy? Odpowiedź jest prosta. W tym momencie do akcji wkracza drugi główny filar rozgrywki, czyli eksploracja okolicy oraz wspomniane już szabrowanie. Do naszej dyspozycji oddano otwarty świat obejmujący całą wieś wraz z okolicznymi polami i lasami. Teren ten nie należy wprawdzie do gigantów, ale brak minimapy oraz przemyślane zaprojektowanie lokacji sprawiają, że momentami można się tutaj zgubić. Jednocześnie poszczególne strefy szybko zapadają w pamięć dzięki charakterystycznym punktom orientacyjnym. Mnóstwo czasu spędzimy na przeczesywaniu zakamarków i odnajdywaniu gratów, które najpierw znosimy do warsztatu, a następnie wykorzystujemy przy naprawach. Niestety, niektóre znaleziska będą w tak paskudnym stanie, że do niczego się już nie przydadzą, ale i na to znajdzie się sposób, ponieważ zawsze można je odsprzedać za grosze lokalnemu złomiarzowi, panu Bogusiowi.

Mnóstwo części i narzędzi będziemy znajdować, a mówiąc wprost, rozkradać z posesji naszych sąsiadów oraz innych mieszkańców Wypizdowa Dolnego. Jednak nie raz i nie dwa zapuścimy się na złomowisko, w głąb lasu czy do starych, zrujnowanych domostw, żeby wyszperać jakieś wartościowe przedmioty. Trzeba przyznać, że eksploracja zawsze procentuje, ponieważ jeśli widzimy coś interesującego na horyzoncie, istnieje duża szansa, że czeka tam na nas jakaś niespodzianka. Choćby miała to być pojedyncza, niedopita flaszka wódki.

Jednakże trzeba uczciwie przyznać, że już po 11 godzinach zabawy w tym tytule po prostu nie ma co robić. W tym czasie zdołałem nie tylko ukończyć główną fabułę i wykonać wszystkie zadania poboczne, ale również ukraść ze świata gry prawdopodobnie wszystko, co nie zostało przybite do ziemi. Zbierałem nawet narzędzia, których w warsztacie miałem pod dostatkiem i kompletnie już nie potrzebowałem. Oczywiście losowe zlecenia napływają bez przerwy, więc teoretycznie gra oferuje potencjał na nieskończoną rozgrywkę, ale pojawia się tutaj jedno kluczowe “Ale”. Istnieje realna obawa, że w pewnym momencie zabawa w endgame’ie straci jakikolwiek sens, ponieważ przedmioty ukryte na mapie nie odnawiają się z biegiem czasu. Jeśli coś zabierzemy, lokacja na zawsze pozostaje pusta. Widzicie już, do czego zmierzam? W pewnym momencie zabraknie darmowych, używanych części, a kolejne naprawy będziemy musieli wykonywać wyłącznie za pomocą elementów zamawianych ze sklepu. To oznacza, że możemy pożegnać się z bezkarną fuszerką oraz realnymi zyskami. Wielka szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na zaimplementowanie systemu losowego odradzania się przedmiotów po upływie jakiegoś czasu.

Niemniej nim do tego dojdzie, minie parę ładnych godzin, które spędzimy naprawdę przyjemnie. Sama mechanika, choć mocno uproszczona, okazuje się satysfakcjonująca, szabrowanie po posesjach sąsiadów oraz eksploracja świata sprawiają masę frajdy, a humor okraszający całą tę opowieść gwarantuje niegasnący uśmiech na twarzy.

Dano tu z siebie całe 30%

Auto Fuszerka to jak najbardziej przyjemna i zabawna gra, choć warto podkreślić, mam nadzieję, że już po raz ostatni, iż mówimy o produkcji niezwykle budżetowej. Twórcy starali się tutaj zrobić wszystko, aby tytuł okazał się w pełni grywalny oraz pozbawiony rażących błędów czy niedoskonałości. Można wręcz powiedzieć, że dali z siebie wszystko, a dokładniej całe 30%. Patrząc na sprawę z tej perspektywy, ostateczny efekt wypada naprawdę świetnie.

Patrząc jednak na sprawę z bardziej obiektywnej, surowej i zimnej perspektywy, to wszystko mogłoby wyglądać znacznie lepiej. Gra jest po prostu brzydka, a animacje oraz ruchy ust postaci podczas dialogów to totalna katastrofa. Czy wspominałem już, jak bardzo oprawa wizualna odrzuca? Do tego dochodzi warstwa dźwiękowa, a dokładniej ta nieszczęsna muzyka. Jasne, pod pewnym względem pasuje ona do całości, ponieważ disco polo oraz specyficzny rap idealnie podkreślają swojski, wiejski klimat produkcji. Problem polega jednak na tym, że przytłaczająca większość utworów, o ile nie wszystkie, została wygenerowana przez sztuczną inteligencję, co da się wyczuć gołym uchem już od pierwszych sekund. Twórcy przynajmniej otwarcie przyznają się do tego faktu na karcie gry na platformie Steam, gdzie zresztą ten tytuł jest dostępny.

Podobnie twórcy ostrzegają, że wykorzystali sztuczną inteligencję przy generowaniu głosów dla postaci. Prawdopodobnie tak właśnie było, ale szczerze mówiąc, wyczułem w nich znacznie więcej pierwiastka ludzkiego niż robotycznego. Wynika to z faktu, że ów voice acting brzmi po prostu wyjątkowo nieumiejętnie, niczym robiony przez osoby bez jakiegokolwiek doświadczenia w branży, na dodatek przy wykorzystaniu najtańszych mikrofonów z dyskontu. W większości przypadków wypada to bardzo kiepsko, ale jednocześnie cały ten amatorski potworek ma swój specyficzny urok, który idealnie komponuje się z całą resztą produkcji.

Pod względem optymalizacji sytuacja wygląda dosyć ciekawie. Na bardzo potężnym komputerze, w rozdzielczości 4K i przy najwyższych ustawieniach graficznych, gra bez problemu utrzymywała stałe 144 klatki na sekundę, co stanowi zresztą maksimum, jakie pozwala wybrać menu gry. Sęk w tym, że podczas zabawy regularnie pojawia się uciążliwy stuttering obrazu. Owo szarpanie nigdy nie należy do przyjemnych doświadczeń i choć dochodzi do niego w dość losowych momentach, to powtarza się ono również za każdym razem, gdy w tle zmienia się piosenka.

A propos muzyki, świetną sprawą jest fakt, że twórcy dali możliwość importowania do gry własnych piosenek. Rozwiązanie to ma jednak kilka wad. O zwiększaniu częstotliwości stutteringu już wspomniałem, ale kolejnym minusem okazuje się brak opcji wymieszania naszych plików z utworami od deweloperów, przez co musimy zdecydować się wyłącznie na jedno z dwóch. Innym mankamentem jest to, że radia można słuchać w wielu miejscach jednocześnie. Co w tym złego? W samym fakcie absolutnie nic, ale w tym, że każdy odbiornik odtwarza w danym momencie zupełnie inną ścieżkę dźwiękową, już tak. Wyobraźcie sobie sytuację, w której w tym samym czasie gra radio w naszym warsztacie, radio sąsiada złodzieja oraz odtwarzacz w aucie, a z każdego z nich dobiega inny kawałek. Potrafi to stworzyć niezłą kakofonię. Wielka szkoda, że twórcy nie pochylili się nad próbą zsynchronizowania wszystkich urządzeń audio ze sobą.

W trakcie naszych przygód w Wypizdowie Dolnym będziemy mieli okazję pokierować zarówno rowerem, jak i starym, dobrym maluchem. Sam model jazdy został zaprojektowany zaskakująco dobrze i choć oczywiście o realizmie nie ma tutaj mowy, to przemieszczanie się po mapie jest po prostu przyjemne. Sęk w tym, że rozglądanie się myszką w trakcie jazdy jest bardzo ryzykowne. Kiedy decydujemy się na taki manewr, kamera potrafi dosłownie zwariować na parę chwil, pozbawiając nas dobrej widoczności.

Ostatnią rzeczą, do której mogę się przyczepić, jest fakt, że w grze nie da się normalnie odkładać przedmiotów, a jedyną dostępną opcją jest rzucanie nimi przed siebie. W warsztacie znajduje się mnóstwo półek, które bardzo chciałem sensownie zagospodarować, segregując i układając na nich poszczególne narzędzia oraz części. Niestety twarde realia produkcji zmusiły mnie do ciskania gratami na oślep z niemą nadzieją, że jakimś cudem trafią na swoje miejsce.

Gdybym miał do czegoś przyrównać Auto Fuszerkę, byłoby to kultowe Goat Simulator. Na pewno nie ze względu na identyczne mechaniki, ale z powodu faktu, że u podstaw obie te produkcje są pełne błędów, niedoróbek i elementów, które można było wykonać znacznie lepiej. Mimo to oba projekty potrafią sprawić masę nieskrępowanej frajdy i przykuć do ekranu na długie godziny. To po prostu pozycje, które kupują gracza przede wszystkim humorem oraz niesamowicie luźnym podejściem do tematu. Dzieło rodzimych twórców to nie tylko fuszerka z nazwy czy z racji naszego podejścia do naprawiania aut. Cała ta gra jest jedną wielką fuszerką, a ja mimo wszystko ją uwielbiam.

W ciągu 11 godzin bawiłem się wyśmienicie i naprawdę żałuję, że dostępna zawartość skończyła się tak szybko. Nie liczę na to, że deweloperzy wydadzą w najbliższym czasie rewolucyjne łatki optymalizacyjne. Mam jednak ogromną nadzieję, że w przyszłości rozbudują ten świat o nowe zadania, ponieważ ten tytuł aż prosi się o dodatkowy content. Wypizdów Dolny to miejsce, w którym po prostu chciałoby się spędzić nieco więcej czasu.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

6.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
5.0
Gameplay
6.5
Fabuła i humor
8.5
Strona techniczna
6.0
Ocena ogólna
6.5
Zalety
  • Nostalgiczna atmosfera polskiej wsi

  • Gra-mem

  • Żenujący, ale działający humor

  • Najbardziej polska gra w historii

  • Szabrowanie po sąsiadach sprawia podejrzanie dużo przyjemności

  • Możliwość importu własnych piosenek

  • Grzebania w autach i kombinowanie jak przyciąć na naprawie potrafi wciągnąć

  • Muzyka podkręca swojski klimat, ale...

Wady
  • ... przytłaczająca większość piosenek, jeśli nie wszystkie, została wygenerowana przez AI

  • Kamera potrafi szaleć w trakcie jazdy autem

  • Częsty stuttering obrazu

  • Jest zwyczajnie brzydka

  • Endgame praktycznie utyka w miejscu

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *