0

Jestem zapalonym miłośnikiem gier rytmicznych. Zjadłem zęby na chociażby takich produkcjach jak Just Dance, osu!, Beat Saber czy BPM Bullets Per Minute, nie wspominając o wielu innych produkcjach. Gdy tylko zobaczyłem pierwszy zwiastun Beatable na gogle VR Meta Quest 3, natychmiast wiedziałem, że muszę położyć swoje ręce na tym tytule. Wszystko wskazywało na to, że będzie to prawdziwa rewolucja w gatunku muzyczno-rytmicznym. Słowo klucz: „wskazywało”.

Uderz w stół, a…

Beatable to prosta, a jakże genialna gra w swoich założeniach. Do zabawy potrzebujemy jedynie gogli VR, wygodnego krzesła, stołu i własnych rąk. Zasady są banalne: uderzamy dłońmi w stół w rytm muzyki, trafiając w nadlatujące kafelki. Od czasu do czasu trzeba też zaklaskać lub pstryknąć palcami. Całość prezentuje się naprawdę efektownie i imponująco. Niestety, ale nawet najpiękniejsza róża ma kolce. Czasem wyjątkowo ostre.

Szczerze mówiąc, początkowo miałem zamiar całkowicie skrytykować ten tytuł. Już od pierwszych minut rozgrywki Beatable sprawiało ogromne problemy z wykrywaniem uderzeń. Niezależnie od tego, czy chodziło o stukanie w stół, klaskanie, czy pstrykanie palcami. Gra zdawała się ich po prostu nie rejestrować. Oświetlenie pomieszczenia było idealne, a sama aplikacja perfekcyjnie odwzorowywała ruchy dłoni. Podejrzewałem kiepską kalibrację, więc przed każdą kolejną piosenką próbowałem ją ustawiać na nowo, niestety bezskutecznie. W pewnym momencie zacząłem nawet wątpić w swoje umiejętności. Czyżby lata spędzone z Beat Saberem, osu! czy Guitar Hero nie miały już znaczenia? Czy naprawdę wypadłem z rytmu aż tak bardzo? Trudno było mi w to uwierzyć. Wniosek nasuwał się sam: coś jest ewidentnie nie tak z samą grą. A może… to nie takie oczywiste?

Zrezygnowany i sfrustrowany odłożyłem gogle VR, po czym wyszedłem na dłuższy spacer, by ochłonąć. Jednak w imię dziennikarskiej rzetelności postanowiłem dać Beatable jeszcze jedną szansę następnego dnia. I ku mojemu zdziwieniu gra… działała bez zarzutu. Nie wiem, czy w nocy pojawiła się jakaś tajemnicza aktualizacja, czy może pełne naładowanie gogli miało na to wpływ, choć wątpię – ale jedno było pewne. Beatable nagle stało się grywalne. System rejestrowania uderzeń i gestów dłoni działał precyzyjnie, a w sytuacjach, gdy coś nie zostało zaliczone, wiedziałem, że wynikło to z mojego błędu. Trudno powiedzieć, co dokładnie zmieniło się przez noc, ale efekt był piorunujący. Gra nie tylko zaczęła działać poprawnie, ale zaczęła też sprawiać prawdziwą frajdę. Może nie jestem w stanie podpisać się pod stwierdzeniem, że ta gra jest następnym krokiem w ewolucji gier rytmicznych, ale na pewno jest dobrym do tego wstępem.

Niestety, poza samym pomysłem gra nie oferuje zbyt wiele. Dostępna obecnie playlista zawiera jedynie trzynaście utworów, z których każdy trwa średnio około dwóch minut. Na plus zasługuje z pewnością duża rozpiętość gatunkowa, dzięki czemu twórcy starają się trafić w gusta możliwie najszerszego grona odbiorców. Problem w tym, że w całym zestawie nie znalazłem ani jednej piosenki, która naprawdę by mi się spodobała. Choć gust muzyczny jest kwestią mocno indywidualną, to w moim przypadku nie jest trudno trafić w upodobania. Słucham niemal wszystkiego, a mimo to żaden z utworów obecnych w Beatable nie zostanie ze mną na dłużej. Piosenki są bez wyrazu, nijakie i nie dają większej satysfakcji z ich słuchania. Warto jednak zaznaczyć, że mają dobrze zaznaczony rytm, który idealnie dopasowuje się do specyfiki gier rytmicznych.

Nowa era gier rytmicznych?

Niestety, Beatable zmaga się z kilkoma problemami, których tajemnicza “magiczna noc” nie zdołała wyeliminować. Podczas rozgrywki, po kilku nieudanych próbach trafienia w rytm, ekran pokrywa się czerwonym filtrem, a muzyka staje się nieco cichsza. O ile samo wyciszenie utworu jest standardowym zabiegiem w grach rytmicznych i można je zaakceptować, o tyle czerwony filtr absolutnie nie sprawdza się w produkcji VR, przynajmniej nie w takiej formie. Gdy ekran jest nim pokryty, praktycznie nic nie widać, co znacznie utrudnia dalszą grę i trafianie w kolejne kafelki. Co więcej, intensywna, wszechobecna czerwień działa stresująco, potęgując frustrację zamiast motywować do lepszej gry.

Kolejny uciążliwy problem dotyczy sposobu opuszczania gry. W teorii, jeśli podczas rozgrywki odwrócimy dłonie i złączymy palce, powinniśmy wywołać menu pauzy gry (lewa dłoń) lub wrócić do menu głównego gogli (prawa dłoń). Podobną funkcję spełniają dedykowane przyciski na kontrolerach. O ile gest lewej dłoni odpowiedzialny za menu pauzy działa bez zarzutu, o tyle analogiczny ruch prawą dłonią nie tylko nie przenosi nas do pulpitu gogli, ale całkowicie psuje obraz gry. Jeśli chcemy kontynuować zabawę, konieczny jest restart aplikacji i ponowne jej uruchomienie. W sytuacji, gdy faktycznie chcemy opuścić grę i przejść do menu gogli, jedynym wyjściem pozostaje sięgnięcie po fizyczny kontroler, którego przycisk, w przeciwieństwie do gestu, działa bez problemu.

Kolejną niedogodnością w Beatable jest kwestia komfortu podczas gry, choć tutaj wrażenia mogą być mocno indywidualne. Co prawda możemy grać, stukając w stół, mając przedramiona lub łokcie oparte o blat. Jeśli jednak chcemy osiągnąć jakikolwiek sukces w utworach o wyższym poziomie trudności, musimy unieść ręce wyżej. Jest to zresztą metoda rekomendowana przez twórców gry, co można zauważyć na materiałach promocyjnych. W moim przypadku konieczne było uniesienie dłoni na wysokość klatki piersiowej. Rzeczywiście, w takiej pozycji rozgrywka staje się bardziej precyzyjna i satysfakcjonująca, jednak ceną za to są zmęczone i obolałe ręce oraz barki już po kilku minutach intensywniejszej gry.

Ostatecznie, abstrahując już od wyjątkowo nieudanego pierwszego wrażenia, moje odczucia wobec Beatable pozostają mieszane. Z jednej strony otrzymujemy oryginalny pomysł na rozgrywkę, który potrafi przynieść sporo satysfakcji i przyjemności. Z drugiej jednak strony początkowa lista utworów jest bardzo rozczarowująca, a sama gra cierpi na kilka istotnych niedociągnięć, które negatywnie wpływają na komfort rozgrywki.

W efekcie każdy powinien indyżwidualnie ocenić, czy warto już teraz dać tej produkcji szansę. Osobiście sugerowałbym raczej poczekać, aż twórcy wzbogacą grę o nowe, ciekawsze utwory, co wydaje się kwestią czasu, szczególnie że w menu głównym widoczna jest już nieaktywna na ten moment opcja sklepu. Z grami rytmicznymi jest podobnie jak z konsolami: nawet najlepszy sprzęt na świecie niewiele znaczy bez dobrych, angażujących gier.

Tak czy inaczej, mimo dość przeciętnych piosenek ostatecznie bawiłem się nieźle, jednak na razie raczej nie planuję do Beatable wracać. Poczekam, aż twórcy nie wzbogacą dostępnej bazy utworów.

Recenzja oparta o wersję gry na Oculus Meta Quest 3.
Kopia gry do recenzji została podarowana przez wydawcę.

7.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
9.0
Muzyka
6.0
Gameplay
7.5
Zawartość
5.0
Strona techniczna
7.0
Ocena ogólna
7.0
Zalety
  • Ładna oprawa graficzna

  • Świetny, a jakże prosty pomysł na grę rytmiczną

  • Możliwość grania w VR i AR

  • Sprawia sporo frajdy

Wady
  • Niewielka ilość utworów na start

  • Oferowane piosenki są bezpłciowe

  • Kilka uporczywych błędów

  • Parę nieprzemyślanych decyzji projektowych

O autorze

Bartosz "Lisek Volsgen" Michalik

Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *