Czy tak wiele lat oczekiwań było tego warte? Czy otrzymaliśmy coś co spełniło nasze oczekiwania? Fenomen Hollow Knighta to historia jedyna w swoim rodzaju. Gra z Kickstartera, która odniosła globalny sukces, to ogromna rzadkość. Pierwsza odsłona serii to dosłownie definicja gatunku „Metroidvania”. Brała wszystkie najlepsze elementy serii Metroid oraz Castlevania i zmiksowała je w swoim...
Czy tak wiele lat oczekiwań było tego warte? Czy otrzymaliśmy coś co spełniło nasze oczekiwania?
Fenomen Hollow Knighta to historia jedyna w swoim rodzaju. Gra z Kickstartera, która odniosła globalny sukces, to ogromna rzadkość. Pierwsza odsłona serii to dosłownie definicja gatunku „Metroidvania”. Brała wszystkie najlepsze elementy serii Metroid oraz Castlevania i zmiksowała je w swoim unikalnym stylu, dostarczając jednocześnie jedną z najlepszych gier 2017 roku. Pierwsza odsłona była wspierana przez Team Cherry przez kilka lat za pomocą nowej zawartości, aż do 2019 roku. Dokładnie 14 lutego pojawił się pierwszy zwiastun Hollow Knight: Silksong – sequela do oryginalnej gry, który początkowo był tworzony jako duży dodatek. Historia tworzenia drugiej odsłony to całkowicie osobna telenowela, którą zna każdy zainteresowany tym tytułem, więc nie będę się nad tym rozwodził. Po ponad sześciu latach batalii Silksong w końcu premieruje we wrześniu 2025 roku, a dzisiaj dowiecie się, czy według mnie – było warto tyle czekać.
Przeprawa na szczyt
W Hollow Knight: Silksong wcielamy się w Hornet, księżniczkę Hallownestu z pierwszej odsłony serii. Grę rozpoczynamy od sceny, w której Hornet zostaje schwytana przez obce owady i zabrana do ich królestwa – Pharloom – jednak udaje jej się uciec z klatki przed dotarciem do celu. Po odzyskaniu sił i dotarciu do Bone Bottom dowiaduje się o Cytadeli oraz o wspinaczce, którą mieszkańcy Pharloom podejmują, aby do niej dotrzeć. Tak rozpoczyna się jej podróż w poszukiwaniu odpowiedzi – w tym na temat klątwy, która wydaje się nawiedzać królestwo.
Silksong jest podzielony na akty. Pierwszą dużą zmianą względem poprzedniej odsłony jest to, że Hornet rozmawia z ogromną liczbą NPC-ów podczas swojej wędrówki. Pharloom różni się od Hallownestu tym, że jest bardzo żywym miejscem i na każdym kroku można coś odkryć. W poznawaniu tego nowego świata pomaga również sama postać Hornet: jest rycerska i uprzejma, czasami zachowuje się łagodnie, ale stanowczo podczas rozmów z mieszkańcami na temat problemów Pharloom. Nawet mówiąc wyłącznie językiem owadów, ma w sobie naturalną charyzmę, która przyciąga innych.
Całe Pharloom to przepięknie stworzony świat, który – jak to bywa w metroidvaniach – jest podzielony na wiele różnych stref. Przemierzając Pharloom, można dostrzec mocne strony znakomitej wizji artystycznej Team Cherry. Pod względem czystej sztuki Hollow Knight: Silksong po prostu zapiera dech w piersiach. Wszystko jest ręcznie rysowane i pełne szczegółów – od specyficznego klimatu Greymoor po imponującą architekturę Cytadeli – z przepięknymi animacjami. Jest tu tak wiele drobnych szczegółów: naprawiona ławka lekko uginająca się, gdy Hornet na niej siada; jedyne źródło światła podczas odpoczynku w obiekcie pełnym mechanicznych urządzeń i dosłownie brzęczących pił; ciała wrogów nabite na kolce – trudno nie zatrzymać się i nie podziwiać wszystkiego. Nawet w miejscach, które można uznać za ponure, takich jak Blasted Steps, zachwycają takie detale, jak piasek gromadzący się na ciałach i niszczejące konstrukcje.
Fabularnie Hollow Knight: Silksong to nie jest łatwy orzech do zgryzienia. Duża część narracji nie jest tutaj podana na tacy i zmusza nas do własnoręcznego łączenia kropek. Jednak gdy już złożymy to wszystko razem, otrzymujemy bardzo ładnie napisaną i wyreżyserowaną historię, utkaną w dosyć specyficznym schemacie. Nie jest to tak archaiczny schemat jak w oryginalnej grze, gdzie większość historii musieliśmy składać samodzielnie. W Silksongu pomaga nam w tym system zadań oraz celów, i jest to zdecydowanie dobra decyzja twórców.
Poradnik jak dać graczom w kość
Pod względem rozgrywki Hollow Knight: Silksong to ulepszenie poprzednika w praktycznie każdym możliwym aspekcie. Hornet jest szybsza niż The Knight z poprzedniej odsłony, i gra doskonale wykorzystuje ten fakt. Bohaterka automatycznie chwyta się półek i podnosi się na platformę – to niewielki dodatek, który zasadniczo zmienia sposób poruszania się po świecie. Z biegiem rozgrywki otrzymujemy również sprint. Sam sprint ma dodatkową funkcję, która pozwala Hornet wykonać coś w rodzaju dalekiego skoku podczas ruchu do przodu; istnieje też możliwość wykonania salta w tył podczas skoku w tył.
Jedną z większych zmian w głównym rdzeniu rozgrywki jest sposób działania ataku w dół. W pierwszej grze bohater atakował w linii prostej w dół, w miejscu gdzie aktualnie się znajdował. Hornet robi to nieco inaczej – jej atak wędruje pod kątem 45 stopni. Jest to kwestia dosyć kontrowersyjna, która wywołała wiele dyskusji w internecie, ponieważ wiele osób miało problemy z odbijaniem się od specjalnych roślin przy użyciu nowego ataku. Oczywiście ten problem można zniwelować za pomocą pewnych ulepszeń w dalszej części rozgrywki, ale początkowo może to być frustrujące.
Jeśli chodzi o walkę, jest ona równie szybka jak w poprzedniej części, a drobne ulepszenia sprawiają, że jest nieco bardziej przystępna i łatwiejsza w obsłudze. Po pierwsze, leczenie nie wymaga już od gracza ładowania – uzupełnia się jedno „serce” na raz. Zamiast tego Hornet jest teraz zablokowana w miejscu podczas odtwarzania animacji i uzupełnia od razu trzy serca; można to robić zarówno na ziemi, jak i w powietrzu. Dodaje to walki unikalny element strategiczny, ponieważ gracze mogą ustawić się w bezpiecznej pozycji w powietrzu, aby się wyleczyć lub uniknąć ataków wrogów znajdujących się na ziemi. Co więcej, podczas swojej przygody Hornet zyskuje nie tylko potężne ataki, ale także szereg broni pomocniczych, które można wyposażyć za pomocą ławek. Zapewnia to znacznie większą wszechstronność w walce i pozwala znaleźć dodatkowe narzędzia pasujące do preferowanego stylu gry.
Jak dobrze wiadomo, oryginalny Hollow Knight miał naleciałości gatunku souls-like i tutaj nie jest inaczej. W trakcie śmierci tracimy całą naszą walutę, ale możemy ją odzyskać, gdy wrócimy do miejsca naszego upadku. Wkraczając do Silksonga, musimy się przyzwyczaić do śmierci, bo będziemy umierać – i to wielokrotnie. Bossy są tutaj głównym elementem robienia postępu w grze, a większość z nich jest bezlitosna. Co prawda, w mojej opinii, im dalej w grze jesteśmy, tym staje się ona łatwiejsza – za sprawą ogromnej liczby nowych umiejętności czy przedmiotów. Dodatkowo niektóre walki da się na swój sposób “oszukać”, szczególnie te, które nie odbywają się na zamkniętych arenach. Jesteśmy w stanie odciągnąć bossa od miejsca, w którym się pojawia, do pobliskiej ścieżki – wtedy boss trochę głupieje i nie jest w stanie w pełni ogarnąć, jak nas pokonać.
Optymalizacja, wizja artystyczna, po prostu ideał
Hollow Knight: Silksong to idealny przykład na to, że czas jest najważniejszym zasobem podczas tworzenia gry. Team Cherry miał cały czas świata przy tworzeniu tego tytułu i widać to na każdym kroku. Graficznie gra prezentuje się fenomenalnie, a jej świat wydaje się żywy i interaktywny. Czy to małe szczegóły, jak ścinanie trawy czy rozłupanie pobliskiego kamienia, dodają tylko immersji całemu doświadczeniu. Wszystko to możemy obserwować z ogromną liczbą klatek na sekundę, ponieważ optymalizacja gry jest po prostu perfekcyjna. Nie ma tutaj zupełnie nic, do czego można by się nawet minimalnie przyczepić. Jakość wszystkich rysunków również jest bardzo wysoka i komponuje się ze świetnie zaprojektowanymi lokacjami. Jest pięknie i jednocześnie czytelnie – czego chcieć więcej?
Muzyka w Hollow Knight: Silksong to też jakość sama w sobie. Utwory w trakcie walk z bossami idealnie współgrają z wszechobecną dynamiką pojedynków, a utwory w normalnych lokacjach świetnie budują klimat zamkniętej, podziemnej metropolii. Na największe uznanie zasługują zdecydowanie utwór towarzyszący walce z Widow, utwór Nyleth (podczas którego łzy same napływają do oczu) czy – z tych spokojniejszych – kompozycja towarzysząca eksploracji Choral Chambers. Soundtrack do gry stworzył Christopher Larkin, który oczywiście jest również autorem ścieżki dźwiękowej do oryginalnej gry oraz do Hacknet. Tutaj po prostu przebił samego siebie i dostarczył coś fenomenalnego.
Podsumowanie
Hollow Knight: Silksong to sequel, który zdecydowanie nie zawiódł i wytrzymał próbę czasu po długich oczekiwaniach. Team Cherry dostarczyło nam grę wyjątkową, która zostanie w mojej pamięci na lata. Jest to zdecydowanie jedna z najlepszych przygód jakie przeżyłem w tym roku i z wielką ciekawością czekam na kolejne przygody od tej wyjątkowej grupy developerów.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam) oraz Nintendo Switch 2. Kopia gry do recenzji została zakupiona przez recenzenta.
9.5
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
9.5
Technikalia
10.0
Gameplay
9.5
Zawartość i fabuła
9.0
Dźwięk
9.5
Ocena ogólna
9.5
Zalety
Fenomenalnie wykształcony świat.
Świetnie ręcznie rysowana oprawa wizualna.
Genialna ścieżka dźwiękowa.
Wymagająca rozgrywka, dająca jednocześnie wiele możliwości na grę.
Angażujące walki z bossami.
Spora ilość zawartości.
Duża różnorodność pod względem przeciwników.
Dobry stosunek ceny do zawartości.
Wady
Niektóre bossy można na swój sposób oszukać i pokonać ich w łatwy sposób.
Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.