Z pewnością wielu z was kojarzy gry pokroju Getting Over It with Bennett Foddy, w których celem jest wspinaczka na coraz wyższe poziomy, często okupiona sporą dawką frustracji i zniszczonymi kontrolerami. Teraz do tego grona dołącza polska propozycja od twórców z Olsztyna o nazwie Egging On. Choć na razie...
Z pewnością wielu z was kojarzy gry pokroju Getting Over It with Bennett Foddy, w których celem jest wspinaczka na coraz wyższe poziomy, często okupiona sporą dawką frustracji i zniszczonymi kontrolerami. Teraz do tego grona dołącza polska propozycja od twórców z Olsztyna o nazwie Egging On. Choć na razie dostępna jest jedynie wersja demonstracyjna, już teraz widać, że projekt ma co nieco do zaoferowania.
Egging On to prosta w założeniach gra platformowo-zręcznościowa, w której wcielamy się w tytułowe jajo. Nasz cel jest banalnie prosty: musimy dostać się na sam szczyt kurnika, z którego wypadliśmy. Jednak im wyżej się wspinamy, tym cała konstrukcja robi się coraz bardziej groteskowa i absurdalna. My natomiast, jako jajko, możemy co najwyżej turlać się i skakać. Sam skok jest o tyle ciekawy, gdyż jego wysokość nie zależy od siły nacisku odpowiedniego przycisku na kontrolerze czy długości jego przytrzymania, a od pozycji, z której jajko się wybiło. To, w połączeniu z wymagającym systemem sterowania, potrafi wywołać niemałą frustrację. Jednak taka ta gra właśnie ma być – frustrująca. Naszym zadaniem jest więc opanowanie nietypowego modelu poruszania się i dotarcie na samą górę. Łatwo nie będzie, ponieważ upadek z platformy oznacza nie tylko stratę postępów, lecz także ryzyko rozbicia delikatnej skorupki jajka, a w najgorszym wypadku powrót na sam dół, niemal pod wejście do kurnika. Jako, że jestem osobą niezwykle wybuchową i pozbawioną cierpliwości możecie sobie wyobrazić, jak wyglądała moja rozgrywka przez większość czasu.
Warto dodać, że na pełną wersję gry jeszcze sobie trochę poczekamy, a to co mogliśmy przetestować to wersja demonstracyjna. Ukończenie dostępnego fragmentu zajęło mi nieco ponad dwie godziny, choć w sieci nie brakuje utalentowanych graczy, którzy poradzili sobie z tym wyzwaniem nawet dwukrotnie szybciej.
Dużym ułatwieniem okazuje się możliwość włączenia punktów kontrolnych. Jeśli uda nam się dotrzeć na wyższy poziom, a następnie pechowo spaść na sam dół kurnika, możemy skorzystać z drona, by wrócić do ostatnio odblokowanego checkpointa. Niestety, korzystanie z tej opcji wiąże się z wyłączeniem możliwości zdobycia wielu osiągnięć. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego deweloperzy decydują się karać graczy za to, że chcą sobie nieco ułatwić rozgrywkę. Zamiast tego lepszym rozwiązaniem byłoby premiowanie tych, którzy podejmują pełne wyzwanie i mierzą się z grą bez żadnych wspomagaczy. Warto jednak zaznaczyć, że nawet z aktywnymi punktami kontrolnymi rozgrywka nie staje się automatycznie łatwa. Pozwala nam jedynie zaoszczędzić odrobinę czasu, którą byśmy tracili na ponownym przechodzeniu znanych już i wyuczonych platform.
Choć przyznaję to z trudem – bo oznacza to, że nie mogę zrzucić winy za swoje niepowodzenia na grę – projekt poziomów w większości został dobrze przemyślany. Wszystko zostało zaprojektowane tak, by maksymalnie uprzykrzyć życie graczowi, ale jednocześnie nie uczynić wyzwania niemożliwym do pokonania. Piszę “w większości”, ponieważ zdarzają się fragmenty, które trudno przejść bez odrobiny szczęścia. Zdarzyło mi się również kilka razy utknąć jajkiem między deskami, co całkowicie uniemożliwiało dalszą grę i wymuszało restart.
Na osobne wyróżnienie zasługuje narrator. Jego głos jest ciepły i przyjemny dla ucha, a sam sposób prowadzenia narracji zasługuje na pochwałę. Nie komentuje przesadnie często, a jeśli już się odzywa, to po to, by dodać otuchy lub nas pocieszyć. I robi to z wyczuciem, dokładnie wtedy, gdy trzeba. Co najważniejsze, milknie w momentach największej frustracji, co okazuje się doskonałym posunięciem. W wielu grach, zwłaszcza tych o wyższym poziomie trudności, ciągłe komentarze w tle potrafią działać graczowi na nerwy. W Egging On narrator pojawia się dokładnie wtedy, gdy jego obecność ma sens i spełnia swoją rolę. Dzięki temu, mimo że gra potrafi solidnie przetestować naszą cierpliwość i aż kusi, by rzucić klawiaturą w monitor, obecność narratora pomaga zachować zimną krew.
Od strony technicznej trudno się do czegokolwiek przyczepić i mówię to zupełnie szczerze. Gra wygląda ślicznie, a przez cały czas rozgrywki nie natknąłem się na ani jeden spadek w płynności. Jedyny element, który może budzić pewien niedosyt, to mocno ograniczone opcje w menu. W przykładowo takich ustawieniach graficznych możemy jedynie zmienić rozdzielczość, docelową liczbę klatek na sekundę oraz włączyć lub wyłączyć synchronizację pionową.
Choć wciąż dostrzegam przestrzeń na drobne poprawki i usprawnienia, Egging On to jedna z najlepiej wyglądających i działających gier tego typu, jakie miałem okazję ograć. Potrafi solidnie podnieść ciśnienie w najbardziej stresujących momentach i bywa niezwykle frustrująca, gdy coś nam nie wychodzi. Ale gdy w końcu się uda, dostarcza potężną dawkę satysfakcji. Choć moje zszargane nerwy raczej wolałyby tego uniknąć, muszę przyznać, że z dużą ciekawością wypatruję tego, co studio Egobounds szykuje na pełną wersję. Jeśli utrzymają zaprezentowany w demie poziom i być może wprowadzą kilka ciekawych urozmaiceń, Egging On może okazać się mocną pozycją, którą warto mieć na uwadze.
Pierwsze wrażenia oparte o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do artykułu została przedpremierowo podarowana przez wydawcę.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.