Prozie H.P. Lovecrafta można wiele zarzucić, jednak nie da się zaprzeczyć, że ten amerykański pisarz stworzył wyjątkowe uniwersum, które pokochali liczni miłośnicy grozy. Jego dziedzictwo szybko wykroczyło poza świat książek i na dobre zadomowiło się w innych dziedzinach rozrywki, czego dowodem są liczne filmy oraz gry wideo, których w...
Prozie H.P. Lovecrafta można wiele zarzucić, jednak nie da się zaprzeczyć, że ten amerykański pisarz stworzył wyjątkowe uniwersum, które pokochali liczni miłośnicy grozy. Jego dziedzictwo szybko wykroczyło poza świat książek i na dobre zadomowiło się w innych dziedzinach rozrywki, czego dowodem są liczne filmy oraz gry wideo, których w ostatnim czasie pojawia się coraz więcej. Jednym z takich tytułów jest Stygian: Outer Gods od studia Misterial Games, które próbuje połączyć rozwiązania znane między innymi z Amnesia: The Bunker czy Resident Evil Village, obficie czerpiąc przy tym z mitologii Cthulhu. Czy twórcy zdołali poradzić sobie z tak ambitnym zadaniem? Przekonajmy się.
Człowiek nauki z Arkham
Akcja gry przenosi nas do 1920 roku, początkowo do amerykańskiego miasteczka Arkham, lecz już po kilkunastu minutach wprowadzenia trafiamy do portowego Kingsport, w którym rozgrywa się główna część fabuły. Wcielamy się w Jacka, antropologa oraz weterana pierwszej wojny światowej. Dręczony tajemniczym zaginięciem ojca protagonista wraz ze swoją przyjaciółką Victorią rusza jego śladem właśnie do wspomnianego Kingsport. Niestety w trakcie podróży zaskakuje ich potężny sztorm, który roztrzaskuje statek, wyrzucając ledwie żywą dwójkę bohaterów na brzeg. Wkrótce przekonują się, że miasteczko, choć początkowo wydaje się opuszczone, kryje w sobie coś znacznie gorszego. Kingsport zamieszkuje pradawne zło, a nasi bohaterowie nieświadomie znaleźli się w samym środku koszmaru.
Stygian: Outer Gods, dostępne obecnie w Early Access, oferuje na tę chwilę jedynie pierwszy rozdział całej historii, którego ukończenie zajmuje około sześciu godzin. Twórcy z Misterial Games obiecują jednak regularne aktualizacje, w ramach których stopniowo będą dodawać kolejne epizody opowieści.
Chociaż daleki jestem od stwierdzenia, że Stygian: Outer Gods oferuje najlepszy scenariusz wśród gier grozy, z jakimi miałem do czynienia, to bez wątpienia jest on bardzo dobrze napisany. Opowieść potrafi zaciekawić i zaintrygować, stawiając przed graczem liczne tajemnice, których odkrywanie daje sporą satysfakcję. Dodajmy do tego fakt, że cała historia rozgrywa się w uniwersum wykreowanym przez H.P. Lovecrafta, co sprawia, że otrzymujemy coś niezwykle klimatycznego i wyjątkowego. Chociaż nazwisko samego Lovecrafta nie pada w grze ani razu, to inspiracje jego twórczością są widoczne na każdym kroku – od mrocznej atmosfery po realia lat 20. ubiegłego wieku czy nawet nazwy miejsc, takich jak Arkham lub Miskatonic University.
Większość bohaterów wywołała u mnie mieszane uczucia. Choć historie poszczególnych postaci są interesujące, a aktorzy głosowi dobrze wykonali swoje zadanie, same postacie niestety nie do końca przekonują. Winę za to ponoszą częściowo dialogi, które nie zawsze stoją na najwyższym poziomie. Pozostając w temacie rozmów, warto zaznaczyć, że Stygian: Outer Gods jest pełnoprawną grą RPG, co oznacza, że podczas każdej konwersacji napotykamy klasyczne bloczki tekstu charakterystyczne dla gatunku cRPG oraz wiele opcji dialogowych. Czasami pojawiają się również decyzje, które według twórców mają wpływać na dalszy przebieg fabuły. Czy faktycznie mają one znaczenie, przekonamy się jednak dopiero w przyszłości, gdyż gra znajduje się obecnie na zbyt wczesnym etapie produkcji, by można było to rzetelnie ocenić.
Warto zaznaczyć, że choć aktorzy głosowi dają z siebie wszystko, immersję zaburza fatalny lip sync, który kompletnie rozmija się z wypowiadanymi kwestiami. Co więcej, jedynie wybrane postacie mają nagrane kwestie mówione, podczas gdy większość bohaterów pozostaje niema, a ich kwestie jesteśmy zmuszeni jedynie czytać. Pozostaje mieć nadzieję, że wraz z rozwojem projektu twórcy znajdą odpowiednich aktorów, którzy uzupełnią braki głosowe.
Elementem, który najbardziej przykuwa uwagę w Stygian: Outer Gods jest bez wątpienia niesamowity, lovecraftowski klimat. Atmosfera grozy i niepokoju zdecydowanie wysuwa się tu na pierwszy plan. To nie jest jeden z tych horrorów, które bazują głównie na gwałtownych jumpscare’ach. Nie mogę powiedzieć, bym przez cały czas siedział jak na szpilkach, bojąc się tego, co wyskoczy zza zakrętu. Niemniej klimat zagrożenia jest niezwykle gęsty i przytłaczający. Każde spotkanie, nawet z najmniej groźnym przeciwnikiem, stanowi wyjątkowo stresujące przeżycie. Nawet dzierżąc w ręku potężną broń, ciągle towarzyszy nam strach przed nagłą i brutalną śmiercią. Dodatkową presję wywołuje fakt, że możliwość zapisu postępów jest ograniczona do specjalnie wyznaczonych punktów, których wcale nie ma wiele. Każda śmierć oznacza utratę wszystkich osiągnięć od ostatniego zapisu, przez co często, zaraz po pokonaniu przeciwnika lub zdobyciu cennych przedmiotów, wracałem do najbliższego punktu zapisu. Bałem się, że za kolejnym rogiem czeka mnie zagrożenie, które może pozbawić mnie ciężko wypracowanego progresu. Jak się okazało, ostrożność ta była jak najbardziej uzasadniona, gdyż… gra w najmniej oczekiwanym momencie postanowiła niespodziewanie wyrzucić mnie do pulpitu.
Jeszcze daleka droga do R’lyeh
Na szczęście był to jedyny tak poważny problem, jaki napotkałem podczas rozgrywki. Mimo to przed twórcami gry wciąż bardzo długa droga. Jednym z ich najważniejszych priorytetów powinna być poprawa optymalizacji. Produkcja była testowana na jednej z najmocniejszych konfiguracji sprzętowych dostępnych obecnie na rynku, a mimo to przy najwyższych ustawieniach graficznych w rozdzielczości 1080p osiągała jedynie około 80 klatek na sekundę w zamkniętych pomieszczeniach oraz zaledwie 60 na otwartych mapach. Są to wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że gra dopiero co zadebiutowała we Wczesnym Dostępie.
Twórcy powinni również bliżej przyjrzeć się sztucznej inteligencji przeciwników. Nie da się ukryć, że choć potrafią oni zabić nas dosłownie dwoma ciosami, to ich zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Są niezwykle przewidywalni, łatwi do oszukania, a do tego często blokują się na przeszkodach lub w wąskich przejściach, przez co stają się banalnie prostymi celami. Sama walka również wymaga gruntownego dopracowania, ponieważ w obecnej formie sprowadza się do zasady kto pierwszy trafi, ten wygrywa. Nie ma tu miejsca na żadną taktykę ani finezję.
RPG grozy
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że Stygian: Outer Gods nie tylko posiada elementy RPG, ale jest pełnoprawną grą role-playing. Kierowana przez nas postać dysponuje statystykami, które mają realny wpływ na przebieg rozgrywki. Z jednej strony znajdziemy tu klasyczne atrybuty takie jak zdrowie, kondycja czy wytrzymałość psychiczna. Z drugiej – umiejętności bardziej specyficzne, przydatne podczas rozmów, włamań czy badania okultystycznych obiektów. Do każdej akcji możemy podejść bez względu na poziom danej cechy, jednak im wyższy jej wskaźnik, tym większa szansa powodzenia. Obecnie statystyki ulepszamy poprzez odnajdywanie rzadkich przedmiotów zwanych Kartami Grzeszników. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku Talentów, czyli specjalnych umiejętności i zdolności bohatera. Zdobywa się je rzadko, ale gdy już uda się nam którąś odblokować, istotnie wpływa ona na dalszą grę. Niektóre talenty umożliwiają przenoszenie ciężkich obiektów, inne pozwalają rozmawiać ze zmarłymi, a jeszcze inne umożliwiają korzystanie z potężnych artefaktów.
Ekwipunek Jacka jest bardzo ograniczony, mocno przypominając rozwiązania znane chociażby z serii Resident Evil. Dysponujemy ograniczoną przestrzenią, którą musimy skrupulatnie zarządzać, odpowiednio układając przedmioty tak, by jak najlepiej wykorzystać dostępne miejsce. Warto również zaznaczyć, że większość znajdowanych podczas eksploracji przedmiotów to nie amunicja czy apteczki, lecz różnego rodzaju materiały do craftingu. Co jakiś czas, głównie w bezpiecznych kryjówkach, możemy skorzystać ze specjalnych warsztatów, które pozwalają na stworzenie określonych przedmiotów. Oczywiście pod warunkiem, że wcześniej uda nam się odnaleźć odpowiedni projekt. Stygian: Outer Gods to survival horror z krwi i kości, w którym każda kula czy bandaż są na wagę złota. Bez regularnego craftingu nasze szanse na przetrwanie drastycznie maleją.
Upiorne Kingsport
Kingsport i jego okolice, które przyjdzie nam eksplorować, to tereny wypełnione po brzegi zawartością. Niezależnie od tego, gdzie się udamy, zawsze natrafimy na coś ciekawego. Do niektórych miejsc początkowo nie mamy dostępu. Część z nich jest zablokowana ze względów fabularnych, inne zaś wymagają posiadania odpowiednich umiejętności lub zdolności. Gra nieustannie zachęca nas, by wracać do wcześniej odwiedzonych lokacji i odkrywać je na nowo, co zdecydowanie warto robić, nie tylko ze względu na czekające nas nagrody. Sposób, w jaki twórcy zaprojektowali każdą lokację zasługuje na szczególne uznanie. Każdy zakątek Kingsport posiada wyjątkowy, niepowtarzalny klimat oraz charakter. Choć może to zabrzmieć dziwnie w kontekście miasta zdewastowanego i przepełnionego złem, po tych kilku godzinach spędzonych w grze naprawdę poczułem się w Kingsport jak w domu. Kiedy Stygian: Outer Gods doczeka się pełnej wersji, z pewnością jeszcze niejeden raz wrócę do tego tytułu. Choćby tylko po to, by raz jeszcze nacieszyć się fenomenalnym designem odwiedzanych miejsc.
No to daleko do tego R’lyeh, czy nie?
Twórców wciąż czeka długa droga, zanim dotrą do R’lyeh. Przed nimi nie tylko dokończenie fabuły, ale również szereg technicznych usprawnień: poprawa optymalizacji, wyeliminowanie błędów wyrzucających do pulpitu, naprawa sztucznej inteligencji czy dopracowanie walki z przeciwnikami. Lista zadań jest naprawdę długa. Mimo to już teraz mogę z pełnym przekonaniem polecić ten tytuł każdemu miłośnikowi grozy. To bez wątpienia jeden z najlepszych horrorów, jakie pojawiły się do tej pory w tym roku. Oferuje genialny klimat, znakomity design lokacji, angażujące elementy RPG oraz intrygującą, tajemniczą historię. Stygian: Outer Gods wciąga po prostu jak bagno! Gdybym tylko mógł, grałbym dalej bez chwili przerwy. Z niecierpliwością czekam na kolejne aktualizacje i rozwinięcie tej fascynującej opowieści.
Pierwsze wrażenia oparte o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do artykułu została przedpremierowo podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.