Minęły już cztery lata od momentu, gdy Kubuś Puchatek trafił do domeny publicznej w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe, w Polsce stało się to z początkiem nowego roku. Przez ten czas wielu twórców nie próżnowało, przygotowując własne interpretacje przygód Kubusia, które jednak bardzo często znacząco odbiegały od ciepłego, rodzinnego charakteru...
Minęły już cztery lata od momentu, gdy Kubuś Puchatek trafił do domeny publicznej w Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe, w Polsce stało się to z początkiem nowego roku. Przez ten czas wielu twórców nie próżnowało, przygotowując własne interpretacje przygód Kubusia, które jednak bardzo często znacząco odbiegały od ciepłego, rodzinnego charakteru oryginału. Nie inaczej zapowiada się Winnie’s Hole, gra próbująca połączyć elementy horroru z przytulną oprawą audiowizualną oraz mechanikę rogue-like z niebanalną historią. Jak wypada to połączenie w praktyce? Choć na pełną premierę przyjdzie nam jeszcze poczekać, już teraz możemy zobaczyć, w jakim kierunku zmierza ten projekt.
Winnie’s Hole to gra typu rogue-like, która zabiera nas do doskonale znanego Stumilowego Lasu, gdzie Kubuś Puchatek wraz ze swoimi przyjaciółmi prowadzi spokojne życie pełne drobnych przygód. Ta sielanka jednak nie mogła trwać wiecznie. Kubuś zostaje zarażony tajemniczym wirusem, który stopniowo przejmuje nad nim kontrolę i prowadzi do makabrycznej mutacji. Jej pierwszym i najbardziej niepokojącym przejawem jest groteskowa dziura w brzuchu misia, pochłaniająca wszystko, co napotka na swojej drodze.
Co gorsza, to właśnie wirus jest w grze właściwym bohaterem i trudno przypisać mu jakiekolwiek dobre intencje. Jak powszechnie wiadomo, nasz kochany miodkolubny miś ma niewielki rozumek, co pasożyt bezlitośnie wykorzystuje, manipulując nim i przejmując kontrolę w kluczowych momentach. Efektem są brutalne i niepokojące akty przemocy wymierzone zarówno w jego dawnych przyjaciół, jak i innych mieszkańców lasu. Gra w bezkompromisowy sposób odwraca znaną konwencję, prezentując mroczną i momentami wręcz szokującą wizję świata, który do tej pory kojarzył się wyłącznie z ciepłem i niewinną zabawą.
Twórcy obiecują mroczną opowieść inspirowaną klasycznymi baśniami braci Grimm, wzbogaconą o nutę ciepła oraz czarny humor. Choć na pełną premierę i kompletną zawartość według zapowiedzi przyjdzie nam jeszcze poczekać około roku, już teraz mogę stwierdzić, że fabuła ma wyraźny potencjał. Historia podawana jest w bardzo oszczędnej formie, głównie za pomocą dymków dialogowych i bez rozbudowanych animacji, a mimo to skutecznie wywołuje poczucie dyskomfortu, ale również współczucia wobec paskudnego losu, jaki zgotowany został misiowi i jego przyjaciołom. Dodatkowym, intrygującym elementem narracji jest postać tajemniczego doktora plagi, wyraźnie zainteresowanego wirusem i jego rozwojem. Jego metody oraz motywacje trudno uznać za etyczne czy moralne, co też potęguje niepokój towarzyszący poznawaniu tej historii. Jestem bardzo ciekawy, w którym kierunku pójdzie reszta historii.
Pod względem rozgrywki Winnie’s Hole w pewnym stopniu przywodzi na myśl produkcje pokroju Darkest Dungeon. Akcję obserwujemy na statycznej, dwuwymiarowej planszy, gdzie po lewej stronie znajduje się nasz zmutowany miś, a po prawej jego przeciwnicy. Ci ostatni często walczą z nim z powodu obrzydzenia wobec jego potwornej natury lub zwyczajnie ze strachu, broniąc własnego życia. Działania, które możemy wykonać w trakcie tury, losowane są na planszy przedstawiającej mózg Kubusia. Do dyspozycji otrzymujemy kilka losowych klocków przypominających tetrimino. Naszym zadaniem jest odpowiednie ich rozmieszczenie tak, aby zakryć symbole akcji, z których chcemy skorzystać. Musimy nie tylko planować do przodu, co chcemy zrobić, ale też być gotowi na improwizację, gdy staniemy naprzeciw nieprzewidywalnych warunków.
Z czasem, wraz z postępującym rozwojem mutacji naszego misia, które co warto podkreślić niemal zawsze wpływają również na jego wygląd, a także dzięki nowej zawartości odblokowywanej przy kolejnych podejściach, w jego mózgu pojawia się coraz więcej możliwych akcji. Jednocześnie zwiększa się rozmiar samej planszy, a do naszej dyspozycji trafiają zupełnie nowe typy klocków, co stopniowo komplikuje rozgrywkę i poszerza wachlarz dostępnych opcji.
Pomiędzy kolejnymi starciami następuje faza rozwoju wirusa. W jej trakcie przenoszeni jesteśmy na zupełnie inną planszę, za każdym razem generowaną w pełni losowo. Otrzymujemy zestaw klocków, za pomocą których zbieramy interesujące nas surowce. Nie możemy jednak umieszczać ich dowolnie. Muszą one tworzyć spójną ścieżkę, wzdłuż której wirus się rozprzestrzenia. Po wykorzystaniu wszystkich dostępnych klocków pozostała część ścieżki jest automatycznie dociągana do najbliższego wyjścia w postaci dziury. Ma to kluczowe znaczenie podczas planowania, ponieważ każda z nich prowadzi do innego miejsca przed kolejną walką. Jedne przenoszą nas do sklepu, inne zapewniają nowe mutacje, a kolejne pozwalają na ich ulepszanie.
Na papierze wszystko to może wydawać się nieco dziwne, a momentami wręcz absurdalne, jednak w praktyce ten pomysł ma szansę zadziałać. W grze wyraźnie widać zalążek czegoś, co potencjalnie mogłoby wciągnąć na długie, bardzo długie nawet godziny, podobnie jak miało to miejsce w przypadku wielu znakomitych rogue-like’ów. Problem polega na tym, że na obecnym etapie produkcja zmaga się z licznymi bolączkami, których nie da się usunąć z dnia na dzień, i nie wiem, czy nawet zapowiadany rok wystarczy twórcom na ich wyeliminowanie. Pierwszym, a zarazem najpoważniejszym z nich jest fatalny sposób tłumaczenia zasad rozgrywki. Gra okazuje się na tyle nieprzystępna, że nawet po ośmiu godzinach spędzonych z tytułem wciąż nie rozumiem w pełni jej mechanik, a większość zdobytej przeze mnie wiedzy opiera się wyłącznie na domysłach i metodzie prób i błędów.
Czy oznacza to całkowity brak samouczka? Otóż nie, ponieważ taki element w grze jak najbardziej się pojawia. Problem w tym, że ogranicza się on wyłącznie do absolutnych podstaw, takich jak przemieszczanie ścieżki wirusa pomiędzy walkami czy układanie klocków na planszy mózgu podczas starć. Wszystko, co wykracza poza te fundamenty, pozostaje jednak owiane tajemnicą. Gracz nie otrzymuje jasnej informacji o tym, jakie surowce faktycznie zbiera ani jakie działanie mają poszczególne ataki. Co prawda każda umiejętność posiada krótki opis, lecz są one na tyle enigmatyczne i naszpikowane niezrozumiałymi terminami, które nigdzie nie zostają wyjaśnione, że przez większość czasu działamy po omacku. Rozgrywce towarzyszy ciągła nadzieja, że wykonujemy coś sensownego i jednocześnie nie doprowadzimy do własnej zguby. Na obecnym etapie Winnie’s Hole sprawia wrażenie jednego wielkiego, trudnego do ogarnięcia chaosu.
Kolejnym aspektem, nad którym twórcy będą musieli pochylić się na dłużej, jest balans losowości. Obecnie system ten działa w skrajnie nieprzewidywalny sposób. Albo otrzymujemy coś absurdalnie potężnego, co w pojedynkę wystarcza do niszczenia wszystkiego aż do samego końca rozgrywki, albo gra od samego początku bezlitośnie nas karze, nie pozostawiając większych szans na wyjście z opresji. Brakuje tu wyraźnej strefy pośredniej. Nie ma poczucia, że sytuacja jest trudna, ale przy odrobinie szczęścia i dobrych decyzji da się jeszcze wybrnąć. Nie ma też napięcia wynikającego z bycia bardzo silnym, lecz wciąż zagrożonym jednym błędem. Zamiast tego dostajemy huśtawkę skrajności, która odbiera poczucie kontroli i satysfakcji z podejmowanych decyzji.
Co ciekawe, gra oferuje polską wersję językową, jednak na obecnym etapie zdecydowanie polecam jej unikać i wybrać znacznie lepiej przygotowaną wersję angielską. Sami twórcy są tego świadomi, ponieważ po wybraniu języka polskiego pojawia się ostrzeżenie informujące, że lokalizacja “pozostawia wiele do życzenia”. Aczkolwiek ja nie posunąłbym się jednak aż do tak surowej oceny. Teksty są jak najbardziej zrozumiałe, choć sporadycznie pojawiają się problemy z polskimi znakami, a niektóre elementy w ogóle nie zostały przetłumaczone. Zdarza się również, że pojedyncze zdania brzmią nieco nienaturalnie. Mimo to całość prezentuje się lepiej niż w przypadku niejednej gry niezależnej, którą miałem okazję opisywać na łamach naszego serwisu.
Przed twórcami wciąż bardzo długa droga, jednak jeśli uda im się uporać z obecnymi problemami i jednocześnie rozbudować zawartość, Winnie’s Hole ma szansę stać się tytułem naprawdę unikalnym i wciągającym. W tej produkcji wyraźnie widać potencjał. Fabuła zapowiada się interesująco, a mimo wyraźnie ograniczonego budżetu oprawa graficzna prezentuje się solidnie i spójnie stylistycznie. Dużą rolę w budowaniu atmosfery odgrywa również muzyka, która skutecznie podkreśla mroczny charakter całości. Pozostaje trzymać kciuki, by ten projekt został dowieziony do końca w formie, na jaką zasługuje.
Pierwsze wrażenia oparte o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do artykułu została podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.