0

Ponad trzy lata temu na łamach naszej strony recenzowaliśmy świetnego boomer shootera o nazwie POSTAL Brain Damaged. Teraz, ku zaskoczeniu wielu, deweloperzy postanowili przypomnieć graczom o tym tytule i wypuścili dodatek zatytułowany These Sunny Daze. Czy to DLC okaże się jedynie wypełniaczem czasu w oczekiwaniu na remake kultowej dwójki oraz jej wersję w VR, czy może czymś więcej? Sprawdźmy to.

Rozszerzenie These Sunny Daze najłatwiej opisać słowami: więcej tego samego, acz niekoniecznie lepiej. Fabuła, jak zwykle w tego typu produkcjach, pełni jedynie rolę pretekstu do niczym nieskrępowanej rozwałki i rzezi. Odnoszę jednak wrażenie, że tym razem ekspozycji jest jeszcze mniej niż w podstawowej grze. Najlepiej widać to na przykładzie niemal całkowitego braku pokazów slajdów, które w oryginale bardzo mi się podobały i nieraz wywoływały uśmiech. Tutaj pojawiają się wyłącznie na początku i końcu kampanii. Nie oznacza to jednak, że dodatek całkowicie rezygnuje z fabuły i sensownej ciągłości wydarzeń.

Akcja dodatku rozpoczyna się jakiś czas po wydarzeniach z podstawowej gry. Koleś wyjeżdża na zasłużone wakacje, lecz jak można się domyślić, spokój nie trwa długo. Podczas leniwego odpoczynku na plaży słyszy radiowy komunikat, w którym nowo wybrany prezydent ogłasza delegalizację wszystkich rudowłosych i zapowiada ich masowe zabijanie, zamiennie z deportacją. Dla Kolesia to nic nowego, w końcu od zawsze miał przyjaciół jak na lekarstwo. Tym razem jednak sytuacja staje się poważniejsza, bo odebrano mu jego ukochane bronie. To właśnie przelewa czarę goryczy i sprawia, że bohater postanawia działać. Aby odzyskać swój arsenał, gotów jest nawet wypowiedzieć wojnę samemu rządowi Stanów Zjednoczonych.

Fabuła nie wyróżnia się niczym szczególnym ani ambitnym, choć trzeba przyznać, że pojawił się jeden zwrot akcji, który wywołał uśmiech na mojej twarzy. Jestem przekonany, że wielu fanów serii również doceni ten moment. Niestety był to jedyny naprawdę zabawny akcent w całym dodatku. These Sunny Daze składa się z czterech nowych misji, których ukończenie zajmuje nieco ponad dwie godziny. Przez większość tego czasu towarzyszył mi jednak kamienny wyraz twarzy. Tam, gdzie podstawowe Brain Damaged błyszczało, czyli w humorze i memach, rozszerzenie wyraźnie zawodzi. Oczywiście humor w oryginale nie należał do wyszukanych. Był wulgarny, obsceniczny i mocno kloaczny, a przez to nie dla każdego. Mimo wszystko potrafił bawić. W przypadku DLC próby pójścia w stronę absurdalnej przesady, uderzania w kontrowersyjne tematy i krytykowania wszystkiego po równo nie przynoszą już tego efektu. Nie tym razem. Zamiast szczerego śmiechu pojawia się najwyżej poczucie zażenowania.

Kolejnym problemem dodatku jest duży recykling przeciwników znanych z podstawki. Owszem, pojawia się kilku, a może nawet kilkunastu nowych wrogów, w tym choćby żywe wcielenie memicznego Giga Chada, jednak przez większość czasu mierzymy się z dobrze znanymi adwersarzami. Nie miałbym nic przeciwko powrotowi dawnych oponentów, gdyby proporcje były odwrotne, czyli zdecydowanie więcej nowych niż starych. Trzeba jednak pochwalić design świeżo wprowadzonych przeciwników zarówno od strony wizualnej, jak i gameplayowej. Stanowią one miłe odświeżenie, które wciąż konsekwentnie trzyma się kontrowersyjnej stylistyki gry.

Ponieważ rząd odebrał nam jedyną rzecz, która naprawdę nas rozumiała, czyli broń, musimy znaleźć nowy sposób na sianie terroru. Tutaj z pomocą przychodzą świeżo dodane pukawki. Nie zapełniają one całego koła wyboru broni, ale zajmują niemal wszystkie jego sloty. I właśnie w tym miejscu mam mieszane odczucia. Pod względem wizualnym nowe narzędzia mordu prezentują się bardzo dobrze i trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Gorzej jednak z ich działaniem. Część z nich to w zasadzie kopie giwer z oryginału, różniące się jedynie skórką. Co więcej, korzystanie z nich nie daje większej satysfakcji. Przez większość gry sięgałem wyłącznie po dwie bronie, a resztę używałem tylko wtedy, gdy kończyła się amunicja. Pomysł na rozszerzenie arsenału jest bez wątpienia ciekawy, ale wykonanie nie zapewnia ani frajdy, ani poczucia obcowania z niszczycielską siłą, które powinno towarzyszyć używaniu takich zabawek.

Znacznie lepiej wypada projekt poziomów. Są one unikalne, charakterystyczne i przyjemne w eksploracji, a etapy zręcznościowe potrafią dać sporo satysfakcji. Przechodzenie ich dostarcza frajdy, jednak nie ratuje to dodatku przed… Nudą! Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale Postal zwyczajnie mnie wynudził. Odpowiadają za to nie tylko nijakie bronie, nadmierny recykling przeciwników i brak humoru czy memów, lecz także warstwa muzyczna.

Podstawowa wersja gry już wcześniej zmagała się z pewną nierównością w tym aspekcie. Ścieżka dźwiękowa pasowała do klimatu i dobrze wtapiała się w tło, jednak momentami była zbyt spokojna w stosunku do skali chaosu na ekranie. W These Sunny Daze problem ten powraca, a nawet się pogłębia. W trakcie czterech misji usłyszymy zaledwie kilka spokojnych ambientów, które owszem, pasują do klimatu lokacji, ale zupełnie nie współgrają z intensywnością i brutalnością walki. Co gorsza, powtarzanie tej samej zapętlonej melodii przez 30–50 minut potrafi być nużące, a nawet męczące. Podstawka przynajmniej od czasu do czasu serwowała ostrzejsze, dynamiczne brzmienia. Tutaj dominuje spokój i sielanka, czego trudno oczekiwać po agresywnym boomer shooterze.

Pod względem optymalizacji niewiele się zmieniło. Gra wciąż działa przy horrendalnie wysokiej liczbie klatek na sekundę, także w rozdzielczości 4K. Na ogół jest stabilna, ale natknąłem się na kilka błędów, które zmusiły mnie do wczytania poprzedniego zapisu, a raz nawet do rozpoczęcia misji od nowa. Kilkukrotnie zdarzyło się, że wypadłem poza mapę, a także utknąłem między skrzyniami lub elementami otoczenia, a także trafiłem na sytuacje, w których przeciwnicy blokowali się w ścianach lub zamkniętych pomieszczeniach. Uniemożliwiało to ich eliminację, a co za tym idzie, dalszą progresję. Warto też wspomnieć o sporadycznych bugach dźwiękowych. Od czasu do czasu można usłyszeć odgłosy, które nie mają żadnego źródła w grze. I nie, nie jest to żaden zamierzony efekt związany z chorą głową bohatera

Choć POSTAL Brain Damaged było produkcją zupełnie inną od uwielbianych przeze mnie oryginałów, szczególnie drugiej części, to i tak zyskało moje uznanie. Ten boomer shooter dostarczył mi ogromnej frajdy i wielu godzin świetnej zabawy. Tym bardziej boli fakt, że o These Sunny Daze nie mogę powiedzieć tego samego. Dodatek okazuje się rozczarowujący niemal pod każdym względem, choć sam rdzeń rozgrywki nadal potrafi dawać satysfakcję.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
DLC do recenzji zostało podarowane przez wydawcę.

6.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
7.5
Udźwiękowienie
3.5
Gameplay
7.5
Fabuła i memy
5.0
Strona techniczna
7.5
Ocena ogólna
6.0
Zalety
  • Dobrze zaprojektowani nowi wrogowie

  • Ciekawy twist fabularny na końcu

  • Rozgrywka, która pomimo lat wciąż się nie nudzi

  • Absurd i groteska wciąż wylewają się z ekranu...

Wady
  • ...Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o humorze

  • Zbyt duży recykling powracających przeciwników

  • Nowe pukawki, cóż, dupy nie urywają

  • Gdzie muzyka?

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *