The Walking Dead, The Last of Us i God of War. Wiecie co łączy te trzy produkcje? Każda z nich opowiada o smutnym tacie. Co więcej, wszystkie były uznawane przez wielu graczy i krytyków za jedne z najważniejszych tytułów swoich lat. Do tego nurtu „smutnych tatuśków” postanowił dołączyć Capcom...
The Walking Dead, The Last of Us i God of War. Wiecie co łączy te trzy produkcje? Każda z nich opowiada o smutnym tacie. Co więcej, wszystkie były uznawane przez wielu graczy i krytyków za jedne z najważniejszych tytułów swoich lat. Do tego nurtu „smutnych tatuśków” postanowił dołączyć Capcom ze swoim najnowszym tytułem – Pragmatą. Czy to jednak wystarczy, aby mówić o kandydacie do miana gry roku? Wystarczy, ale do tego jeszcze dojdziemy.
Chronić za wszelką cenę
Akcja gry rozgrywa się w Bastionie, specjalistycznej placówce badawczo-wydobywczej na Księżycu. Ośrodek zajmuje się wydobyciem i badaniem Lunanici, niezwykłego surowca, z którego, jak z rdestu, można zrobić dosłownie wszystko. Dzięki niemu można tworzyć nie tylko przedmioty codziennego użytku, lecz także rośliny, a nawet w pełni funkcjonalne androidy. W pewnym momencie coś jednak idzie nie tak i kontakt z bazą zostaje całkowicie utracony. W odpowiedzi Ziemia wysyła zespół ratunkowy, którego zadaniem jest ustalenie przyczyn awarii oraz ewakuacja ocalałych. Nam natomiast przyjdzie się wcielić w Hugh Williamsa, jednego z członków tej jednostki. Misja bardzo szybko wymyka się spod kontroli, a bohater ledwo uchodzi z życiem. Z opresji ratuje go tajemnicza, blondwłosa dziewczynka imieniem Diana, która jak szybko się okazuje jest także tytułową Pragmatą, czyli wysoce zaawansowanym androidem. Niestety jej pamięć jest fragmentaryczna, przez co nie potrafi wyjaśnić, co dokładnie wydarzyło się w placówce. Łączą więc siły, by wspólnie odkryć prawdę o losach Bastionu oraz znaleźć sposób na skontaktowanie się z Ziemią i powrót do domu.
Jeśli miałbym wskazać jeden wyraźny mankament fabuły Pragmaty, byłby to jej początek. Wstęp sprawia wrażenie potraktowanego po macoszemu. Wygląda tak, jakby został dodany na siłę, głównie po to, by szybko nakreślić kontekst i możliwie sprawnie doprowadzić do spotkania głównych bohaterów. Tempo tej części jest zbyt pospieszne, jakby twórcy chcieli jak najszybciej odfajkować podstawowe punkty scenariusza i przejść do sedna opowieści. Na szczęście dalej jest już tylko lepiej. Pod względem reszty scenariusza mamy do czynienia z historią przewidywalną i mało oryginalną. Czy to coś złego? Tylko wtedy, gdy jest to zrobione źle. Tego typu historia może działać bardzo dobrze, jeśli zostanie odpowiednio poprowadzona, a tutaj właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia. Wyraźnie widać, że odpowiadają za niego osoby, które wiedziały co robią. Dużym atutem są również sceny przerywnikowe, które wyróżniają się solidną reżyserią, zwłaszcza pod względem kadrowania i pracy kamery. Całość sprawia bardzo filmowe wrażenie. Choć większość zwrotów akcji można przewidzieć z wyprzedzeniem, a zakończenie nie powinno być dla nikogo dużym zaskoczeniem, całość wciąż angażuje. To historia, którą śledzi się z autentycznym zainteresowaniem, a także wypiekami na twarzy.
Ogromny wpływ na odbiór całości mają świetnie napisani i poprowadzeni bohaterowie. Choć trzon opowieści opiera się przede wszystkim na dwójce protagonistów, w trakcie gry spotkamy także kilka innych postaci. Nie zdradzając szczegółów, każda z nich została napisana i poprowadzona z dużą dbałością. Nie wszystkie budzą sympatię, ale każdą da się zrozumieć, a często również jej współczuć.
To naturalnie prowadzi do kwestii emocji, które są jednym z największych atutów produkcji. Pragmata bardzo skutecznie na nich operuje. Z jednej strony oferuje ciepłe, urocze sceny, które potrafią wywołać szczery uśmiech, z drugiej nie unika momentów smutku czy wzruszenia. Nawet podczas walki potrafi pojawić się napięcie, niepokój, a czasem wręcz stres. Do samego systemu starć jeszcze wrócimy, ale już teraz warto zaznaczyć, że emocjonalna intensywność nie ogranicza się wyłącznie do warstwy fabularnej.
Największą siłą pozostaje jednak relacja między Hugh a Dianą. To bohaterowie, których trudno nie polubić już od pierwszych chwil. Diana, dzięki swojej niewinności i naturalnemu urokowi, szybko wywołuje w graczu instynkt opiekuńczy. Gdy sam ją ujrzałem po raz pierwszy, wiedziałem, że będę chronić ją za wszelką cenę!
Tak, najważniejszym elementem Pragmaty, tym na czym tak w zasadzie wszystko się opiera, jest więź dwójki głównych bohaterów – “ojca” Hugh i “córki” Diany. To kolejna gra z nurtu tak zwanych “symulatorów smutnych tatuśków”, którzy przemierzają wraz z dzieckiem niebezpieczny świat. Przez całą grę obserwujemy, jak ich więź stopniowo się pogłębia. Choć nie łączą ich więzy krwi, z każdą kolejną sceną widać, jak rodzi się między nimi prawdziwe przywiązanie. Hugh z czasem coraz bardziej wchodzi w rolę troskliwego i odpowiedzialnego ojca, który prędzej pozwoli całemu światu spłonąć niż pozwolić, żeby jego córeczce stała się krzywda. Z kolei Diana to postać pełna uroku i niewinności, która darzy swojego opiekuna bezgranicznym zaufaniem, a jednocześnie dopiero poznaje otaczający ją świat.
Czy, podążając śladem innych historii tego typu, gra prowadzi nas przez budowanie tej relacji tylko po to, by ostatecznie uderzyć w tragiczne tony? Tego oczywiście nie zdradzę. Mogę jedynie powtórzyć jedno: Pragmata bardzo skutecznie operuje emocjami i potrafi je wywoływać z dużą siłą.
Co więcej, Pragmata to produkcja wyjątkowo immersyjna. Połączenie naturalności relacji między Hugh i Dianą oraz urokiem samej bohaterki przynosi dość niecodzienny efekt. Pół żartem, pół serio to gra, która nieświadomie sprawia, że aż chce się mieć własne dziecko. Coś mi podpowiada, że dzięki tej grze wiele osób zdecyduje się na własną pociechę. Dla przyrostu naturalnego ta gra może zrobić znacznie więcej niż niejeden program świadczeń.
Pragmata ma wszelkie predyspozycje, by być pełnoprawnym survival horrorem. Bliska perspektywa trzecioosobowa, opuszczona stacja kosmiczna, wszechobecna tajemnica oraz wroga sztuczna inteligencja kontrolująca śmiercionośne, a przede wszystkim niepokojąco wyglądające roboty. Wszystko to tworzy fundament pod typową grę grozy. Wystarczyłoby nieco przygasić oświetlenie i mocniej zaakcentować napięcie w strefie audio, byśmy otrzymali klasyczny horror. Twórcy jednak postanowili zrobić coś zupełnie odwrotnego. Mimo ciągłego poczucia zagrożenia i niepokoju, jakie budzi eksploracja placówki, paradoksalnie gra jednocześnie cały czas wywołuje uczucie takiego wewnętrznego ciepła i optymizmu. Kluczową rolę ponownie odgrywa relacja między bohaterami. Nieustannie wzajemnie się wspierają, troszczą o siebie. Ta cała empatia skutecznie łagodzi ów cięższy klimat. Znaczenie ma także warstwa wizualna. Jasne, czytelne otoczenie kontrastuje z typową estetyką horrorów, które zwykle operują mrokiem i ograniczoną widocznością. W efekcie Pragmata nie tyle straszy, co buduje napięcie w bardziej subtelny sposób, jednocześnie zachowując przystępny i momentami wręcz kojący charakter.
Dad Space
Pod względem rozgrywki Pragmacie najbliżej do powolnych strzelanek z perspektywy trzeciej osoby, pokroju Dead Space. Jednak, choć może się tak z początku wydawać, tak Pragmata nie jest kolejną, odtwórczą grą tego typu. To produkcja, która ma swój wyraźny charakter i dość unikalny pomysł na rozgrywkę. Jej fundamentem jest unikalne podejście do sterowania postaciami. W praktyce kontrolujemy jednocześnie dwójką bohaterów, bez klasycznego przełączania się między nimi. Hugh odpowiada za poruszanie się oraz walkę, natomiast Diana, siedząca na jego plecach, zajmuje się hakowaniem przeciwników. Odbywa się to poprzez mini-grę wyświetlaną nieustannie po boku ekranu w trakcie celowania. Gdzie więc trudność?
A w tym, że żadna z kluczowych mechanik nie działa w oderwaniu od drugiej. Samo strzelanie nie wystarczy, podobnie jak samo hakowanie. Aby w ogóle móc skutecznie zranić przeciwnika, najpierw trzeba go zhakować za pomocą mini-gry, co niejako „otwiera” go na obrażenia. Dopiero wtedy ataki Hugh mają realną siłę. W praktyce oznacza to konieczność jednoczesnego wykonywania kilku czynności. Gracz musi się poruszać, unikać ataków, celować i strzelać, a przy tym sprawnie przeprowadzać proces hakowania. Początkowo nie stanowi to większego wyzwania, bo przeciwnicy są nieliczni i stosunkowo powolni. Z czasem jednak sytuacja widoczna na ekranie staje się coraz bardziej chaotyczna. Wrogów jest coraz więcej, są bardziej różnorodni i wymagający odmiennych taktyk. W wyniku czego gra zaczyna wymagać wyjątkowej podzielności uwagi, refleksu i opanowania. A to jest super!
Dead Space? Nah! To jest Dad Space! Hehe, taki dad joke… Boże, jaki ja jestem już stary.
Choć Pragmata nie jest klasycznym survival horrorem, jak już wspomniałem nieraz, dzieli z tym gatunkiem kilka istotnych elementów. Jednym z nich jest nieustanne poczucie zagrożenia. Przez cały czas grania w Pragmatę nie opuszczało mnie wrażenie, że mam, cóż… Mam przewalone. Że wystarczy, że wrogowie dmuchną, a ja się przewrócę i umrę. W praktyce jest to jednak w dużej mierze iluzja. Gra buduje napięcie i sprawia wrażenie wymagającej, choć w rzeczywistości pozostaje stosunkowo łatwa. Śmierć zdarza się raczej w momentach większego chaosu, gdy liczba przeciwników rośnie, a my tracimy kontrolę nad sytuacją i nie jesteśmy w stanie efektywnie zarządzać uwagą. To właśnie podzielność uwagi stanowi tu największe wyzwanie. Jeśli ktoś szybko odnajdzie się w jednoczesnym sterowaniu ruchem, walką i hakowaniem, nie powinien mieć większych problemów z ukończeniem gry. Z tego względu warto wcześniej sięgnąć po dostępne demo i sprawdzić, czy taki model rozgrywki odpowiada indywidualnym preferencjom. Niemniej, w tym skomplikowaniu jest coś niesamowicie satysfakcjonującego oraz dającego dużo frajdy.
Pragmata to również gra obfita w zawartość. Hugh ma do dyspozycji cztery główne kategorie uzbrojenia: podstawową, ofensywną, taktyczną oraz defensywną. W każdej z nich znajdziemy kilka wariantów broni, które najpierw odkrywamy podczas eksploracji, a następnie możemy odblokować na stałe w bazie wypadowej. Trzeba jednak mądrze korzystać z broni. Podobnie do wspominanych już nieraz survival-horrorów, amunicja jest tutaj ograniczona, a jej wyczerpanie oznacza utratę danej broni i konieczność znalezienia nowej.
Zasady działania mini-gry Diany, w której hakujemy wrogie roboty są całkiem proste. Widzimy plansze złożoną z kwadratów. Naszym zadaniem jest pokierowanie wskaźnikiem z jednego punktu do drugiego. Co ciekawe, gdy Hugh może dysponować wieloma rodzajami broni, tak Diana jest w stanie posługiwać się różnymi węzłami hakowania. Wybór odpowiednich zawczasu sprawia, że pojawiają się one na planszy, a jeśli przejdziemy przez nie przed dojściem do mety, wtedy aktywują specjalne efekty. Dla przykładu, jedne nas uzdrawiają, inne jeszcze bardziej zwiększają zadawane obrażenie, a inne ogłuszają przeciwników. Całej zawartości jest w Pragmacie od groma, a zdobycie i wymaksowanie wszystkiego potrafi skraść naprawdę dużo czasu.
To także produkcja liniowa, podzielona na rozdziały, która prowadzi nas przez półotwarte, korytarzowe lokacje. Określenie „półotwarte” nie jest tu przypadkowe. Choć główna ścieżka jest na ogół jasno wyznaczona, stacja badawcza pełna jest bocznych odnóg, ukrytych przejść i sekretów, które zachęcają do eksploracji. Twórcy zadbali również o możliwość powrotu do wcześniej odwiedzonych miejsc. Po ukończeniu danego etapu nic nie stoi na przeszkodzie, by wrócić tam później i odnaleźć to, co się pominęło. Pomocnym tu narzędziem jest czytelny system śledzenia postępów. Każdy fragment mapy posiada zestawienie dostępnych do odnalezienia przedmiotów oraz informację o tym, czego jeszcze brakuje.
Między kolejnymi misjami będziemy odwiedzać Azyl, czyli takie nasze centrum dowodzenia. Możemy do niego wrócić także w trakcie rozgrywki, o ile dotrzemy do jednego z punktów kontrolnych rozmieszczonych na mapie. Warto też dodać, że pełnią one jednocześnie funkcję punktów szybkiej podróży. Sam Azyl to miejsce, w którym przygotowujemy się do dalszej eksploracji. Uzupełniamy zapasy i zdrowie, zmieniamy ekwipunek oraz ulepszamy posiadane wyposażenie, o ile dysponujemy odpowiednimi surowcami. Warto jednak pamiętać, że powrót do tej lokacji wiąże się z odrodzeniem przeciwników w świecie gry.
Na tym jednak możliwości się nie kończą. Azyl pełni także funkcję bezpiecznej przystani, w której gra pozwala na chwilę oddechu. Możemy kolekcjonować znajdowane figurki, brać udział w symulacjach treningowych oferujących dodatkowe nagrody, zmieniać stroje bohaterów czy przeglądać bestiariusz i notatki fabularne. Najbardziej charakterystycznym elementem jest jednak możliwość urządzania tej przestrzeni. W trakcie rozgrywki mamy możliwość odnajdywania porzuconych schematów różnych mebli czy zabawek, a po powrocie do Azylu może je w nim umieszczać. Niby nic, ale można godzinami oglądać jak Diana rozkosznie się nimi bawi. Miód na zbolałe oczy i serce.
Czarny koń 2026 roku
Pod względem oprawy dźwiękowej trudno tu cokolwiek zarzucić. Wszystkie elementy działają poprawnie, a ścieżka dźwiękowa dobrze spełnia swoją funkcję, budując nastrój zarówno podczas eksploracji, jak i w trakcie walki. Jedyny “problem” jaki w tej kwestii mam to fakt, że żaden z utworów kompletnie się nie wybija. Ścieżce dźwiękowej brakuje momentów, które wyraźnie zapadałyby w pamięć lub wyróżniały się na tyle, by zostały z nami na dłużej.
Za to graficznie prezentuje się pierwsza klasa. To bez wątpienia jedna z najładniejszych produkcji tego roku. Lokacje zachwycają dbałością o detale, a całość zapiera dech w piersiach. Na szczególne wyróżnienie zasługują animacje postaci oraz ich mimika. Widać ogrom pracy włożonej w oddanie emocji, zwłaszcza w przypadku Diany. Jej ekspresja i sposób poruszania się sprawiają, że postać wydaje się niezwykle żywa i autentyczna. Nie zdziwiłbym się, gdyby pół budżetu na produkcję poszło właśnie na to. Pragmata to jedna z tych gier, które zwyczajnie pożera się wzrokiem.
Równie dobrze wypada stan techniczny produkcji. Pragmata to gra dopieszczona do granic możliwości, w której trudno doszukać się jakichkolwiek niedociągnięć. Ogrywając ją na Xbox Series X, nie napotkałem żadnych problemów z jej wydajnością. Niezależnie od tego, czy mówimy o spokojnej eksploracji, czy intensywnych starciach z licznymi przeciwnikami, gra utrzymuje wzorową płynność. Równie dobrze wypada kwestia błędów technicznych. W trakcie rozgrywki nie natrafiłem na ani jednego buga. Pragmata to zwyczajnie produkt kompletny.
Podsumowując, czy warto zagrać w Pragmatę? Zdecydowanie tak. Choć jej momentami wymagające i nietypowe podejście do rozgrywki może początkowo przytłoczyć, to właśnie w tej złożoności tkwi jej największa siła. Warto dać jej szansę, bo szybko okazuje się, że stoi za tym ogrom satysfakcji i świetnej zabawy. Dla niezdecydowanych dobrym rozwiązaniem jest sięgnięcie po darmowe demo i samodzielne sprawdzenie, czy ten model rozgrywki mu odpowiada. Aktualna cena gry wynosi około 259 złotych, co nie jest małą kwotą, jednak gwarantuję, że nie będą to pieniądze źle wydane. Bo Pragmata to gra warta każdej złotówki. Za tę cena czeka was ponad 11 godzin wyśmienitej rozgrywki. To gra, która nie tylko porusza historią, ale i nie zapomina, że przede wszystkim jest grą i stara się jak tylko może, żeby dostarczyć nam świetnej zabawy.
To gra, na którą mało kto czekał i o której powstawaniu w mainstreamie niewiele się mówiło, a jak się okazało była to gra, której każdy potrzebował. Pragmata to czarny koń tego roku, który będzie walczył z innymi hegemonami o tytuł najlepszego w tym roku. Co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości.
Recenzja oparta o wersję gry na Xbox Series X. Kopia gry do recenzji została podarowana przez polskiego dystrybutora Cenega.
9.5
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
10.0
Udźwiękowienie
9.0
Gameplay
9.5
Fabuła
9.5
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
9.5
Zalety
Przepiękna wizualnie
Wywołująca całą gamę emocji historia
Wspaniale napisani bohaterowie
Dopracowane animacje postaci
Urocza i ciepła do granic możliwości, a jednocześnie niepokojąca i momentami stresująca
Wymagający gameplay, który satysfakcjonuje i przynosi frajdę
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.