Miło mi ponownie powitać Was w Wielkich Spóźnionych – serii recenzji gier, które swoją premierę miały już jakiś czas temu, ale wciąż zasługują na uwagę. Spirit of the North to kameralny walking simulator z 2019 roku, w którym wcielamy się w uroczego, rudego liska. Czy deweloperzy z Infuse Studio...
Miło mi ponownie powitać Was w Wielkich Spóźnionych – serii recenzji gier, które swoją premierę miały już jakiś czas temu, ale wciąż zasługują na uwagę. Spirit of the North to kameralny walking simulator z 2019 roku, w którym wcielamy się w uroczego, rudego liska. Czy deweloperzy z Infuse Studio sprostali wyzwaniu i stworzyli coś wyjątkowego? Przekonajmy się!
Duchowa podróż
W tej krótkiej, bo możliwej do ukończenia w zaledwie jeden wieczór trzygodzinnej przygodzie, wcielamy się w samotnego liska, który podąża za tajemniczą, czerwoną wstęgą unoszącą się na niebie. Czym ona jest? Kim jesteśmy? Jaki przyświeca nam cel? Tego nie wiadomo. W Spirit of the North nie znajdziemy ani jednego dialogu, ani fragmentu tekstu. Nie znajdziemy tu klasycznego interfejsu, a większość elementów menu została celowo ukryta, by nie odciągać uwagi od samego doświadczenia. Wszystko po to, byśmy mogli jak najgłębiej zapaść się w immersji.
Fabułę poznajemy wyłącznie poprzez otoczenie oraz wydarzenia, w których bierzemy udział. Jej rdzeń jest prosty i łatwy do zrozumienia, jednak twórcy pozostawiają wiele niedopowiedzeń, dając graczowi przestrzeń na własne interpretacje oraz dopowiadanie. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że opowieści brakuje głębi – czegoś, co mogłoby poruszyć mocniej lub skłonić do głębszych przemyśleń. Niemniej, mamy tu do czynienia z solidną, choć prostą historią, narracją i światem.
Rudy 102
Choć przez większość rozgrywki po prostu przemierzamy malownicze krainy, od czasu do czasu na naszej drodze pojawiają się zagadki oraz elementy platformowo-zręcznościowe. Absolutnie nie oczekuję, by Spirit of the North było skomplikowaną grą logiczną, jednak poziom łamigłówek sprawia wrażenie, jakby lekceważył inteligencję gracza. Większość z nich sprowadza się do powtarzalnego schematu: pobierz ładunek mocy z pobliskiego kwiatka, przenieś go do wyznaczonego miejsca lub użyj, by usunąć przeszkodę blokującą dalszą drogę. Zagadki sprawiają wrażenie wstawionych na siłę, jakby miały jedynie zapobiec ciągłej monotonii wynikającej z nieustannego marszu naprzód.
Po drodze do celu przyjdzie nam pokonać niejedną sekwencję zręcznościową. I nie miałbym do nich żadnych zastrzeżeń, ponieważ są zaprojektowane solidnie, gdyby nie fakt, że sterowanie liskiem pozostawia sporo do życzenia. Ruchy bywają sztywne, nieresponsywne, a momentami wręcz toporne. Czasami czułem się, jakbym sterował małym, rudym czołgiem sunącym po tafli śliskiego lodu. Gdy zdarzało mi się zawalić etap platformowy, najczęściej wynikało to z niskiej precyzji sterowania lub braku reakcji na naciśnięcie przycisku skoku. Nie oznacza to jednak, że gra jest niegrywalna. Przez większość poziomów przechodzi się bezboleśnie i nawet nie zwraca się uwagi na brak potrzebnych szlifów.
Podczas eksploracji niejednokrotnie natrafimy na ciała zmarłych mnichów. Jeśli uda nam się odnaleźć ich kostur i zanieść go na miejsce spoczynku, uwolnimy duszę i odeślemy ją do zaświatów. Są to swego rodzaju znajdźki, które momentami potrafią być naprawdę dobrze ukryte. Choć większość etapów ma dość liniową strukturę, odnalezienie wszystkich mnichów potrafi zająć sporo czasu i wymaga uważnego przeczesywania okolicy.
Spirit of the North to tytuł, który, biorąc pod uwagę skalę projektu, prezentuje się nadwyraz dobrze pod względem oprawy audiowizualnej. Z jednej strony możemy podziwiać estetyczne i starannie zaprojektowane, choć zamknięte lokacje. Z drugiej, warstwa graficzna nie odbiega znacząco od wielu większych produkcji z okresu swojej premiery sprzed sześciu lat. Towarzysząca grze muzyka, w której dominują dźwięki fortepianu, doskonale wpasowuje się w relaksujący, eksploracyjny charakter rozgrywki. Niestety ścieżka dźwiękowa dość szybko zaczyna się powtarzać, co z czasem może stać się zauważalne. Mnie osobiście to nie przeszkadzało, ale niektórzy gracze mogą po pewnym czasie zacząć odczuwać znużenie.
Quo vadimus, vulpes?
Jeśli macie wolny wieczór i uda się wam kupić ten tytuł w promocyjnej cenie, warto dać mu szansę. Spirit of the North nie rewolucjonizuje branży, nie zmieni waszego spojrzenia na gry ani na świat, ale potrafi zapewnić przyjemnie spędzony wieczór. Nawet jeśli miejscami towarzyszyć mu będą pewne niedogodności. Zagracie, pobawicie się całkiem nieźle, a potem najpewniej szybko zapomnicie o tej grze. A kiedy po jakimś czasie przypomni wam się ten mały rudzielec przemierzający północne krainy, jestem przekonany, że wspominać będziecie go ciepło. Warto więc mieć ten tytuł na uwadze, zwłaszcza że na horyzoncie już widać zbliżającą się kontynuację.
Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam). Kopia gry do recenzji została zakupiona przez recenzenta osobiście.
Redaktor of all trades. Gra we wszystko, co mu się nawinie. Niestety są to zazwyczaj symulatory sklepów. Wielki fan Persony, Undertale, Forzy Horizon i gier Hoyo. Fanatyk gier fabularnych RPG, takich jak Dungeons & Dragons, Warhammer Fantasy czy Zew Cthulhu.