Gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun Bodycam, nie mogłem wyjść z podziwu nad tym, jak niesamowicie prezentuje się ta produkcja. Początkowo trudno było mi nawet uwierzyć, że to rzeczywiście gra, a nie dopracowany film aktorski zrealizowany przez zespół profesjonalistów. W czerwcu 2024 roku tytuł trafił do wczesnego dostępu i...
Gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun Bodycam, nie mogłem wyjść z podziwu nad tym, jak niesamowicie prezentuje się ta produkcja. Początkowo trudno było mi nawet uwierzyć, że to rzeczywiście gra, a nie dopracowany film aktorski zrealizowany przez zespół profesjonalistów. W czerwcu 2024 roku tytuł trafił do wczesnego dostępu i szybko okazało się, że zwiastun nie był jedynie efektowną wizytówką.
Mimo że od premiery minął już ponad rok, gra wciąż pozostaje we wczesnym dostępie. Ostatnio jednak doczekała się potężnej aktualizacji, która stała się doskonałym pretekstem do ponownego przyjrzenia się temu niezwykłemu wizualnie projektowi i sprawdzenia, jak dziś prezentuje się jedno z najbardziej fotorealistycznych doświadczeń na rynku.
Bodycam to strzelanka z perspektywy pierwszej osoby, choć w praktyce można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z czymś na kształt „drugiej osoby”. W grze nie obserwujemy akcji bezpośrednio z oczu żołnierza, lecz z kamery przymocowanej do jego wyposażenia. To subtelna, lecz istotna różnica, która diametralnie zmienia sposób odbioru rozgrywki. Obraz jest niestabilny, często niewyraźny i podatny na zakłócenia, a pole widzenia wyraźnie zawężone. Z tej perspektywy trudniej także precyzyjnie ocenić pozycję broni czy kontrolować celowanie, co znacząco wpływa na dynamikę starć.
Już na tym etapie warto zaznaczyć, że mimo pokaźnego arsenału, gracz nie ma możliwości swobodnego dobierania wyposażenia. Każda postać posiada własny, z góry narzucony ekwipunek, zależny od tego, w czyje ciało aktualnie „wchodzimy”. Po śmierci nie wracamy do tego samego żołnierza. Zamiast tego kamera przełącza się na kolejnego, często z zupełnie innym uzbrojeniem i zestawem sprzętu. To rozwiązanie działa zaskakująco dobrze. Z jednej strony potęguje realizm i nadaje starciom bardzo ludzki, surowy charakter, z drugiej dobitnie podkreśla, jak kruche jest życie żołnierza i jak niewiele trzeba, by stracił życie.
Bez wątpienia jest to jedna z najbardziej realistycznych i immersyjnych strzelanek FPS, z jakimi miałem do czynienia. Pod tym względem Bodycam potrafi zawstydzić nawet wiele produkcji VR, które z założenia mają oferować poczucie maksymalnego zanurzenia się w świecie gry. Co zatem sprawia, że ten tytuł robi tak ogromne wrażenie?
Poza wcześniej wspomnianą perspektywą kamery trzeba podkreślić całkowity brak interfejsu. Na ekranie nie zobaczymy żadnych wskaźników zdrowia, minimapy ani liczników amunicji. Gracz pozostaje zdany wyłącznie na wzrok i słuch, dokładnie tak jak żołnierz na polu walki. Dodatkowo wystarczy jeden dobrze wymierzony strzał, aby zakończyć czyjeś życie albo własne, a sama celność jest tu znacznie mniej przewidywalna niż w typowych FPS-ach. Broń zachowuje się w sposób możliwie zbliżony do rzeczywistości, z wyraźnym odrzutem, niestabilnością i ograniczoną kontrolą podczas strzelania.
Całości dopełnia fenomenalne udźwiękowienie, które jest nie tylko realistyczne, ale też niezwykle intensywne. Odgłosy wystrzałów, pogłosy w korytarzach czy dźwięk kroków potrafią wywołać autentyczne napięcie. Ogromną rolę odgrywa także oprawa wizualna. Jeśli mówić o fotorealizmie w grach, to właśnie Bodycam jest jednym z najlepszych przykładów tego zjawiska. Trudno wskazać na rynku tytuł, który wyglądałby równie realistycznie. Każdy, kto zobaczy tę grę po raz pierwszy z pewnością będzie zbierał szczękę z podłogi.
Bodycam jest tytułem nastawionym wyłącznie na rozgrywkę wieloosobową. Do dyspozycji oddano kilka trybów gry, jednak żaden z nich nie próbuje na siłę redefiniować gatunku ani wprowadzać rewolucyjnych pomysłów. Otrzymujemy klasyczny zestaw, który powinien być doskonale znany wszystkim fanom strzelanek sieciowych.
Oprócz trybu treningowego, pozwalającego zapoznać się z mechaniką i specyfiką sterowania, możemy zagrać w standardowe Deathmatch oraz Team Deathmatch, czyli klasyczną rywalizację każdy na każdego oraz drużynową. Zasady są proste: wygrywa ten, kto jako pierwszy osiągnie wymagany limit eliminacji. Dostępne są także dwa bardziej kompetetywne tryby Versus oraz Bodybomb. W obu przypadkach naprzeciw siebie stają dwie drużyny po pięciu graczy, a zwycięstwo odnosi zespół, który jako pierwszy wygra określoną liczbę rund. Versus jest wariacją klasycznego Team Deathmatcha, natomiast Bodybomb z miejsca przywodzi na myśl rozgrywkę znaną z Counter-Strike’a. Jedna drużyna próbuje podłożyć bombę w jednym z wyznaczonych punktów, druga musi ją powstrzymać lub rozbroić ładunek. Klasyka gatunku w najczystszej postaci. Dla odmiany przygotowano także tryb Gun Game, w którym każde zabójstwo skutkuje zmianą broni na kolejną z listy. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zaliczy eliminację przy użyciu całego dostępnego arsenału. Ostatnią pozycją w zestawie jest Hard Point, gdzie dwie drużyny walczą o przejęcie i jak najdłuższe utrzymanie jednego punktu kontrolnego na mapie.
Dla osób, które nie przepadają za rywalizacją z innymi graczami, twórcy przygotowali tryb zombie. Trudno nie zauważyć, że mocno przypomina on popularny tryb z serii Call of Duty, momentami wręcz aż za bardzo. Trafiamy do zamkniętej lokacji, początkowo wyposażeni jedynie w pistolet, a naszym zadaniem jest przetrwać kolejne fale nieumarłych. Możemy grać solo lub w drużynie, a wraz z postępami odblokowujemy dostęp do nowych sektorów mapy i pozyskujemy lepszą broń z porozmieszczanych skrzynek. Tryb zombie dzięki fenomenalnej oprawie audio-wizualnej okazuje się wyjątkowo stresujący, a momentami nawet straszny. Napięcie budowane przez realistyczne oświetlenie, dźwięki oraz perspektywę kamery sprawia, że potrafi przestraszyć bardziej niż niejeden tytuł grozy, który miałem okazję ograć w ostatnich latach. Szkoda tylko, że zombiaki mocno odstają wizualnie od jakości reszty gry.
Każdy z dostępnych trybów działa jak należy i potrafi dostarczyć sporo frajdy, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że Bodycamowi brakuje wyraźnej tożsamości. Poszczególne tryby sprawiają wrażenie wiernych kopii rozwiązań znanych z dużych, wysokobudżetowych produkcji. Nie jest to wykonane źle, ale jednocześnie próżno tu szukać czegoś naprawdę świeżego lub choćby minimalnie innowacyjnego. Mimo tego sama rozgrywka pozostaje bardzo przyjemna i wyjątkowo satysfakcjonująca. Bodycam to strzelanka jedyna w swoim rodzaju, która nie opiera się wyłącznie na fotorealistycznej oprawie. Pod warstwą wizualnego zachwytu kryje się solidny i dobrze zaprojektowany shooter. Gra sprawia autentyczną radość, pod warunkiem że nie przeszkadza wam odejście od klasycznej formuły znanej z takich serii jak Battlefield czy Call of Duty.
Choć w momencie pisania tego artykułu Bodycam nie cieszy się szczególnie dużą popularnością i według danych serwisu steamdb przyciąga zaledwie od około trzystu do tysiąca graczy dziennie, nie ma obaw, że zabraknie nam towarzystwa do rozgrywki. Większość serwerów uzupełnia wolne miejsca botami, co oznacza, że praktycznie zawsze znajdzie się ktoś, do kogo można strzelać. Inna sprawa, że inteligencja owych botów pozostawia wiele do życzenia. Są one wyjątkowo nieudolne i nie potrafią skutecznie wykonywać żadnych działań, zarówno po naszej stronie, jak i po stronie przeciwnika. W efekcie pełnią funkcję jedynie symbolicznego wypełnienia serwera, a nie realnych przeciwników czy sprzymierzeńców.
Na ten moment gra oferuje dziesięć map przeznaczonych do trybów wieloosobowych oraz dwie lokacje stworzone z myślą o trybie zombie. Każda z nich jest niewielka i wyjątkowo klaustrofobiczna, ale jednocześnie zaprojektowana z dużą dbałością o detale i funkcjonalność. Twórcy wyraźnie podeszli do projektowania poziomów z głową. Mapy są dopracowane wizualnie, pełne szczegółów i co najważniejsze dobrze zbalansowane. Dzięki temu rozgrywka rzadko sprawia wrażenie chaotycznej, a starcia są intensywne, lecz uczciwe i czytelne.
Niestety Bodycam nie jest produkcją pozbawioną wad. O słabej sztucznej inteligencji botów już wspominałem, a to dopiero początek listy problemów. Optymalizacja stoi na przyzwoitym poziomie, jednak trudno nazwać ją wzorową, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę tak wysoki poziom szczegółowości graficznej. Mało estetyczne menu główne nie zachwyca, choć animowane tło z żołnierzem prezentuje się świetnie. Zawartość gry pozostaje skromna i mimo kilku aktualizacji wciąż brakuje jej większego urozmaicenia. Na tym tle szczególnie źle wypada system mikropłatności. Gra dosłownie zalewa gracza płatnymi skórkami do broni, żołnierzy czy naszywek. Co gorsza, ceny tych elementów są często absurdalnie wysokie. Trudno zaakceptować fakt, że po zakupie dość drogiego tytułu jesteśmy nieustannie zachęcani do wydawania kolejnych i to niemałych pieniędzy.
Bodycam zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie i z przyjemnością wrócę do tej gry, gdy twórcy dodadzą więcej zawartości i doszlifują to, co jeszcze wymaga poprawy. Bawiłem się przy tym tytule zaskakująco dobrze, choć początkowo obawiałem się, że ta produkcja będzie niczym więcej jak zwykłym pokazem możliwości graficznych silnika Unreal Engine 5.5. Na szczęście poza zachwycającą oprawą wizualną otrzymaliśmy również solidną, satysfakcjonującą i wyjątkowo realistycznie wyglądającą rozgrywkę. To produkcja zdecydowanie warta uwagi, ale z jednym poważnym zastrzeżeniem. Polska cena wynosząca 161,99 zł jest zwyczajnie nieproporcjonalna do obecnej zawartości gry. Bodycam nadal znajduje się we wczesnym dostępie, oferuje stosunkowo niewiele trybów i map, a choć prezentuje się świetnie wizualnie i brzmi doskonale, trudno uznać tę kwotę za adekwatną. Dla wielu potencjalnych graczy może ona okazać się barierą nie do przeskoczenia.
Artykuł oparty o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do artykułu została podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.