Mixtape to druga już produkcja niezależnego studia Beethoven and Dinosaur. Tym razem twórcy postanowili opowiedzieć nam krótką historię o zbuntowanych nastolatkach z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, którzy stoją właśnie na progu dorosłości. Czy jest to opowieść zdolna nas czegoś nauczyć, a może nawet poruszyć? Pora to sprawdzić. Nostalgia bait...
Mixtape to druga już produkcja niezależnego studia Beethoven and Dinosaur. Tym razem twórcy postanowili opowiedzieć nam krótką historię o zbuntowanych nastolatkach z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, którzy stoją właśnie na progu dorosłości. Czy jest to opowieść zdolna nas czegoś nauczyć, a może nawet poruszyć? Pora to sprawdzić.
Nostalgia bait
W Mixtape wcielamy się w Stacey Rockford, która wraz ze swoimi przyjaciółmi, Slaterem oraz Cassandrą, właśnie ukończyła szkołę średnią. Zanim jednak bohaterka opuści grupę i wyleci do Nowego Jorku w pogoni za muzycznymi marzeniami, cała trójka planuje wspólnie celebrować ostatni dzień wolności na wielkiej imprezie. Jako że nie wypada pojawić się tam z pustymi rękami, nasi nieletni podopieczni ruszają na “wielką” wyprawę w poszukiwaniu alkoholu.
Z okazji ostatniego wspólnego dnia Rockford przygotowała specjalną składankę muzyczną, która będzie towarzyszyć bohaterom i nam podczas całej przygody. Teoretycznie akcja gry zamyka się w ciągu tych kilkunastu godzin, jednak w trakcie alkoholowej krucjaty postacie regularnie trafiają na przedmioty oraz miejsca wywołujące u nich nostalgiczne wspomnienia. Dzięki temu śledzimy historię pełną wzlotów i upadków grupy nastolatków, którzy już wkrótce będą musieli się ze sobą pożegnać.
Mixtape to krótka przygoda na jeden wieczór, którą można ukończyć w niecałe trzy godziny. Twórcy starają się wpleść w nią przemyślenia dojrzewających nastolatków na temat życia oraz zbliżyć nas do nich emocjonalnie. Co jednak najważniejsze, tytuł ten mocno żeruje na tęsknocie za latami dziewięćdziesiątymi. Wszystko to sprawia, że gra może nieść ze sobą niesamowity ładunek emocjonalny, ale prawdopodobnie uderzy on z pełną siłą tylko w konkretną grupę odbiorców. Mowa tutaj o Amerykanach, a w szczególności o tych, którzy dorastali w tamtym okresie. Projekt ten jawi się jako jeden wielki Nostalgia Bait, czyli produkt starający się kupić gracza wspomnieniami o dawnych czasach, aby w ten sposób wywołać zachwyt. Czy to oznacza, że w rzeczywistości mamy do czynienia z pustą wydmuszką? Nie powiedziałbym, jednak do tego jeszcze dojdziemy.
Choć Mixtape celuje głównie w amerykańską widownię wychowaną w konkretnej kulturze, to zawiera wiele elementów potrafiących wzbudzić nostalgię również w polskim odbiorcy. Dobrym przykładem jest tutaj legendarne już przewijanie kaset magnetofonowych za pomocą ołówka, beztroskie włóczenie się po lasach czy też picie alkoholu w tajemnicy przed rodzicami. Polski gracz z pewnością poczuje ten specyficzny klimat, chociaż prawdopodobnie nie doświadczy go tak intensywnie jak osoby zza oceanu. Pewną barierą może być też specyficzna, dosyć głośna natura amerykańskich nastolatków. Takie klimaty trzeba po prostu lubić, ponieważ nie do każdego muszą one trafić.
Jeśli chodzi o samych bohaterów, mam do nich kilka istotnych zastrzeżeń. Przede wszystkim są to postacie dość generyczne, pozbawione choćby odrobiny oryginalności. Rockford to typowa buntowniczka, Slater to wychillowany luzak, natomiast Cassandra jest dziewczyną z dobrego domu, która robi wszystko byle na złość rodzicom. Wszyscy oczywiście czują się całkowicie niezrozumiani przez świat. I choć nie miałbym nic przeciwko takim schematom, to nawet liczne retrospekcje nie zdradzają nam zbyt wiele na temat ich przeszłości. Nie wiemy dokładnie, co ukształtowało ich charaktery ani co doprowadziło ich do miejsca, w którym się znajdują. Nie mogę wprawdzie powiedzieć, że zostali napisani tragicznie, ponieważ mimo swojej wtórności posiadają wyraźne cechy oraz własne cele. Potrafią też czasem rzucić głębszymi przemyśleniami, co dodaje im odrobiny brakującej głębi. Nie zmienia to jednak faktu, że ostatecznie patrzymy na grupę głośnych nastolatków, którzy w trakcie gry nie przechodzą żadnej istotnej drogi.
Niemniej jednak nie mogę powiedzieć, żebym mimo początkowej niechęci nie polubił tych mało oryginalnych bohaterów. Ich przygody śledzi się niezwykle przyjemnie, a całe trzy godziny gry upłynęły mi błyskawicznie, niemal jak podczas seansu dobrego filmu. Choć produkcji tej można zarzucić pewną płytkość, to na pewno nie da się jej odmówić wciągającego charakteru. Jest to tytuł, przy którym siadasz wygodnie na kanapie z padem w ręku i po prostu chłoniesz prezentowaną opowieść. Ogromna w tym zasługa samej rozgrywki, o której opowiem za chwilę, ale też świetnie poprowadzonej narracji oraz fenomenalnej reżyserii. Historia ta posiada jedno z najlepiej odmierzonych temp w grach wideo, a także umiejętnie balansuje na granicy absurdu oraz specyficznego humoru, ale z wyczuciem nigdy jej nie przekracza. I choć nie nazwałbym tej gry poruszającą, to elementy komediowe wielokrotnie wywołały u mnie szczery uśmiech.
Symulator amerykańskiego nastolatka
Mixtape najłatwiej można by określić mianem interaktywnego filmu, jednak w przeciwieństwie do takich tytułów jak Dispatch, Life is Strange czy produkcje od studia Telltale, nie otrzymujemy tutaj opcji dialogowych ani ważnych decyzji fabularnych. Od samego początku obcujemy z liniową i zaplanowaną z góry historią, na której przebieg nie mamy żadnego wpływu. W przerwach między scenkami przerywnikowymi zajmującymi lwią część czasu gry możemy eksplorować niewielkie oraz zamknięte poziomy. W tych sekcjach podejmujemy interakcje z najróżniejszymi przedmiotami, z których część wywołuje kolejne retrospekcje i otwiera drzwi do nowych rozdziałów tej opowieści.
Rozgrywka na szczęście nie ogranicza się wyłącznie do prostej eksploracji. Co rusz bierzemy udział w najróżniejszych minigierkach, których właściwie nie da się zawalić. Sprawdzimy się w takich aktywnościach jak chociażby zjazd na deskorolce stromą drogą czy bieg z przeszkodami, ale pojawią się też zadania znacznie bardziej absurdalne. Mowa tu chociażby o ucieczce wózkiem sklepowym przed policją czy surrealistycznym bieganiu i lataniu nad łąkami. Każda z tych sekcji została dopracowana do perfekcji, a twórcy postarali się, aby maksymalnie je urozmaicić. Wszystko to sprawia, że mimo wielkiej prostoty oraz niskiego progu wejścia, poszczególne etapy pozostają niepowtarzalne i co najważniejsze, w ogóle się nie nudzą i dostarczają masy nieposkromionej frajdy.
Piękny film animowany
Jak już nieraz wspomniałem, Mixtape ogląda się niczym dobry film animowany. Ogromny wpływ ma na to nie tylko sposób prowadzenia historii, ale również sama oprawa graficzna. Cały świat gry prezentuje się jak wspaniały i żywy komiks albo przepiękna kreskówka pełna bogatych w detale lokacji oraz barwnych teł. Warto zwrócić uwagę na dwoisty charakter animacji. Z jednej strony jest ona płynna w obrębie otoczenia, natomiast przy ruchach postaci zastosowano metodę skokową, tak zwaną animację w dwójkach. Przywodzi to na myśl rozwiązania, które mogliśmy zobaczyć choćby w tak popularnej produkcji od Sony jak Spider-Man: Into the Spider-Verse. Wszystkie te elementy współgrają ze sobą wyśmienicie i sprawiają, że obcowanie z grą jest czystą przyjemnością. Jedyny zarzut mogę mieć do nieco zbyt uproszczonego wyglądu twarzy bohaterów, choć od razu zastrzegam, że sama mimika wypada nieźle. Po prostu ich fizjonomia sprawia wrażenie odrobinę zbyt płaskiej na tle reszty dopracowanego świata.
Mixtape to produkcja, która kładzie ogromny nacisk na sferę dźwiękową. Całą historię śledzimy przecież przy akompaniamencie utworów z tytułowej składanki, którą osobiście wyselekcjonowała główna bohaterka. Co ciekawe, praktycznie każda piosenka jest zapowiadana poprzez łamanie czwartej ściany, kiedy to bohaterka przedstawia informacje o wykonawcy oraz krótką ciekawostkę.
Do doboru utworów nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń, tym bardziej że twórcom udało się pozyskać licencje na naprawdę uznane nazwiska. W trakcie zabawy usłyszymy między innymi kompozycje od takich artystów jak Iggy Pop czy zespółu The Cure. Przyznam szczerze, że mimo wychowania się na muzyce lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych oraz dziewięćdziesiątych, większość prezentowanych numerów była mi wcześniej nieznana. Nie przeszkodziło mi to jednak w odkrywaniu ich na nowo i czerpaniu z nich ogromnej radości. Dobór samych piosenek to strzał w dziesiątkę. Wszystkie idealnie dopełniają opowiadane historie, a co ważniejsze, zapadają w pamięć na tyle mocno, że chce się do nich wracać nawet po napisach końcowych.
W trakcie całej rozgrywki nie natknąłem się na ani jeden błąd techniczny, który wpłynąłby negatywnie na działanie tytułu lub mógłby zakłócić immersję płynącą z opowieści. Ocena samej optymalizacji nie jest jednak w tym przypadku sprawą oczywistą, co zaraz postaram się wyjaśnić. Grę testowałem na bardzo wydajnej jednostce wyposażonej w kartę graficzną RTX 5080 oraz procesor Ryzen 7 9800X3D. W rozdzielczości 4K przy najwyższych ustawieniach graficznych licznik klatek na sekundę oscylował w granicach od 40 do 60.
Trzeba przyznać, że przy tak potężnej konfiguracji sprzętowej jest to wartość znacznie poniżej oczekiwań. Jest to tym bardziej zauważalne, że mamy do czynienia z produkcją niezwykle liniową, której akcja często toczy się w niewielkich oraz zamkniętych przestrzeniach. Sęk w tym, że wspomniany klatkarz w ogóle nie przeszkadza w odbiorze. Mixtape to w gruncie rzeczy interaktywny film animowany, w którym ruchy postaci celowo oparto na technice rwanej animacji. Sprawia to, że kompletnie nie odczuwamy i nie zauważamy wspomnianego klatkarzu. Fakt jednak pozostaje faktem i od strony technicznej optymalizacja mogłaby być lepsza.
O czym warto wspomnieć, a czego tak często nie spotykamy w podobnych produkcjach to fakt, że Mixtape posiada polską kinową wersję językową. Wersję, która naprawdę nie ma się czego wstydzić. Tłumaczenie to zostało wykonane niezwykle rzetelnie i pozwala osobom nieznającym języka angielskiego w pełni cieszyć się opowiedzianą historią. Jeśli jednak musiałbym szukać dziury w całym, to zwróciłbym uwagę na pewną niekonsekwencję w jej przygotowaniu. Poza samymi dialogami w kilku miejscach pojawiają się przetłumaczone napisy wykonane przy użyciu pasujących czcionek, podczas gdy przez większość gry pozostałe teksty na ekranie pozostają po angielsku i są tłumaczone jedynie w formie bloczka u góry ekranu. Jest to oczywiście drobny szczegół, o którym wspominam z recenzenckiego obowiązku, ponieważ ogólna jakość lokalizacji stoi na naprawdę wysokim poziomie.
Mixtape to bardzo dobry przykład udanej, choć mimo wszystko nie fenomenalnej produkcji. To trwające zaledwie trzy godziny filmowe doświadczenie mija w ułamku sekundy, oferując przy tym wspaniałą oprawę wizualną oraz dźwiękową. Bohaterów, mimo ich archetypicznych charakterów, po prostu nie da się nie lubić, a rozgrywka mimo swojej prostoty pozostaje pomysłowa i sprawia masę frajdy. Nie można jednak uciec od faktu, że w gruncie rzeczy mamy do czynienia z opowieścią dość płytką, która bezczelnie próbuje wykorzystać nostalgię do mało skutecznego wywołania głębszych emocji. Jest to również historia, która ze względu na swój klimat nie trafi do każdego odbiorcy. Uważam jednak, że warto dać tej grze szansę. Kwota 60 złotych wydaje się całkiem uczciwą cenę jak za naprawdę przyjemnie spędzony wieczór przy unikalnym doświadczeniu, jakim bez wątpienia pozostaje Mixtape.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.
9.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
9.5
Udźwiękowienie
9.5
Gameplay
9.0
Fabuła
8.0
Strona techniczna
7.5
Ocena ogólna
9.0
Zalety
Przepiękna oprawa graficzna
Świetnie dobrana muzyka
Proste, acz sprawiające frajdę aktywności
Postaci, których nie da się nie lubić
Wady
Fabuła operuje jedynie na nostalgii, będąc w rezultacie dosyć płytką
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.