Marka Pokémon, a zwłaszcza jej fani, nie mają w ostatnim czasie lekko. Wystarczy wspomnieć chłodno przyjęte i rozczarowujące Pokémon Scarlet & Violet czy wciąż stosunkowo świeże Pokémon Legends Z-A, które choć nie było produkcją jednoznacznie nieudaną i potrafiło wciągnąć, zmagało się z licznymi problemami, na czele z powtarzalnością rozgrywki....
Marka Pokémon, a zwłaszcza jej fani, nie mają w ostatnim czasie lekko. Wystarczy wspomnieć chłodno przyjęte i rozczarowujące Pokémon Scarlet & Violet czy wciąż stosunkowo świeże Pokémon Legends Z-A, które choć nie było produkcją jednoznacznie nieudaną i potrafiło wciągnąć, zmagało się z licznymi problemami, na czele z powtarzalnością rozgrywki. Czyżby to były pierwsze oznaki tego, że ten kolos ma tak naprawdę gliniane nogi? Z pewnością warto dać jeszcze jedną szansę. I w ten ładny sposób płynnie przechodzimy do bohatera dzisiejszej recenzji, czyli Pokémon Pokopii, najnowszego spin-offu tej przynoszącej miliardowe zyski serii.
Piękno w końcu świata
W odróżnieniu od większości odsłon serii, w Pokémon Pokopii nie wcielamy się w ludzkiego trenera, lecz w samego pokémona. Konkretnie w Ditto, fioletowego gluta obdarzonego zdolnością przemiany i kopiowania umiejętności innych stworków i nie tylko. Nasz pokemon budzi się pewnego dnia ze snu tylko po to, by odkryć, że zarówno ludzie, jak i pokémony zniknęli bez śladu, a świat uległ bliżej nieokreślonej katastrofie i popadł w ruinę. Sytuacja nie jest jednak całkowicie beznadziejna. Czym byłaby gra z seriibez profesora pokémon? Ditto bardzo szybko poznaje takowego, jednak wbrew pozoru nie jest człowiekiem, a również pokémonem, a konkretniej stworkiem gatunku Tangrowth.
To właśnie ten rzeczony “profesor ludzkości” wprowadza nas w realia nowej rzeczywistości i pomaga zrozumieć, że zdolności Ditto mogą odegrać kluczową rolę w odbudowie świata. Kopiując moce innych pokémonów, nasz bohater stopniowo przywraca równowagę zniszczonemu otoczeniu. Wraz z postępami w odbudowie zaczynają powracać kolejne stworki. A skoro one to robią, to może ludzie pewnego dnia też powrócą? Z tą nadzieją pokémony łączą siły, by naprawić świat i sprowadzić swoich ukochanych trenerów z powrotem.
Przemierzymy więc kilka różnorodnych regionów, w których spotkamy wiele stworków znanych ze wszystkich dziewięciu generacji. Co ważne, ich portrety nie zostały potraktowane po macoszemu. Każdy z ponad trzystu możliwych do napotkania pokémonów otrzymał wyraźny charakter i osobowość, które świetnie współgrają z jego unikalnym stylem i wizerunkiem.
Widać to przede wszystkim w bardzo dobrze napisanych dialogach. Wystarczy spojrzeć na trio starterów z oryginalnego Kanto, które zachowuje się jak pełne energii, nieco niesforne dzieci. Z kolei taki Charizard potrafi być jednocześnie leniwy i wyniosły, nie okazując szacunku tym, których uznaje za słabszych. Natomiast spotkania z legendarnymi pokémonamim, bo przecież nie mogło ich zabraknąć, budują poczucie obcowania z czymś potężnym i niemal boskim.
Niemniej to wciąż gra dla całej rodziny. Nie znajdziemy tu przemocy fizycznej ani agresji słownej. Relacje między postaciami opierają się na życzliwości, wzajemnym wsparciu i pozytywnych emocjach, nadając całości bardzo ciepły i przystępny charakter.
Oprócz głównego wątku będziemy mieli okazję wziąć udział w najróżniejszych zadaniach i krótszych wątkach zlecanych przez inne pokémony. Obok klasycznych Fed-Exów i innych mniej ambitnych zapchaj dziur, znajdziemy również bardziej rozbudowane zadania, które pogłębiają tło postaci lub odblokowują mechaniki pominięte w głównej fabule. Niezależnie od poziomu złożoności warto się nimi zainteresować. Bo choć nie są obowiązkowe, tak za każdym razem nas na swój sposób wynagradzają.
Sama gra nie wykłada kawy na ławę. Nie mówi nic wprost, co stało się z ludźmi ani gdzie zniknęli, o ile w ogóle przetrwali katastrofę. Nawet główny wątek, prowadzący nas przez kolejne regiony, nie skupia się na roztrząsaniu przeszłości, lecz na odbudowie świata i próbie przywrócenia ludzkości. Mimo to twórcy konsekwentnie zostawiają liczne wskazówki. Otrzymujemy zarys wydarzeń oraz fragmenty większej układanki, które pozwalają samodzielnie wyobrazić sobie, co się mogło stać. Najważniejszy element tej historii pojawia się dopiero po napisach końcowych, lecz nawet on nie rozwiewa wszystkich wątpliwości. Pozostałe tropy odkrywamy podczas eksploracji, obserwując otoczenie oraz odnajdując porozrzucane zdjęcia i zapiski z przeszłości.
Pod względem kreacji świata, prowadzenia wątków i budowania klimatu Pokopia wyróżnia się na tle serii, oferując coś wyjątkowego, wręcz niesamowitego. Z jednej strony jest to produkcja ciepła, kojąca i niosąca nadzieję. Z drugiej jednak to gra, która pod całym tym płaszczykiem kryje smutek i niewyobrażalny tragizm. Zaiste jest to absolutne kino.
Pokémon Crossing: Minecraft Horizons
Jednak wbrew temu, co mogłoby się do tej pory po moich słowach wydawać, Pokémon Pokopia nie jest grą przygodową. Tak naprawdę, choć fabuła pozostaje prosta i angażująca, produkcja mogłaby się bez niej obyć i wciąż byłaby fenomenalna. To tytuł, który przede wszystkim stoi gameplayem. Nie zrozumcie mnie jednak źle, bo bez fabuły i dopracowanych relacji z pokémonami gra wiele by straciła. Zbyt wiele.
Wielu określa Pokopię mianem nowego Animal Crossing, ale w świecie Pokémonów i nie są to porównania całkowicie bezpodstawne. Oba tytuły mają kilka cech wspólnych, na czele ze zbliżoną stylistyką wizualną. Aczkolwiek o wiele więcej wspólnego Pokopia ma z… Minecraftem. Zwłaszcza w podejściu do rozgrywki i swobody działania. Jednocześnie Pokopia pozostaje tytułem wyraźnie świeżym, który nie próbuje ślepo kopiować innych, lecz stara się podejść do wszystkiego na swój własny sposób.
Nieznana katastrofa pozostawiła świat w dosłownych zgliszczach. Łąki, lasy i góry zamieniły się w jałowe pustkowia pełne walających się ruin. Wkraczając do tego świata, trafiamy do iście postapokaliptycznej rzeczywistości, w którym jesteśmy sami jak palec. No, może jeszcze w towarzystwie profesor Tangrowth.
Poza wątkiem fabularnym, który przy niespiesznym tempie zajmuje około trzydziestu-czterdziestu godzin, gra oddaje nam do dyspozycji otwartą piaskownicę. Trzon rozgrywki stanowi stopniowe usuwanie skutków katastrofy i odbudowa świata. Wraz z odradzającą się przyrodą i rekonstruowanymi miastami pojawiają się kolejne pokémony, które zasiedlają nowe tereny i przyłączają się do misji sprowadzenia ukochanej ludzkości z powrotem. Pokopia to produkcja, która z niczym się nie spieszy. To typowa cozy gra, pozwalająca zwolnić nieco, odprężyć się i z satysfakcją obserwować, jak zniszczony świat stopniowo odzyskuje życie, wypełniając się przyjaznymi stworzeniami.
W trakcie fabuły i wykonywania zadań pobocznych zdobywamy kolejne „ruchy” innych pokémonów. Tym razem nie służą one jednak do walki, lecz do odbudowy świata. Water Gun pozwala nawadniać jałowe tereny i przywracać im życie, Leafage sprawia, że ponownie wyrasta trawa, Cut umożliwia ścinanie drzew, a Rock Smash pozwala kruszyć skały i przekształcać ukształtowanie terenu. To jednak dopiero początek dostępnych umiejętności.
Przy Rock Smash warto zatrzymać się na odrobinę dłużej, ponieważ wiąże się on z jednym z kluczowych elementów rozgrywki. Z prostego względu. Otóż calusieńki świat, niczym w Minecrafcie bądź Hytale, zbudowany jest z sześciennych bloków. Oznacza to, że niemal każdy fragment otoczenia możemy zniszczyć, zebrać i wykorzystać w innym miejscu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zrównać teren z ziemią lub całkowicie go przekształcić. Jesteśmy w stanie dosłownie zbudować świat taki jaki sobie wymarzymy. Jedynym co nas tu ogranicza jest nasza własna wyobraźnia.
Sama eksploracja jest nie mniej istotna. To dzięki niej nie tylko odkrywamy kolejne poszlaki dotyczące przeszłości świata, lecz przede wszystkim zdobywamy surowce, przedmioty, znajdźki oraz przepisy rzemieślnicze. Z kolei wytwarzanie przedmiotów to jeden z najważniejszych filarów rozgrywki, na którym powinniśmy się wyjątkowo mocno skupić, jeśli chcemy w pełni wykorzystać potencjał gry i stworzyć dokładnie taki wymarzony świat jaki chcemy. Zmusza nas to do ciągłego poszukiwania różnorodnych materiałów i składników, a w wielu przypadkach także do ich samodzielnego wytwarzania i przetwarzania
Niestety, ale nasz Ditto, mimo swojej wszechstronności, nie jest w stanie zrobić wszystkiego samodzielnie. Dlatego w wielu momentach będziemy musieli polegać na naszych przyjaciołach, którzy zajmą się przetwarzaniem surowców, przykładowo zamieniając rudy w sztabki, glinę w cegły czy drewno w deski. Wspierać nas będą również przy bardziej złożonych zadaniach, takich jak wznoszenie budynków.
Jednocześnie to właśnie pokémony uczą nas swoich umiejętności. Często jest to forma odwzajemnienia za pomoc oraz troskę, jaką im okazujemy. Każdy z ponad trzystu dostępnych stworków ma własne potrzeby i preferencje. Tworząc odpowiednie siedliska, zwiększamy szansę na ich pojawienie się w świecie gry. A gdy już do nas dołączą, niczym we wspomnianym o wiele wcześniej Animal Crossing, musimy zadbać o ich komfort, zapewnić im schronienie i spełniać ich oczekiwania.
Przy każdym Poké Center w danym regionie znajdziemy terminal, którego jedną z kluczowych funkcji jest sklep. Warto jednak od razu zaznaczyć, że gra nie zawiera mikropłatności. Wszystko opiera się wyłącznie na walucie dostępnej z samej rozgrywki. Każdego dnia otrzymujemy zestaw najróżniejszych wyzwań, za których realizację zdobywamy monety. Te z kolei możemy przeznaczyć na zakup mebli, budowli, surowców oraz przepisów do wytwarzania. Część oferty pozostaje stała, natomiast pozostały asortyment zmienia się codziennie i jest całkowicie losowy. Warto również zaznaczyć, że wiele elementów sklepu jest zablokowanych do momentu osiągnięcia odpowiedniego poziomu odnowienia środowiska. Innymi słowy, im bardziej angażujemy się w odbudowę świata i dbamy o potrzeby pokémonów, tym większy i bardziej zróżnicowany asortyment zostaje odblokowany.
Tak, zawartości w Pokopii jest wręcz astronomicznie dużo. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie wielu sandboxów, które już na premierę oferowałyby tak bogatą i obszerną zawartość. Już samych bloków terenu jest tutaj od zatrzęsienia. Nie mówiąc już o przedmiotach, meblach, surowcach czy najróżniejszych komponentach do budowy. Ukończenie wątku fabularnego zajmuje około trzydziestu do czterdziestu godzin, jednak pełne odblokowanie zawartości i stworzenie wymarzonych lokacji w każdym regionie to zadanie na setki, a nawet tysiące godzin zabawy. Skala możliwości jest tu naprawdę imponująca.
Nie zabrakło również licznych odniesień do historii serii. Twórcy wyraźnie zadbali o fanów, umieszczając w grze subtelne nawiązania i smaczki. Widać, że zarówno Game Freak, czyli ojcowie marki, jak i Omega Force, będące główną siłą produkcyjną, włożyli w Pokopię całą dusze i serce. Podeszli z szacunkiem nie tylko do uniwersum pokémonowego, ale i fanów, dostarczając wspaniałych mrugnięć okiem.
Do naszej dyspozycji oddano pięć wyraźnie zróżnicowanych regionów, które były, przynajmniej na moje oko, inspirowane lokacjami i rejonami znanymi z wcześniejszych odsłon serii. Każdy z nich ucierpiał w wyniku katastrofy i wymaga naszej interwencji. Mimo to, nie mamy poczucia, jakbyśmy ciągle robili to samo. Twórcy zadbali o odpowiednie urozmaicenie rozgrywki, dzięki czemu każdy region oferuje nieco inne doświadczenia, zachowując jednocześnie fundamenty rozgrywki oparte na odnawianiu środowiska i przyciąganiu nowych pokémonów.
Pokopia nie ogranicza się wyłącznie do rozgrywki jednoosobowej. Gra oferuje również tryby wieloosobowe, które pozwalają wspólnie odkrywać i rozwijać świat. Nic nie stoi na przeszkodzie, by połączyć się z zaprzyjaźnionym Ditto i zagrać razem. A zrobić to można na parę sposobów. Możemy dołączyć do czyjegoś świata albo ktoś może do naszego, jednak gość może jedynie podziwiać owoce pracy gospodarza. Znacznie ciekawiej prezentuje się tryb oparty na wspólnym serwerze, gdzie wszyscy uczestnicy mają równe możliwości i mogą razem budować, eksplorować oraz dowolnie kształtować otoczenie.
Raj pełen Pokémonów
Nie będę ukrywał, że Pokémon Pokopia jest grą bliską ideału. Bliską, ponieważ nie brakuje w niej drobnych elementów, które potrafią momentami irytować, choć w praktyce nie stanowią jakiegokolwiek problemu.
Pierwszym z nich są stosunkowo długie ekrany ładowania podczas przemieszczania się między regionami. Nie oszukujmy się, dzisiejsze gry tak bardzo nas rozpieściły, że nawet kilkunastosekundowy loading screen potrafi drażnić.
Drugą kwestią są bariery czasowe. Budowa niektórych obiektów oraz przetwarzanie surowców przez pokémony odbywa się w czasie rzeczywistym, co niekiedy oznacza konieczność odczekania do kolejnego dnia. Oczywiście istnieją sposoby na obejście tego mechanizmu poprzez zmianę daty w ustawieniach konsoli, ale nie o to tutaj chodzi. Rozumiem jednak skąd ta decyzja. Gra wypełniona jest zawartością i rzeczami do zrobienia. Twórcy w ten sposób chcą nas przez to zachęcić do zmiany zajęcia. Dzięki temu nie popadamy w rutynę i unikamy znużenia przez ciągłe robienie tego samego.
Ostatnią drobnostką, która mnie zasmuciła, jest brak polskiej wersji językowej. Jeszcze nie tak dawno w grach od Nintendo nie byłoby to niczym dziwnym, jednak od pewnego czasu japoński gigant coraz śmielej działa na naszym rynku. Wystarczy wspomnieć niedawne złote polonizacje do Mario Kart World czy Donkey Kong Bananza. Pozostaje mieć nadzieje, że tłumacze w przyszłością pochylą się i nad Pokopią, bo pokazali, że potrafią, a tutaj mieliby niemałe pole do popisu.
Pokémon Pokopia to gra przepiękna i spójna stylistycznie. Pełna kolorów i życia, a jednocześnie nie razi po oczach. Wszystko prezentuje się doskonale, i nie mam najmniejszych wątpliwości, że tytuł ten nie straci swojego uroku z upływem czasu. Będzie równie ładny za rok, pięć lat, a nawet za całe milenium, o ile oczywiście nie wydarzy się po drodze jakaś katastrofa, pozostawiająca po nas jedynie naszych ukochanych domowych milusińskich.
Muzycznie Pokopia prezentuje się równie znakomicie. Utwory są wyraziste, zapadające w pamięć, a jednocześnie pozostają subtelne i nieinwazyjne, doskonale sprawdzając się jako tło dla rozgrywki. Jest to ścieżka dźwiękowa, która buduje atmosferę produkcji i jeszcze bardziej potęguje poczucie relaksu. Na uwagę zasługuje również drobny smaczek dla fanów klasyki. W grze możemy natknąć się na porzucone płyty CD, które pozwalają nam na posłuchanie oryginalnych utworów z klasycznych odsłon serii. Mnie, jako miłośnikowi Pokémonów od samego początku marki, aż pociekła łezka z oka.
I to się nazywa system seller!
Jestem wielkim fanem marki Pokémon, nie tylko jeśli chodzi o gry wideo. Mogliście się tego dowiedzieć choćby z naszych oczekiwań na 2026 rok w plebiscycie Zdobywcy Gier Awards 2025. Pisałem tam, że mimo odejścia od klasycznego formatu serii, wprost nie mogę się doczekać Pokopii. Prawda była jednak taka, że choć wiedziałem, że w końcu zatopię swoje zęby w rzeczonej grze, miałem pewne wątpliwości co do jej ostatecznej jakości. Wystarczy spojrzeć na poprzednie odsłony serii, również te poboczne. Na całe szczęście moje fanbojskie serduszko nie zostało zranione.
Pokémon Pokopia to gra cudowna i wyjątkowa, która skradła mi setki godzin, a wiem, że skradnie ich jeszcze tysiące. Jest to produkcja piękna wizualnie, jak i dźwiękowo, a to dopiero wierzchołek góry zalet. To gra pełna emocji, ciepła i miłości, która rozgrzeje nawet najzimniejsze i najsurowsze z serc. A mimo to kryje pod sobą niewyobrażalny smutek i beznadzieje całej sytuacji. Sam jednak rdzeń produkcji wciąga jak bagno. Naprawianie i odbudowa świata sprawia niesamowitą frajdę i satysfakcję. Dodatkowo, pozwala na tworzenie wspaniałych budowli i rejonów, gdzie ogranicza nas jedynie nasza wyobraźnia. Pokémon Pokopia to jedna z tych produkcji zakrzywiających czas. Siadasz do niej na chwilę, czujesz jak zlatuje ci piętnaście minut, a gdy patrzysz na zegarek to pokazuje ci, że upłynęło 16 godzin. To gra doskonała i nieważne jak długo bym nie szukał minusów, nie mogę żadnego znaleźć. Ta gra to słownikowa definicja system selleru. Jeśli nie macie jeszcze Switcha 2 to nie wiem na co czekacie. Dla Pokopii warto specjalnie kupić nową konsolę.
Młody powiem krótko: Mikro-apartament, 2km od centrum, 4500 czynsz plus media. Decyduj szybko, bo mam dziesięciu chętnych na twoje miejsce
Recenzja oparta o wersję gry na Nintendo Switch 2. Kopia gry do recenzji została dostarczona przez polskiego dystrybutora Nintendo – ConQuest Entertainment.
10.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
10.0
Udźwiękowienie
10.0
Gameplay
9.5
Zawartość i fabuła
10.0
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
10.0
Zalety
Relaks ostateczny
Niezwykle ciepła i budująca gra, która kryje w sobie sporo smutku i tragizmu
Wciąga i nie puszcza
Zawartości na dziesiątki tysięcy godzin
Prosta, ale przyjemna historia
Ponadczasowa śliczna oprawa graficzna
Miodna oprawa dźwiękowa
Wady
Kilkunastosekundowe ekrany ładowania
Wymóg czekania czasu rzeczywistego pomiędzy budowlami czy rafinacją surowców
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.