Czy są jakieś symulatory sklepów, których tematu nie poruszyliśmy jeszcze na łamach naszej strony? Okazuje się, że jak najbardziej. Pozwólcie więc, że załatamy tę dziurę pierwszymi wrażenia z symulatora sklepowego z figurkowymi bitewniakami. Jednak czym właściwie są symulatory sklepów? Dokładnie tym, czego można się spodziewać. Wcielamy się w rolę...
Czy są jakieś symulatory sklepów, których tematu nie poruszyliśmy jeszcze na łamach naszej strony? Okazuje się, że jak najbardziej. Pozwólcie więc, że załatamy tę dziurę pierwszymi wrażenia z symulatora sklepowego z figurkowymi bitewniakami.
Jednak czym właściwie są symulatory sklepów? Dokładnie tym, czego można się spodziewać. Wcielamy się w rolę właściciela raczkującego biznesu i od podstaw budujemy własny sklep. Zaczynamy od niewielkiej, pustej przestrzeni, jednej półki na towar oraz kasy fiskalnej. Naszym zadaniem jest zaopatrywanie sklepu, sprzedaż produktów i inwestowanie zarobionych pieniędzy w dalszy rozwój działalności.
Gier tego typu na rynku jest od zatrzęsienia i niestety większość z nich sprawia wrażenie zwykłego kopiuj-wklej, różniącego się jedynie teksturami produktów. Od czasu do czasu trafiają się jednak produkcje, które próbują wybić się ponad schemat i dorzucić do tej formuły coś więcej. Przykładami mogą być TCG Card Shop Simulator czy Supercar Collection Simulator. O obu tych tytułach mogliście przeczytać na naszej stronie. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza ten drugi tytuł. Za symulator sklepu z resorakami, który w swojej recenzji oceniłem wyjątkowo wysoko, odpowiada studio Kiki Games. Czemu jest to tak istotne? Ponieważ gra, o której za chwilę będzie mowa, czyli Table Battle Simulator, to kolejna produkcja tego samego zespołu i nie obędzie się bez porównań.
I właśnie tutaj pojawia się coś, czego kompletnie nie potrafię zrozumieć. Można by oczekiwać, że skoro za ten tytuł odpowiadają twórcy podobnej, niezwykle udanej produkcji, ich kolejna gra będzie naturalnym krokiem naprzód: większa, dopracowana i bogatsza w zawartość. W końcu poprzedni projekt powinien zapewnić im solidne doświadczenie oraz jasny kierunek rozwoju. Tymczasem to, co miałem okazję przetestować, okazało się sporym rozczarowaniem. Obecny stan gry sprawia wrażenie obcowania z ledwie działającym prototypem lub bardzo wczesną alfą. To prawdopodobnie jeden z najbardziej ubogich i najmniej dopracowanych Early Accessów, z jakimi miałem do czynienia.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że grałem w bardzo wczesną wersję gry, jeszcze zanim ta w ogóle trafiła do wczesnego dostępu. Jak w takim stadium można ją oceniać? Przecież potrzeba czasu, by brzydkie kaczątko mogło przemienić się w pięknego łabędzia. I ja w pełni się z tym zgadzam. Problem w tym, że twórcy mają już spore doświadczenie w tym konkretnym gatunku, a do tego wyraźnie przenieśli fundamenty niemal 1:1 z poprzedniej produkcji. Można więc było zakładać, że start przynajmniej będzie bardzo solidny. I nie ukrywam, że momentami faktycznie jest całkiem dobrze, jednak gra zalicza zaskakujące potknięcia, które w takich okolicznościach po prostu nie powinny mieć miejsca.
Przejdźmy jednak do konkretów. O zawartości na ten moment nie ma większego sensu mówić, bo ta z pewnością będzie systematycznie rozwijana wraz z postępem Early Accessu. Możliwe więc, że w finalnej wersji nie będzie tu na co narzekać. Jak wygląda to teraz? Niestety aktualna ilość contentu jest ekstremalnie skromna, wręcz symboliczna. Z drugiej strony w grze zaimplementowano już najważniejsze elementy, które mają stanowić fundament pod dalszy rozwój. Do dyspozycji otrzymujemy trzy zestawy tajemniczych pudełek z figurkami, paczki z losowymi kartami zawierającymi modyfikatory do rozgrywki bitewniakowej, a także pojedyncze przedmioty użytkowe do naszego sklepu, takie jak kasy, półki czy plansze bitewne, które możemy wynajmować graczom za drobną opłatą. Traktuję te elementy jako zapowiedź, a może nawet swego rodzaju obietnicę tego, co dopiero ma się pojawić. Niestety na chwilę obecną brakuje również jakiejkolwiek formy personalizacji sklepu. W obecnym stanie wygląda on surowo i bez wyrazu, jak typowa betonoza. Przydałoby się choć trochę możliwości dekoracji, chociażby w postaci farb, paneli czy podstawowych ozdób.
Rzecz jasna, skoro prowadzimy sklep z produktami kolekcjonerskimi, nie mogło obyć się bez funkcji, którą wielu graczy wręcz uwielbia. Mowa o otwieraniu własnego towaru i sprawdzaniu, jakie figurki lub karty wypadną nam z paczek. Zdobyte w ten sposób figurki możemy dodawać do swojej kolekcji, a nawet wykorzystywać je w starciach z komputerowymi przeciwnikami. Ich zasady są banalnie proste. Gdy skompletujemy zestaw składający się z co najmniej dziesięciu figurek, możemy wyzwać kogoś do walki lub przyjąć wyzwanie od innego gracza. W trakcie pojedynku zdobywamy monety, które następnie przeznaczamy na zakup kolejnych figurek albo rozwój doświadczenia. Zakupione jednostki wrzucamy na pole bitwy, a te walczą już samodzielnie. Sam pomysł ma potencjał i może być naprawdę interesujący, jednak na ten moment rozgrywka zawodzi w detalach. Nie sprawia większej frajdy i momentami wydaje się chaotyczna. Podobnie jak w przypadku zawartości, twórcy najwyraźniej dostarczyli jedynie działające fundamenty, bez głębi i dopracowania.
Braki Table Battle Simulator nie ograniczają się jednak wyłącznie do zawartości. Gra sprawia wrażenie zaskakująco pustej również pod względem oprawy dźwiękowej. I nie chodzi nawet o brak muzyki, również w menu, ale przede wszystkim o niemal całkowity brak efektów dźwiękowych. Produkcja oferuje jedynie kilka podstawowych odgłosów i na tym koniec. Nie usłyszymy tu nawet tak oczywistych elementów jak kroki postaci, dźwięki otoczenia czy efekty towarzyszące walkom.
Nieco pracy wymaga także oprawa graficzna. Nie oszukujmy się, symulatory, w szczególności te sklepów, nie zachwycają pod tym względem. Jednak Table Battle Simulator wypada pod tym względem wyjątkowo słabo. Całości dopełniają kanciaste, jednowymiarowe postaci, utrzymane w stylistyce rodem z mangi czy anime. Muszę jednak przyznać, że sama lokacja, utrzymana w japońskim klimacie, ma w sobie pewien urok i potrafi na moment przykryć techniczne niedostatki.
Dwa kolejne problemy, nad którymi twórcy powinni się pochylić, to klasycznie polska wersja językowa oraz optymalizacja. Ta pierwsza wypada niestety bardzo słabo. Dialogi i opisy brzmią sztucznie, niechlujnie i sprawiają wrażenie tłumaczenia wykonanego przez translator bądź sztuczną inteligencję. Niestety, wiele symulatorów traktuje lokalizację po macoszemu i rzadko kiedy podchodzi do niej w sposób profesjonalny. Trudno więc oczekiwać, że sytuacja nagle się zmieni. Nie chcę jednak przesadnie czarnowidzieć, ale obawiam się, że niechlujna polonizacja w Table Battle Simulator może pozostać problemem nawet wtedy, gdy gra doczeka się wersji 1.0.
Porozmawiajmy teraz o optymalizacji. Wczesną wersję Table Battle Simulator testowałem na mocnej konfiguracji wyposażonej w kartę RTX 5080 oraz procesor Ryzen 7 9800X3D. Całość uruchomiłem na najwyższych ustawieniach graficznych w rozdzielczości 4K. W takich warunkach liczba klatek na sekundę potrafiła niestabilnie wahać się od 90 do nawet 200 FPS. Poważniejsze problemy zaczynają się w momencie, gdy opuszczamy sklep. Wtedy wartości te potrafią gwałtownie spaść zakrawając o grywalność. Do tego dochodzi stuttering, który również daje o sobie znać. Twórcy mają więc jeszcze sporo pracy przed sobą.
Zdecydowanie jednak najbardziej irytującym elementem obecnej wersji gry jest ślamazarne tempo zarobków. O ile nie mam większych zastrzeżeń do prędkości rozwoju, zdobywania poziomów czy odblokowywania nowej zawartości, tak sama ekonomia pozostawia sporo do życzenia. Jasne, możemy ustalać własne ceny, ale jeśli ta będzie zbyt wysoka, nikt zwyczajnie naszego towaru nie kupi. W praktyce oznacza to konieczność ciągłego trzymania się w okolicach ceny rynkowej. W ciągu jednego dnia gry jesteśmy w stanie zarobić ledwie tyle, żeby opłacić dzienne rachunki i zamówić brakujący towar z hurtowni. Jeśli chcemy odłożyć choć trochę pieniędzy na nowe licencje lub dodatkowe wyposażenie sklepu, musimy zacząć skrajnie oszczędzać. Co gorsza, w takiej sytuacji otwieranie własnego towaru, które powinno być jedną z najprzyjemniejszych mechanik, staje się zwyczajnie nieopłacalne. Twórcy zdecydowanie powinni usiąść do balansu ekonomii i poprawić tempo zarabiania, bo na ten moment rozgrywka bywa przez to niepotrzebnie frustrująca.
Table Battle Simulator to czysta klasyka gatunku symulatorów sklepów. Większość zastosowanych tu rozwiązań już doskonale znamy, choć twórcy i tym razem próbują dorzucić do formuły drobne urozmaicenia. Nie ukrywam jednak, że jestem rozczarowany. Tym bardziej że mówimy o studiu, które ma już doświadczenie w podobnych projektach i dysponuje solidną, sprawdzoną bazą. Mimo to gra trafiła do testów w mocno okrojonej formie i z licznymi potknięciami, których w takich okolicznościach zwyczajnie dało się uniknąć. Z drugiej strony Table Battle Simulator dopiero zmierza do wczesnego dostępu i tak naprawdę dopiero rozpoczyna swoją drogę do pełnoprawnej wersji. Dlatego na tym etapie jestem w stanie przymknąć oko na część problemów, zwłaszcza że fundamenty są na swoim miejscu. Jeśli twórcy potraktują rozwój gry poważnie, tytuł ma szansę wyrosnąć na coś naprawdę solidnego.
Pierwsze wrażenia oparte o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do artykułu została podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.