0

O Bloober Team słyszał każdy miłośnik growego horroru. Ten krakowski producent niejednokrotnie dostarczał świetnych tytułów grozy. Wystarczy wspomnieć o serii Layers of Fear czy ubiegłorocznym remake’u Silent Hill 2. Sukces tej ostatniej produkcji nie zatrzymał twórców na długo, ponieważ już rok później na rynek trafiła ich kolejna gra, Cronos: The New Dawn.

For Those Who Come After

Trudno opowiedzieć o fabule bez zdradzania zbyt wiele, ponieważ siła gry tkwi w odkrywaniu jej krok po kroku. Zaczynamy swoją przygodę kompletnie nieświadomi tego, co się dzieje, a dopiero z czasem poznajemy prawdę o otaczającym nas świecie. Mogę jednak uchylić rąbka tajemnicy i wspomnieć o kilku elementach, które poznajemy już na samym początku.

Wcielamy się w Podróżniczkę, tajemniczą istotę odzianą w budzący grozę kombinezon, która przebudza się, aby wypełnić pewną misję. Szybko okazuje się, że rzeczywistość, w jakiej przyszło jej działać, jest wyjątkowo paskudna i nieprzyjazna. Ludzkość wymarła, a ziemię opanowały anomalie oraz złowrogie, odrażające abominacje. Nasza podróż prowadzi przez postapokaliptyczny Kraków pełen śmiertelnych zagrożeń. Co jakiś czas natkniemy się na pozostawione z przeszłości zapiski, natkniemy się na ciała innych Podróżników, którzy utorowali nam ścieżkę, a czasami nawet zostaniemy wysłani w przeszłość, do czasów PRL-u.

Historia sama w sobie jest poprawna i potrafi wciągnąć, choć trudno nazwać ją idealną. Sam setting wyróżnia się oryginalnością, lecz konstrukcja fabuły i jej fundamenty sprawiają wrażenie czegoś, co już nieraz widzieliśmy. Co gorsza, mimo że opowieść stopniowo odkrywa kolejne karty, to już po kilku pierwszych godzinach łatwo przewidzieć, dokąd zmierza. Wszelkie zwroty akcji nie wywołują więc większego zaskoczenia.

Na szczególną pochwałę zasługują świat gry oraz projekt poziomów. Niestety nie znam tak dobrze Krakowa, jakbym sobie tego życzył, dlatego trudno mi ocenić, na ile odwzorowano rzeczywiste miejsca, jednak trudno przeoczyć, jak mocno polski charakter ma ta produkcja. Nie chodzi wyłącznie o napisy i tablice w tle zapisane po polsku. W trakcie rozgrywki wielokrotnie przemierzamy typowe osiedla z blokami i mieszkaniami przywołującymi wspomnienia, trafiamy na znajomo wyglądające zakłady pracy czy ulice miejskie. Co chwilę napotykamy też artefakty minionej epoki, które przywołują atmosferę dawnych lat. Widać, że twórcy nie tylko odrobili pracę domową, ale też wielu z nich autentycznie pamięta te czasy, co nadaje całości wyjątkowej autentyczności. Sam wielokrotnie podczas rozgrywki byłem atakowany przez fale nostalgii.

Niestety, mimo że gra wręcz emanuje polskością, znalazł się element, który nie do końca przypadł mi do gustu. Chodzi o angielski dubbing. Nie można powiedzieć, że jest zły, bo aktorzy zdecydowanie wczuli się w swoje role. Problem tkwi w tym, że wszyscy mówią z wyraźnym akcentem. Dla zagranicznego odbiorcy może to być w porządku i klimatyczne, ale z naszej perspektywy wypada to sztucznie i nieco dziwnie. Słychać to w szczególności, gdy wypowiadane są imiona bohaterów. W końcu wszystkie postacie są Polakami, a akcja rozgrywa się w Polsce. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy naprawdę chętnie zobaczyłbym pełnoprawny polski dubbing. Zwłaszcza że dysponujemy świetnymi aktorami głosowymi, którzy potrafiliby nadać produkcji jeszcze więcej autentyczności i klimatu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że budżet na produkcje jest nierzadko ograniczony, jednak obecność polskiej wersji językowej, obok angielskiej, mogłaby wynieść tę grę na zupełnie inny poziom.

Cronos: The New Dawn to horror pełną gębą, dlatego nie sposób pominąć kwestii straszenia. A trzeba przyznać, że gra radzi sobie z tym znakomicie. Bloober Team to prawdziwi weterani gatunku, którzy na straszeniu graczy zjedli wszystkie zęby i wiedzą doskonale, jak budować napięcie i grać na emocjach odbiorcy. Klimat jest przytłaczający i mroczny, a atmosfera tak gęsta, że niemal przez cały czas mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli na szpilkach. Groza osacza gracza z każdej strony, a serce bije coraz szybciej z każdym kolejnym krokiem.

Choć rodzajów przeciwników nie ma aż tak wielu, to każde starcie z nimi przeraża i wywołuje falę stresu, nawet jeśli nasza postać jest potężną maszyną bojową radzącą sobie bez większego trudu z większością zagrożeń. Nie mogło też zabraknąć jump scare’ów, choć tych jest niewiele i nie należą do najbardziej intensywnych. Moim zdaniem są one zbędne, bo już sama atmosfera robi robotę, wywołując nieustanne dreszcze grozy. To sytuacja podobna do tej znanej z arcydzieła, jakim był Alan Wake 2, gdzie klimat potrafił wciągnąć i przestraszyć bez potrzeby częstego uciekania się do tanich chwytów. Nieprzypadkowo wspominam tę grę, ponieważ jump scare’y w Cronosie działają w bardzo podobny sposób jak w dziele Sama Lake’a.

Ja to wszystko już gdzieś widziałem

Pod względem rozgrywki Cronos: The New Dawn nie oferuje praktycznie niczego nowego. Wszystkie rozwiązania widzieliśmy już wielokrotnie w innych grach survival horror, takich jak Resident Evil, wspomniany wcześniej Alan Wake 2 czy przede wszystkim Dead Space. Przemierzamy liniowe, korytarzowe lokacje, a nasza bohaterka porusza się powoli i z wyczuwalną ociężałością. Całą akcję obserwujemy z bliskiej perspektywy trzecioosobowej.

Podstawą przetrwania pozostają zasoby i ekwipunek, które zdobywamy i samodzielnie wytwarzamy. Tego zawsze jest za mało, więc każdą kulę i każdą apteczkę musimy liczyć jak na wagę złota. Nawet przy wyjątkowo ostrożnym i precyzyjnym podejściu do walki zdarza się, że zapasy wystarczają zaledwie na styk, a niekiedy zaczyna ich brakować. Gra zmusza więc do ciągłego planowania kolejnych kroków i myślenia z wyprzedzeniem. Sam kilkukrotnie znalazłem się w sytuacji, gdy w trakcie kilku starć całkowicie wyczerpałem zasoby. Na szczęście twórcy przewidzieli alternatywne sposoby zadawania obrażeń, choć wymagają one więcej czasu i kombinowania.

Jedną z najciekawszych mechanik, jakiej nie kojarzę z żadnej innej gry, jest możliwość pochłaniania ciał przez wrogów. Dzięki temu stają się coraz silniejsi i potrafią błyskawicznie zamienić się w prawdziwe maszyny do zabijania. Na szczęście możemy temu przeciwdziałać. Jeśli wróg zaczyna pożywiać się zwłokami, wystarczy w niego strzelić, by oderwać go od makabrycznej uczty. To jednak środek awaryjny, a najlepszym rozwiązaniem jest zapobieganie temu procesowi z wyprzedzeniem.

Najpewniejszym i właściwie jedynym sposobem jest spalenie ciała na popiół. Niestety zapasy paliwa są ograniczone i nie zawsze możemy sobie pozwolić na korzystanie z tej metody. Co prawda paliwo można wytwarzać ze zdobywanych surowców, a w kryjówce regularnie uzupełnia się jego niewielki zapas, ale powrót do niej bywa czasochłonny i nierzadko wymaga długiej wędrówki przez niebezpieczne tereny.

O czym trzeba wspomnieć, Cronos: The New Dawn nie należy do gier szczególnie wymagających ani bezlitośnie trudnych. Jeśli tylko gracz zachowuje rozsądek, nie rzuca się bezmyślnie w sam środek walki, unika stania w miejscu jak łatwy cel, regularnie zbiera surowce oraz dba o ulepszanie kombinezonu i broni, to śmierć staje się rzadkością. Sam ukończyłem grę w blisko piętnaście godzin i ani razu nie zobaczyłem ekranu porażki. Choć przeciwnicy potrafią skutecznie podnosić poziom stresu, w praktyce nie stanowią większego wyzwania. To samo można powiedzieć o starciach z bossami. Gra jest stosunkowo prosta i przystępna, choć tylko pod warunkiem, że nie pozwolimy sobie na lekkomyślność.

Jak już wspomniałem, podczas rozgrywki zdobywamy surowce, które pozwalają wytwarzać niezbędne do przetrwania przedmioty, takie jak amunicja, apteczki czy różnego rodzaju narzędzia. Oprócz tego w grze pojawia się waluta określana mianem energii. Możemy ją wydawać w bezpiecznych kryjówkach na zakup zasobów, jednak zdecydowanie warto rozważyć odkładanie jej na ulepszenia broni. Niestety energii nie zdobywa się na tyle dużo, by ulepszyć wszystko, dlatego trzeba podejmować rozsądne decyzje, na co ją przeznaczyć. Dodatkowo od czasu do czasu natrafiamy na mapie na tzw. Rdzenie. To dzięki nim możemy wzmacniać między innymi nasz kombinezon, co ma istotny wpływ na jego wytrzymałość czy zwiększenie pojemności już i tak mocno ograniczonego rozmiaru ekwipunku.

Jest zasada, u siebie rób jak u siebie, a u…

Niestety Cronos: The New Dawn to gra, która wyszła zbyt wcześnie, a najlepiej świadczy o tym słaba optymalizacja. Gra była testowana na jednej z najmocniejszych obecnie jednostek (RTX 5080, Ryzen 7 9800X3D) w rozdzielczości 4K na wysokich ustawieniach graficznych (Nie na najwyższych!) z włączonym śledzeniem promieni. W takiej konfiguracji tytuł osiągał jedynie 25–35 klatek na sekundę, a w wyjątkowych momentach potrafił dojść do 40. Włączenie DLSS poprawiało wynik o dodatkowe 10 fps, a dopiero aktywacja generatora klatek pozwoliła cieszyć się komfortową rozgrywką na poziomie 100–140 fps. To trochę smutne, że wiele wychodzących współcześnie gier opiera i będzie opierać swoją optymalizacje na wspomnianej technologii. Problem pojawia się w chwili, gdy ktoś nie posiada karty wspierającej to rozwiązanie. Obawiam się, że w takiej sytuacji przeciętny użytkownik może mieć poważne trudności z uzyskaniem satysfakcjonującej płynności, nawet w standardowym 1080p czy coraz popularniejszym 1440p. Nie da się ukryć, że gra prezentuje się świetnie – oferuje wiele graficznych wodotrysków oraz szczegółowo wykonanych poziomów. Wciąż jednak mamy do czynienia z produkcją o zamkniętej, korytarzowej strukturze, a warto podkreślić, że wiele większych i jeszcze ładniejszych tytułów działa znacznie lepiej. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy poświęcą więcej uwagi optymalizacji w kolejnych łatkach.

Gra od strony technicznej prezentuje się naprawdę solidnie – nie natknąłem się ani na poważniejsze błędy, ani nawet na drobne bugi. Jedynie irytujący jest przycisk do szybkiego leczenia, który bardzo łatwo jest przypadkiem nacisnąć i zmarnować przez to apteczkę. Gorzej jednak wypada menu gry, sprawiające wrażenie wyraźnie niedopracowanego. Dobrym przykładem jest obecność dwóch opcji włączenia generatora klatek, odpowiadających za to samo. Jedyna różnica jest taka, że jedna opisana jest po polsku, a druga po angielsku. Warto też wspomnieć, że zarówno interfejs, jak i całe menu zostały zaprojektowane z myślą o padzie. Grając na PC-tach, nie liczcie więc na wygodną obsługę myszką. Jeśli nie macie kontrolera, pozostaje Wam poruszanie się po opcjach wyłącznie przy pomocy klawiatury.

Za oprawę muzyczną odpowiada niezawodny Arkadiusz Reikowski, od lat związany z Bloober Team i odpowiedzialny za ścieżki dźwiękowe do niemal każdej ich produkcji. Także i tym razem kompozytor nie zawiódł – jego muzyka nie tylko potęguje grozę i gęstą atmosferę, ale również nadaje grze niepowtarzalnego charakteru. Co więcej, wiele utworów znakomicie sprawdza się także poza samą rozgrywką, świetnie wypadając w odsłuchu jako samodzielna muzyka.

Przechodząc do meritum: Cronos: The New Dawn to bardzo dobry survival horror, który jednak trafił na rynek zbyt wcześnie. To gra, która powinna jeszcze “poleżeć w piecu”, nim podało się ją głodnym graczom. Optymalizacja zdecydowanie wymaga dopracowania. Pod względem rozgrywki produkcja nie zawodzi, choć nie wnosi większej świeżości do gatunku. Można ją określić jako horrorowe “Smerfne Hity”, biorące fundamenty znanych i dobrze działających mechanik oraz rozwiązań, a następnie nakładając na nie charakterystyczny, przesiąknięty polskością filtr. Ci, którzy mieli styczność z takimi seriami jak Dead Space, Resident Evil czy Alan Wake, od razu poczują się tu jak u siebie. Fani gatunku powinni dać temu tytułowi szansę, zwłaszcza że kosztuje jedynie 229,99 zł, co przy dzisiejszych realiach cenowych jest ofertą więcej niż uczciwą. To po prostu solidna, wciągająca gra, która nie odkrywa koła na nowo, ale w umiejętny sposób korzysta ze znanych i lubianych od lat mechanik.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam).
Kopia gry do recenzji została podarowana przez producenta i wydawcę Bloober Team.

7.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
9.0
Udźwiękowienie
9.0
Gameplay
7.5
Fabuła
7.0
Strona techniczna
5.5
Ocena ogólna
7.5
Zalety
  • Niesamowity projekt poziomów

  • Świetny klimat mroku i grozy

  • Trzyma cały czas w napięciu

  • Gameplay, który wciąga

  • Starcia z wrogami są zawsze stresujące...

Wady
  • ...Mimo że są banalnie łatwe

  • Niepotrzebne jumpscare'y

  • Przewidywalna fabuła

  • Wtórna i mało oryginalna

  • Beznadziejna optymalizacja

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *