Twórcy świetnie przyjętego Tetris Effect powracają z kolejną produkcją. Tym razem sięgają po markę mniej rozpoznawalną, lecz w żadnym razie nie gorszą. Sprawdźmy jak poradzili sobie z odświeżeniem nieco zapomnianego już Lumines w najnowszej odsłonie zatytułowanej Lumines Arise. Początków marki Lumines możemy szukać w 2004 roku wraz z premierą...
Twórcy świetnie przyjętego Tetris Effect powracają z kolejną produkcją. Tym razem sięgają po markę mniej rozpoznawalną, lecz w żadnym razie nie gorszą. Sprawdźmy jak poradzili sobie z odświeżeniem nieco zapomnianego już Lumines w najnowszej odsłonie zatytułowanej Lumines Arise.
Początków marki Lumines możemy szukać w 2004 roku wraz z premierą na konsoli przenośnej PSP. Od tamtej pory ukazało się nieco ponad dziesięć różnych odsłon serii, które łącznie sprzedały się w imponującej liczbie dwóch i pół miliona egzemplarzy na całym świecie. Choć może się to wydawać wynikiem godnym uznania, w praktyce marka nie zdołała przebić się do mainstreamu. Ten stan rzeczy postanowili odmienić twórcy z Enhance oraz Monstars Inc., przygotowując własną interpretację tego tytułu i wzbogacając ją o charakterystyczne efekty audiowizualne znane z chociażby Tetris Effect.
Nie będę ukrywał, Lumines Arise to moja pierwsza styczność z tą serią. Podchodząc do tej produkcji nie znałem jej zasad, a samouczek niewiele mi w tej kwestii pomógł. Na szczęście wystarczyło kilka rozgrywek, by w pełni zrozumieć mechanikę oraz dostępne sztuczki. Pod tym względem gra jest bardzo intuicyjna i łatwa do przyswojenia. Jednocześnie należy do tych tytułów, których można szybko się nauczyć, lecz opanowanie ich do perfekcji wymaga znacznie większego wysiłku.
Zasady Lumines Arise są zaskakująco proste. W tej muzyczno logicznej grze naszym zadaniem jest układanie spadających klocków o wymiarach dwa na dwa złożonych z dwóch kolorów tak, aby tworzyć z nich większe jednokolorowe bloki. Haczyk polega na tym, że w przeciwieństwie do takiego powiedzmy Tetrisa, bloki nie znikają od razu, lecz dopiero w momencie gdy przesuwająca się w rytm muzyki pionowa linia przejdzie przez ułożone pola. Im więcej dużych bloków i kombinacji uda nam się stworzyć, tym wyższy wynik punktowy osiągniemy. Trzeba jednak uważać, ponieważ plansza z czasem zaczyna się coraz bardziej zapełniać, a tempo rozgrywki rośnie. W efekcie musimy układać klocki coraz szybciej i coraz dokładniej.
Sama rozgrywka jest po prostu w porządku. Gra potrafi dostarczyć sporo frajdy, a przede wszystkim bywa niezwykle satysfakcjonująca. Szczególnie wtedy, gdy uda nam się uporządkować klockowy chaos, który sami stworzyliśmy i ostatecznie wygrać daną planszę lub całą sekwencję plansz. Mimo tego Lumines Arise nie zdołało pochłonąć mnie tak bardzo jak Tetris Effect, przy którym potrafiłem spędzać długie godziny i wciąż mieć ochotę na więcej. Lumines Arise jest produkcją porządną i solidną, lecz niczym ponad to.
W jednym aspekcie twórcy pozostają absolutnie niedoścignieni i ponownie udowadniają to przy okazji Lumines Arise. Mowa o oprawie audiowizualnej, która jest prawdziwą ucztą dla zmysłów. Jeśli szukacie gry potrafiącej sprawić, że szczęka opadnie wam na podłogę i długo jej nie podniesiecie, właśnie ją znaleźliście. Z kolei, jeśli mieliście styczność z Tetris Effect, doskonale wiecie czego możecie się spodziewać po Lumines Arise.
W teorii przez całą grę obserwujemy jedną i tę samą planszę, na której niezmiennie układamy jednokolorowe bloki. W praktyce oglądamy jednak spektakularne widowisko przypominające pokaz fajerwerków albo dronów. W tle stale dzieje się coś efektownego, lecz nie tylko tam, ponieważ także na samej planszy potrafią pojawiać się rozmaite elementy. Bloczki zmieniają wygląd i kształt w czasie rzeczywistym, a całości dopełniają rozbudowane i niezwykle widowiskowe efekty. Można odnieść wrażenie jakby na etapie projektowania postawiono na pełną przesadę. I wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze? Czytelność gry na tym ani trochę nie traci. Oglądamy piękne widowisko, a jednocześnie możemy bez trudu skupić się na samej rozgrywce.
Równie istotna jest oprawa dźwiękowa i muzyczna. Słuchając Lumines Arise czujemy się, jakby pan Jezusek bosymi stópkami masował nasze uszy. Każdy efekt dźwiękowy brzmi wyjątkowo czysto i przyjemnie, a całość potrafi wywołać prawdziwe uniesienie. Dodatkowym atutem jest to, że wszystkie dźwięki reagują na nasz styl gry i dopasowują się do sposobu, w jaki układamy klocki tworząc harmonijną i niezwykle satysfakcjonującą kompozycję. Muzyka autorstwa Takako Ishidy oraz Hydelic również stoi na najwyższym poziomie. Rozpiętość gatunkowa jest tu ogromna, a każdy utwór dostarcza własnych intensywnych wrażeń. Lumines Arise to zatem prawdziwa uczta dla oczu i uszu. Nawet jeśli sama rozgrywka nie przypadnie wam do gustu, oprawa audiowizualna z pewnością to zrobi.
Podobnie jak w poprzednich produkcjach twórców także Lumines Arise można ogrywać w trybie VR. Postanowiłem go przetestować, podłączając do komputera gogle Oculus Quest 3. I szczerze mówiąc w tym trybie gra dostarcza znacznie więcej frajdy, choć warto zaznaczyć, że cierpi na tym oprawa graficzna. Wszystkie efekty i charakterystyczne wizualne fajerwerki wciąż są obecne, lecz gra traci na rozdzielczości, ostrości obrazu i wygładzaniu krawędzi. Warto przy tym dodać, że przez cały czas korzystałem z najwyższych ustawień graficznych.
Muszę też dodać ostrzeżenie, choć może to być kwestia indywidualna. Po około godzinie rozgrywki moje oczy zaczynały boleć od natłoku efektów i intensywności oprawy. Dotyczyło to zarówno wersji podstawowej, jak i VR.
Tutaj również muszę pochwalić twórców za to, jak dopracowali optymalizację gry. Lumines Arise testowałem na wydajnym komputerze wyposażonym między innymi w procesor Ryzen 7 9800X3D oraz kartę graficzną RTX 5080. Pierwsze uruchomienie i wejście do ustawień lekko mnie zaniepokoiło, ponieważ gra poprawnie wykryła rozdzielczość 4K, lecz wszystkie pozostałe suwaki graficzne były ustawione na Średnie. Postanowiłem jednak zaryzykować i przesunąć je na Ultra, i nie zawiodłem się. Gra prezentowała się fenomenalnie, a jednocześnie utrzymywała stabilne 240 klatek na sekundę bez najmniejszych spadków. To właśnie nazywam porządną optymalizacją.
Jeśli chodzi o zawartość, jest tu naprawdę sporo do roboty. Przynajmniej przez pierwszych kilka, a nawet kilkanaście godzin. Do naszej dyspozycji oddano aż trzydzieści pięć przepięknych poziomów, które możemy rozgrywać w dowolny sposób, choć najpierw trzeba je odblokować, przechodząc tryb Podróży. Ten z kolei dostępny jest na trzech poziomach trudności. Oprócz trybu “fabularnego” i swobodnej gry twórcy przygotowali ponad sześćdziesiąt zadań, dziewięć wyzwań opartych na nieco zmodyfikowanych zasadach klasycznego Lumines oraz tryb multiplayer, w którym możemy zmierzyć się z innymi graczami.
Za wykonywanie misji i rozgrywanie gier otrzymujemy specjalną walutę. A po co nam ona? Cóż… na gachę. Za trzysta monet możemy wylosować jeden z setek, jeśli nie tysięcy elementów kosmetycznych dla naszego awatara. Możemy go oglądać w menu, podczas gry, w hubie trybu multiplayer, a także mogą go zobaczyć inni gracze w trakcie swoich rozgrywek. To drobiazg, ale sprawia przyjemność i daje powód, by spędzić z Lumines Arise więcej czasu niż tylko kilka godzin potrzebnych na ukończenie trybu Podróży oraz kolejnych paru na misje i wyzwania.
Twórcy z Enhance i Monstars Inc. ponownie nie zawiedli, dostarczając naprawdę udaną produkcję, przy której można miło spędzić czas. Nie będę ukrywał, Lumines Arise nie wciągnęło mnie aż tak jak legendarny Tetris, jednak wciąż jest to solidny tytuł potrafiący bawić i dawać sporo satysfakcji. Co najważniejsze, stanowi prawdziwą ucztę dla oczu i uszu, dzięki czemu każda minuta spędzona z tą grą ma w sobie coś magicznego. Wygląda przepięknie, działa bardzo dobrze, a fani personalizacji postaci z pewnością nie będą narzekać.
Narzekać można natomiast na mało czytelny samouczek dla nowych graczy oraz na fakt, że mimo wszystko gra po kilku godzinach zaczyna nużyć i zostajemy przy niej głównie ze względu na oprawę audiowizualną. Jeśli chodzi o tryby rozgrywki, choć nie można im odmówić liczebności, mogłoby być ich nieco więcej i mogłyby oferować większą różnorodność. Na szczęście z tego co mi wiadomo twórcy nie planują szybkiego porzucenia tej produkcji. Tak czy inaczej, Lumines Arise to tytuł wart polecenia zarówno miłośnikom marki, jak i fanom poprzednich gier studiów. Również nowi gracze mogą znaleźć tu coś dla siebie.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj karcianki, symulatory i rogue-like’i. Wielki fan Persony i Undertale. Fanatyk gier fabularnych RPG (m.in. Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy).