0

Jednym z tych powodów, dla których wiele osób sięga po horrory jest chęć bycia postraszonym. Co jednak, gdyby odwrócić ten koncept i to graczom oddać możliwość straszenia niczego nieświadomych ludzi? Z takiego założenia wyszło Ghost Master z 2003 roku. Produkcja zebrała świetne oceny i z czasem zyskała status kultowej. Niestety nie przełożyło się to na wyniki sprzedażowe, co ostatecznie okazało się gwoździem do trumny studia. I nagle, zupełnie niespodziewanie, 23 lata po premierze otrzymaliśmy remake tego klasyka z podtytułem Resurrection. Jak wypadł powrót tej nietypowej produkcji? Na to pytanie postaramy się dziś odpowiedzieć.

Słowo do weteranów

Nie będę ukrywał. Choć od blisko 20 lat miałem oryginalne Ghost Master na swojej kupce wstydu, ani razu go nie uruchomiłem. Moją pierwszą styczność z tym tytułem miałem dopiero przy okazji remake’u. Dopiero po jego ukończeniu postanowiłem sprawdzić pierwowzór i porównać obie wersje. I myślę, że fani oryginałów powinni być jak najbardziej zadowoleni.

Na początek warto zaznaczyć, że remake sprawia wrażenie bardzo wiernego odwzorowania oryginału. Trzeba jednak dodać, że zgodnie z obecnymi trendami gra ma docelowo otrzymać 12 DLC. Na ten moment dostępne są cztery, w tym dwa darmowe. Czy decyzja o dodatkach to dobre posunięcie? To kwestia dyskusyjna. Nie zmienia to jednak faktu, że dzięki owym rozszerzeniom produkcja zyska znacznie więcej zawartości.

Jak już wspomniałem, Ghost Master: Resurrection to remake możliwie wierny oryginałowi. Powstał na zupełnie nowym silniku, dzięki czemu mimo zachowania układu map i rozmieszczenia elementów interaktywnych, całość została dostosowana do współczesnych standardów. Twórcy pokusili się również o dodanie kilku nowych misji w ramach głównej kampanii fabularnej. Z mniejszych zmian warto wspomnieć o usprawnieniach typu quality of life, które pozostają niemal niezauważalne na pierwszy rzut oka, ale wyraźnie poprawiają komfort rozgrywki. Ostatecznie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że remake to ta sama gra, którą mogliśmy poznać dwie dekady temu, lecz w swojej najlepszej dotąd formie.

Okiem nowego gracza

Ghost Master: Resurrection to strategia czasu rzeczywistego, w której wcielamy się w tytułowego Władcę Strachów. Naszym zadaniem jest dowodzenie zastępami rozmaitych straszaków, wśród których znajdziemy zjawy, duchy, upiory, demony czy gobliny. Każda z tych istot dysponuje unikalnym zestawem zdolności, które możemy wykorzystywać i łączyć, aby realizować powierzone nam cele. W wielu misjach naszym głównym zadaniem jest wystraszenie wszystkich ludzi w danej lokacji. Z czasem jednak gra wprowadza coraz bardziej zróżnicowane wyzwania, które wymagają nie tylko skuteczności, ale także pomysłowości i odpowiedniego planowania.

W trakcie rozgrywki odwiedzimy ponad jedenaście lokacji, choć do wielu z nich wrócimy kilkukrotnie. Recykling poziomów rzadko bywa odbierany pozytywnie. W tym przypadku wynika on jednak z chęci zachowania jak największej wierności oryginałowi, dlatego twórcy nie zdecydowali się na większe zmiany w tej kwestii. Na pochwałę zasługuje natomiast fakt, że przy powrocie do owych powtarzających się lokacji zadbano o większą różnorodność celów i sytuacji, dzięki czemu rozgrywka nie wywołuje poczucia powtarzalności, a co za tym idzie nudy.

Warto zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do wielu podobnych gier tamtych lat, nie mamy tu do czynienia z luźno powiązanymi misjami. Całość spaja jedna, konkretna fabuła, która stara się nadać wydarzeniom ciągłość. Nie jest to jednak historia szczególnie złożona ani ambitna. To prosta jak budowa cepa opowieść, która pełni funkcję tła dla rozgrywki. Trzeba jednak przyznać, że w tej roli sprawdza się dobrze. Jest zwięzła, czytelna i skutecznie łączy kolejne etapy gry. Trudno natomiast oczekiwać od niej czegoś więcej.

Na pewno trzeba pochwalić chęci twórców za próbę dotarcia do jak najszerszego grona odbiorców. W grze odnajdą się zarówno początkujący, jak i bardziej hardkorowi gracze. Owszem, pojawiają się bardziej wymagające misje, które zmuszają do zatrzymania się i zastanowienia, jednak w większości przypadków niezależnie od wyboru straszydeł i wydawanych im poleceń prędzej czy później uda się osiągnąć cele. Sytuacja zmienia się, gdy zaczyna nam zależeć na wyśrubowaniu jak najlepszych wyników na planszach oraz odblokowaniu wszystkich dostępnych straszydeł. Wówczas konieczne staje się dokładne poznanie map, schematów zachowań mieszkańców oraz pełnego potencjału naszych podopiecznych. Dopiero wtedy zaczyna się właściwa zabawa polegająca na planowaniu, kombinowaniu i eksperymentowaniu. Ghost Master to tytuł, który można ukończyć w parę godzin. Jeśli jednak zechcemy wymasterować wszystko, będziemy musieli sobie na to zapracować i zasłużyć.

Zestaw dostępnych straszydeł jest całkiem imponujący, a każde stara się wyróżnić na tle pozostałych. Wraz z kolejnymi aktami otrzymujemy dostęp do nowych jednostek, jednak te najbardziej użyteczne trzeba odnaleźć samodzielnie podczas misji. Na każdym poziomie ukryto od jednego do kilku straszydeł powiązanych z konkretnymi miejscami lub przedmiotami. Aby je odblokować, należy wykonać przypisane im zadanie. Często bywa ono opisane w sposób nieoczywisty, co zmusza do samodzielnego kombinowania i eksperymentowania. Po jego ukończeniu dane straszydło zostaje uwolnione i na stałe dołącza do naszej ekipy. Część z tych wyzwań jest stosunkowo prosta, przynajmniej na poziomie zrozumienia, jednak inne potrafią być naprawdę nieintuicyjne. Nie zdziwię się, jak ktoś pozbawiony cierpliwości zdecyduje się sięgnąć po jakiś poradnik w sieci.

Po spróbowaniu oryginału rzuciła mi się w oczy kiepska sztuczna inteligencja śmiertelników. Remake wypada pod tym względem nieco lepiej, jednak poprawa jest raczej symboliczna, ponieważ postacie niezależne wciąż potrafią zachowywać się mało logicznie. Najbardziej irytujące są sytuacje, w których bohaterowie blokują się na przeszkodach lub uciekają w losowych kierunkach, co potrafi zaburzyć przebieg misji. W wyniku czego bywa, że jesteśmy zmuszeni do powtarzania poziomów. Oczywiście restartowanie etapów jest wpisane w charakter rozgrywki i często wynika z naszych błędów, nieprzemyślanych decyzji czy chęci osiągnięcia lepszego wyniku. Co innego, gdy konieczność powtórki wynika z niedoskonałości sztucznej inteligencji.

Strach się bać

Nie sposób nie pochwalić także znakomitego, spooky klimatu produkcji. Jeśli nie przepadamy za ciężkimi horrorami, a bardziej preferujemy coś znacznie lżejszego, Ghost Master sprawdza się świetnie choćby jako tytuł na halloweenowy wieczór. Na uwagę zasługuje również bogactwo odniesień do popkultury, zwłaszcza do klasycznych filmów grozy. Wiele nazw, a szczególnie imion straszydeł i śmiertelników, to jasne nawiązania do znanych osobistości i motywów.

Na tym tle wyjątkowo dobrze wypada pełna polska wersja językowa. To przykład polonizacji z czasów, gdy lokalizacje rzeczywiście miały charakter i były “jakieś”. W przypadku Ghost Mastera wykonano świetną robotę. Tłumaczenie jest nie tylko poprawne, ale także pomysłowe i pełne humoru. Wiele nazw oraz odniesień z oryginalnej wersji angielskiej zostało twórczo zaadaptowanych do realiów języka polskiego, co przyniosło bardzo dobre efekty. Dodatkowo gra oferuje pełny polski dubbing, który stoi na wysokim poziomie. Słychać, że aktorzy głosowi bawili się swoimi głosami i mieli z tego frajdę. Pokuszę się nawet o ryzykowne stwierdzenie, że gdyby nie spolszczenie, gra nie byłaby aż tak dobra.

Oprawie dźwiękowej, a w szczególności muzyce, trudno cokolwiek zarzucić. Choć próżno tu szukać utworów poza tym z menu, które na długo zapadają w pamięć lub wyraźnie oddziałują na emocje, to dobrze spełniają swoją rolę. Ścieżka dźwiękowa buduje odpowiedni, lekko upiorny nastrój. Nie wybija się na pierwszy plan, ale skutecznie dopełnia klimat całej produkcji.

Pod względem graficznym różnica między oryginałem a remake’em jest ogromna. Widać wyraźny skok jakościowy, który wynika przede wszystkim z wykorzystania nowego silnika i dostosowania gry do współczesnych standardów. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy spojrzymy na Ghost Master: Resurrection bez odniesienia do pierwowzoru. Wówczas okazuje się, że wizualnie gra nie prezentuje się najlepiej. Modele są kanciaste, a całość sprawia wrażenie mało wyraźnej i zwyczajnie przestarzałej. Gry na tym poziomie widziałem już 15 lat temu.

Niestety, pod względem technicznym Resurrection również nie zachwyca. Najgorzej ma się sprawa z optymalizacją. Gra była testowana na potężnej jednostce PC wyposażonej w kartę graficzną RTX 5080 oraz procesor Ryzen 7 9800X3D, w rozdzielczości 4K i na najwyższych ustawieniach graficznych. Mimo ustawienia limitu klatek na 144 fps, produkcja z trudem utrzymywała 60 klatek na sekundę, a spadki do około 50 fps nie należały do rzadkości. Sama obecność ograniczenia liczby klatek bez możliwości wybrania opcji nielimitowanej, rzadko jest też kiedy mile widziana. Oczywiście przy takich wartościach nadal da się komfortowo grać, jednak nasuwa się pytanie, jak tytuł radzi sobie na słabszych konfiguracjach. Dla porównania, ociupinę lepiej pod względem optymalizacji wypadało niedawno omawiane, podobne Ghost Keeper, które mimo własnych problemów potrafiło osiągać znacznie wyższe wartości liczby klatek. Tym bardziej dziwi to w przypadku gry, która nie zachwyca rozmachem oprawy wizualnej ani skalą map.

Warto zaznaczyć, że niniejsza recenzja powstała na podstawie wersji PC. Ghost Master: Resurrection dostępne jest również na konsolach Xbox Series X i S, PlayStation 5 oraz Nintendo Switch. Nie jest to bez znaczenia, ponieważ według dostępnych informacji wersje konsolowe wypadają wyraźnie gorzej pod względem technicznym, a także oferują mniej wygodne, dość toporne sterowanie. Ten drugi aspekt można jednak częściowo zrozumieć. Przeniesienie strategii na konsole od zawsze stanowiło wyzwanie i choć jest to wykonalne, wymaga niemałych umiejętności.

Ghost Master: Resurrection to produkcja, którą trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony mamy do czynienia z bardzo udanym remake’iem, wiernie przenoszącym oryginalne Ghost Master. Oferuje on wyraźnie odświeżoną oprawę wizualną, nowe misje oraz dodatkową zawartość, która także ma być dalej rozwijana, aczkolwiek w formie płatnych DLC. Z drugiej strony, patrząc na grę przez pryzmat dzisiejszych standardów, trudno przymknąć oko na jej niedoskonałości. Problemy techniczne, słaba optymalizacja oraz przeciętna oprawa graficzna sprawiają, że mimo postępu względem oryginału, produkcja wciąż prezentuje się dość archaicznie.

Prawda jest taka, że wiele gier najlepiej smakuje w czasach swojej premiery, a powrót do nich po latach nie zawsze bywa przyjemnym doświadczeniem. Na szczęście w tym przypadku bawiłem się naprawdę dobrze i niewykluczone, że jeszcze kiedyś wrócę do tej produkcji, aby wymaksować, co nie byłem w stanie, a być może także sprawdzić przyszłe DLC. Na moment pisania tej recenzji PC-towa wersja Ghost Master: Resurrection na Steam kosztuje 91,99 zł. Czy to uczciwa cena, zwłaszcza gdy oryginał można kupić za czterokrotnie mniej? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie samemu.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę.

7.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
7.0
Udźwiękowienie
7.0
Gameplay
7.5
Fabuła i zawartość
7.0
Strona techniczna
6.5
Ocena ogólna
7.0
Zalety
  • Wierny oryginałowi remake

  • Nowa zawartość

  • Rozgrywka, która sprawia frajdę nawet dzisiaj

  • Świetna polska wersja językowa

Wady
  • Słaba optymalizacja

  • Częste błędy z kolizją

  • Niskiej jakości SI śmiertelników

  • Oprawa graficzna odstająca od współczesnych standardów

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *