Czy można zacząć rok lepiej niż od recenzji kolejnego symulatora sklepu? Najpewniej tak, ale nie w tym rzecz. Ranch Farm and Store Simulator to kolejny z niezliczonych już symulatorów sklepów, których na rynku mamy od zatrzęsienia. Tym razem twórcy zabierają nas na farmę. Można by uznać, że Ranch Farm...
Czy można zacząć rok lepiej niż od recenzji kolejnego symulatora sklepu? Najpewniej tak, ale nie w tym rzecz. Ranch Farm and Store Simulator to kolejny z niezliczonych już symulatorów sklepów, których na rynku mamy od zatrzęsienia. Tym razem twórcy zabierają nas na farmę.
Można by uznać, że Ranch Farm and Store Simulator to po prostu kolejny generyczny symulator sklepu, następne kopiuj-wklej. Byłoby w tym sporo prawdy, ale nie cała. To również produkcja, która próbuje dorzucić coś od siebie, choć robi to zbyt zachowawczo, by realnie wpłynąć na kształt całego podgatunku.
Rozgrywkę rozpoczynamy na niewielkim, zielonym skrawku terenu porośniętym drzewami iglastymi, z jeziorem położonym tuż za zapleczem. Na start otrzymujemy mały, pusty sklep, trzy działki pod sadzonki, jedną zagrodę oraz odrobinę gotówki. Dalej wszystko przebiega według dobrze znanego schematu. Wykładamy towar na półki, sprzedajemy go, a zarobione pieniądze inwestujemy w dalszy rozwój naszego biznesu. Równolegle zdobywamy punkty doświadczenia, które podnoszą poziom sklepu i odblokowują nowe elementy wyposażenia oraz funkcje. Na pierwszy rzut oka brzmi to jak kolejny symulator sklepu i w swojej podstawie dokładnie nim jest, choć twórcy postanowili wzbogacić tę formułę kilkoma drobnymi urozmaiceniami.
Po pierwsze, towaru, który trafia na sklepowe półki, nie zamawiamy z hurtowni, lecz wytwarzamy go samodzielnie. Naszym zadaniem jest więc zakup sadzonek różnych roślin oraz zwierząt, a następnie umieszczanie ich w odpowiednich donicach lub zagrodach. Zarówno rośliny, jak i zwierzęta wymagają opieki, jeśli zależy nam na uzyskaniu produktów jak najwyższej jakości i na tym, by surowce nie psuły się zbyt szybko. Na szczęście nie jest to szczególnie skomplikowane. Wystarczy zaopatrzyć się w odpowiedni nawóz lub paszę i zastosować je we właściwym miejscu. Później pozostaje już tylko zbierać plony i odkładać je na sklepowe półki albo do magazynu, który zapełnia się wyjątkowo szybko, do czego jeszcze wrócę w dalszej części recenzji.
Aby rozgrywka nie stała się zbyt monotonna, twórcy nie poprzestali wyłącznie na hodowli i sprzedaży. Co jakiś czas naszą farmę nawiedzają dzikie zwierzęta, które trzeba przepędzić lub schwytać, jeśli nie chcemy, by niszczyły grządki i dewastowały zagrody. Dodatkowo możemy zająć się łowieniem ryb w jeziorze położonym tuż za sklepem. Z biegiem czasu gra pozwala również na wytwarzanie różnorodnych produktów przetworzonych, takich jak majonez czy dżemy.
Niestety jedna osoba to za mało, by sprawnie ogarnąć tak rozbudowany biznes. Z pomocą przychodzą więc pracownicy, których możemy zatrudniać do obsługi sklepu i farmy. Najbardziej podstawowy z nich, kasjer, trafia pod nasze skrzydła niemal na samym początku rozgrywki i jest to bardzo trafne rozwiązanie. Bardzo szybko okazuje się, że obowiązków jest na tyle dużo, że samodzielne stanie przy kasie przestaje być możliwe. Z czasem zyskujemy możliwość zatrudniania kolejnych pracowników i przypisywania im konkretnych ról, takich jak opieka nad zwierzętami, uprawa roślin czy uzupełnianie półek sklepowych i magazynu towarem pochodzącym z własnych upraw. Pod względem funkcjonowania personel spełnia swoje zadania poprawnie i trudno mieć do niego poważniejsze zastrzeżenia. Jedynym drobnym mankamentem bywa ich nadgorliwość, objawiająca się wykładaniem towaru w nieoznaczonych miejscach bez naszej zgody. Na szczęście łatwo temu zaradzić. Wystarczy przypisać danej półce konkretny produkt, a problem znika.
Na pochwałę zasługuje również ilość zawartości przygotowanej przez twórców. Do dyspozycji otrzymujemy naprawdę szeroki wachlarz roślin do uprawy oraz zwierząt hodowlanych. Podobnie wygląda to w przypadku przedmiotów użytkowych, takich jak na przykład zbiorniki na kompost, maszyny do przetwarzania surowców czy większy plecak dla naszej postaci. Całość uzupełnia bogaty zestaw elementów dekoracyjnych, które pozwalają spersonalizować teren farmy. Jest co odblokowywać.
Problem pojawia się jednak wtedy, gdy przychodzi do faktycznego odblokowywania nowej zawartości. Zdobywanie kolejnych poziomów sklepu, a co za tym idzie nowych elementów, odbywa się w wyjątkowo ślamazarnym tempie. Potrafią minąć całe godziny, zanim zobaczymy jakiekolwiek realne postępy. Równie rozczarowująco wypadają zarobki. Zyski generowane przez sklep rosną bardzo wolno, a liczba klientów pozostaje zaskakująco niska. Tymczasem pojedyncze uprawy i hodowle potrafią wygenerować setki sztuk tego samego produktu, co prowadzi do szybkiego przepełniania magazynów i braku realnego sensu dalszej produkcji.
Co jakiś czas na farmie pojawia się handlarz dziełami sztuki, od którego możemy kupić obrazy za niemałe kwoty. Po zawieszeniu ich w sklepie mają one zapewniać pasywne bonusy, między innymi do zysków ze sprzedaży, podnosić morale pracowników czy częstotliwości wizyt klientów. W praktyce trudno jednak zauważyć, by miało to jakiekolwiek wyraźne przełożenie na rozgrywkę. Gra pozwala również w opcjach regulować tempo i częstotliwość różnych wydarzeń, takich jak szybkość wzrostu roślin czy częstotliwość pojawiania się dzikich zwierząt na farmie. Choć zmiany te są faktycznie odczuwalne, nie mają one większego wpływu na tempo rozwoju ani na ogólną opłacalność prowadzonego biznesu.
Kolejne poziomy oraz realne zyski zdobywa się więc bardzo wolno, mimo że pojedyncze uprawy potrafią generować setki sztuk tego samego produktu, które później tygodniami zalegają w magazynie. Sytuacja zmienia się diametralnie w momencie “odkrycia” możliwości sprzedaży towaru bezpośrednio z magazynu za połowę ceny. Od tej chwili sklep przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, a rozgrywka sprowadza się do hurtowej sprzedaży, bo tylko ona okazuje się opłacalna.
Problem w tym, że mechanika ta popada w drugą skrajność. Zarabianie pieniędzy nagle staje się absurdalnie szybkie. Bez większego wysiłku jesteśmy w stanie sprzedawać setki produktów za astronomiczne kwoty, a balans ekonomii całkowicie się rozpada. W jednej chwili można generować milionowe zyski. Dla przykładu wystarczy kupić do jednej zagrody dziesięć krów, natychmiast je zabić i sprzedać hurtowo, by odzyskać ponad stukrotność początkowej inwestycji. Co istotne, gra nie nakłada na to żadnych ograniczeń. Procedurę można powtarzać bez końca i nie jest to odosobniony przypadek. Podczas gdy klasyczna sprzedaż sklepowa ciągnie się w nieskończoność i frustruje powolnym tempem, handel hurtowy sprawia wrażenie jakbyśmy korzystali z cheatów. Balans ekonomiczny leży i aż prosi się o gruntowną przebudowę.
Wspomniałem dwa akapity wcześniej o tym, że coś „odkryłem”, i nie było to słowo użyte przypadkowo. Po uruchomieniu gry zostajemy wrzuceni na głęboką wodę. Nie ma tu żadnego klasycznego samouczka ani prowadzenia za rękę, a od pierwszych minut możemy robić, co tylko chcemy. Dla wyjadaczy symulatorów sklepów, takich jak ja, nie stanowi to większego problemu. Całość jest bowiem bardzo intuicyjna i w dużej mierze powiela rozwiązania oraz mechaniki znane z innych przedstawicieli tego podgatunku. Dodatkowo wskazówki dotyczące sterowania, wyświetlane w lewym dolnym rogu ekranu, potrafią okazać się pomocne. Inaczej może to jednak wyglądać w przypadku graczy niedzielnych lub osób niezaznajomionych z tego typu produkcjami. Dla nich brak jakiejkolwiek formy porządniejszego samouczka może okazać się zwyczajnie dezorientujący. Nie oznacza to jednak, że twórcy pozostawiają graczy całkowicie samym sobie. Każdy nowy zdobyty poziom sklepu wita nas kilkoma krótkimi slajdami, które w dwóch-trzech zdaniach informują o świeżo odblokowanych elementach i ich podstawowym zastosowaniu.
O oprawie graficznej nie ma większego sensu się rozwodzić. Jak dobrze wiadomo, symulatory, a w szczególności te skupione na prowadzeniu sklepów, nigdy nie należały do ścisłej czołówki. Gra prezentuje się bardzo słabo, choć uczciwie trzeba przyznać, że na tle innych produkcji z tego segmentu widywało się już znacznie gorsze przypadki. Zdecydowanie więcej uwagi warto poświęcić ścieżce dźwiękowej, która przygrywa nam w tle w trakcie rozgrywki. Składa się ona zaledwie z dwóch utworów, jednego odtwarzanego w ciągu dnia i drugiego w nocy. Problem polega na tym, że są to zapętlone, monotonne melodie, które bardzo szybko zaczynają irytować i których zwyczajnie nie da się słuchać.
Kwestia optymalizacji również wypada dość osobliwie. Z jednej strony gra działa bardzo płynnie i pod tym względem trudno mieć poważniejsze zastrzeżenia, choć warto zaznaczyć, że testy przeprowadzane były na wysokiej klasy komputerze. Z drugiej strony uwagę zwracają dość nietypowe rozwiązania zastosowane w ustawieniach. W opcjach możemy bowiem ustawić limit liczby klatek na sekundę, wybierając spośród trzech wartości: 30, 60 lub 120 fps, bez możliwości odblokowania nielimitowanego klatkażu. Samo w sobie jest to dość nietypowe, ale można to jeszcze zaakceptować. Problem polega na tym, że po wybraniu limitu 120 fps gra w praktyce w ogóle się do niego nie stosuje. Liczba klatek potrafi utrzymywać się w przedziale 155–160 na sekundę. Na pierwszy rzut oka mogłoby to wyglądać jak bardzo pozytywne zaskoczenie, gdyby nie fakt, że produkcja ma wyraźną tendencję do częstych i zauważalnych chrupnięć. Do tego dochodzą animacje, które w wielu momentach sprawiają wrażenie pozbawionych płynności i niedopracowanych. Teoretycznie wygląda to dobrze, ale w praktyce całość pozostawia sporo do życzenia.
Ranch Farm and Store Simulator to produkcja pełna skrajności. Z jednej strony mamy do czynienia z kolejnym symulatorem sklepu, jakich na rynku miliony, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Z drugiej strony twórcy próbują tchnąć w znaną formułę odrobinę świeżości, łącząc prowadzenie sklepu z uproszczonymi elementami farmy i hodowli. Gra potrafi rozpieszczać ilością dostępnej zawartości, jednak balans ekonomii oraz tempo rozwoju sklepu zostały położone. To tytuł, przy którym można dobrze się bawić przez kilka godzin, a nawet wracać do niego od czasu do czasu, lecz im dłużej gramy, tym szybciej pojawia się zmęczenie materiałem, a nawet poczucie frustracji.
Pozostaje więc pytanie, czy 60 złotych, których życzą sobie twórcy, to cena adekwatna do oferowanej jakości. Gdyby nie fatalny balans i kilka wyraźnie niedopracowanych elementów, powiedziałbym, że jak najbardziej. Na obecnym etapie trudno jednak uznać tę kwotę za w pełni uzasadnioną. Do czasu naprawienia najważniejszych problemów rozsądniej będzie skierować uwagę ku innym przedstawicielom podgatunku symulatorów sklepów, jeśli właśnie takiej gry szukamy.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.