0

Mario ponownie powraca do dyscyplin sportowych!

Od lat jestem ogromnym fanem gier z Mario, lecz w przeszłości skupiałem się głównie na grach platformowych oraz pomniejszych spin-offach jak Super Mario RPG czy Mario & Luigi. Oczywiście miałem pojęcie o istnieniu gier z serii Mario Soccer czy dzisiaj omawiany Mario Tennis, lecz nigdy mnie nie ciągnęło do nich. Przy okazji zeszłorocznej premiery Nintendo Switch 2 stwierdziłem, że będę sprawdzał więcej niszowych spin-offów, które Nintendo wydaje i tak właśnie trafiło na Mario Tennis Fever, najnowszą odsłonę serii, która została zapoczątkowana 26 lat temu na Nintendo 64. Tym razem oprócz standardowych klasycznych trybów, twórcy postanowili dodać pełnoprawną kampanię fabularną, w której Mario, Luigi, Waluigi i Wario przechodzą przez nową przygodę związaną z tenisem. Jak w praktyce to się wszystko sprawdza? Przekonajmy się.

Tenis z bobasami

Księżniczka Daisy poważnie zachorowała przed turniejem tenisowym w Grzybowym Królestwie, co bardzo zmartwiło jej przyjaciół: Mario, Luigiego, księżniczkę Peach, Toada i Donkey Konga. Wkrótce do grupy dołączają Wario i Waluigi, którzy poinformowali ich o magicznym złotym owocu na odległej wyspie, który może wyleczyć Daisy. Statkiem powietrznym ekipa bohaterów udaje się na wyspę, gdzie Mario i Luigi odnajdują złoty owoc. W międzyczasie Wario i Waluigi szukają skarbu na wyspie i przypadkowo sprowokowali trzy tajemnicze bestie, które rzucają klątwę na Mario, Luigiego, Peach, Wario i Waluigiego, zamieniając ich w niemowlęta.

Po powrocie do Grzybowego Królestwa Mario i Luigi zostają zabrani do Grzybowej Akademii Tenisa, gdzie przechodzą szkolenie, aby pokonać potwory, które rzuciły na nich klątwę. Po ukończeniu akademii Mario i Luigi wsiadają na statek powietrzny Peach i rozpoczynają podróż powrotną na wyspę potworów w towarzystwie kilku Toadów, Wario i Waluigiego, ale ci dwaj ostatni zdradzają ich, podpalając statek powietrzny za pomocą rakiet płomieniowych. Po ugaszeniu pożaru przez Mario i Luigiego okazuje się, że Wario i Waluigi współpracują z Bowserem, który sam chce pokonać potwory, aby zdobyć serce Peach.

Pod względem samej struktury kampanii fabularnej jest dosyć średnio. Pierwsze 40% to mocno rozciągnięty samouczek, który uczy nas praktycznie każdej możliwej mechaniki w grze, który jest pomieszany z kilkoma minigierkami, które niestety również nie powalają. W momencie opuszczenia Akademii zaczyna się robić ciekawiej, lecz niestety poziom fabularny czy poziom rozgrywki nigdy nie stara się mocniej zaangażować gracza, jak to bywa w platformówkowych odsłonach przygód naszego hydraulika. Całość fabuły jesteśmy w stanie ukończyć mniej więcej w 4-5 godzin, co jest dosyć krótkim wynikiem, a szkoda, bo spodziewałem się czegoś więcej.

Szalony tenis z supermocami

Jeśli graliście w kilka ostatnich części tej serii, zwłaszcza w Mario Tennis Aces z pierwszego Switcha, powinniście dobrze znać podstawy Mario Tennis Fever. Mamy do dyspozycji różne rodzaje uderzeń, takie jak slice, flat, lob i drop shot, które dają pewną kontrolę nad kierunkiem piłki na korcie. Możemy również naładować swoje uderzenia lub, w niektórych przypadkach, ustawić swoją postać w linii z gwiazdkami pojawiającymi się na korcie, aby wykonać potężny Star Shot. Mario Tennis Fever to nie symulacja: w prawdziwym tenisie trzeba ciągle zarządzać pozycją i siłą uderzeń, aby utrzymać piłkę w granicach boiska, ale w Fever zasadniczo nie ma fauli, a piłka generalnie reaguje w dość przewidywalny sposób. Niemniej jednak istnieje tu wystarczająco dużo różnych rodzajów uderzeń, aby umożliwić pewną strategię.

Każda nowa odsłona serii wprowadza nową funkcję na korcie, która odróżnia ją od pozostałych: Mega Mushroom w Mario Tennis: Ultra Smash na Wii U, Chance Shot w Mario Tennis Open na 3DS, a Mario Tennis Fever nie jest wyjątkiem. Tym razem są to Fever Rakiety, zbiór 30 rakiet do odblokowania, z których każda ma swoją specjalną zdolność. Zdolność tę można aktywować po wypełnieniu specjalnego paska kiedy jesteśmy w posiadaniu piłki, wystarczy nacisnąć przycisk X i mamy sekundę, aby wycelować, gdzie poleci piłka, zanim zostanie wystrzelona, uruchamiając efekt.

System Fever Rakiet jest obiecujący w teorii, ale w praktyce ma kilka poważnych problemów. Różne efekty spowodowane przez Fever Shoty po prostu trwają zbyt długo. Jedną z umiejętności jest miniaturowy wulkan, który pluje lawą na korcie i zadaje obrażenia przeciwnikom. Problemem dla przeciwników jest to, że trwa on strasznie długo i po prostu mocno ogranicza pole do poruszania się przez długi czas. Twórcy nie przemyśleli balansu niektórych umiejętności i jest to czasami mocno frustrujące.

Mario Tennis Fever oferuje dość bogaty wybór trybów gry, w tym oczywiście tryb fabularny dla jednego gracza, turnieje, wieże próbne w stylu tych w grach z serii Mortal Kombat, w których musimy przejść przez serię trudnych wyzwań, kilka nowatorskich kortów zebranych w sekcji „Mix It Up” oraz, oczywiście, tryb swobodnej gry, tryby online i tryb Swing Mode, który pozwala używać Joy-Conów jako rakiet.

Wizualny przeciętniak

Mario Tennis Fever pod względem wizualnym wygląda po prostu w porządku. Jeżeli popatrzymy na poprzednika, czyli Mario Tennis Aces to oczywiście zauważymy, że Fever wygląda po prostu lepiej, lecz mam wrażenie, że niektóre gry z Mario w roli głównej na poprzednim Switchu dalej wyglądały lepiej niż Fever. W nowej grze pojawia się też dziwny przypadek, ponieważ kort w dżungli wygląda znacząco gorzej niż ten w poprzedniku. Nie wiem co się stało w tym przypadku, ale zdecydowanie coś poszło nie tak. Jeżeli chodzi o techniczne szczegóły to gra działa w stabilnych 60 fps, zarówno w trybie przenośnym, jak i w docku. Wersja handheldowa oferuje rozdzielczość 1080p, a wersja w docku jest podbijana do 4K za pomocą DLSS.

Pod względem muzycznym nie ma niespodzianek. Mario Tennis Fever trzyma niezwykle wysoki poziom, jak wszystkie gry Mario. Tym razem za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny jest Motoi Sakuraba, który idealnie uchwycił klimat Mario oraz dyscypliny sportowej, jaką jest tenis. Sam Sakuraba jest odpowiedzialny za muzykę do takich gier jak One Piece Odyssey, Tales of Arise czy seria Dark Souls.

Podsumowanie

Mario Tennis Fever jest całkiem przyjemną grą sportową dla mało wymagających graczy i fanów Mario. Jeżeli graliście w poprzednie odsłony serii to doskonale wiadomo czego się spodziewać, bo niestety Fever nie zaskakuje niczym szczególnym. Jest to jednak idealna gra na kilka rundek podczas spotkania ze znajomymi czy w trakcie jakiejś imprezy. Jeżeli chcecie ją wykorzystać w taki sposób to jest to najlepszy wybór, lecz jeżeli planujecie ją ogrywać dla trybu fabularnego to w tym przypadku szczerze odradzam.

Recenzja oparta o wersję gry na Nintendo Switch 2.
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez polskiego dystrybutora Nintendo – ConQuest Entertainment.

7.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
7.5
Technikalia
9.0
Gameplay
8.0
Fabuła
5.0
Zawartość
8.0
Dźwięk
8.5
Ocena ogólna
7.5
Zalety
  • Idealna gra imprezowa.
  • Duża ilość trybów rozgrywki.
  • Bardzo przyjemny soundtrack.
  • Bardzo dobry stan techniczny.
Wady
  • Tryb fabularny to gloryfikowany samouczek.
  • Balans Fever Rakiet jest tragiczny.
  • Jeżeli graliście w poprzednie gry z serii to nie znajdziecie dużo nowości.
O autorze

Paweł "Dedazen" Bortkiewicz

Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *