0

Jedna gra! Jeszcze tylko jedna gra…

Nawet jeśli ktoś nigdy nie grał, z pewnością wie, czym jest jednoręki bandyta. Zasady tej zabawy są banalnie proste. Wrzucasz monety do maszyny, pociągasz za wajchę i obserwujesz, jak symbole na ekranie zmieniają się w losowej sekwencji. Jeśli w końcowym układzie pojawią się identyczne znaki w odpowiednim zestawieniu, zdobywasz pewną sumę pieniędzy. Na tych właśnie prostych zasadach opiera się gra CloverPit, która jednak postanawia doprawić klasyczną formułę hazardową odrobiną pikanterii.

W CloverPit wcielamy się w bliżej nieokreślonego hazardzistę, który zostaje uwięziony w klaustrofobicznym, mrocznym pomieszczeniu i zmuszony do nieustannej gry w jednorękiego bandytę. Naszym zadaniem jest wygrywanie pieniędzy i deponowanie ich w bankomacie. Jeśli w ciągu trzech rund nie wpłacimy wymaganej kwoty, podłoga zapada się pod naszymi stopami, a bohater spada w ciemność i ginie. To natomiast oznacza konieczność rozpoczęcia gry od nowa. Istnieje jednak sposób, by przetrwać i odzyskać wolność. Musimy regularnie wpłacać pieniądze, osiągając kolejne progi wyznaczone przez grę. W zamian otrzymujemy klucze, które można wykorzystać do otwierania szuflad — o nich wspomnę później. Aby uciec, należy odblokować cztery takie szuflady, co ostatecznie umożliwia zdobycie klucza do drzwi prowadzących na wolność.

Problem w tym, że w trakcie jednego runu można zdobyć tylko jeden klucz. Kolejne pojawiają się dopiero w następnych podejściach, a wymagania finansowe rosną z każdą próbą. Na szczęście część postępów, w tym odblokowane szuflady, zachowuje się między rozgrywkami. Poza tym wątek fabularny kończy się bardzo szybko. CloverPit skupia się przede wszystkim na samej rozgrywce, a jedyne przerywniki fabularne to krótkie teksty mające wywołać niepokój i podważyć naszą poczytalność.

Na pierwszy rzut oka rozgrywka w CloverPit może wydawać się pozbawiona sensu. W końcu jednoręki bandyta to gra losowa… Choć też nie do końca, bo kasyno zawsze wygrywa. W tym przypadku nie jest inaczej. Prędzej czy później to właśnie „kasyno” w CloverPit triumfuje, a nasz bohater zawsze, prędzej czy później, kończy martwy. Zanim jednak do tego nieuchronnego końca dojdzie, możemy próbować walczyć z systemem i przedłużać swoje marne życie hazardzisty tak długo, jak tylko się da. Tylko jak to zrobić?

Każdy symbol widoczny na maszynie ma określony procent szansy na pojawienie się, a także własny mnożnik wartości. Cała zabawa polega na tym, że możemy wpływać na oba te parametry. Pomagają nam w tym szczęśliwe talizmany, które kupujemy w specjalnym sklepie za zdobywane bilety. Co ciekawe, modyfikowanie tych pozornie losowych wartości to tylko część możliwości, jakie oferują talizmany. Przedmioty te pozwalają również wpływać na inne elementy rozgrywki, a niekiedy aktywują dodatkowe efekty w trakcie trwania samej gry na maszynie.

Talizmany szczęścia można zdobywać głównie w specjalnym sklepie, płacąc za nie określoną liczbą biletów. Te z kolei otrzymujemy za wpłacanie wymaganych kwot do banku przed upływem wyznaczonej liczby rund lub po prostu za samą grę. Warto dodać, że wiele talizmanów ma również wpływ na tempo zdobywania biletów. Trzeba jednak pamiętać, że istnieje ograniczenie liczby talizmanów, które można mieć aktywne jednocześnie. Jeśli chcemy użyć nowego, musimy zrezygnować z jednego z dotychczasowych lub schować go tymczasowo do odblokowanych wcześniej szuflad. Przedmioty te nie przenoszą się między kolejnymi runami. Istnieje jednak pewien wyjątek. Jeśli na koniec rozgrywki w którejś z szuflad pozostanie przedmiot, w nowej grze znajdziemy tam pokrytą mięsem ludzką kość. Możemy ją zabrać, lecz decyzja ta ma swoją cenę, a mianowicie podnosi próg wymaganej wpłaty do bankomatu. W zamian jednak co trzy rundy otrzymujemy darmowy talizman.

Co trzy rundy rozbrzmiewa również dzwonek telefonu. Odbierając połączenie, otrzymujemy możliwość odebrania jednego z trzech dostępnych bonusów za darmo. Część tych nagród powiela efekty dostępne dzięki talizmanom, lecz mają one istotną przewagę. Otóż nie zajmują one żadnego miejsca w ekwipunku.

Podczas rozgrywki, wykonując określone czynności, możemy odblokowywać zupełnie nowe talizmany, poszerzając tym samym naszą kolekcję oraz pulę, z której przedmioty później pojawiają się w sklepie czy też szufladach. Warto dodać, że zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku, wybór talizmanów jest całkowicie losowy.

CloverPit to interesujące połączenie gry typu rogue-like i logicznej, osadzone na fundamentach klasycznej rozgrywki hazardowej. To niezwykle niecodzienne zestawienie okazuje się zaskakująco skuteczne, wciągając nas w prawdziwy hazardowy szał i wywołując dobrze znany efekt „jeszcze jednej rundy”. Mimo frustracji spowodowanej częstymi, nieraz niesprawiedliwymi porażkami wynikającymi z niekorzystnego RNG, a także pewnego znużenia, o którym jeszcze wspomnę, odruchowo klikamy przycisk nowej gry i próbujemy znów, i znów, i znów…

Tak, na ów syndrom “jeszcze jednej tury” ma niewątpliwie losowość i mechanika zmuszająca do ciągłego planowania oraz kombinowania z dostępnymi talizmanami, ale też… oprawa audiowizualna.

Oprawa graficzna CloverPit jest brzydka i przestarzała, ale to właśnie w tej surowości kryje się jej urok. Pikselowa estetyka połączona z mrocznym, brudnym klimatem tworzy jedyną w swoim rodzaju atmosferę, sprawiając, że gra staje się piękna w swojej brzydocie. Do tego dochodzą rażące w oczy efekty świetlne na ekranie jednorękiego bandyty, które razem składają się na osobliwą, narkotyczną wręcz, lecz wspaniałą ucztę wizualną.

W grze nie znajdziemy ani muzyki, ani ambientu w tle, co jest zmarnowanym potencjałem. Wystarczy spojrzeć na Buckshot Roulette, które pod wieloma względami przypomina CloverPit, a dzięki agresywnej, przytłumionej ścieżce dźwiękowej potrafiło skutecznie podnosić ciśnienie i trzymać gracza w napięciu. Z drugiej strony cisza w CloverPit nie wypada źle. Pozwala w pełni docenić liczne efekty dźwiękowe, które doskonale dopełniają brudny, surowy i niepokojący klimat produkcji.

CloverPit to tytuł wyjątkowo interesujący. Z jednej strony oferuje sporą zawartość, solidną regrywalność i potrafi wciągnąć znacznie bardziej, niż moglibyśmy się spodziewać. Z drugiej jednak, niezależnie od tego, jak bardzo staramy się kombinować, rozgrywka praktycznie zawsze wygląda identycznie, a przez to momentami staje się strasznie nużąca i powtarzalna. Mimo to trudno się od niej oderwać. CloverPit ma w sobie coś, co nieustannie zachęca do kolejnych podejść i ponownych prób. Fani eksperymentalnych rogue-like’ów zdecydowanie powinni dać tej produkcji szansę, zwłaszcza że jej cena na Steam wynosi zaledwie 36 złotych.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.

8.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
9.0
Udźwiękowienie
7.0
Gameplay
8.0
Zawartość
8.5
Strona techniczna
10.0
Ocena ogólna
8.5
Zalety
  • Piękna w swojej brzydocie oprawa audiowizualna

  • Sporo zawartości do odblokowania

  • Mroczny klimat

  • Wciągająca rozgrywka...

Wady
  • ...Chociaż bywa powtarzalna i nużąca

  • Brakuje jakiejkolwiek muzyki czy ambientu w tle

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *