0

Leon powraca po 30 latach do Raccoon City i nie jest to miła wizyta.

Seria Resident Evil to marka sama w sobie. Rzadko kiedy seria, która ma aż 30 lat historii, dalej przebija swoje dotychczasowe rekordy. Tym razem historia zatacza koło i po 30 latach powracamy do Raccoon City z bohaterem, który zapoczątkował historię tego miasta, Leonem S. Kennedy’m. Jednak nie będzie to historia opowiedziana z jednej perspektywy, bo dołącza do niego Grace Ashcroft, o której więcej opowiem za chwilę. Czy historia opowiedziana z dwóch perspektyw dorówna początkowym opowieściom z tego uniwersum? Zapraszam was do najlepszego horroru i najlepszego akcyjniaka w tym uniwersum!

W pogoni za prawdą

Resident Evil Requiem wcielamy się w Grace Ashcroft, agentkę FBI, która bada dziwnie zarażone zwłoki pozostawiane w różnych miejscach. Grace udało się dowiedzieć, że każda z ofiar jest osobą, która uciekła z Raccoon City w latach 90. z powodu wydarzeń dobrze nam znanych z Resident Evil 2 i 3. Grace jest wysłana przez swojego szefa do miejsca zbrodni, aby zbadać zwłoki, lecz okazuje się, że miejscem zbrodni jest hotel, w którym jej matka została zamordowana w przeszłości. Po krótkich oględzinach okazuje się, że cała scena zbrodni to specjalnie przygotowane zaproszenie dla Grace przez Doktora Victora Gideona, byłego naukowca Umbrella Corporation, szkolonego przez Oswella E. Spencera, którego posiadłość w pierwszej części badali Chris oraz Jill.

W międzyczasie Leon, pracujący dla D.S.O., bada zniknięcie policjanta w tym samym hotelu, do którego udała się Grace. W trakcie drogi do hotelu Leon zauważa Victora, który niesie nieprzytomną Grace, i rzuca się w pościg za nim. Doktorowi udaje się uciec, lecz Leon dostaje informację, że Gideon jest właścicielem kliniki w Rhodes Hill, i oczywiście się tam udaje. Od tego momentu na zmianę doświadczamy perspektywy Grace i Leona podczas przemierzania kliniki i każdej kolejnej lokacji w grze.

Oczywiście nie będę zdradzał za wiele, ale jestem bardzo usatysfakcjonowany kierunkiem fabularnym jaki obrał Capcom w tej odsłonie Resident Evil. Grace i Leon się idealnie uzupełniają. Nasza agentka to idealna dawka grozy i horroru, a Leon to ciągła akcja i wszelkie dziwności, do których przyzwyczaiła nas ta seria.
Jakbym miał porównać obie perspektywy to Grace jest jak Dead Space, a Leon jest jak DOOM Eternal.
Pod względem fabularnym, Requiem jest na spokojnie w moim Top5 z całej serii, historia jest sensownie opowiedziana i dobrze łączy wątki z wszystkich odsłon, a jednocześnie pod niektórymi względami zapowiada, że Capcom nie ma zamiaru porzucać jeszcze tej marki. Jeżeli zabieracie się za Requiem to zdecydowanie polecam najpierw przejść odświeżone wersje Resident Evil 2 oraz 4. Wtedy nie przegapicie praktycznie żadnych większych odniesień. Jeżeli jednak chcecie zrozumieć wszystko to polecam dorzucić do tego RE3 oraz 5.

Strach, wybuchy, porwania i absurd

Resident Evil Requiem oferuje nam bardzo dużo pod względem rozgrywki. Grę możemy ogrywać z dwóch różnych perspektyw kamery, pierwszej osoby i oczywiście trzeciej. Twórcy proponują, aby jako Grace grać z perspektywy pierwszej osoby, a w przypadku Leona z trzeciej. Możemy to oczywiście zmienić w dowolnym momencie. Capcom zasługuje na pochwały, bo każda cutscenka w grze jest idealnie dopasowana do obu rodzajów kamer, więc nic nas nie wybije z immersji, nie ważne w jakim trybie gramy.

W przypadku Grace mamy survival horror z krwi i kości: bardzo ograniczone miejsce w ekwipunku, mała ilość amunicji i zarządzanie każdym możliwym zasobem, aby przeżyć jak najdłużej. W późniejszym etapie rozgrywki dochodzi do tego mechanika wytwarzania różnych przedmiotów poprzez łączenie różnych zasobów. Postęp Grace jest dosyć liniowy i im dalej jesteśmy w grze, tym lepsze zabawki możemy zgarnąć.

W przypadku Leona jest trochę inaczej. Nasz bohater już od wielu lat jest zasłużony w walce, więc można się poczuć, jakbyśmy grali czołgiem, który stara się niszczyć wszystko na swojej drodze. Leon ma swoją walizkę znaną z Resident Evil 4, która daje nam bardzo duży ekwipunek już od startu gry oraz mocniejsze bronie. Jako że Leon jest tym mocniejszym protagonistą, to jest nam dane walczyć z dużo bardziej przerażającymi przeciwnikami, zarówno pod względem rozmiaru, jak i siły.

Wiele systemów z poprzednich odsłon ponownie powraca w Requiem. Znajdowanie figurek szopów z RE2 jest tutaj obecne, ale zbieranie starożytnych monet z RE7 i RE Village też tutaj znajdziemy. Gra również nie stroni od fanserwisu, szczególnie w późniejszych etapach rozgrywki, lecz jest to wszystko tak dobrze wkomponowane, że kompletnie to nie przeszkadza i nie odstaje od fabuły czy rozgrywki.

Przykład, że autorski silnik to coś pięknego

Resident Evil Requiem to gra ewenement. W dzisiejszych czasach, gdzie większość gier AAA jest tworzonych na strasznie źle zoptymalizowanym Unreal Engine 5, Capcom postanowił postawić na swoim i ciągle korzystać z ich własnego RE Engine, i był to idealny wybór. Requiem jest przepiękną grą, zarówno jeżeli chodzi o otoczenie, jak i modele postaci. Możemy się na chwilę zatrzymać przy postaciach, bo są to jedne z najlepszych modeli, jakie widziałem w ostatnim czasie. Na szczególną uwagę zasługuje to, w jaki sposób zostały stworzone fryzury. Nie ma tu żadnych zewnętrznych technologii, jak kiedyś NVIDIA HairWorks, wszystko jest tutaj stworzone od zera, do takiego stopnia, że możemy zobaczyć każdy możliwy pojedynczy włos na głowie postaci. Coś świetnego.

Resident Evil Requiem oferuje też Ray Tracing, który nie wymaga wykorzystywania takich technologii jak DLSS czy FSR i sprawdza się wybitnie. Inną wybitną rzeczą jest optymalizacja Requiem. Bez problemu na najwyższych ustawieniach graficznych z śledzeniem promieni na ustawieniu wysokim miałem stałe 144 klatki na sekundę przez 99% czasu rozgrywki bez wykorzystania DLSS czy FSR. Jest to fenomenalny kawałek technologii i inne studia powinny się na tym uczyć.

Pod względem muzycznym Requiem też daje radę. Nao Sato, Masahiro Ohki ponownie powracają do serii i tym razem wspomaga ich Shigeyuki Kameda, który komponował muzykę do Street Fighter 6. Soundtrack w Requiem ma niesamowity klimat, szczególnie w sekcjach z Grace. Skrzypcowe ambienty, które budują atmosferę do punktu kulminacyjnego to niebywałe doświadczenie. W przypadku Leona usłyszymy wiele utworów o charakterze rockowym, z racji że tempo jego rozgrywki jest dużo szybsze i bardziej intensywne jeżeli chodzi o akcję. Oba style muzyczne się świetnie komplementują i po prostu miło się tego słucha.

Podsumowanie

Resident Evil Requiem to świetna kombinacja survival horroru oraz gry akcji. Jest to idealnie wyważona przygoda, która łączy stres, adrenalinę i ogromne widowisko, którego gracz nie zapomni przez długi czas.
Dla fanów serii jest to pozycja obowiązkowa, a nawet osoby, które nie miały styczności z serią zobaczą, że warto się zainteresować.

Recenzja oparta o wersję gry na PC.
Kopia gry do recenzji została dostarczona przez wydawcę Capcom za pośrednictwem Cenega.

9.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
10.0
Technikalia
10.0
Gameplay
9.0
Fabuła
9.0
Zawartość
9.0
Dźwięk
8.5
Ocena ogólna
9.5
Zalety
  • Piękna grafika otoczenia oraz modele postaci.
  • Idealnie budowany klimat grozy.
  • Duża różnorodność rozgrywki ze względu na dwie perspektywy.
  • Bardzo dobrze napisana historia.
  • Świetny design audio.
  • Fenomenalny stan techniczny.
Wady
  • Niektóre rozdziały były lekko za długie.

O autorze

Paweł "Dedazen" Bortkiewicz

Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *