0

Czy anime GTA w formie gachy ma sens? Na ten moment nieszczególnie.

Zatrzęsienie rynku gier gacha trwa w najlepsze od premiery Genshin Impact prawie 5 lat temu. Nowe produkcje próbują się prześcigać pod względem rozmachu całej produkcji, jednocześnie stojąc w miejscu pod względem niektórych aspektów rozgrywki. Hotta Studio, twórcy średnio przyjętego Tower of Fantasy, postanowili wkroczyć z ich nową produkcją w tematykę, której jeszcze żadna gacha nie poruszyła – wielki współczesny sandbox w stylu serii Grand Theft Auto. Jest to odważna próba, która musi być odpowiednio dopracowana, aby odróżnić ją od typowej wydmuszki. Na ten moment niestety zmierza w średnim kierunku.

NTE wcielamy się w nieznanego protagonistę, który pojawia się w mieście Hethereau w wyniku tajemniczej anomalii – przybierającej formę dziwnego deszczu – zaczynającej przejmować kontrolę nad mieszkańcami. Bohater zostaje szybko odnaleziony przez specjalny oddział zajmujący się tego typu przypadkami i przewieziony do siedziby głównej. Na miejscu otrzymuje propozycję dołączenia do organizacji badającej anomalie i oczywiście się zgadza, ponieważ nie zna w tym świecie nikogo i nie wie, gdzie ma żyć. Z biegiem czasu poznaje całą obsadę postaci, różne miejsca w mieście oraz rozwijający się wątek fabularny.

Na ten moment pod względem fabularnym NTE mnie zupełnie nie przekonuje. Sposób przedstawiania historii jest mocno chaotyczny – totalnie bez ładu i składu. Niektóre postacie są przerysowane do tego stopnia, że stają się po prostu irytujące i nie wnioskują niczego sensownego do odbioru tej historii, działając raczej jak elementy stworzone wyłącznie po to, by generować momenty nadające się do zwiastunów czy krótkich klipów na social media. Fabule brakuje konkretnego punktu zaczepienia – w tym przypadku naszego bohatera, który poznaje ten nowy świat i genezę anomalii, która przywiodła go do Hethereau. Nie może się jednak w pełni na tym skupić, bo co chwilę zostaje wrzucany w coś niespodziewanego. Kompletnie mi to nie pasuje na obecnym etapie. Nie można jednak odebrać twórcom tego, że cutscenki przedstawiające historię utrzymane są na bardzo wysokim poziomie.

Neverness to Everness to u podstaw gra akcji. Twórcy trzymają się schematu ustanowionego przez takie gry gacha jak Genshin Impact czy Wuthering Waves. System walki stanowi dokładne połączenie elementów z tych dwóch produkcji. Mamy kontry i uniki znane z Wuthering Waves oraz reakcje między żywiołami znane z Genshin Impact.

Choć walka teoretycznie zapowiada się ciekawie, niestety wymaga jeszcze wielu poprawek. Obecnie system walki wydaje się dosyć “drewniany” po dłuższym graniu. Animacje nie są tak płynne jak w Wuthering Waves, a system reakcji nie jest tak rozbudowany jak w Genshin Impact – ogranicza się jedynie do zmiany postaci podczas walki przy posiadaniu odpowiednich żywiołów, które aktywują daną reakcję. Po prostu brakuje tutaj głębi mechanicznej. Problem pogłębia fakt, że przeciwnicy stanowią ogromne gąbki na punkty zdrowia – niezależnie od poziomu naszego ekwipunku czy umiejętności. Brakuje również możliwości łączenia ataków w combo, co zostało dobrze zaimplementowane w WuWa. Obecnie walka sprowadza się głównie do spamowania przycisku ataku, okazjonalnych uników i zmiany postaci w odpowiednim momencie.

Dużym elementem NTE jest oczywiście miasto. W grach gacha kluczową kwestią jest zawartość – bez niej gracz nie pozostanie w grze na dłużej. Niestety, obecnie NTE cierpi na jej brak. Hethereau jest po prostu puste. Owszem, znajdziemy tu sklepy czy drobne aktywności, ale w porównaniu z innymi grami gacha typu open-world, przestrzeń ta wydaje się wyjątkowo uboga.

To tym bardziej frustrujące, że miasto zostało przepięknie zaprojektowane i ma niesamowity klimat. Jednak po dłuższej rozgrywce okazuje się, że nie ma tu wiele do roboty poza odkrywaniem punktów teleportacji, eliminowaniem przypadkowych grup przeciwników czy poszukiwaniem nielicznych anomalii rozrzuconych po mapie. Na szczególną pochwałę zasługuje natomiast sposób wprowadzania World Bossów. To prawdziwy unikat – gdy spotykamy nowego bossa, najpierw przechodzimy przez rozbudowaną, interaktywną sekwencję, która dopiero kończy się właściwą walką. Ten element zdecydowanie można uznać za udany.

Graficznie NTE prezentuje się bardzo ładnie. Nie jest to zaskoczeniem, ponieważ gra wykorzystuje większość możliwości Unreal Engine 5, w tym technologie Nanite i Lumen. Niestety, optymalizacja nie jest idealna – nawet na moim RTX 5080 zdarzały się spadki płynności. Jeśli chodzi o warstwę dźwiękową, NTE na obecnym etapie prezentuje się bardzo dobrze. Podczas eksploracji usłyszymy różne odmiany lofi i muzyki elektronicznej, natomiast w trakcie walk pojawiają się dynamiczne utwory rockowe. Sekcja jazdy samochodem oferuje kilka kompozycji, które określiłbym jako pop z lekkimi wpływami elektroniki.

Największą pozytywną niespodzianką w NTE jest system gacha – chociaż nie wiem, czy można go jeszcze tak określać. Neverness to Everness zawsze gwarantuje otrzymanie limitowanej postaci. Nie ma tutaj elementu losowości co do tego, czy zdobędziemy postać, którą chcemy, ponieważ dostajemy ją za każdym razem. Jedyna losowość polega na tym, czy uda nam się ją uzyskać za mniejszą, czy większą ilość waluty. Nie doświadczymy tu również typowego systemu bannerów z broniami – przynajmniej nie w tradycyjnym znaczeniu. Broń możemy nabyć na dwa sposoby: kupić w specjalnym sklepie lub “wylosować” za pomocą kluczy otrzymywanych za ukończenie misji.

Nie będę ukrywał, ale zawiodłem się na pierwszym kontakcie z Neverness to Everness. Gra niestety na ten moment jest mocno pusta w zawartość, a system walki totalnie nie powala i nie wprowadza niczego nowego. Jeżeli gracie w jakieś gry gacha z otwartym światem to nie ma żadnego sensu, aby porzucać te gry dla NTE, gdyż nowy zawodnik nie robi niczego lepiej niż jego poprzednicy. Na ten moment NTE jest na przegranej pozycji we wszystkich aspektach oprócz systemu gachy.

Recenzja oparta o wersję gry na PC.
Kopia gry do pierwszych wrażeń została podarowana przez wydawcę Perfect World.

O autorze

Paweł "Dedazen" Bortkiewicz

Pracownik IT porankiem, redaktor popołudniami. Wieloletni gracz, który przyjmuje ciepło każdy gatunek, jeżeli gra daje z siebie wszystko. Oprócz gier chętnie przyjmie dobry film czy komiks.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *