0

6 lat oczekiwania na sequel, który jest rozczarowaniem… a mogło być tak dobrze.

Seria Borderlands jest bliska mojemu sercu. Ograłem każdą grę z serii przynajmniej kilka razy solo, jak i w trybie kooperacji. Mimo że nigdy nie były to idealne gry, to ich główny rdzeń rozgrywki jest stworzony tak dobrze, że po prostu uzależnia gracza i napędza go, aby przeszedł je jeszcze raz, ale w całkowicie inny sposób. Jak można się domyślić po setkach godzin spędzonych w tej serii, byłem bardzo podekscytowany ogłoszeniem kolejnej części tego uwielbianego cyklu. Przed premierą starałem się nie sprawdzać zbyt wielu szczegółów i ograniczyłem się tylko do sprawdzenia rozgrywki z dedykowanego grze State of Play od PlayStation. Do gry więc podszedłem w większości na ślepo i bez żadnych uprzedzeń. Jasne, moje oczekiwania były dosyć wysokie, lecz czy Gearbox zdołał je wszystkie spełnić?

Coś nowego, coś starego

Jak w każdej głównej grze z serii, wcielamy się w grupę nowych Łowców Skarbców (Vault Hunterów). Tym razem jest to Rafa, który pełni rolę Exo-Żołnierza; Amon, czyli Forgeknight; Harlowe, która jest Gravitarem; oraz Vex, czyli kolejna Syrena. Gearbox w czwartej odsłonie postanowił zmienić trochę formułę i jesteśmy zmuszeni opuścić dobrze nam znaną Pandorę. Jako że jest to Borderlands 4, oczywiście będę się odnosił w kwestiach fabularnych do poprzednich części. Tym razem miejscem akcji jest planeta Kairos, która przez długi czas była ukryta przed wszelkimi zewnętrznymi bytami. Wszystko się zmieniło po zakończeniu Borderlands 3, w którym Lilith przeniosła księżyc Elpis. Jak się okazało, nasza dobrze znana syrena naruszyła orbitę Kairos, przy okazji niszcząc księżyc i odkrywając planetę dla zewnętrznych przybyszów.

Eksploracja Kairos nie jest jednak taka łatwa, jak całej ekipie mogło się wydawać. Planeta jest pod władaniem Timekeepera, tyrana, który wszczepia wszystkim mieszkańcom planety specjalne urządzenia. Wszczepy te dają mu pełną kontrolę nad daną osobą. Niestety, w wyniku niefortunnego przypadku, stajemy się więźniem Timekeepera i otrzymujemy jeden z takich wszczepów “w prezencie powitalnym” na nowej planecie. Z czasem udaje nam się zablokować możliwość łączności z Timekeeperem, lecz niestety urządzenie zostaje z nami przez cały czas.

Kairos działa trochę inaczej niż planety. W poprzednich grach wszystkie lokacje były dosyć zamknięte oraz instancjonowane. W Borderlands 4 mamy dostęp do całkowicie otwartego świata, chociaż pojawiają się pewne ograniczenia. Z biegiem fabuły odkrywamy każdą z pięciu dużych stref mapy i wykonujemy wątek frakcji, która się znajduje w danej lokacji. Niestety, w mojej osobistej opinii, jest to najsłabszy wątek fabularny w całej serii. Jasne, poprawiono jakość dialogów i nie będziemy już czuć zażenowania tak jak w trójce, gdzie było to na każdym kroku, lecz ogólny pomysł na przebieg fabuły jest strasznie schematyczny, przewidywalny i ogólnie bez polotu. Zakończenie gry też zostawia ogromny niedosyt. Czułem się tak, jakby na zakończenie nie było kompletnie żadnego pomysłu. Po prostu stało się i tyle. Mam też problem z postaciami. Nowe postacie zupełnie nie zapadają w pamięć w żadnym przypadku. Gra próbuje się ratować występami kilku postaci z poprzednich odsłon, chociaż niektóre z nich pojawiają się totalnie bez powodu. Czasami miałem wrażenie, że nie gram w nową, pełnoprawną odsłonę, tylko w 20-godzinny prolog do Borderlands 5.

Innowacja, ewolucja i regres

Pod względem rozgrywki Borderlands 4 w głównej mierze nie zmieniło się znacząco od poprzednika, a w niektórych aspektach można powiedzieć, że zaliczył regres. Czwórka oferuje nowy otwarty świat, który jest otwarty tylko na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest podzielony na pięć dużych instancji, które wymagają ukrytego ładowania przy zmianie strefy. W trybie kooperacji najbardziej widać wszelkie ograniczenia. Przykładowo, wszyscy gracze muszą być w tej samej strefie mapy. Nie jesteście w stanie być po różnych stronach mapy w tym samym czasie, bo gra po prostu na to nie pozwala. System szybkiej podróży też musi przeładować całą mapę na nowo, jak teleportujemy się z jednej strefy do drugiej, co często wiąże się z ponowną kompilacją shaderów. Jeżeli chodzi o strzelanie w Borderlands 4, to nie ma co się dużo rozwodzić. W ogromnej części działa identycznie jak w Borderlands 3, lecz oczywiście różnice występują w przypadku naszego oręża. Nowa gra oferuje ośmiu producentów broni, w tym dwóch całkowicie nowych. Są to Daedalus oraz Order i, niestety, w mojej osobistej opinii nie są to udane nowe implementacje. Daedalus ma różne tryby, które wykorzystują różne rodzaje amunicji. Niestety, strzela się z nich jak z lekko zmodyfikowanego Tediore, więc niestety nic specjalnego. Order charakteryzuje się tym, że ma możliwość naładowania pocisków, lecz w tak dynamicznej grze mam wrażenie, że to bardziej przeszkadza niż pomaga.

Jednak nie samymi negatywami Borderlands 4 stoi. Na szczególną pochwałę zasługują wszelkie poprawki związane z systemem poruszania się. W czwartej odsłonie dodano wślizgi, wspinaczkę, linkę z hakiem oraz możliwość szybowania. Połączenie tych wszystkich elementów daje dużo większą swobodę w przemierzaniu Kairos i, szczerze, nie jestem już w stanie wrócić do poprzedniego systemu poruszania się.

Fajnym pomysłem ze strony Gearboxa była zamiana ciężkich broni i wdrożenie ich w slot granatów. Dodaje to różnorodności do mechaniki, która od kilku gier jest całkowicie bez zmian, więc była to miła niespodzianka. Wracając jednak do narzekania, niestety, Kairos jest najbardziej generycznym światem, w jaki ostatnio miałem okazję grać. Każda z stref mapy reprezentuje najbardziej pospolite biomy, jakie oferują gry wideo: las, pustynia, mapa zimowa i góry. Nawet mapa w pierwszym Borderlands była ciekawsza na każdym kroku, a Pandora jako planeta była tysiąc razy bardziej różnorodna niż Kairos.

Techniczna abominacja

Borderlands 4 to zdecydowanie najgorsza gra pod względem technicznym tego roku. Idealny przykład niekompetencji przy pracy z Unreal Engine 5 i pokaz braku umiejętności w korzystaniu z tego silnika. Gra działa tragicznie bez wykorzystywania generatora klatek z DLSS i FSR. Na RTX 5080 często widziałem spadki poniżej 60 fps nawet przy rozdzielczości 1080p, co jest totalnym nieporozumieniem. Pod względem graficznym gra nie różni się znacząco od Borderlands 3. Jednym z ulepszonych elementów jest oświetlenie, lecz cała reszta jest powtórką z tego, co już znamy. Przez przejście całej produkcji, gra mi wyrzuciła do pulpitu ponad 30 razy, po prostu tragedia. Spodziewałem się rewolucji, a otrzymałem tylko i wyłącznie zastój i regres.

Pod względem muzycznym mam mieszane uczucia do Borderlands 4. Niektóre utwory są bardzo przyjemne dla ucha i pasują do rozgrywki, lecz jest ich niezwykle mało. Bossy nie mają żadnych interesujących utworów w trakcie walki i często słyszymy standardową muzykę z potyczek, a jej również nie ma dużo, więc ciągle słyszymy te same utwory. Wygląda to, jakby Gearboxowi zabrakło budżetu, aby studio Finishing Move stworzyło coś ciekawego, a bardzo szkoda, bo pokazali w przeszłości przy Halo czy The Callisto Protocol, że znają się na rzeczy. Nawet jeżeli spojrzymy na Borderlands 3, które było komponowane przez to samo studio, to wyczujemy tutaj kompletny downgrade.

Słów kilka od redaktora Liska

Bartosz “Lisek Volsgen” Michalik: Borderlands to niewątpliwie jedna z moich ulubionych serii strzelankowych. Trudno mi nawet zliczyć, ile razy wracałem do kultowej dwójki, a także do nieco kontrowersyjnej trójki, którą mimo mieszanych opinii uważam za świetną grę i z ogromną satysfakcją ukończyłem w pełni. Kiedy pojawiła się zapowiedź czwartej odsłony, już wtedy wiedziałem, że nie mogę jej przegapić za żadne skarby. Tym większym rozczarowaniem okazało się dla mnie to, że Borderlands 4 nie tylko wypada najsłabiej w całej serii, ale w mojej opinii jest po prostu słabą grą. Boli mnie fakt, że tak negatywnie będę musiał się o tej grze wypowiedzieć.

Ale co właściwie nie wyszło w tej odsłonie? Otóż całkiem sporo. Zacznijmy od fatalnej optymalizacji, która nawet po licznych łatkach, mimo wyraźnych poprawek, wciąż pozostawała rozczarowująca. Trudno było mówić o komfortowej zabawie w rozdzielczości 4K, nawet przy średnich ustawieniach graficznych. Generator klatek co prawda częściowo ratował sytuację, lecz nie każdy gracz ma dostęp do takiego rozwiązania i nie na tym powinna opierać się dobra optymalizacja. Jeszcze gorzej wypadała stabilność serwerów. Rozgrywka w trybie kooperacji była prawdziwą udręką, bo gra nagminnie rozłączała sesje i wyrzucała nas do menu, zmuszając do ciągłego rozpoczynania zabawy od nowa. A warto tu zwrócić uwagę na to, że nawet na szybkich dyskach SSD M.2 czasy ładowania potrafiły być ekstremalnie długie.

Warstwa fabularna niestety również zawodzi. Bohaterowie są nie tylko słabo napisani, ale przez większość czasu okazują się zwyczajnie drażniący. Sama historia sprawia wrażenie stworzonej w pośpiechu, jest schematyczna, powtarzalna i pozbawiona polotu. Szczególnie bolesne jest to, że mamy do czynienia z najmniej zabawną częścią całej serii. Żartów jest jak na lekarstwo, a jeśli już się pojawiają, to zwykle są wymuszone, przesadnie seksualizowane lub po prostu żenujące i nieśmieszne. Na szczęście rdzeń rozgrywki, czyli zdobywanie coraz bardziej wymyślnych pukawek oraz dynamiczna nawalanka, nadal potrafią dać sporo satysfakcji i przypominają, dlaczego seria od zawsze miała tak oddanych fanów. Niestety nawet te elementy, wykonane poprawnie, nie są w stanie zrekompensować ogromu innych problemów i wyciągnąć gry z morza wad.

Podsumowanie

Borderlands 4 to, niestety, duże rozczarowanie, które mimo zmiany formuły zaniedbało wiele ważnych elementów. Fabuła jest schematyczna i przewidywalna, rozgrywka w wielu aspektach jest faktycznie ulepszeniem względem poprzednika, lecz w wielu przypadkach jest kompletnym regresem. Nie będę nawet wspominał o stanie technicznym, bo jest to po prostu smutne. Moje oczekiwania niestety nie zostały zaspokojone.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została podarowana przez polskiego dystrybutora Cenega.

6.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
8.0
Technikalia
2.0
Gameplay
7.5
Zawartość i fabuła
5.0
Dźwięk
6.5
Ocena ogólna
6.0
Zalety
  • Świetny, dobrze nam znany system broni.
  • Fajne zmiany w kontekście poruszania się.
  • Większa swoboda w rozwoju postaci.
Wady
  • Fabuła jest schematyczna i pozbawiona polotu.
  • Świat gry jest definicją nudy i braku pomysłu.
  • Stan techniczny to tragedia.
  • Ograniczenia w trybie kooperacji.
  • Problemy z serwerami w trybie kooperacji.
O autorze

Paweł "Dedazen" Bortkiewicz

Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *