1

Zapewne przynajmniej część z was kojarzy redakcję gamingową arhn.eu, której twarzą jest nieoceniony Arkadiusz “Archon” Kamiński. Znany jest on przede wszystkim ze swojego zamiłowania do retro, a także do… świnek morskich. Nie uszło to uwadze jednemu z niezależnych developerów, który postanowił stworzyć niewielką grę na legendarnego NES-a zatytułowaną Gruniożerca, w której wcielaliśmy się w uroczego gryzonia imieniem Grunio. Produkcja okazała się na tyle dużym sukcesem, że dwóch kolejnych twórców zdecydowało się przygotować następne odsłony serii. W ten sposób doczekaliśmy się trzech części, które ostatecznie trafiły także na nowoczesne konsole. Pozostaje jednak kluczowe pytanie: czy Gruniożerca Trilogy to zestaw solidnych gier, czy raczej próba łatwego zarobku na fanach twórczości redakcji? Na szczęście mamy w tej sprawie dobre wieści.

Zestaw składa się z trzech w pełni odrębnych gier, dlatego najlepiej omówić każdą z nich osobno. Choć wszystkie łączy ten sam bohater i stylistyka nawiązująca do klasycznych produkcji z NES-a, to pod względem mechanik, tempa rozgrywki oraz pomysłów na poziomy każda część oferuje nieco inne doświadczenie.

Gruniożerca

Pierwszy Gruniożerca to najprostsza odsłona w całym zestawie, co jednak wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z grą słabą. Produkcja bazuje na znanym i wielokrotnie wykorzystywanym pomyśle rozgrywki, ale realizuje go w sposób na tyle sprawny, że trudno się przy niej nudzić. Wcielając się w uroczą kawię domową, trafiamy na niewielką planszę, na której z nieba bezustannie spadają marchewki. Naszym zadaniem jest biegać od lewej do prawej strony ekranu i łapać je wszystkie.

Na tym jednak nie kończy się wyzwanie, ponieważ marchewki występują w różnych kolorach. Aby móc je bezpiecznie zbierać, musimy na bieżąco dopasowywać kolor pyszczka naszego bohatera do barwy spadających przysmaków. Błąd w wyborze koloru lub pominięcie marchewki kończy się utratą życia, a po stracie wszystkich trzech gra bezlitośnie pokazuje nam ekran Game Over. Celem rozgrywki jest przetrwać jak najdłużej i wykręcić jak najwyższy wynik.

Sam pomysł jest w gruncie rzeczy bardzo prosty, jednak wykonanie zasługuje na uznanie. Trudno znaleźć tu poważne uchybienia. Sterowanie działa bez zarzutu, świniak jest responsywny, potrafi się rozpędzać, by w porę dobiec na drugi koniec planszy, a rosnący z czasem poziom trudności dostarcza solidnej dawki adrenaliny. Pierwszy Gruniożerca jak najbardziej sprawia frajdę, choć znalazłbym tu miejsce na jedną drobną poprawkę. Zmiana koloru pyszczka odbywa się przy użyciu jednego przycisku, co jest w pełni zrozumiałe w kontekście oryginalnej wersji na NES-a i ograniczonego kontrolera tej konsoli. W przypadku portu na współczesne platformy aż prosi się jednak o możliwość przypisania konkretnych kolorów do osobnych przycisków. Cztery barwy aż idealnie pasują do standardowego układu przycisków na padach dzisiejszych konsol, a takie rozwiązanie byłoby znacznie wygodniejsze niż przeklikiwanie się przez wszystkie kolory po kolei.

W grze dostępna jest cała galeria tych uroczych zwierzaków. Jednak by odblokować dane zdjęcie, musimy wcześniej się wykazać we wszystkich trzech grach.

Gruniożerca 2: The Great Cavy Rescue!

Gruniożerca 2 to moment, w którym seria wyraźnie nabiera rozpędu i zaczyna robić się naprawdę interesująco. Archon znika w tajemniczych okolicznościach, a zaniepokojony Grunio wyrusza na wyprawę ratunkową, by odnaleźć swojego opiekuna. Twórcy przygotowali dwadzieścia cztery poziomy, przeplatane krótkimi i zabawnymi dialogami z udziałem pędzącej na ratunek świnki morskiej.

Rozgrywka przybiera tu formę logiczno-zręcznościowej zabawy. Zasady są bardzo proste: na każdej planszy musimy odnaleźć klucz, a następnie dotrzeć do otwieranych nim drzwi. Opcjonalnie możemy zbierać poukrywane marchewki, które stanowią dodatkowe wyzwanie dla bardziej ambitnych graczy i naturalnie podnoszą poziom trudności.

Aby ukończyć każdy etap, musimy przede wszystkim umiejętnie wykorzystywać dostępne na planszy klocki. Możemy je podnosić i umieszczać w wybranych przez siebie miejscach tak by tworzyć nowe platformy i ścieżki prowadzące do celu. Dzięki temu gra wymaga zarówno sprytu jak i sprawnego planowania następnych ruchów.

Pomysł na grę jest bardzo ciekawy, a ona sama potrafi wciągnąć. Jak można się domyślić, pierwsze poziomy są stosunkowo proste i można je ukończyć niemal z marszu, jednak z czasem poprzeczka zaczyna być podnoszona coraz wyżej. Przy kilku planszach musiałem porządnie wysilić szare komórki, by znaleźć poprawne rozwiązanie, ale satysfakcja po przejściu trudniejszego etapu jest ogromna.

Podobnie jak w przypadku pierwszej części, mamy tu do czynienia z solidną i przyjemną grą, choć również tym razem znalazło się jedno istotne zastrzeżenie. Produkcja jest zwyczajnie nieintuicyjna. Gra wrzuca nas na planszę bez jakiegokolwiek wprowadzenia i każe radzić sobie samemu, co szczególnie dotyczy sterowania. Oczywiście można powiedzieć, że dawniej tak właśnie się projektowało gry, ale nie oznacza to wcale, że “kiedyś to ku*ła było lepiej, pjoter”. Warto też pamiętać, że różnica między prostym kontrolerem NES-a a współczesnym padem jest ogromna. W przypadku klasycznego sprzętu szybko dało się zorientować w funkcjach przycisków. Współczesne kontrolery mają ich znacznie więcej, co utrudnia intuicyjne poznanie obsługi gry. A to potrafi być nieco frustrujące. Na szczęście gdy już opanujemy tę specyficzną przyciskologię, czeka na nas naprawdę solidna i satysfakcjonująca retro przygoda.

Gruniożerca 3: The Great Cavy Clean-Up!

Na koniec zostaje moja ulubiona część całego zestawienia, czyli Gruniożerca 3.

I tym razem Archon znika, choć słowo „zaginął” byłoby tu lekką przesadą. Biedny opiekun energicznych świnek musi na chwilę opuścić dom, zostawiając swoich podopiecznych samych sobie z całymi tonami zabawek. Efekt nietrudno przewidzieć. Dom zamienia się w jedno wielkie pobojowisko. Świniaczki nie zamierzają jednak zostawiać ot tak bajzlu i czekać z założonymi łapkami. Decydują się posprzątać wszystko nim Archon powróci. Twórcy ponownie oddają do naszej dyspozycji dwadzieścia cztery plansze, tym razem wypełnione w całości logicznymi zagadkami. Kolejne etapy, podobnie jak wcześniej, przeplatane są krótkimi, zabawnymi dialogami świnek morskich.

Zasady rozgrywki są jeszcze prostsze niż w poprzedniej odsłonie. Sterując Gruniem, musimy oczyścić całą planszę z klocków, po których się poruszamy, a następnie dotrzeć do norki wyjściowej. Każdy kafelek znika w momencie, gdy po nim przejdziemy, dlatego kluczem do sukcesu jest precyzyjne zaplanowanie trasy. Musimy jednym ciągiem usunąć wszystkie pola i na końcu znaleźć się przy wyjściu. Naturalnie, kolejne poziomy są coraz bardziej skomplikowane i wprowadzają nowe typy klocków o unikalnym działaniu, skutecznie podkręcając poziom trudności.

Gruniożerca 3 nie jest może tak wymagający jak druga odsłona, jednak to właśnie on dostarczył mi najwięcej frajdy i satysfakcji z całego zestawu. Trudno mi tu wskazać jakiekolwiek poważne wady. Plansze są pomysłowe, dobrze zaprojektowane i dają dużo przyjemności z rozwiązywania kolejnych zagadek. Jedyne, czego można żałować, to ich liczba. Zdecydowanie chętnie zobaczyłbym tu więcej poziomów, bo gra zwyczajnie kończy się zbyt szybko.

Toż to świństwo!

Gruniożerca Trilogy to udana kompilacja oraz solidny port trzech fanowskich produkcji poświęconych uroczym świnkom morskim. Każda z gier jest na swój sposób inna, a jednocześnie każda potrafi wciągnąć i dostarczyć sporo frajdy. Jedyne, do czego mogę się realnie przyczepić, to mało intuicyjne sterowanie oraz brak kilku przydatnych usprawnień z kategorii quality of life. Rozumiem, że całość ma być możliwie wierna duchowi retro, by jak najmocniej uderzyć w nostalgiczne struny i w tym aspekcie radzi sobie wyśmienicie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że nie wszystkie stare rozwiązania dobrze zniosły próbę czasu. Wprowadzenie kilku współczesnych usprawnień byłoby tu jak najbardziej na miejscu, nawet jeśli całkowicie opcjonalnych i ukrytych w ustawieniach. Przykładem może być kwestia zapisu postępu. Doskonale pamiętam czasy, gdy trzeba było zapisywać na kartce kody do poziomów i wspominam to z sentymentem. Problem w tym, że po ponad dwudziestu latach człowiek przywykł już do znacznie większej wygody, a brak nawet podstawowej opcji zapisu czy powrotu do ostatnio ukończonego poziomu potrafi być zwyczajnie irytujący. Brak nawet opcjonalnego zapisu bywa uciążliwy, o czym boleśnie przekonałem się podczas rozgrywki w Gruniożercę 2. Przez przypadek wróciłem do menu, a ponieważ nie zapisywałem kodów, musiałem zaczynać wszystko od początku. Łatwo sobie wyobrazić moją frustrację, gdy okazało się, że muszę zaczynać całą przygodę od zera.

Jasne, całość jest niezwykle przyjemna i satysfakcjonująca, a retro powrót można uznać za w pełni udany. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że każda z tych gier ma swoje drobne potknięcia. Warto przy tym pamiętać, że wszystkie trzy odsłony to produkcje fanowskie, które można znaleźć w internecie i ograć całkowicie za darmo, w pełni legalnie. Gruniożerca Trilogy jest natomiast zbiorem wszystkich trzech gier w jednej paczce, dostępnym na nowoczesnych platformach w cenie oscylującej wokół trzydziestu złotych. To zakup, który można potraktować jako formę podziękowania twórcom za włożoną pracę i pasję. Szkoda jedynie, że w płatnej wersji nie pokuszono się choćby o kilka symbolicznych nowych poziomów, które oprócz galerii dodatkowo uatrakcyjniłyby cały zestaw. Ostatecznie jest to pozycja jak najbardziej godna polecenia, choć trzeba mieć świadomość, że nie jest to zestaw, który przypadnie do gustu każdemu graczowi. Jeśli jednak kochasz retro klimat i nieskomplikowaną, ale pomysłową rozgrywkę, trudno o lepszą propozycję w tej niszy.

Recenzja oparta o wersję gry na Nintendo Switch 2.
Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.

8.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
9.0
Udźwiękowienie
9.0
Gameplay
8.0
Zawartość
7.0
Strona techniczna
7.0
Ocena ogólna
8.0
Zalety
  • Trzy tytuły w jednym

  • Każda gra jest bardzo pomysłowa

  • Zagadki wymagające ruszenia głową

Wady
  • Przydałoby się tu parę usprawnień quality of life

  • Sterowanie z początku bywa nieintuicyjne

  • Przydałoby się więcej plansz

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *