Halloween zbliża się wielkimi krokami. To idealna okazja, by rozsiąść się wygodnie przed ekranem i zanurzyć w świecie grozy. Gloomy Eyes wydaje się być kuszącym wyborem na ten właśnie czas. Pytanie tylko, czy to produkcja na tyle udana, by poświęcić jej ten wyjątkowy wieczór. Sprawdźmy więc, jak wypadła ta...
Halloween zbliża się wielkimi krokami. To idealna okazja, by rozsiąść się wygodnie przed ekranem i zanurzyć w świecie grozy. Gloomy Eyes wydaje się być kuszącym wyborem na ten właśnie czas. Pytanie tylko, czy to produkcja na tyle udana, by poświęcić jej ten wyjątkowy wieczór. Sprawdźmy więc, jak wypadła ta kooperacyjna gra dla jednej osoby… Chwila, co?
Świetliki wskażą ci drogę
Gloomy Eyes po raz pierwszy pojawiło się w 2019 roku jako film przeznaczony na gogle wirtualnej rzeczywistości. To unikalne doświadczenie narracyjne z głosem Colina Farrella w tle, inspirowane charakterystycznym stylem Tima Burtona zdobyło liczne nagrody. Nic więc dziwnego, że twórcy postanowili kuć żelazo póki gorące. W efekcie we wrześniu 2025 roku otrzymaliśmy powstałą z francusko-polskiej współpracy narracyjną przygodówkę osadzoną w tym właśnie świecie.
Fabuła przenosi nas do świata opuszczonego przez słońce, które miało już dość ludzkiej głupoty. Ziemię zamieszkują teraz dwa wrogie sobie gatunki: ludzie i zombie. Sama historia skupia się na dwójce dzieci, ludzkiej dziewczynce imieniem Nena oraz chłopcu zombie Gloomy. Niewinni i pełni nadziei łączą siły, by odnaleźć słońce i przywrócić światu jego ciepły blask. Nie będzie to jednak łatwe zadanie, ponieważ na ich drodze staną zarówno ludzie, jak i zombie, którzy zbyt mocno przywykli do nienawiści i zgorzknienia, by chcieć powrotu do jaśniejszych czasów.
Narratorem tej krótkiej, bo możliwej do ukończenia w jeden wieczór, dwugodzinnej opowieści grozy jest tajemniczy stary grabarz. Jego głos jest powolny i ponury, a mimo to nie sposób się nim znudzić. Wręcz przeciwnie. Aktor głosowy spisał się tu na medal. Choć jego narracja nie jest przesadnie emocjonalna, to barwa głosu i sposób, w jaki snuje swoją opowieść, działają jak miód na uszy. Słucha się go z najczystszą przyjemnością i możecie być pewni, że nie umknie waszej uwadze ani jedno słowa opowiadanej przez niego opowieści.
Sama historia nie należy do przesadnie skomplikowanych. Jest prosta niczym budowa cepa. Dwójka dzieci pochodzących z dwóch odmiennych światów wyrusza w podróż, by naprawić świat i wydostać go z dosłownego, jak i symbolicznego mroku. Jak można się domyślić, w trakcie wspólnych przygód nawiązuje się między nimi silna przyjaźń. Owszem, fabuła jest banalnie prosta, ale sposób, w jaki się ją śledzi i słucha, to czysta przyjemność. To wyborna opowieść, która potrafi poruszyć, a przy tym niesie niezwykle ważną i oczywistą, ale niestety często zapominaną prawdę.
Gloomy Eyes to przedstawiciel gatunku spooky-horrorów, czyli lżejszej odmiany grozy, która zamiast przytłaczającej atmosfery niepokoju i tajemniczego koszmaru stawia na delikatny, nieco baśniowy mrok, odpowiedni nawet dla całej rodziny. Inspiracje twórczością niezwykłego Tima Burtona widać tu od pierwszych minut. W połączeniu z subtelną, upiorną muzyką w tle tworzy to wyjątkowo klimatyczny spooky-horror, który potrafi być jednocześnie niepokojący i przytulny.
Jest jednak jedna rzecz, której do końca nie potrafię zrozumieć. I nie odbierajcie tego jako zarzut, raczej jako ciekawą obserwację. Gloomy Eyes to efekt współpracy francuskich i polskich deweloperów, a mimo to wśród dostępnych opcji językowych zabrakło polskiego. Język Szekspira użyty w grze jest na szczęście bardzo prosty i przystępny, więc nikt nie powinien mieć problemu ze zrozumieniem fabuły. Mimo wszystko szkoda, że twórcy nie zadbali także o wersję dla rodzimych graczy.
Jednoosobowy Co-op
Gra składa się łącznie z czternastu rozdziałów, z których każdy przenosi nas do innej, wyjątkowej lokacji. Każda z nich to dopracowana w najmniejszych detalach diorama, zachwycająca swoim urokiem i dbałością o szczegóły. Scenerie można dowolnie przybliżać i oddalać, a także oglądać z różnych perspektyw, co ma praktyczne zastosowanie w rozgrywce, ponieważ pozwala lepiej orientować się w terenie i odkrywać nowe ścieżki. Nie zabrakło tu również sekretów i ukrytych znajdziek do kolekcjonowania.
Celem na każdym poziomie jest dotarcie do wyznaczonego punktu obojgiem bohaterów. Tak, obojgiem, gdyż w Gloomy Eyes sterujemy zarówno Gloomym, jak i Neną, przełączając się między nimi w dowolnym momencie. Każde z nich posiada własne, unikalne zdolności oraz słabości, które trzeba poznać i umiejętnie wykorzystywać. Innymi słowy, gra wymaga od nas doskonałej współpracy… z samym sobą.
I prawdę powiedziawszy, choć może to zabrzmieć absurdalnie, ten jednoosobowy tryb kooperacji sprawdza się zaskakująco dobrze, dostarczając sporo frajdy i satysfakcji z odkrywania sposobów na pokonywanie kolejnych przeszkód. Szkoda jednak, że twórcy nie zdecydowali się na dodanie prawdziwego trybu współpracy, bo wydaje mi się, że wówczas gra mogłaby dawać jeszcze więcej radości, nie tracąc przy tym nic z klimatu ani emocjonalnego wydźwięku swojej historii.
Każdy poziom opiera się na dwóch tych samych fundamentach. Po pierwsze, nasi bohaterowie są delikatni i posiadają własne słabości. Gloomy musi unikać światła, natomiast Nena nie może zbliżać się do „przybitych” do jednego miejsca zombie. Oboje są też narażeni na wykrycie i schwytanie przez ludzkich łowców, co oznacza, że często przyjdzie nam działać po cichu i przemykać poza zasięgiem ich czujnych oczu. Drugim filarem rozgrywki są liniowe zagadki środowiskowe, które napotykamy w każdej lokacji. Ich rozwiązanie wymaga wykorzystywania unikalnych umiejętności Gloomy’ego i Neny. Nie są to łamigłówki ekstremalnie trudne, ale potrafią sprawić satysfakcję i wymagają od gracza odrobiny spostrzegawczości oraz logicznego myślenia.
Spooky Scary Zombie
Choć ta krótka przygoda bardzo mi się podobała, nie mogę nazwać Gloomy Eyes grą idealną. Na pochwałę zasługuje z pewnością dobra optymalizacja, jednak nie obyło się bez problemów technicznych. Bardzo łatwo utknąć postacią w elementach otoczenia, a wydostanie się z takiej pułapki często graniczy z cudem, co zmusza do częstego wczytywania ostatniego punktu kontrolnego. Dodatkowo niektóre ścieżki na odwiedzanych dioramach są mało czytelne i niezbyt intuicyjne, przez co zdarza się błądzić i dosłownie lizać ściany, szukając tej jednej, właściwej drogi naprzód.
Gloomy Eyes to urokliwa produkcja z piękną, prostą historią i niepowtarzalnym, Burtonowskim stylem artystycznym. Gra prezentuje się i brzmi naprawdę dobrze, choć momentami widać, że byłaby tu przestrzeń na coś więcej. Można jej zarzucić kilka technicznych niedociągnięć, powtarzalność zagadek opartych na tych samych mechanikach oraz dość wysoką cenę. 90 złotych na Steam to całkiem sporo jak na tak krótką, dwugodzinną przygodę. Mimo to Gloomy Eyes potrafi oczarować klimatem i sprawić, że spędzony z nią wieczór okaże się wyjątkowo przyjemny i udany.
Recenzja oparta o wersję gry na Xbox Series X. Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.
7.5
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
7.5
Udźwiękowienie
7.0
Gameplay
7.5
Fabuła
9.0
Strona techniczna
7.5
Ocena ogólna
7.5
Zalety
Przyjemna, a zarazem mądra historia
Burtonowski styl robi robotę
Jednoosobowy co-op po prostu działa
Wady
Szkoda, że zabrakło kooperacji z prawdziwego zdarzenia
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.