Można śmiało powiedzieć, że staliśmy się już stałymi bywalcami serii Amanda The Adventurer. Na naszej stronie znajdziecie recenzje zarówno pierwszej, jak i drugiej części tego cyklu inspirowanego analogową grozą. Czy trzecia odsłona wnosi coś świeżego do znanej formuły, czy raczej serwuje więcej tego samego, tylko z nową porcją fabularnego...
Można śmiało powiedzieć, że staliśmy się już stałymi bywalcami serii Amanda The Adventurer. Na naszej stronie znajdziecie recenzje zarówno pierwszej, jak i drugiej części tego cyklu inspirowanego analogową grozą. Czy trzecia odsłona wnosi coś świeżego do znanej formuły, czy raczej serwuje więcej tego samego, tylko z nową porcją fabularnego chaosu? Sprawdziliśmy to i mamy dla was odpowiedź.
Serialu ciąg dalszy
Amanda the Adventurer 3 stanowi naturalną kontynuację dwóch poprzednich części serii. Aby w pełni cieszyć się tą odsłoną, znajomość wcześniejszych gier jest wręcz konieczna. Na szczęście, z poziomu menu można wybrać opcję przypomnienia dotychczasowych wydarzeń. W dość długim materiale wideo streszczono najważniejsze momenty fabuły, jednak przez cały czas nie mogłem nie oprzeć się wrażeniu, że jest to przypomnienie niepełne, które pomija wiele istotnych wątków.
W Amanda the Adventurer 3 ponownie wcielamy się w Riley’a, który wplątany w sieć tajemnic i mrożących krew w żyłach wydarzeń próbuje odkryć prawdę o niepokojących kasetach VHS zawierających z pozoru przyjazny program dla dzieci. Podobnie jak w poprzednich odsłonach, trzecia część jest produkcją krótką. Ukończenie całości zajmuje niecałe dwie godziny. Biorąc pod uwagę cenę wynoszącą 37 złotych, wydaje się to całkiem uczciwa długość rozgrywki.
Warto też zauważyć, że cała seria zaczyna nabierać ciekawej formy. Choć zapewne nie było to zamierzeniem twórców, Amanda the Adventurer coraz bardziej przypomina interaktywny serial. Każda kolejna odsłona działa niczym nowy odcinek większej historii, stopniowo pogłębiający tajemnice i rozbudowujący przedstawiony świat. Trochę jak w klasycznych grach studia Telltale.
Rozczaruję jednak tych, którzy liczyli, że trzecia odsłona przyniesie wszystkie odpowiedzi i zamknie historię. Na to będziemy musieli jeszcze poczekać – jeśli nie do czwartej, to może nawet do piątej części. Mimo że Amanda the Adventurer 3 wciąż nie wyjaśnia wszystkiego, oferuje liczne tropy i przesłanki, które przybliżają nas do prawdy i jednocześnie poszerzają pole do interpretacji. Tajemnica coraz bardziej się zagęszcza, przybiera mroczniejszy ton i podważa wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy lub choćby podejrzewaliśmy. Poprzednie odsłony potrafiły wciągnąć i zaintrygować, a trzecia część w żadnym razie im nie ustępuje. Śledzi się ją z przyjemnością. Nie mogę się już doczekać kolejnego rozdziału tej fascynującej, interaktywnej opowieści grozy.
Powtórka z rozrywki
Pod względem rozgrywki Amanda the Adventurer 3 nie odkrywa koła na nowo. Nie można jednak do końca powiedzieć, że oferuje po prostu więcej tego samego. Choć trzyma się znanej formuły, jest to odsłona z najmniejszą liczbą zagadek i elementów czysto gameplayowych. To także najbardziej liniowa część serii. Zarówno pod względem historii, jak i przebiegu rozgrywki. Gra prowadzi nas prostą ścieżką od początku do końca, a jedynym urozmaiceniem są poukrywane zagadki. Ich rozwiązanie pozwala zdobyć dodatkowe taśmy, które rzucają nieco więcej światła na fabularne tło świata. Nie mamy jednak realnego wpływu na bieg historii ani możliwości przyspieszenia wydarzeń poprzez pomijanie części łamigłówek przy kolejnym przejściu gry, jak to było chociażby przy okazji części pierwszej.
Pewna doza nieliniowości pojawia się za to podczas samych nagrań wideo. Podobnie jak w poprzednich częściach, co jakiś czas możemy wpisywać własne odpowiedzi na pytania zadawane w programie. W zależności od tego, co wpiszemy, uzyskamy inną reakcję bohaterów. Oczywiście twórcy nie przewidzieli każdej możliwej opcji, więc kluczowe jest trafienie w jedną z przygotowanych przez nich odpowiedzi.
Trzecia odsłona ponownie wrzuca nas do swoistego escape roomu, w którym musimy rozwiązywać kolejne zagadki, aby posuwać się naprzód. Same łamigłówki są proste i intuicyjne, oparte głównie na spostrzegawczości, a większość z nich można rozwiązać z marszu. Zdarzają się jednak momenty, w których trzeba na chwilę się zatrzymać i pomyśleć, szczególnie w finałowym akcie gry. Na szczęście twórcy wzięli pod uwagę, że nie każdy gracz od razu domyśli się rozwiązania, i dodali do gry robotycznego klauna, którego można poprosić o pomoc. Nie zdradzi on odpowiedzi wprost, ale udzieli subtelnej wskazówki, która pozwoli obrać właściwy kierunek.
Choć zagadek jest wyraźnie mniej niż w poprzednich częściach, a trzon rozgrywki pozostaje bez większych zmian, gra wciąż potrafi dostarczyć solidnej dawki zabawy.
Analogowa groza 3.0
Pierwsze dwie odsłony serii były doskonałymi przykładami tzw. grozy analogowej, czyli horroru opartego na technologii retro, takiej jak stare telewizory czy prymitywne komputery. Amanda the Adventurer zabierała nas do zamkniętych pomieszczeń, gdzie centralnym punktem był stary telewizor CRT z magnetowidem. Jednym z najważniejszych elementów rozgrywki było oglądanie kaset wideo z pozornie niewinnym programem animowanym w raczkującej wówczas technologii 3D. Choć początkowo nagrania sprawiały wrażenie niewinnych, każda kolejna taśma stawała się coraz bardziej tajemnicza i niepokojąca, by ostatecznie zaserwować pełnoprawny horror. Ten efekt działał znakomicie w pierwszej grze, lecz już przy drugiej trudno było wywołać podobny poziom zaskoczenia. W trzeciej odsłonie twórcy zdają się być tego świadomi. Tym razem nagrania, choć wciąż potrafią niepokoić, pełnią przede wszystkim funkcję narracyjną – rozwijają historię i pogłębiają świat przedstawiony.
Trzecia część zrezygnowała z odgrzewania tego samego kotleta po raz kolejny i postawiła na bardziej klasyczne, sprawdzone sposoby budowania napięcia i grozy poprzez mrok, niepokojące dźwięki oraz ogólną atmosferę niepewności. Od czasu do czasu pojawiają się jumpscare’y, ale są to momenty rzadkie i raczej subtelne. Choć gra potrafi zaniepokoić i ma kilka scen, które skutecznie podnoszą ciśnienie, jest to zdecydowanie najmniej straszna odsłona całej serii. Ma klimat i ciekawą, mrożącą krew w żyłach historię, ale nie dostarcza tylu emocji grozy, na ile można by liczyć. Pod tym względem czuję pewne rozczarowanie.
Pod względem technicznym Amanda the Adventurer 3 to solidnie wykonana produkcja, do której trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Działa bez zarzutu, choć warto pamiętać, że to gra stosunkowo prosta, rozgrywająca się w niewielkich, zamkniętych lokacjach i z oprawą graficzną, która wyraźnie trąci już myszką.
Jedyne, do czego można się przyczepić, to drobne potknięcia w polonizacji. W jednym momencie kwestie dialogowe pojawiły się w odwrotnej kolejności, a w innym dwa zdania pozostały nieprzetłumaczone i wyświetliły się po angielsku. To jednak drobiazgi, bo polska wersja zasługuje na szczere uznanie. Dawno nie widziałem w żadnej grze niezależnej tak starannie przygotowanego tłumaczenia. Czuć w nim serce i zaangażowanie. Ogromne brawa należą się tłumaczowi i edytorowi.
Nie będę ukrywał, że po raz trzeci Amanda the Adventurer dostarczyła mi mnóstwo frajdy. Śledzenie tej historii to czysta przyjemność, która potrafi całkowicie pochłonąć i sprawić, że nawet nie zauważamy, jak szybko mija czas. Gra bawi i angażuje równie mocno jak poprzednie odsłony, choć trudno nie zauważyć, że jest mniejsza, skromniejsza i mniej straszna. To wciąż bardzo dobra część serii, ale jednocześnie odrobinę rozczarowująca. Pozostaje mieć nadzieję, że przy okazji czwartego epizodu tego niezwykłego growego serialu grozy twórcy w pełni rozwiną skrzydła.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.
8.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
6.0
Udźwiękowienie
8.5
Gameplay
7.0
Fabuła
9.0
Strona techniczna
9.5
Ocena ogólna
8.0
Zalety
Świetne udźwiękowienie
Gęsty klimat grozy
Wciągająca historia
Wady
Dalej brzydka jak noc
Brak jakichkolwiek rewolucji w formule
Sprawia wrażenie mniejszej, skromniejszej i mniej strasznej
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj karcianki, symulatory i rogue-like’i. Wielki fan Persony i Undertale. Fanatyk gier fabularnych RPG (m.in. Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy).