0

Groza analogowa to bez wątpienia jeden z najbardziej unikalnych i charakterystycznych nurtów horroru. Jednocześnie jest to mój ulubiony rodzaj grozy. W starej technologii kryje się bowiem coś jednocześnie niepokojącego i fascynującego, a dla osób takich jak ja, które doświadczyły technologicznego boomu na własnej skórze, dochodzi do tego jeszcze silny pierwiastek nostalgii. Raczkująca technologia miała w sobie coś magicznego, ale jednocześnie potrafiła budzić autentyczny niepokój.

Do tego właśnie nurtu należy stosunkowo świeże No Players Online, które zadebiutowało listopadem zeszłego roku. W tym oto horrorze zmierzymy się nie tylko z mrokiem skrywanym w głębi komputera, ale także staniemy przed mrożącą krew w żyłach tajemnicą.

W No Players Online wcielamy się w… no właśnie, w kogo? Nie wiemy, kim jesteśmy, jakie kierują nami motywacje ani dlaczego w ogóle angażujemy się w odkrywanie tej tajemnicy. To, moim zdaniem, jeden z największych problemów gry. Brak kontekstu sprawia, że trudno poczuć jakiekolwiek zaangażowanie w przedstawione wydarzenia. Nie mamy poczucia, że stawka jest dla nas istotna, a kolejne działania podejmujemy wyłącznie dlatego, że wymaga tego gra. Równie poważnym problemem jest sama konstrukcja fabuły. Historia sprawia wrażenie chaotycznej i niespójnej, pełnej luk oraz nieścisłości, które wyraźnie zaburzają odbiór całości. Na tym tle szczególnie słabo wypadają kwestie dialogowe, które zwyczajnie są nieprzemyślane i niedopracowane.

Historia rozpoczyna się niepozornie. Jest rok 1995. Siadamy przed monitorem kineskopowym komputera, przeglądamy internetowe forum o tworzeniu gier, gdy w pewnym momencie otrzymujemy wiadomość od nieznajomego, który proponuje, żeby sobie w coś razem pograć. Podsyła nam link do pobrania jakiegoś FPS’a, za którego stworzenie odpowiada pewien utalentowany developer, który pewnego dnia porzucił tworzenie gier, zniknął z sieci i przepadł bez śladu. Nic nie podejrzewając ściągamy grę, a w momencie jej uruchomienia stajemy się częścią historii pełnej tajemnic, niepokoju i trudnych do wyjaśnienia zjawisk. Szybko okazuje się, że nie jesteśmy przed komputerem sami, a uruchamiane przez nas gry zdają się mieć własną, niepokojąco żywą naturę.

Absolutnie nie chcę sugerować, że fabuła jest tak słaba, jakby AI wypluło ją w dziesięć sekund. Nic z tych rzeczy. W No Players Online wyraźnie czuć ludzki pierwiastek oraz autentyczną chęć opowiedzenia interesującej, niebanalnej historii. Niestety zabrakło tu odpowiednich umiejętności i doświadczenia w zakresie budowania scenariusza, przez co całość wypada dość blado. Trzeba jednak oddać twórcom, że sam pomysł na fabułę oraz jej ogólny zamysł mieli dobry. Widać również świadomość tego, jak powinno się konstruować skuteczny horror, co, niestety, tym bardziej pokazuje jak niewykorzystany potencjał miała ta produkcja.

Historia przypomina nieoszlifowany kamień szlachetny. Drzemie w niej wyraźny potencjał, jednak brak doświadczenia po stronie twórców sprawił, że nie nadano jej odpowiedniego kształtu i blasku.

Przechodząc do rozgrywki, No Players Online oferuje interesującą mieszankę różnych pomysłów. Choć przez znaczną część czasu siedzimy przed ekranem komputera, to właśnie na nim dzieje się najwięcej. Sporą część zabawy stanowi przeglądanie rozmaitych plików, forów i blogów, gdzie czytamy notki oraz zapiski stopniowo odsłaniające kolejne elementy historii. Od czasu do czasu natrafiamy również na linki do mniejszych gier, które możemy pobrać i uruchomić. Wiele z nich to krótkie, proste produkcje zręcznościowe. Z czasem jednak zyskujemy możliwość łączenia ich ze sobą, tworząc zupełnie nowe i zaskakująco dobrze działające wariacje. Nie zawsze mamy możliwość, by to zrobić, ale gdy już jesteśmy w stanie, to w większości przypadków “nowe” produkcje potrafią zaskoczyć pomysłowością. Nad wszystkimi tymi doświadczeniami góruje jednak jeden tytuł, do którego regularnie będzie wracać, chcąc posunąć fabułę do przodu. Jest to wczesna wersja sieciowej strzelanki 3D, której jedynym trybem jest capture the flag. Niejako to właśnie ta gra jest kluczem do całej tajemnicy.

Tym elementem, który cenię najbardziej w produkcjach z nurtu analogowej grozy, jest wyjątkowy klimat przełomu tysiącleci. Trzeba przyznać, że w No Players Online został on oddany znakomicie. Przeglądanie archaicznych forów oraz ogrywanie prostych, stylizowanych na dawne produkcje gierek budzi autentyczne poczucie nostalgii. Momentami, mimo że mamy do czynienia z horrorem, łapałem się na tym, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, a po głowie przemykały wspomnienia dawnych, prostszych czasów. Same mini-gry, a w szczególności ich projekt tylko potęgowały ten efekt. Co istotne, owe gierki nie są jedynie powierzchownymi dodatkami służącymi popychaniu fabuły naprzód, lecz w pełni grywalnymi i sprawiającymi frajdę tytułami.

Pod względem budowania grozy No Players Online wypada bardzo dobrze. To udany horror, który opiera się przede wszystkim na gęstej atmosferze i wszechobecnym niepokoju. Czy pojawiają się tu jump scare’y? Tak, ale jest ich zaledwie kilka i są wyjątkowo subtelne. Trudno znaleźć inny horror, w którym straszaki byłyby tak łagodne. Siłą tej produkcji pozostaje przede wszystkim klimat analogowej grozy. Niestety w pewnym momencie, szczególnie bliżej finału, jego intensywność wyraźnie słabnie. Nie oznacza to jednak całkowitego porzucenia horrorowego charakteru, ponieważ uczucie niepokoju towarzyszy nam aż do samego końca.

No Players Online oferuje również polską wersję językową i trzeba przyznać, że wykonano ją z dużą starannością. Tłumaczenie jest nie tylko solidne, ale także szczegółowe i wiarygodne. Lokalizacja obejmuje nie tylko dialogi, lecz praktycznie wszystkie elementy tekstowe widoczne na ekranie. Nie jest to jednak praca całkowicie pozbawiona drobnych potknięć. W trakcie rozgrywki można natrafić na pojedyncze angielskie słowa oraz sporadyczne literówki w polskich tekstach. Są to jednak niewielkie uchybienia, które nie wpływają znacząco na odbiór całości.

Od strony technicznej trudno cokolwiek tej grze zarzucić. Działa płynnie i stabilnie, bez zauważalnych błędów czy problemów. Warstwa dźwiękowa nie rzuca się w uszy, a jednak udaje jej się tu podbudować klimat technologii starych lat oraz utrzymać wszechobecną grozę. Oprawa graficzna może na pierwszy rzut oka wydawać się brzydka, jednak jest to w pełni zamierzony zabieg artystyczny, odwołujący się do estetyki sprzed ponad 30 lat. Co więcej, ta retro stylistyka jest estetyczna, przywołuje wspomnienia i sprawia, że mimo swojej toporności pozostaje przyjemna w odbiorze.

No Players Online to gra, którą chciałbym polecić. Bowiem pod względem technicznym, mechanik oraz samej koncepcji stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie mogę jednak przejść obojętnie obok chaotycznej i dziurawej jak sito fabuły. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym źle się bawił przez trzy godziny, które były mi potrzebne do ukończenia tego tytułu. Czas ten minął szybko, sama rozgrywka dostarczyła mi sporo frajdy, a nieustanne przeplatanie się niepokoju i nostalgii wciągnęło i pozwoliło mi zatracić się w wykreowanym świecie. Ostateczną decyzję, czy warto sięgnąć po ten tytuł, pozostawiam każdemu z osobna. Jeśli jednak zdecydujecie się wydać 54,99 zł, możecie spodziewać się pomysłowych trzech godzin łagodnego horroru w klimacie analogowej grozy.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.

7.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
9.0
Udźwiękowienie
8.0
Gameplay
7.0
Fabuła
4.0
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
7.0
Zalety
  • Fenomenalny klimat analogowej grozy

  • Świetna polonizacja

  • Straszy przede wszystkim niepokojącym klimatem

  • Bardzo dobra optymalizacja

  • Fabuła z wyraźnym potencjałem...

Wady
  • ...który został zmarnowany

  • Chaotyczna i niespójna historia

  • Momentami zbyt rozwleczone tempo rozgrywki

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *