A gdyby połączyć utalentowanych developerów ze starego Telltale Games, odpowiedzialnych za takie perełki jak uwielbiane przeze mnie i miliony graczy The Walking Dead, The Wolf Among Us oraz Tales from the Borderlands z ekipą Critical Role, czyli najsłynniejszą i najpopularniejszą grupą graczy gier TTRPG na świecie, którzy dodatkowo są...
A gdyby połączyć utalentowanych developerów ze starego Telltale Games, odpowiedzialnych za takie perełki jak uwielbiane przeze mnie i miliony graczy The Walking Dead, The Wolf Among Us oraz Tales from the Borderlands z ekipą Critical Role, czyli najsłynniejszą i najpopularniejszą grupą graczy gier TTRPG na świecie, którzy dodatkowo są znakomitymi aktorami głosowymi? Czy takie połączenie może zakończyć się czymś dobrym? Na to pytanie odpowiada pierwsze dzieło studia AdHoc zatytułowane Dispatch.
Stara, dobra szkoła
Jeśli mieliście przyjemność obcowania z którymkolwiek z tytułów starego lub nowego Telltale Games albo z serią Life is Strange, Dispatch raczej was nie zaskoczy. To ta sama sprawdzona formuła. Cała gra przypomina interaktywny film lub serial, przy którym można wygodnie rozsiąść się na kanapie i po prostu oglądać rozwijającą się historię. Od czasu do czasu pojawia się konieczność wyboru jednej z opcji dialogowych ograniczonych czasowo, podjęcia decyzji lub udziału w quick time evencie, choć te ostatnie można wyłączyć w menu i skupić się wyłącznie na serialowej stronie zabawy. Pod tym względem Dispatch nie wprowadza nic nowego do formuły, czego starzy wyjadacze by nie znali.
Rozgrywka jest niezwykle prosta i chwilami może sprawiać wrażenie niemal nieistniejącej, ale nie stanowi to żadnej wady. Quick time eventy są satysfakcjonujące i nagradzają poprawne reakcje efektownymi scenami. Nawet ich niepowodzenie nie zawsze działa na naszą niekorzyść, ponieważ często prowadzi do zabawnych lub nawet ciekawszych sytuacji niż te wynikające z poprawnego wykonania. Presja czasowa przy wyborze opcji dialogowych lub decyzji skutecznie buduje napięcie, a każde działanie sprawia wrażenie realnego wpływu na dalszy bieg wydarzeń. Ale czy faktycznie tak jest? Do tego tematu wrócę nieco później.
Zanim jednak przejdę dalej, muszę wyznać, że nie powiedziałem całej prawdy. To o czym wspomniałem wyżej stanowi jedynie pierwszą połowę tego, co czeka nas w każdym epizodzie. Druga połowa skupia się na wykonywaniu obowiązków dyspozytora ratunkowej linii superbohaterskiej. Jako swoisty dowódca drużyny odbieramy zgłoszenia i wysyłamy na akcje tych superbohaterów, których uznamy za najlepiej przygotowanych do danego zadania. Choć brzmi to prosto, w praktyce wymaga od nas dużo planowania, podejmowania ryzyka i decyzji niosących realne konsekwencje.
Każdy bohater różni się od pozostałych nie tylko charakterem, lecz także zestawem umiejętności i zdolności. Każda postać dysponuje pięcioma statystykami, a są to Vigor (wytrzymałość), Mobility (szybkość), Charisma (charyzma), Combat (walka) i Intellect (inteligencja). Już od początku widać, że bohaterzy są ukierunkowani na jedną lub dwie z tych cech, dlatego każda postać lepiej nadaje się do innego zadania. Postać obdarzona wysoką inteligencją lepiej poradzi sobie z rozbrojeniem bomby, tę z dużą charyzmą wyślemy do uspokojenia panikujących cywilów, a kogoś kto najlepiej radzi sobie w walce skierujemy tam, gdzie potrzeba siły. Do części zadań możemy wysłać więcej niż jednego bohatera, co zwiększa szansę na sukces. Po każdym ukończeniu zgłoszenia gra pokazuje nam procentową szansę powodzenia misji i sprawdza jak dobrze nam poszło. Im lepiej dopasujemy bohaterów do charakteru zadania, tym większe mamy prawdopodobieństwo pozytywnego zakończenia akcji.
Za udane wykonywanie zadań bohaterowie zdobywają punkty doświadczenia, które można przeznaczać na rozwijanie wybranych statystyk. Nie jesteśmy przy tym ograniczeni do umiejętności, w których dana postać była najlepsza na początku przygody. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z bezmyślnego mięśniaka zrobić Einsteina. Dodatkowo, im więcej misji wykonamy z sukcesem, tym szybciej awansujemy w dyspozytorskiej hierarchii. A to z kolei otwiera przed nami dodatkowe bonusy, jak choćby możliwość wyleczenia rannego bohatera.
Jak wspomniałem wcześniej każdy heros jest inny. Różnią się charakterami i doświadczeniami życiowymi, które mogą im pomóc lub przeszkodzić w niektórych akcjach. Dochodzą do tego ich unikalne zdolności, takie jak niewidzialność, latanie czy manipulowanie ogniem. Jeśli to wciąż za mało, gra oferuje także synergie. Gdy dwójka bohaterów dobrze się rozumie lub zwyczajnie się lubi, ich współpraca zwiększa szanse powodzenia misji. Nie brakuje też różnych efektów specjalnych nakładanych przez bohaterów, które mogą leczyć, wzmacniać, klonować i wiele więcej.
Zgłoszeń pojawia się jednocześnie często naprawdę sporo, a na podjęcie każdego i przydzielenie odpowiednich bohaterów mamy ograniczony czas. Trzeba też pamiętać, że wykonywanie już przyjętych misji zajmuje chwile i po ich ukończeniu bohaterowie potrzebują odpoczynku. Wszystko to sprawia że choć na pierwszy rzut oka rozgrywka wydaje się prosta, w rzeczywistości mamy do czynienia z lekką, ale zaskakująco angażującą strategią pełną decyzji i ryzyka. I uwierzcie mi, to potrafi być niezwykle wciągające, przyjemne i ostatecznie bardzo satysfakcjonujące.
Warto jeszcze symbolicznie wspomnieć o drobnej minigierce związanej z hakowaniem, która pełni jedynie rolę krótkiego przerywnika od pracy dyspozytora oraz od oglądanego serialu. Polega ona na poruszaniu się niewielką bryłą po kilku ścieżkach i zazwyczaj na dotarciu do wskazanego miejsca. Na drodze pojawiają się zablokowane przejścia wymagające wpisania odpowiedniej sekwencji, czasem konieczne jest jej wcześniejsze odnalezienie i zapamiętanie, co jakiś czas musimy uciekać przed antywirusem, a innym razem przenieść ładunek elektryczny z jednego punktu do drugiego. Minigierka jest bardzo prosta i jako krótki przerywnik sprawdza się poprawnie, jednak niczym szczególnym się nie wyróżnia.
Pan redaktor zapamięta to…
Świat gry zamieszkują zarówno zwykli ludzie, jak i osoby obdarzone wyjątkowymi mocami, co naturalnie prowadzi do obecności superzłoczyńców oraz superbohaterów. W Dispatch wcielamy się w Roberta Robertsona III, którego alter ego to Mecha-man. Robert nie posiada żadnych nadnaturalnych zdolności, jest zwykłym człowiekiem potrafiącym walczyć, a swoje bohaterskie czyny najczęściej wykonuje z wnętrza mechanicznego pancerza. Podczas jednej z ostatnich akcji stracił jednak swój kombinezon i tym razem nie był w stanie go odbudować. Uznał więc że czas przejść na bohaterską emeryturę. Właśnie wtedy otrzymał propozycję objęcia stanowiska dyspozytora i dowódcy jednej z superbohaterskich drużyn. Oferta była z gatunku tych nie do odrzucenia, nie miał więc wyboru jak tylko ją przyjąć. Nie zdawał sobie jednak jeszcze sprawy z tego, że powierzona mu grupa uchodzi za najgorszą ekipę w całej organizacji, a jej członkowie to byli złoczyńcy, którzy zdecydowanie nie należą do najbardziej ułożonych czy przyjaznych osób, a z pewnością nie do tych, którzy słuchają kogokolwiek.
Więcej zdradzać nie będę, ponieważ tę historię trzeba poznać samemu. Powiem to jednak wprost. W 2025 roku ukazało się wiele znakomitych gier i wiele z nich mogło pochwalić się świetnymi scenariuszami. Mimo to uwierzcie mi, gdy mówię że w kwestii opowiadanej historii Dispatch jest absolutnym liderem. Przejście każdego z ośmiu epizodów zajmuje około godziny lub maksymalnie półtorej, a mimo to ma się wrażenie jakby minęło jedynie kilka minut. Odcinki mijają błyskawicznie i jedyne czego chcemy po ich ukończeniu to jeszcze więcej. Śledzenie tej pozornie prostej, a jednak zaskakująco wielowątkowej opowieści wciąga jak studnia bez dna. Każde wydarzenie obserwujemy z pełnym zaangażowaniem, przeżywając całą gamę emocji. Ten gamingowy serial nie ma słabych epizodów. Każdy z nich jest mocny na swój sposób i każdy zostawia gracza z naprawdę intensywnymi odczuciami.
Obok świetnie napisanej historii ogromne wrażenie robią również wyraziści bohaterowie. Widać że scenarzyści włożyli całe serce w stworzenie nie tylko postaci pierwszoplanowych, ale także pobocznych i epizodycznych. Każda z nich ma własny charakter i własną historię. Każdą potrafimy zrozumieć, a w wielu przypadkach także polubić i się z nią zżyć. Nawet najbardziej narcystyczny dupek potrafi zdobyć naszą sympatię i skłonić do kibicowania mu. Czuć że bohaterowie są tu przedstawieni jako ludzie z krwi i kości z pełnym bagażem doświadczeń. Za tę warstwę należy się scenarzystom ogromne uznanie.
Nie mogę jednak pominąć tematu, który powraca przy każdej kolejnej grze z tego podgatunku gier narracyjnych. Czy nasze wybory mają znaczenie? Czy mają realny wpływ na przebieg historii? I tak, i nie. Fabuła ma z góry ustalony kierunek i nie możemy zmienić jej ogólnego biegu. Nie należy więc oczekiwać całkowicie odmiennych epizodów w zależności od wcześniejszych decyzji. Podobnie jak w innych grach tego typu jesteśmy prowadzeni po sznurku od początku do końca.
Nie oznacza to jednak że nasze decyzje są całkowicie pozbawione znaczenia. W zależności od tego jak postępujemy inni bohaterowie inaczej nas traktują. Niektóre wybory są nam później wypominane i pojawiają się w dialogach choć zazwyczaj są to subtelne dodatki. Na szczęście obok takich drobnych smaczków pojawiają się także decyzje mające większy wpływ. Potrafią odblokować nowe sceny, zmienić lub usunąć inne, a niekiedy nawet modyfikują samą rozgrywkę. Dlatego mimo że nie mamy tu pełnej nieliniowości nasze wybory wciąż mają do pewnego stopnia znaczenie.
Super gra o superbohaterach
Świetna historia oraz wciągający gameplay to nie jedyne atuty Dispatch. Warto również wyróżnić przepiękną, dopracowaną kreskówkową oprawę graficzną oraz płynne i niezwykle przyjemne dla oka animacje. Całość dopełnia fenomenalna ścieżka dźwiękowa, która nadaje klimatu, doskonale współgra z wydarzeniami na ekranie, podkreśla emocje i przy okazji świetnie wpada w ucho.
Pod względem technicznym gra działa stabilnie, nie napotkałem żadnych zauważalnych błędów, a optymalizacja utrzymuje stały klatkarz nawet w rozdzielczości 4K. Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć że opcji graficznych praktycznie nie ma, a sama gra jest zablokowana na 60 klatkach na sekundę. W wielu innych tytułach byłoby to powodem do krytyki, lecz w tym przypadku jest to decyzja w pełni uzasadniona. Dispatch jest animowanym serialem, nawet jeśli interaktywnym. W animacjach oczekuje się spójnej jakości obrazu i jednolitej liczby klatek, zbliżonej do standardów filmowych. Większość filmów i animacji powstaje w 24 klatkach na sekundę, rzadziej w 30, a jeszcze rzadziej w 48 lub 60. Utrzymanie 60 klatek w Dispatch to idealny kompromis między filmowym a growym formatem.
Chciałbym również zwrócić uwagę na dwie inne kwestie. Po pierwsze, mimo że Dispatch jest grą o superbohaterach, zdecydowanie nie jest tytułem dla młodszych odbiorców. Nie chodzi tu wyłącznie o brutalność, choć walk jest sporo i krew również się pojawia. Na szczęście nie ma tu obrzydliwego gore rodem z serialu The Boys. Głównym powodem dla którego gra jest przeznaczona dla dorosłych odbiorców jest obecność nagości. Na ekranie wielokrotnie pojawiają się męskie genitalia czy kobiece walory piękna. Gra jest też bardzo wulgarna i momentami porusza tematy które mogą być dla młodszych odbiorców zbyt ciężkie i przytłaczające.
Drugą sprawą jest brak polskiej wersji językowej. Teoretycznie nie jest to wielki problem, ale żyjemy w czasach gdy większość dużych produkcji i tytułów AAA oferuje już polską lokalizację. Nawet Nintendo, które wciąż nie wie, że istnieje taki kraj jak Polska, przymierza się do polonizacji. W grze o tak mocnym nacisku na fabułę byłby to naprawdę miły dodatek. Język Szekspira użyty w Dispatch nie jest przesadnie trudny, jednak wciąż może stanowić barierę dla osób które nie czują się pewnie w tym języku.
Nie ulega wątpliwości, że rok 2025 to prawdziwa anomalia. Raz za razem wychodzą gry, o których albo się nie mówi za głośno, albo pojawią się dosłownie znikąd i z miejsca wywołują gigantyczny szum wokół siebie. Rok powoli dobiega końca, a ja nie jestem w stanie przypomnieć sobie wszystkich tytułów które określaliśmy mianem pretendentów do gry roku. I wiecie co? Dispatch dołącza do tego grona. Czy zdobędzie statuetkę? Tego nie wiem, ale i tak warto mieć ten tytuł w swojej bibliotece, zwłaszcza że kosztuje śmieszne 117 złotych.
Bo w Dispatch zagrało praktycznie wszystko. Od oprawy audiowizualnej, przez świetny stan techniczny i doskonały voice acting, aż po fenomenalnie napisanych bohaterów oraz historię, która całkowicie pochłania uwagę i serce gracza. To niewątpliwie jeden z najlepszych tytułów tego roku, a z pewnością gra z najciekawszą historią jaką mogliśmy w 2025 poznać. Polecam ją całym sercem i z ogromną niecierpliwością czekam na drugi sezon oraz kolejne produkcje studia AdHoc.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.
10.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
10.0
Udźwiękowienie
9.5
Gameplay
9.5
Fabuła
10.0
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
10.0
Zalety
Animacja, na którą patrzy się z czystą przyjemnością
Świetna ścieżka dźwiękowa
Genialny voice-acting
Fenomenalnie napisani bohaterowie, których nie da się nie lubić
Historia, która wciąga od pierwszych minut i utrzymuje to zainteresowanie do samego końca
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj karcianki, symulatory i rogue-like’i. Wielki fan Persony i Undertale. Fanatyk gier fabularnych RPG (m.in. Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy).