Na szóstą odsłonę uwielbianej przez miliony graczy serii wyścigowej Forza Horizon przyszło nam czekać wyjątkowo długo. Tym razem studio Playground Games zabiera nas do wyczekiwanej przez fanów Japonii. Czy jednak sama zmiana scenerii wystarczy, by spełnić ogromne oczekiwania graczy, którzy na nową część czekali aż pięć lat? Uwaga! Zanim...
Na szóstą odsłonę uwielbianej przez miliony graczy serii wyścigowej Forza Horizon przyszło nam czekać wyjątkowo długo. Tym razem studio Playground Games zabiera nas do wyczekiwanej przez fanów Japonii. Czy jednak sama zmiana scenerii wystarczy, by spełnić ogromne oczekiwania graczy, którzy na nową część czekali aż pięć lat?
Uwaga! Zanim przejdziemy do właściwej części recenzji, muszę zaznaczyć dwie kwestie, których nie będę tutaj omawiał. Pierwszą z nich jest mechanika zmiennych pór roku, a drugą playlisty festiwalowe.
Powód jest prosty. Pory roku w grze zmieniają się co tydzień w czasie rzeczywistym. W momencie otrzymania kopii recenzenckiej dostępne było wyłącznie lato, natomiast jesień miała rozpocząć się dopiero w dniu publikacji recenzji. Z tego względu nie miałem możliwości sprawdzenia działania całego systemu i świadomie pomijam ten element w ostatecznej ocenie gry.
Podobnie wygląda sytuacja z playlistami festiwalowymi, które doskonale powinni znać bywalcy serii Forza Horizon. To zestawy wyścigów oraz wyzwań z unikalnymi nagrodami, regularnie przygotowywane przez twórców. Niestety podczas testowania gry funkcja ta pozostawała zablokowana, a komunikat informował, że zostanie odblokowana dopiero wraz z premierą. Z tego powodu również ten aspekt został pominięty w recenzji.
Wrzuć bieg (i na luz też)
Forza Horizon to ceniona seria wyścigowa z otwartym światem, której korzenie sięgają 2012 roku. W szóstej odsłonie ponownie bierzemy udział w festiwalu Horizon, czyli wielkim święcie motoryzacji. Tym razem trafiamy do Japonii, co jest spełnieniem marzeń rzesz oddanych graczy. Począwszy od drugiej części, cykl ten stawia na całkowity luz, relaksującą atmosferę oraz wszechobecny, pozytywny vibe. To obecnie najbardziej wholesome seria wyścigowa na rynku. Chodzi w niej przede wszystkim o dobrą zabawę w przepięknych sceneriach oraz o możliwość prowadzenia setek wspaniałych, licencjonowanych aut.
Muszę przyznać, że Forza Horizon 6 ani trochę nie zatraciła swojego unikalnego ducha. Powiem nawet więcej, ponieważ szósta odsłona jakimś cudem podkręciła tę atmosferę jeszcze mocniej. To produkcja, przy której siadasz, a wtedy wszystkie zmartwienia codzienności natychmiast odchodzą w niepamięć. Po prostu chłoniesz wszechobecny optymizm i bez żadnych trosk, z uśmiechem na ustach oraz lekkością w sercu, cieszysz się każdą chwilą spędzoną za kółkiem. To gra, jakiej wszyscy od bardzo dawna potrzebowaliśmy.
Ku motoryzacyjnej przygodzie!
Seria Forza Horizon, a co za tym idzie również omawiana szóstka, nigdy nie posiadała fabuły w klasycznym tego słowa znaczeniu. To cykl stawiający przede wszystkim na czystą rozgrywkę. Mimo to twórcy zawsze dostarczali nam odpowiednio zarysowane tło wydarzeń. Jest ono na tyle angażujące, że skutecznie eliminuje poczucie braku celu czy sprawczości podczas zabawy.
Poprzednie odsłony cyklu przyzwyczaiły nas do tego, że choć mogliśmy stworzyć bohatera od zera, to wewnątrz świata gry zawsze byliśmy tą samą postacią. Wcielaliśmy się w żywą legendę, która podróżowała z jednego festiwalu na kolejny, za każdym razem deklasując rywali i zaznaczając swoją dominację. Tym razem jednak twórcy dają nam szansę wcielenia się w zupełnie nieznanego, początkującego pretendenta, który buduje swoją reputację od absolutnych podstaw. W drodze na szczyt towarzyszy nam zaprzyjaźniona mieszkanka Japonii o imieniu Mei, a także wielu innych przyjaciół poznawanych w trakcie przygody.
Chociaż poziom dubbingu bywa dość nierówny i waha się od fenomenalnego aż po przeciętny, to sam projekt postaci jest po prostu super. Trudno powiedzieć, żebyśmy jakoś szczególnie zgłębiali przeszłość bohaterów czy wchodzili głębiej w ich charaktery i emocjonalność. Zresztą to nie jest gra tego typu. Nie zmienia to jednak faktu, że szczerze polubiłem wszystkie te osoby i z wielką przyjemnością za każdym razem mi się z nimi jeździło.
W trakcie “finałowego” wyścigu festiwalu Horizon, choć w rzeczywistości był on prostym oraz symbolicznym przejazdem z punktu A do punktu B, miałem autentyczną gęsią skórkę. To niebywałe, jak gra wyścigowa pozbawiona głębokiej fabuły potrafiła wywołać tak niesamowite i mocne emocje.
Jednakże… Odczułem lekki niedosyt, że po ukończeniu obu dostępnych kampanii nie pojawiło się żadne domykające wszystko zakończenie zwieńczone napisami końcowymi. Po prostu kończymy oba wątki i to właściwie tyle. Nie mogę jednak powiedzieć, bym spodziewał się czegoś innego, ponieważ od czasów trzeciej odsłony seria przyzwyczaiła nas do braku wyraźnej klamry wieńczącej. To gra oraz festiwal, które nie mają końca, co stanowi obietnicę, że z czasem pojawi się tutaj coraz więcej nowej zawartości. Już teraz nie mogę się doczekać tego nadchodzącego dobra.
Kraj Kwitnącej Wiśni
Japonia to największa mapa, jaką studio Playground Games zaoferowało nam w całej historii marki. Jest ona o około 25-30 procent większa od Meksyku, który mogliśmy przemierzać wzdłuż i wszerz w poprzedniej odsłonie. U niektórych mogą pojawić się naturalne obawy, że wraz z większym rozmiarem świat gry stanie się pusty i pozbawiony duszy. W przypadku produkcji z otwartym światem nigdy nie są to obawy na wyrost, jednak od razu uspokajam, że w tym przypadku większa skala nie idzie w parze z gorszą jakością. Powiem nawet więcej, ponieważ Forza Horizon 6 dostarczyła nam nie tylko największą, ale i najpiękniejszą oraz najbardziej różnorodną mapę w dziejach całej serii.
Mogłoby się wydawać, że już sam Meksyk był pod względem zróżnicowania terenu niezwykle rozbudowany i że wręcz niemożliwe będzie przebicie go w tej kwestii. A jednak okazuje się, że niepozorna Japonia pod tym względem kompletnie go deklasuje. Od razu zaznaczam, że nie uświadczymy tutaj piaszczystych pustyń, co raczej nie powinno nikogo dziwić. Niemniej cała reszta jest na swoim miejscu. Do naszej dyspozycji oddano tak urozmaicony teren, że przyjdzie nam się ścigać po pięknych plażach, wilgotnych polach ryżowych, łąkach, lasach, wzgórzach, górach oraz ośnieżonych szczytach. Mam wrażenie, że nie wymieniłem nawet połowy atrakcji, które przygotowali dla nas twórcy.
Do tego wszystkiego musimy dodać, że każdy rejon wyraźnie różni się od pozostałych oraz oferuje wiele przepięknych punktów inspirowanych prawdziwymi lokacjami. Mapa jest niezwykle zróżnicowana i nie daje nam żadnych powodów do nudy. Co najważniejsze, jest ona po prostu przepiękna i zapadająca w pamięć, stanowiąc istną ucztę dla oczu.
Aby podkreślić wszystko, o czym wspomniałem, muszę przywołać mechanikę szybkiej podróży. Pozwala ona na teleportowanie się w dowolne miejsce na każdej odkrytej wcześniej drodze. Poprzednie części serii również to umożliwiały, ale wymagały opłaty, którą mogliśmy redukować do zera poprzez niszczenie tablic rozsianych po świecie gry. W szóstce to się zmieniło, ponieważ tym razem od samego początku mamy dostęp do darmowego przemieszczania się po mapie. I wiecie co? W ciągu mojej blisko trzydziestogodzinnej przygody skorzystałem z tej opcji mniej razy, niż mam palców u jednej ręki. Jazda po wirtualnej Japonii i jej eksploracja to najczystsza przyjemność. Ten świat po prostu chce się zwiedzać oraz podziwiać.
Chociaż jak wspomniałem we wstępie nie jestem w stanie ocenić gry pod kątem pór roku, to na szczęście nie dotyczy to dynamicznych warunków pogodowych. Aura w Japonii zmienia się nieustannie. Czekają na nas deszcze, silne wiatry, opady śniegu, gęsta mgła i wiele więcej. Każde z nich wygląda fenomenalnie i po prostu cieszy oko. Gdyby tego było mało, wszystkie te efekty mają realny wpływ na samą rozgrywkę, sposób prowadzenia się aut oraz ich wygląd zewnętrzny.
Skoro wspomniałem wcześniej o zwiedzaniu, to muszę zaznaczyć, że tym razem eksploracja nie ogranicza się wyłącznie do odhaczania przejechanych dróg, choć tego elementu oczywiście w szóstce nie zabrakło. Całą mapę podzielono na konkretne regiony, które musimy samodzielnie odkrywać. Każdy z nich, poza oczywistymi zawodami sportowymi, zawiera masę różnych sekretów do znalezienia oraz zadań do wykonania. Dodatkowo każdy obszar posiada przejrzystą listę aktywności pozostałych do ukończenia, co bardzo ułatwia śledzenie naszych postępów.
Przy samej eksploracji warto wspomnieć, że mapa jest tym razem przykryta czymś w rodzaju mgły wojny. Skutecznie wskazuje ona miejsca, w których jeszcze nie byliśmy i które wciąż czekają na nasze odwiedziny. Po odkryciu danego regionu lub zamglonego wcześniej terenu często otrzymujemy cenne wskazówki dotyczące lokalnych atrakcji. Na mapie pojawiają się wtedy dodatkowe wydarzenia, takie jak wyścigi uliczne czy Touge, o których opowiem za chwilę. Tak czy inaczej eksploracja nieustannie nas nagradza, a co istotniejsze, jest ona niesamowicie satysfakcjonująca.
Raczej nikogo nie zdziwi fakt, że destrukcja otoczenia w granicach rozsądku występuje również w szóstej odsłonie. Niestety w tej kwestii nie doczekaliśmy się żadnej rewolucji i nie należy spodziewać się zniszczeń rodem z serii Battlefield. Mamy tutaj raczej do czynienia z delikatną ewolucją. Twórcy sprawili, że znacznie więcej elementów otoczenia ulega uszkodzeniom, chociaż w poprzednich częściach były one niezniszczalne. Najlepszym przykładem są drzewa, ponieważ tym razem jesteśmy w stanie ściąć niemal każde z nich, poza kilkoma konkretnymi wyjątkami. Mnie osobiście cieszy możliwość karczowania całych lasów. Wcześniej jazda na przełaj sprawiała mi masę frajdy, więc w końcu nie muszę się irytować, że jakieś przypadkowe drzewo nagle mnie zatrzyma. Zresztą bardziej interaktywne otoczenie wpływa pozytywnie na zdobywanie punktów biegłości, co czyni rozgrywkę jeszcze bardziej wybaczającą i sprawia, że znacznie trudniej o utratę cennego mnożnika. To wszystko powoduje, że zabawa jest po prostu przyjemniejsza.
Na koniec tej sekcji recenzji chciałbym opowiedzieć wam nieco o samym Tokio. To bez dwóch zdań największe miasto w całej historii tej serii. Dla porównania jest ono pięć lub nawet sześć razy większe niż Guanajuato z Forzy Horizon 5. Wybaczcie, że ponownie się powtórzę, ale i tym razem wraz z imponującym rozmiarem idzie gigantyczny skok jakości. Tokio jest nie tylko wielkie, ale także wspaniale zaprojektowane. Przemierzanie jego klimatycznych ulic i dzielnic oraz podziwianie słynnych punktów orientacyjnych to czysta przyjemność.
To wszystko sprawia, że nie tylko samo Tokio, ale i cała wirtualna Japonia stanowi najlepszą mapę w historii serii. Eksploruje się ją oraz przemierza z nieskrywaną przyjemnością. Każdy oddany fan oraz miłośnik tego kraju będzie po prostu wniebowzięty, choć dotyczy to nie tylko ich. Nawet osoby, którym do tej pory Japonia była zupełnie obojętna, z pewnością pokochają ją od pierwszego wejrzenia.
Festiwal, który nie ma końca – Legenda Horizon
Jak już wcześniej wspomniałem, Forza Horizon 6 to gra, która właściwie nie ma końca. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby wyznaczyć sobie taki symboliczny finał. Deweloperzy przygotowali dla nas aż dwie oddzielne kampanie do przejścia. Pierwsza z nich nazywa się po prostu Horizon Festival, podczas gdy druga nosi tytuł Discover Japan. Spokojnie, zaraz obie szczegółowo omówię.
Horizon Festival to serce gry i powód, dla którego wszyscy tu przybyliśmy, dlatego nie zdziwię się, jeśli ktoś nazwie ten tryb główną kampanią dla pojedynczego gracza. Naszym nadrzędnym celem jest bowiem zdobycie tytułu Legendy Horizon. To właśnie w trakcie tej ścieżki kariery będziemy kolekcjonować kolejne opaski stanowiące dowód naszej rosnącej reputacji. Każda z nich pozwala nam awansować coraz wyżej w rankingu, aż w końcu zdobędziemy tę ostatnią, która obdarzy nas mianem Legendy. Otworzy ona przed nami wrota do zamkniętej wcześniej elitarnej wyspy, dzięki czemu weźmiemy udział w czterech kultowych dla serii wyścigach, którymi są Gauntlet, Goliat, Tytan oraz Kolos.
Aby zdobyć opaskę oznaczającą przynależność do danego kręgu reputacji, musimy ukończyć specjalne wyzwania będące pokazami, które wielokrotnie mieliśmy okazję przechodzić w poprzednich odsłonach marki. Twórcy dwoili się i troili, aby nie powielać schematów i wymyślić coś nowego, co wyszło im całkiem nieźle. Praktycznie w każdej części serii braliśmy udział w tych samych aktywnościach, takich jak wyścigi z pociągiem, samolotem czy łodziami. Deweloperzy uznali jednak, że w tym aspekcie powinni zrobić coś więcej. W ten sposób Forza Horizon 6, wyłączając prolog, zawiera aż siedem takich pokazowych zawodów, z których każdy stara się być unikalny oraz widowiskowy. Doskonałym przykładem jest pokaz, w którym musimy ścigać się z najprawdziwszym mechem. Aby jednak nie było zbyt kolorowo, muszę przyznać, że twórcom momentami zabrakło pomysłów na pełną oryginalność. Niektóre wyzwania to po prostu ładniejsze sprinty, które przypominają nieco szalone wyścigi tworzone przez społeczność. Niemniej wszystkie te wydarzenia zostały dopracowane, wyglądają świetnie i aż chce się do nich wracać.
Aby móc wziąć udział w pokazowym wyścigu i zdobyć kolejną opaskę, musimy się najpierw do niego zakwalifikować, co wymaga zgromadzenia konkretnej liczby punktów. Te z kolei zdobywamy biorąc udział w klasycznych dla serii wyścigach szosowych, szutrowych oraz przełajowych, a także zaliczając aktywności typu PR Stunts. Mowa tutaj o fotoradarach, strefach pomiarowych, strefach driftu, znakach ostrzegawczych czy bramkach zdobywcy. Nie byłbym jednak zdziwiony, gdyby ktoś osiągnął status Legendy bez wykonywania którejkolwiek z wymienionych wyżej rzeczy.
Dzieje się tak dlatego, że gra otwiera przed nami obszerny dziennik kolekcjonera, w którym znajdziemy spis wszystkich aktywności pozwalających na zdobywanie punktów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby całkowicie pominąć wyścigi i na przykład skupić się na rozbijaniu tablic oraz fotografowaniu samochodów. Wolność w podejściu do rozgrywki jest tutaj niesamowita. Liczba zajęć okazuje się wręcz przytłaczająca i tylko od nas zależy, na co poświęcimy czas. Nawet po uzyskaniu statusu Legendy wciąż mam do wykonania mnóstwo zadań i przysięgam na wszystko, że zamierzam ukończyć je wszystkie.
Festiwal, który nie ma końca – Wielki Odkrywca
Drugą ze wspomnianych kampanii jest Discover Japan, w której mamy okazję otrzymać tytuł Wielkiego Odkrywcy. Zasada jej rozwoju okazuje się identyczna jak w przypadku Horizon Festival. Otrzymujemy dostęp do osobnej strony w dzienniku kolekcjonera, gdzie znajduje się pełny spis aktywności, za których wykonywanie otrzymujemy punkty. Discover Japan, w przeciwieństwie do nastawionego na rywalizację Horizon Festival, kładzie znacznie większy nacisk na spokojniejsze i wolniejsze zajęcia. Jesteśmy tutaj zachęcani do nieustannej eksploracji świata oraz odkrywania nowych miejsc, robienia im zdjęć, tworzenia kolekcji aut czy kupowania nieruchomości. Opcji jest znacznie więcej, lecz warto wspomnieć, że gra nagradza nas nawet za dostosowywanie własnego garażu, choć ten wątek rozwinę nieco później. Aby jednak nie było zbyt monotonnie, to właśnie w ramach Discover Japan będziemy mogli wziąć udział w emocjonujących wyścigach ulicznych oraz Touge.
Wyścigów ulicznych nie trzeba raczej nikomu przedstawiać. To “nielegalne” wyścigi po ulicach Japonii, w których nie znajdziemy żadnych band zabezpieczających, za to natkniemy się na ruch uliczny, a punkty kontrolne wyznaczają charakterystyczne flary. Do tej pory w serii wyścigi te zawsze były konieczne do “ukończenia” gry oraz zdobycia statusu Legendy, mimo że fabularnie nazywano je nieoficjalnymi. Tym razem twórcy postanowili podejść do sprawy uczciwie i wyścigi uliczne zostały całkowicie wyjęte z oficjalnej części festiwalu. Obecnie stanowią one element drugiej kampanii jako dodatek, co jest naprawdę świetną decyzją. Tuż obok nich deweloperzy wprowadzili zupełnie nowy rodzaj zawodów o nazwie Touge. Opierają się one na pojedynkach jeden na jednego rozgrywanych na krętych trasach prowadzących ze szczytów w dół. Choć może brzmieć to prosto, to w rzeczywistości posiada niesamowity klimat.
Ponadto w ramach Discover Japan powracają znane z poprzednich części Historie, czyli składające się z wielu rozdziałów wątki prowadzące nas przez różnorodne wyzwania. Towarzyszą im proste opowieści stanowiące jedynie pretekst do wzięcia udziału w konkretnych zadaniach. Dla przykładu możemy dołączyć do klubu drifterskiego, aby zyskać w nim renomę i wystartować w popularnych zawodach, bądź pracować dla fotografa, pomagając mu w wykonaniu jak najlepszych zdjęć rzadkich aut. Moimi ulubionymi aktywnościami są jednak wycieczki, które składają się z dwóch odmiennych elementów. Pierwszy z nich to spokojna jazda w konwoju przez malownicze rejony połączona ze słuchaniem ciekawych opowieści naszej przewodniczki Mei. Wisienkę na torcie stanowią natomiast zwieńczające je wyzwania, takie jak tradycyjny wyścig do celu czy konieczność utrzymania konkretnej prędkości w obrębie strefy pomiarowej.
Jest co robić, oj jest co robić. Wyścigów, historii oraz najróżniejszych aktywności przygotowano tak wiele, że mamy zagwarantowane setki godzin wyśmienitej zabawy. A nie wspomniałem przecież jeszcze o trybie wieloosobowym, w którym możemy brać udział w zróżnicowanych wyścigach z innymi graczami lub w niezwykle pomysłowych konkurencjach, takich jak chociażby zabawa w chowanego. Powraca oczywiście również Eliminator, czyli specyficzne Battle Royale w wydaniu wyścigowym. Myślę, że fani rozgrywki stricte sieciowej będą w pełni zadowoleni i z pewnością nie będą narzekać na nudę przez bardzo długi czas.
Czy coś jeszcze? Jeszcze jak!
Trzeba przyznać, że Forza Horizon 6 jest wręcz wypchana aktywnościami oraz zawartością. Weźmy dla przykładu liczbę dostępnych aut na start, których jest aż 619, co stanowi doprawdy zawrotną wartość. Dla porównania jest to więcej samochodów niż oferowała Forza Horizon 3 na samym końcu swojego wsparcia. To także pokaźniejsza liczba niż ta, którą na koniec swojego cyklu życia posiadały łącznie pierwsza i druga odsłona serii. To również o niemal dwieście aut więcej niż było dostępne na premierę w czwórce i o około sto więcej niż w piątce. Nie da się ukryć, że twórcy mają niesamowity rozmach. Tradycyjnie większość pojazdów możemy po prostu kupić w sklepie, jednak nie dotyczy to wszystkich modeli. Niektóre egzemplarze są dostępne wyłącznie w losowaniach, inne otrzymamy za konkretne zadania, a jeszcze inne stanowią unikalne nagrody za wykonywanie aktywności w świecie gry.
A skoro napomknąłem już o losowaniach, muszę przyznać, że ta gra to czysta dopamina. Produkcja nieustannie nas czymś nagradza, oferując kolejne losowania, gotówkę, nowe samochody czy najróżniejsze elementy kosmetyczne dla naszego bohatera. System gratyfikacji został wyniesiony na tak wysoki poziom, że tytuł jest w stanie nagradzać nas nawet za sam fakt otrzymywania nagród. Choć ciągle coś dostajemy, to z jakiegoś magicznego powodu nie czuć w tym wszystkim przesytu. Jest po prostu wyjątkowo przyjemnie, a my czujemy się docenieni na każdym kroku naszej kariery.
Czego przy omawianiu Discover Japan wcześniej nie dopowiedziałem, to kwestia nagród czekających na nas po zdobyciu pieczątki, będącej odpowiednikiem opaski z Horizon Festival. Niestety nie są to żadne nowe zawody, lecz zamiast tego każda kolejna pieczątka odblokowuje nam opcję zakupu jednego z kilku domów, a także daje dostęp do poszukiwań paru Zapomnianych Wozów, które stanowią absolutną klasykę dla tej serii. Cały proces polega na tym, że w pewnym miejscu na mapie zostaje zakreślony obszar, w którym ukryto garaż. Jego odnalezienie pozwala nam na dodanie nowego auta do kolekcji, choć musimy na nie chwilę poczekać, ponieważ mechanik musi je najpierw w pełni odrestaurować. Jednakże twórcy postanowili wraz z premierą szóstki wprowadzić zupełnie nowy rodzaj poszukiwań. Teraz po wjeździe do konkretnego regionu otrzymujemy wskazówkę w formie zdjęcia samochodu na określonym tle wraz z krótkim zdaniem podpowiadającym, gdzie powinniśmy zacząć szukać. Jeśli uda nam się znaleźć taki samochód, możemy go od razu przejąć na własność, co stanowi naprawdę fajną odmianę i angażującą zabawę w poszukiwanie skarbów.
Przemierzając świat gry możemy od czasu do czasu spotkać samotne auto stojące przy drodze z informacją, że jest ono obecnie na sprzedaż. Do tej pory nowe pojazdy mogliśmy kupować albo prosto z salonu, albo biorąc udział w aukcjach wystawianych przez innych graczy. Tym razem jednak twórcy postanowili dodać do tego zestawu coś zupełnie nowego. Miejsca takich postojów z tego co zauważyłem są zawsze takie same, ale to jakie konkretnie auto tam znajdziemy jest już kwestią czystej losowości. Możemy równie dobrze trafić na starego Opla, jak i na piękne Porsche. Co najciekawsze takie egzemplarze są zawsze sprzedawane taniej niż w oficjalnym salonie o losowo wyliczony procent wartości. Jeśli dopisze nam szczęście, możemy wyhaczyć prawdziwą perełkę za przysłowiowe grosze. Myślę, że stanowi to kolejny świetny powód, aby nie rezygnować z eksploracji i zawsze osobiście przemierzać mapę zamiast korzystać z szybkiej podróży.
Sprzedam opla! Cena i przebieg do ustalenia.
Nie byłaby to zresztą prawdziwa Forza, gdyby zabrakło w niej możliwości szczegółowego tuningowania każdego auta oraz tworzenia dla nich unikalnych malowań. Osobiście nigdy nie byłem wielkim artystą ani w kwestiach technicznych, ani w projektowaniu graficznym, ale wierzę, że gracze ceniący ten element zabawy w poprzednich odsłonach będą i tym razem w pełni zadowoleni. Wszystko zdaje się być na swoim miejscu i działa dokładnie tak, jak moglibyśmy tego oczekiwać od lidera gatunku.
Klasycznie już w serii możemy stworzyć własną postać, choć nie jest to co prawda personalizacja na miarę gier z cyklu The Sims. Możemy jedynie wybrać jeden z kilku gotowych modeli wyglądu oraz fryzur, co w grze wyścigowej wydaje się wystarczające. Aż chciałoby się jednak, aby jako przeciwwaga dla prostego kreatora postacie wyglądały chociaż estetycznie, lecz niestety prezentują się one po prostu brzydko. Nieco więcej do roboty mamy przy ubieraniu naszej postaci, ponieważ do dyspozycji oddano nam całkiem sporo ciuchów. Część z nich jest dostępna od razu, inne musimy kupić, a jeszcze inne należy najpierw odblokować poprzez losowania lub konkretne aktywności.
Szkoda również, że nasza postać to totalna niemowa, co stanowi spory kontrast względem poprzedniej odsłony. Z drugiej strony biorąc pod uwagę fakt, że voice acting nie był najmocniejszą stroną tamtej części, być może taka zmiana wcale nie jest niczym złym.
Oczywiście Forza nie mogłaby istnieć bez Creative Hub, czyli prawdziwego centrum kreatywności fanów. To właśnie w tym miejscu użytkownicy mogą tworzyć własne tuningi oraz malowania, a następnie dzielić się nimi z całą społecznością. Tak samo to tutaj można projektować najbardziej wymyślne trasy i ścigać się na nich wraz z innymi. Sam proces kreowania pozostaje niezmiennie prosty oraz intuicyjny. Nie mogę się doczekać premiery, by zobaczyć co inni gracze mają przygotowane w zanadrzu. Od zawsze był to jeden z moich ulubionych elementów gry, bez którego nie wyobrażam sobie zabawy na dłuższą metę. Połową sukcesu i gwarancją długiego życia tej serii jest bowiem właśnie niespożyta kreatywność samych graczy.
Jedną z największych nowości wprowadzonych w szóstej odsłonie jest możliwość tworzenia własnych garaży. Każda kupowana przez nas posiadłość wyposażona została w osobną przestrzeń, którą możemy dowolnie aranżować. Początkowo są to zwykle zaniedbane i zagracone miejsca, jednak poświęcając trochę czasu można przekształcić je w naprawdę klimatyczne warsztaty. Choć widzę w tym elemencie rozgrywki ogromny potencjał, to ma on jeden wyraźny mankament. Elementów do dekorowania wnętrz jest obecnie zbyt mało, aby przygotować coś, co wygląda naprawdę wyjątkowo. Pozostaje liczyć na to, że społeczność szybko uzupełni ten brak własnymi projektami. Skoro już o kreatywności mowa, bardzo wcześnie otrzymujemy możliwość zakupu wyjątkowej posiadłości, która znacząco różni się od pozostałych domów. Obok niej znajduje się ogromny teren oddany całkowicie do naszej dyspozycji. To prawdziwa piaskownica dla fanów tworzenia własnej zawartości. Do dyspozycji mamy wszystkie elementy, które oferuje Creative Hub przy tworzeniu tras, więc potencjał do kreatywnego wyżycia się jest tutaj wręcz nieograniczony.
Brum, brum, wziuuu
Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że model jazdy nie przeszedł większych zmian względem poprzednich odsłon. I być może rzeczywiście tak jest, choć trudno uznać to za wadę. Już wcześniej system prowadzenia samochodów stał bowiem na bardzo wysokim poziomie. Komu podobał się wtedy, ten z pewnością poczuje się tu jak w domu, ponieważ twórcy słusznie nie próbują wynaleźć koła na nowo. Skoro coś działa bez zarzutu, to nie ma sensu wprowadzać drastycznych zmian. Drobne poprawki, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się niezauważalne, w zupełności tutaj wystarczają. Jednocześnie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w szóstce jeździ się jeszcze przyjemniej i mam poczucie jeszcze większej kontroli nad prowadzonymi maszynami. Oczywiście warto pamiętać, że auto autu jest nierówne i każdy model prowadzi się w unikalny, charakterystyczny dla siebie sposób.
Forza Horizon 6 poprawiła także coś, na co część graczy zwracała uwagę już w poprzednich odsłonach, czyli poczucie prędkości. Mnie osobiście wcześniej ten aspekt specjalnie nie przeszkadzał, jednak dopiero tutaj widać, jak dużą różnicę potrafi zrobić odpowiednie dopracowanie tego elementu. Przy większych prędkościach samochody wreszcie sprawiają wrażenie naprawdę piekielnie szybkich. Różnice między kolejnymi progami prędkości są wyraźnie odczuwalne. Dzięki temu pędzenie autostradami czy szybkie przejazdy przez długie proste dostarczają znacznie więcej emocji niż wcześniej.
Niepozorne i niemożliwe do wychwycenia na pierwszy rzut ucha zmiany dotknęły także oprawy dźwiękowej. Już wcześniej produkcja brzmiała zachwycająco, jednak teraz odgłosy samochodów oraz otoczenia zdają się znacznie pełniejsze i bardziej naturalne. Cały świat wokół nas stał się żywszy, co sprawia, że od strony audio gra zwyczajnie oszałamia swoją szczegółowością. Każdy ryk silnika czy dźwięk opon na japońskim asfalcie ma teraz swoją unikalną głębię, która sprawia, że wrażenia z jazdy stają się jeszcze bardziej immersyjne.
Jest to także jedna z najbardziej przystępnych gier na rynku, w którą może grać praktycznie każdy zainteresowany motoryzacją. W szóstą odsłonę serii Forza Horizon mogą zagrywać się zarówno doświadczeni weterani oraz najwięksi hardkorowcy, jak i totalni laicy, którzy jeszcze przed chwilą mogli w ogóle nie wiedzieć, czym są gry wideo. Choć same opcje ustawień poziomu trudności nie przeszły żadnej wielkiej rewolucji, to pozostają one w pełni wystarczające, aby móc precyzyjnie dostosować każdy aspekt rozgrywki do własnych preferencji oraz umiejętności. Dzięki temu produkcja idealnie balansuje między byciem wymagającym wyzwaniem a relaksującą przygodą dla każdego typu odbiorcy.
Pozostając w tej kwestii, muszę przyznać, że ustawienia ułatwień dostępu są w tej produkcji po prostu niesamowite. Seria Forza Horizon od zawsze szczyciła się najlepszymi rozwiązaniami w tym zakresie i regularnie zdobywała za nie najważniejsze branżowe nagrody. Jest to tytuł, w który może grać dosłownie każdy, niezależnie od tego, z jakimi niepełnosprawnościami boryka się na co dzień. Szósta odsłona pod względem ułatwień dostępu wypada jeszcze lepiej niż jej poprzedniczki, więc na ten moment wydaje mi się, że nie istnieje osoba, która nie byłaby w stanie czerpać radości z jazdy w tej grze.
Święto motoryzacji
Skoro padło już dźwiękowe A, pora powiedzieć muzyczne B. Pod względem ścieżki dźwiękowej Forza Horizon 6 to bez najmniejszych wątpliwości najlepsza odsłona całej serii. Nie oznacza to oczywiście, że wcześniejsze części wypadały źle. Wręcz przeciwnie. Muzyka od zawsze była jedną z najmocniejszych stron cyklu, a wiele utworów odkrytych dzięki poprzednim odsłonom do dziś regularnie przygrywa na moich playlistach. Problem polegał jednak na tym, że zazwyczaj szybko wybierało się jedną lub dwie ulubione stacje radiowe i praktycznie nie było potrzeby zaglądać do pozostałych. Tym razem sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Dobór utworów jest tak różnorodny i trafiony, że trudno zdecydować się na jedno radio. Niezależnie od wybranej stacji niemal co chwilę trafiają się świetne kawałki, a liczba reprezentowanych gatunków robi ogromne wrażenie. Pojawiło się nawet radio w pełni po japońsku z lokalną spikerką oraz japońskimi piosenkami, które jeśli się nie mylę, są bodaj znanymi utworami z anime.
Pod względem graficznym Forza Horizon 6 prawdopodobnie nie okaże się najpiękniejszą grą tego roku, ale absolutnie nie oznacza to, że jest brzydka. Wręcz przeciwnie. To bezsprzecznie najładniejsza odsłona całej serii. Naturalnie. Produkcja wygląda po prostu przepięknie, a całości wizualnego spektaklu dopełniają wspaniałe efekty cząsteczkowe oraz mistrzowskie oświetlenie. Szczególnie doskonale prezentują się same modele samochodów, które zostały tak niesamowicie dopieszczone, że w odpowiednich warunkach można je pomylić z rzeczywistością. Jest to gra po prostu cudna pod względem wizualnym, choć trzeba przyznać, że wspomniane wcześniej modele postaci mogłyby być jednak ociupinkę ładniejsze. No ale cóż, widocznie nie można mieć wszystkiego.
Od strony technicznej jest to produkcja po prostu doskonała,. W grze nie uświadczymy nawet jednego małego błędu czy jakiegokolwiek niedopracowania. Przemierzając wzdłuż i wszerz cyfrową Japonię, nie byłem w stanie znaleźć tutaj choćby jednego lewitującego kamienia czy źle osadzonego drzewka. Forza Horizon 6 to tytuł dopieszczony do granic możliwości, a wszyscy inni deweloperzy powinni brać przykład z ekipy Playground Games i uczyć się od nich tego, jak powinny wyglądać gry wideo w dniu swojej oficjalnej premiery.
Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku optymalizacji. Gra testowana była na komputerze wyposażonym w kartę graficzną RTX 5080 oraz procesor Ryzen 7 9800X3D i wyniki są po prostu imponujące. W rozdzielczości 4K przy wszystkich suwakach ustawionych na ultra i z włączonym śledzeniem promieni gra średnio wyciągała 110 klatek na sekundę, choć uczciwie mówiąc ten przedział wahał się w granicach od 100 do 120 klatek. Należy przy tym dodać, że nie miałem włączonego żadnego systemu DLSS ani generatora klatek, które to funkcje swoją drogą są w tym tytule zaimplementowane. Pamiętajcie zatem na przyszłość, że jeśli poczujecie się kiedyś niepotrzebni, to zawsze możecie pomyśleć o tym, że w grze Forza Horizon 6 naprawdę istnieje generator klatek.
Jak mogliście zauważyć praktycznie przez cały czas wypowiadam się o najnowszej odsłonie cyklu Forza Horizon w samych superlatywach, lecz trudno mi się dziwić, skoro jest to produkcja niemalże doskonała. “Niemalże”? Czy to oznacza, że ma jakieś wyraźne minusy? Z pewnością do największych wad można zaliczyć niezbyt atrakcyjny wygląd modeli postaci, który przywodzi na myśl standardy z okolic 2015 roku lub nawet wcześniejsze. Największym problemem jest jednak to, że niestety wciąż czuć, jakoby Forza Horizon 6 nadal nie sięgała po pełnię swojego ogromnego potencjału. Od tego wrażenia po prostu nie da się uciec, ponieważ ma się nieustanne poczucie, że tę markę stać na znacznie więcej, a mimo to twórcy wciąż wstrzymują się przed wykonaniem tego jednego, decydującego kroku naprzód. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że kolejna część okaże się wreszcie tą prawdziwą rewolucją, którą wszyscy potrzebujemy.
Nie będę ukrywał, że jestem gigantycznym fanem serii. Czy ten fakt mógł wpłynąć na moją ostateczną ocenę? Przez cały czas trwania testów starałem się patrzeć na tę produkcję przez krytyczne okulary, lecz czy to zamierzenie w pełni się udało, nie jestem w stanie samodzielnie stwierdzić. Wiem jednak na pewno, że miałem wobec szóstej odsłony gigantyczne oczekiwania i miałem świadomość, że wystarczy tylko jedno małe potknięcie twórców, aby zniszczyć mój pozytywny pogląd na ten tytuł. Na szczęście do niczego takiego nie doszło, a deweloperzy dostarczyli nam po prostu najlepszą część w całej dotychczasowej historii marki. Skutecznie naprawili to, co wcześniej nie działało, ulepszyli elementy sprawdzające się już dawniej, a do tego wszystkiego dorzucili masę zupełnie nowej i wciągającej zawartości.
Forza Horizon 6 to bez wątpienia najpełniejsza dotąd część serii, która stanowi wspaniałą ewolucję znanej dotychczas formuły, choć niestety wciąż brakuje tutaj odważniejszych rewolucji. Korona króla gier wyścigowych ani myśli drgnąć i spaść z głowy Forzy, jednak konkurencja cały czas depcze jej po piętach. Wystarczy spojrzeć na takie The Crew Motorfest posiadające kilka ciekawych pomysłów na siebie. Mam zatem małe ostrzeżenie do developerów: Jeśli wraz z premierą siódmej odsłony dalej będziecie grać bezpiecznie, nie zaryzykujecie i nie spróbujecie czegoś nowego, to następnym razem zwykła ewolucja oraz usprawnianie działających schematów może już po prostu nie wystarczyć.
Niemniej moja finalna ocena Forzy Horizon 6 ani trochę nie ulega zmianie, gdyż jest to doskonała produkcja nie tylko w kategorii wyścigów, ale i gier wideo w ogóle. Może zabrzmię teraz jak szaleniec, ale uważam, że ani wyczekiwane Half-Life 3, ani nawet GTA VI nie zmienią faktu, że Forza Horizon 6 jest bezapelacyjną grą roku. To po prostu prawdziwe arcydzieło gier wyścigowych.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę Xbox Polska.
10.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
9.5
Udźwiękowienie
10.0
Gameplay
9.5
Zawartość
10.0
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
10.0
Zalety
Przepiękna wizualnie
Doskonała dźwiękowo z najlepszą muzyką w serii
Największa i najpiękniejsza mapa w historii
Eksploracja, która cieszy
Gra niezwykle luźna i pozytywna, a jednocześnie satysfakcjonująca
Postaci, których nie da się nie lubić
Przepiękne efekty pogodowe
Ekstremalnie duża ilość zawartości wszelakiej
Niezmiennie przyjemny model jazdy
Gra przystępna dla każdego
Doskonały stan techniczny
Niewielkie, ale fajne nowe elementy
Ewolucja tego co znamy i kochamy
Znacznie lepsze poczucie prędkości jazdy
Wady
Główny bohater to niemowa
Brzydkie i przestarzałe jak na dzisiejsze standardy postaci
Forza wciąż nie osiągnęła pełni swojego potencjału
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.