Sera nigdy nie za dużo! Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać Myszki Miki. Jest to postać tak głęboko zakorzeniona w światowej popkulturze, że zna ją praktycznie każdy. Jednak nie każdy wie, że zanim Miki się pojawił w swojej kolorowej formie to Walt Disney wyreżyserował krótką kreskówkę o tytule “Steamboat Willie”,...
Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać Myszki Miki. Jest to postać tak głęboko zakorzeniona w światowej popkulturze, że zna ją praktycznie każdy. Jednak nie każdy wie, że zanim Miki się pojawił w swojej kolorowej formie to Walt Disney wyreżyserował krótką kreskówkę o tytule “Steamboat Willie”, gdzie Miki steruje małą łodzią. Był to przełomowy film, który dał Disneyowi międzynarodowy rozgłos na ogromną skalę. Po 96 latach od premiery filmu został on wdrożony do domeny publicznej w Stanach Zjednoczonych, co oznacza że można bazować na nim swoje produkcje, bez naruszenia prawa autorskiego. Od tego czasu pojawiło się kilka produkcji zza granicy, lecz w naszym rodzimym kraju znaleźli się śmiałkowie, aby ruszyć ten kawałek historii. Fumi Games z Warszawy, trzy i pół miesiąca po wdrożeniu filmu do domeny publicznej ogłasza powstawanie produkcji o tytule roboczym “Mouse”. Pierwszy zwiastun poniósł się po internecie bardzo szeroko, zyskując miliony odsłon i nakręcając nadchodzący hype. Mijają kolejne lata i w końcu w 2026 roku docieramy do momentu, w którym już jako “Mouse: P.I. for Hire” dostaje swoją premierę. Jak jednak debiut studia Fumi Games sobie poradził? Przekonajmy się!
Detektyw za dwa kawałki sera
W “Mouse: P.I. for Hire” wcielamy się w Jacka Peppera, prywatnego detektywa w świecie zamieszkałym przez gryzonie, który podąża za wskazówką od Wandy Fuller, reporterki gazety “Mouseburg Herald”. Zaginął pewien iluzjonista, ale wydaje się, że za tą sprawą kryje się znacznie więcej niż zwykła sztuczka zniknięcia. Fabuła jest pełna zwrotów akcji, w których pojawiają się skorumpowani politycy, przemoc na tle rasowym i sekty, a wszystko to podparte płynnym jazzem i dowcipnymi ripostami – wszystkie składniki noir-owej historii detektywistycznej są tutaj na miejscu, a ton jest dość mroczny pomimo kreskówkowej grafiki i niekończących się żartów.
W trakcie rozgrywania fabuły dosyć często wracamy do biura Jacka, w którym możemy przypisywać różne wskazówki do tablicy, co skojarzyło mi się z pałacem umysłu z “Alana Wake’a II”. W dzielnicy, w której znajduje się biuro możemy zwiedzić kilka innych miejscówek jak bar, warsztat czy różne sklepy, a postacie które tam znajdziemy mogą nam pomóc w dalszym pokonywaniu wątku fabularnego. Fabuła ma świetny klimat, a akcentuje go świetny występ Troy’a Bakera w roli naszego protagonisty, Jacka.
Pod względem fabularnym Mouse jest całkiem niezłe. Nie mam większych zastrzeżeń do całego przebiegu historii, lecz nie jest to oczywiście nic wybitnego, czego jeszcze nie widzieliśmy. Mouse: P.I. for Hire to mieszanka starego kina akcji, kreskówek Disneya oraz klimatów Noir, która jest po prostu zrobiona dobrze ze znajomością materiału źródłowego.
Serowy Doom czy serowy Doom Eternal?
W swej istocie “Mouse P.I. For Hire” to typowy boomer shooter, który zdecydowanie czerpie inspirację z pierwszych DOOMów. Amunicji jest pod dostatkiem, broń można ulepszać, dodając alternatywny rodzaj strzału, a nasz arsenał budujemy w mgnieniu oka. W grze znajdziemy wszystko, od strzelb przez pistolety maszynowe, aż po pistolet z lakierem, który topi kreskówkową skórkę wszystkiego, z czym się zetknie, co bardzo przypomina słynną scenę z filmu „Kto wrobił królika Rogera”. Gra oferuje bardzo dobre zbiorowisko broni, które są fenomenalnie animowane. Oprócz broni nie brakuje tutaj wielu innych elementów jak tymczasowe ulepszenia, apteczki, pancerz i wiele więcej. Oczywiście wszystkie te elementy prezentują się bardzo dobrze pod względem stylistyki i animacji.
Mimo takiego dużego arsenału mam jednak kilka problemów z systemem walki. Jasne, gra nam oferuje dużo możliwości ubijania kreskówkowych gryzoni, lecz niestety większość zatrzymała się z swoją inteligencją w czasach swojej inspiracji, czyli “DOOMa”. Przeciwnicy w większości przypadków nie mają żadnego AI, tylko bezmyślnie szarżują na naszego protagonistę lub zatrzymują się w miejscu i po prostu strzelają. Ja rozumiem inspirację starymi strzelankami, lecz w wielu współczesnych boomer shooterach wygląda to i działa dużo lepiej. Co z tego, że gra nam daje duży arsenał, skoro można po prostu zasnąć przy tych potyczkach, bo praktycznie każda z nich wygląda tak samo i nie daje żadnego wyzwania. Jedyną większą różnorodność w walce wprowadzają bossy, które są bardzo fajnie wykonane i jest ich sporo, lecz szkoda, że są jedynym większym urozmaiceniem systemu walki w całej grze.
Skoro strzelanie już omówiliśmy to pora przejść do movementu, a tutaj twórcy postanowili nadal inspirować się serią “DOOM”, lecz w tym przypadku nowszymi odsłonami. Po prostu widać, że Eternal był tutaj głównym źródłem inspiracji. Początkowo mamy dostęp do zwykłego dasha, lecz potem uczymy się podwójnego skoku, otrzymujemy linkę z hakiem, potem przechodzimy do biegania po ścianach i tak dalej. Żałuję jednak, że tempo rozgrywki nie jest takie szybkie jak w przypadku Eternala, bo twórcy mają tutaj dobrą podstawę, lecz po prostu nasz bohater jest zbyt szybki dla przeciwników, a szkoda bo z dobrym balansem był tutaj potencjał na coś świetnego.
Ser nigdy nie wyglądał tak dobrze
Już się rozpływałem o tym wcześniej, lecz oczywiście trzeba to przypomnieć. “Mouse P.I. For Hire” pod względem wizualnym to bardzo dobrze przemyślana gra. Jeżeli chodzi o to, jak postacie są narysowane, jak się poruszają i jak funkcjonuje nasz protagonista to jakość tego wszystkiego jest po prostu wybitna. Setki klatek ręcznie rysowanej animacji były po prostu tego warte, chociaż na pochwały zasługuje cały level design. Modele jakie zobaczymy w wszystkich lokacjach są idealnie przerysowane i pasują do tej stylistyki lat 20, a jednocześnie nie odbiegają do tych ręcznie rysowanych elementów. Daje nam to bardzo dobrze dobraną mieszankę graficzną, która będzie po prostu ponadczasowa.
Jeżeli chodzi o stan techniczny to też nie mam nic do zarzucenia. Gra u mnie trzyma stałe 290 klatek na sekundę przez cały czas rozgrywki na najwyższych detalach graficznych. Gra oferuje też mój ulubiony suwak pola widzenia, który powinien być obecny w każdej grze FPS, także jestem bardzo wdzięczny twórcom, że zdecydowali się na taki ruch. Mouse oferuje też trochę ustawień związanych z dostępnością, przykładowo drgania kamery, zniekształcenia soczewki, zmiana efektów krwi wrogów i kilka innych, więc miło, że niezależni developerzy postanowili się pochylić za elementami, które potrzebuje tylko mały procent graczy.
Za ścieżkę dźwiękową w “Mouse: P.I. for Hire” jest odpowiedzialny Patryk Scelina, znany z takich gier jak ostatni “Kangurek Kao”, “Slavic Punk” oraz “My Memory of Us”. Nie ma co owijać w bawełnę, poradził sobie idealnie. To właśnie oprawa muzyczna nadaje tej grze dodatkowego rozmachu. Niezależnie od tego, czy chodziło o nastrojowe dźwięki w tle, czy o muzykę towarzyszącą walkom, kompozycje muzyczne doskonale oddają klimat każdej sytuacji.
Podsumowanie
“Mouse: P.I. for Hire” to bardzo dobry debiut studia Fumi Games. Mimo kilku problemów z tempem rozgrywki i walki oferuje jednak przyzwoitą historię, fenomenalny styl graficzny oraz bardzo klimatyczny soundtrack. Jeśli lubcie gry w stylu noir i boomer shootery, Mouse: P.I. For Hire na pewno wam się spodoba.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia recenzencka została podarowana przez wydawcę PlaySide.
8.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
9.0
Technikalia
10.0
Gameplay
6.5
Zawartość i fabuła
7.0
Dźwięk
9.0
Ocena ogólna
8.0
Zalety
Świetnie utrzymany styl graficzny kreskówek z lat 20.
Idealny stan techniczny.
Przyjemny do śledzenia scenariusz.
Duży arsenał broni do wyboru.
Fenomenalna muzyka.
Wady
Tempo rozgrywki nie zawsze się dobrze zgrywa.
Potyczki z przeciwnikami przez większość gry są bardzo monotonne.
Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.