Niszowy horror z gwiazdorską obsadą. Czy to wystarcza, aby osiągnąć sukces? Można powiedzieć, że jestem koneserem horrorów – zarówno historii pisanych, serialowych, filmowych, czy oczywiście w formie gier. Po prostu uwielbiam czuć ten dreszczyk przy poznawaniu nowej historii. Staram też się śledzić wszystkie nowe, interesujące produkcje z tego gatunku...
Niszowy horror z gwiazdorską obsadą. Czy to wystarcza, aby osiągnąć sukces?
Można powiedzieć, że jestem koneserem horrorów – zarówno historii pisanych, serialowych, filmowych, czy oczywiście w formie gier. Po prostu uwielbiam czuć ten dreszczyk przy poznawaniu nowej historii. Staram też się śledzić wszystkie nowe, interesujące produkcje z tego gatunku i sprawdzać je, jeżeli tylko znajdę czas i okazję.
Miło się zaskoczyłem, gdy zobaczyłem, że Surgent Studios – odpowiedzialne za Tales of Kenzera: ZAU – postanowiło mocno odskoczyć tematycznie od swojej poprzedniej gry. Dead Take to horror psychologiczny, łączący elementy FMV z zdecydowanie gwiazdorską obsadą. Zobaczymy tutaj w głównych rolach Bena Starra (Expedition 33, Final Fantasy XVI, Hades II) i Neila Newbona (Detroit: Become Human, Baldur’s Gate 3, seria Resident Evil), a wielu innych znanych aktorów pojawia się w rolach gościnnych czy cameo.
Jednak czy taka obsada aktorska jest w stanie zapewnić odpowiednią atmosferę i klimat? Przekonajmy się!
Mroczna strona Hollywood
W Dead Take wcielamy się w Chase’a Lawry’ego – aktora, który trafia do luksusowej posiadłości za sprawą zaginięcia swojego przyjaciela, Vinny’ego. Vinny zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach podczas starania się o nową rolę. Dowiadujemy się, że miał on trafić do posiadłości dzięki zaproszeniu na imprezę, lecz gdy docieramy na miejsce, zastajemy dom całkowicie opuszczony.
Nie tylko opuszczone wnętrze wydaje się dziwne – z czasem zaczynamy otrzymywać tajemnicze wiadomości od właściciela posiadłości, który jednocześnie jest głównym producentem filmu, o którego rolę ubiegał się nasz przyjaciel. Oczywiście nie będę zdradzał zbyt wielu szczegółów, ale na pierwszy rzut oka absurdalny motyw zaskakująco przekształca się w spójną całość i odsłania przed nami drugie dno historii.
Strona aktorska jest zdecydowanie najmocniejszą stroną Dead Take. Neil i Ben są po prostu świetni w swoich rolach, a obsada drugoplanowa i cameo również świetnie się sprawdzają, znakomicie budując tę specyficzną atmosferę.
Dead Take jest idealną przygodą na wieczór – zwłaszcza że możemy ją ukończyć w 3-4 godziny, w zależności od tego, jak szybko uporamy się z zagadkami (a są one sporą częścią gry). Myślę, że łamigłówki mają całkiem umiarkowany poziom trudności. Osoby, które są weteranami gier logicznych, nie znajdą tutaj żadnego problemu, ale zwyczajny, niedzielny gracz może natrafić na momenty, które zatrzymają go na dłuższą chwilę.
Psychologiczny Escape Room
Jedną z najciekawszych cech Dead Take jest to, jak gra odwraca koncepcję escape roomów. Podczas gdy w większości gier tego typu celem gracza jest wydostanie się za wszelką cenę, Dead Take chce, abyśmy zagłębiali się w nią jeszcze bardziej. Takie podejście wiąże się z dodatkowym napięciem – w końcu mamy do czynienia z horrorem psychologicznym.
Ciągle w podświadomości towarzyszy nam pytanie: czy na pewno chcemy otworzyć te drzwi? Biorąc pod uwagę tajemniczość całej sytuacji i fakt, że zupełnie nie wiadomo, czego się za nimi spodziewać, każda decyzja staje się znacząca. Dead Take nie zachęca do ucieczki przed niebezpieczeństwem – wręcz przeciwnie, każe nam go szukać, nawet jeśli wiemy, że coś czeka za rogiem.
Osobiście uważam, że powstałe w ten sposób napięcie jest niezwykle satysfakcjonujące. Sam mam na koncie setki przejrzanych horrorów (zarówno gier, jak i filmów), a jednak Dead Take zdołał mnie kilkukrotnie zaskoczyć pod kątem budowania strachu – a to zdarza się naprawdę rzadko.
Oczywiście żadna gra typu escape room nie byłaby skuteczna bez zagadek do rozwiązania, a Dead Take ma ich naprawdę mnóstwo. Jednak wiele z nich jest dość łatwych do rozwiązania. Niemniej jednak fabuła Dead Take jest główną atrakcją tej gry i gdyby zagadki były zbyt trudne, mogłoby to spowodować, że narracja zeszłaby na dalszy plan lub stała się mniej przyjemna.
Wszystko, czego wymagają łamigłówki w Dead Take, to dobra pamięć i dokładna eksploracja. Eksplorowanie posiadłości daje nam wiele wiedzy o samej lokacji, ale też daje wiedzę na przyszłość w kontekście nadchodzących zagadek. Dzięki temu rozwiązywanie łamigłówek stało się czymś naturalnym, a obrazy, notatki i lokalizacje natychmiast przychodzą szybko do głowy.
Rozwiązywanie tych zagadek ma jednak jeden aspekt, który daje ogromną satysfakcję – aspekt, który ponownie sprowadza się do fabuły, atmosfery gry i odkrywania wielu pomieszczeń rezydencji. Mapa, która początkowo wydaje się dość przystępna, ostatecznie rozrasta się do znacznie większych rozmiarów, z wieloma ukrytymi obszarami, na które niełatwo natrafić.
Dead Take stosuje również unikalną taktykę, aby zapewnić graczom poczucie postępu – wykorzystuje w tym celu konkretne momenty dźwiękowe. Często można usłyszeć głośne uderzenia w pobliskie drzwi lub nawet odgłos ciężkiego oddechu za plecami, co stanowi wyraźny sygnał, że robimy postępy fabularne.
Horror pod osłoną nocy
Dead Take to ładna gra, działająca na silniku Unreal Engine 5. Na maksymalnych ustawieniach prezentuje się zjawiskowo – szczególnie dzięki świetnemu systemowi oświetlenia, który jest kreatywnie wykorzystywany w różnych scenach fabularnych. Sama posiadłość oraz otaczający ją teren zostały stworzone z ogromną starannością i dbałością o szczegóły.
Jeśli chodzi o optymalizację gry, bez technologii upscalingu od Nvidii, AMD czy Intela nie ma co nawet myśleć o płynnej rozgrywce. Przy użyciu RTX 5080 i bez włączonych tych technologii utrzymywałem około 70 klatek na sekundę w rozdzielczości 1080p. Na szczęście implementacja DLSS i FSR jest na dobrym poziomie i nie widać znaczących artefaktów graficznych.
Na osobną pochwałę zasługują wstawki FMV w grze – są bardzo dobrze wyreżyserowane i utrzymane w wysokiej jakości. Ich integracja z elementami otoczenia również została wykonana na wysokim poziomie.
Muzycznie Dead Take jest mocno klimatyczny. Soundtrack głównie się składa z mocno niepokojących ambientów, lecz występują również bardziej oczywiste utwory, które dobrze podbijają poczucie grozy i niepewności. Ross Tregenza, który wcześniej pracował przy Cyberpunku 2077, Deathloop czy Helldivers 2 wykonał kawał świetnej roboty przy dopełnieniu tego doświadczenia dobrze dopasowaną i klimatyczną muzyką.
Podsumowanie
Dead Take to bardzo dobry filmowy escape room z elementami horroru psychologicznego. Świetne aktorstwo, dobrze stworzona atmosfera i ciekawe zagadki tworzą nam ciekawą odskocznię od pierwszego tytułu Surgent Studios. Mam nadzieję, że twórcy nie porzucą tego kierunku i zostaną w tematyce horroru w ich kolejnych produkcjach.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę Pocketpair Publishing.
8.0
Ocena autora
Podsumowanie
Grafika
8.5
Technikalia
7.0
Gameplay
7.0
Zawartość i fabuła
8.0
Dźwięk
9.0
Ocena ogólna
8.0
Zalety
Świetne aktorstwo.
Ładna oprawa wizualna.
Klimatyczna ścieżka dźwiękowa.
Bardzo dobra ścieżka dźwiękowa.
Różnorodne zagadki.
Dobry stosunek ceny do zawartości.
Wady
Niepotrzebne jumpscare w niektórych momentach.
Stan techniczny na słabszych sprzętach mógł być bardziej dopracowany.
Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.