Pokemon Scarlet & Violet – Recenzja

Pokemon Scarlet & Violet – Recenzja

84 wyświetleń
0

Najnowsza generacja Pokemon pokazuje, że Game Freak to mistrzowie gameplayu i jednocześnie nieudacznicy technologii.


Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że to co przeczytacie poniżej opiera się tylko i wyłącznie na moich doświadczeniach z grą. Nie będę się odnosił do tego co można znaleźć w internecie na temat gier, a tylko i wyłącznie to co ja doświadczyłem po 33 godzinnej przygodzie z najnowszą odsłoną serii Pokemon.
Pokemon Violet jest idealnym przykładem tego jak słaby zespół programistów potrafi zepsuć wizerunek całej gry, mimo tego że reszta zespołów odegrała świetną robotę. Najnowsza generacja gier Pokemon pierwszy raz w historii istnienia serii oferuje graczom pełny otwarty świat, co jest dosyć rewolucyjne w ramach tej serii, gdzie wcześniej seria oferowała dosyć liniową rozgrywkę w zamkniętych lokacjach. Pierwsze szlaki zostały przetarte w Pokemon Sword & Shield, które wprowadziły Wild Area, następnie Pokemon Legends: Arceus, gdzie dostaliśmy otwarte strefy w stylu serii Monster Hunter. Otwarty świat w Scarlet & Violet to rzeczywiście otwarty świat z krwi i kości. Jakby to Todd Howard powiedział “Widzisz tą górę? Możesz tam wejść.” i tak właśnie jest w tych grach. Jednak czy sam otwarty świat wystarcza?

Piękny pomysł ubity przez technikalia

Przez moje ponad 30 godzin z grą jestem w stanie stwierdzić, że najnowsze odsłony cierpią na przypadłość zwaną “memory leak”, który mocno zabija rozgrywkę, ponieważ gdy dotrzemy do jakiegoś bardziej wymagającego miejsca to tracimy płynność. W połączeniu z leakiem to wszystko zaczyna się kumulować i z każdą kolejną lokacją ta płynność leci na łeb na szyję w dół. Oczywiście zamknięcie i otworzenie gry na nowo poprawia sytuację, lecz jest to po prostu strata dodatkowych minut i oczywiście stopowanie rozgrywki. Spadki płynności to oczywiście nie jedyne problemy, które możemy tutaj doświadczyć. Kolejną rzeczą są limitacje klatek animacji NPC i obiektów jeżeli jesteśmy oddaleni od nich w odpowiedniej odległości lub kiedy jest ich dużo w jednym miejscu, ten efekt potrafi doprowadzić do wielu dziwnych sytuacji, gdzie część NPC się porusza w normalnej liczbie klatek, a NPC obok potrafi być animowany w 5 FPS, co wygląda komicznie. Osobiście podczas mojej przygody nie spotkałem żadnych bugów, oprócz tego że kamera mi kilka razy pokazała co się znajduje pod mapą. Moje największe problemy dotyczą spadków płynności, które momentami po prostu bolą w oczy. Warto też wspomnieć, że Game Freak przy produkcji gry usunął też kilka funkcji, które pojawiały się w serii od lat. Przykładowo, nie możemy już wyłączyć animacji ataków Pokemonów i nie możemy zmienić trybu walki na set, który jest dodatkowym opcjonalnym utrudnieniem rozgrywki i przez wielu jest uznawany jako obowiązkowy.

Gameplayowo to czołówka serii

Gdyby nie problemy techniczne to Scarlet & Violet byłyby najlepiej ocenianymi odsłonami serii. Z punktu widzenia gameplayu to wszystko jest tutaj zrobione bardzo dobrze i działa tak jak powinno. Z racji tego, że mamy teraz do czynienia z otwartym światem to twórcy dają nam wolną rękę w jakiej kolejności chcemy postępować z wątkiem fabularnym, który teraz jest podzielony na 3 sekcje. Victory Road to sekcja znana z poprzednich gier, gdzie musimy zdobyć 8 odznak, aby zakwalifikować się do Ligi Pokemon i następnie zostać Mistrzem, tutaj większych zmian nie ma, oprócz tego że mamy pełną dowolność z którym liderem chcemy walczyć najpierw. Poprzednie gry zawsze miały określoną kolejność liderów, w przypadku Scarlet & Violet tego nie ma, co jest świetną opcją. Drugą sekcją jest “Path of Legends”, który polega na walkach z tzw. Pokemonami Tytanami, które są gigantycznymi bossami. Pokonanie każdego z Tytanów odblokowuje nowe opcje poruszania się, takie jak pływanie, szybowanie czy wspinaczka. Ostatnią sekcją jest “★ Starfall Street ★”, który opiera się na pokonaniu złego zespołu, w tym przypadku “Team Star”. Team Star ma 5 liderów i każdy ma swoją bazę na mapie, każdą bazę musimy zinfiltrować i pokonać lidera. Wszystkie 3 sekcje się ze sobą w końcu łączą i prowadzą do jednej z najlepszych sekcji całej serii Pokemon, lecz nie będę tego spoilerował w tej recenzji. Jeżeli chodzi o świat gry to jest on spory, samo przejście go trwa 20 minut na piechotę i jest w nim co robić. Oprócz wszystkiego co powyżej mamy także do dyspozycji akademię, gdzie możemy brać udział w lekcjach na których dowiadujemy się o lore gry, a także otrzymujemy nagrody za udział w nich, więc warto się z tym zapoznać, zwłaszcza że lekcje te są opcjonalne i można je łatwo ominąć. Gra także oferuje Tera Raidy. Raidy to coś co już znamy z Pokemon Sword & Shield, lecz w Scarlet & Violet zostały usprawnione i wykonuje się je dużo przyjemniej i szybciej, przez to, że nie musimy już czekać na tury naszych sojuszników tylko teraz każdy atakuje jednocześnie.
Następną nowością, która nawiązuje do raidów jest “Terastallize”, czyli nowa umiejętność, którą mogą wykonywać nasze Pokemony. Każdy z spotkanych Pokemonów ma teraz swój Tera Typ i dzięki mechanice “Terastallize” możemy zmienić typ podczas walki, przy okazji zmieniając wizualną formę na taką zrobioną z kryształu. W Raidach możemy za to spotkać Pokemony o niecodziennych Tera Typach, przykładowo Pikachu z typem latającym. W Scarlet & Violet możemy też doświadczyć pełny co-op, pierwszy raz w tej serii. Możemy zaprosić swoich znajomych do siebie i razem przechodzić punkty fabularne, łapać pokemony razem czy eksplorować mapę. Kooperacja działała akurat całkiem sprawnie w moim przypadku i nie miałem żadnych problemów w użytkowaniu.

Wielu kompozytorów to był świetny pomysł, ale zawsze jest ten jeden…

Scarlet & Violet mają dużo muzyki i to tak mega dużo względem poprzednich gier z serii. Każda strefa ma swój motyw przewodni, swoją własną muzykę do walki z dzikimi pokemonami i osobną dla walki z trenerami. Dodatkowo każda ważna postać fabularna ma swój motyw przewodni i praktycznie wszystkie są fenomenalne. Oczywiście, mimo tego że soundtrack tworzyło kilku kompozytorów to był jeden, który wyróżniał się najbardziej i był to oczywiście Toby Fox. Toby miał za zadanie stworzenie motywów do większości najważniejszych momentów w grze i zdecydowanie podołał zadaniu, bo motywy muzyczne od niego najbardziej zapadły mi w pamięci. Utwory z ostatniej lokacji w grze oraz z ostatniego bossa to prawdopodobnie najlepsze motywy muzyczne jakie ta seria kiedykolwiek oferowała. Zalety najnowszych odsłon serii nie kończą się na muzyce, bo fabuła także uległa poprawie względem ostatnich odsłon. Sword & Shield niestety nie zachwycało fabularnie pod żadnym względem, lecz Scarlet & Violet przez większość momentów potrafiło mnie wrócić pamięcią do najlepiej fabularnych odsłon serii, czyli Black & White. Ostatnie 2 godziny gry pod względem fabularnym to także czołówka tej serii, a sama gra także oferuje całkiem fajnie napisane postacie we wcześniejszych momentach gry.

Podsumowanie

Jak już pisałem wcześniej, gdyby nie problemy techniczne i graficzne to Pokemon Scarlet & Violet byłyby najlepiej ocenianymi grami Pokemon do tej pory, lecz niestety słaba warstwa techniczna zaprzepaściły tą szansę. Jednak jeżeli opisane wyżej problemy wam nie przeszkadzają to gra jest zdecydowanie warta przejścia, bo oferuje sporo zawartości i frajdy dla fanów marki Pokemon. Bardzo liczę, że Game Freak jak najszybciej zajmie się łataniem bugów i optymalizacji, a nie spocznie na laurach z powodu wysokiej sprzedaży gry.

Recenzja oparta o wersję gry na Nintendo Switch.
Kopia gry do recenzji została zakupiona przez recenzenta.

8.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika i Technikalia
4.5
Gameplay
9.0
Zawartość
9.5
Muzyka
9.5
Ocena ogólna
8.0
Zalety
  • Ogromna ilość zawartości.
  • Najlepsza muzyka w serii.
  • Różnorodność mapy.
Wady
  • Błędy, błędy i błędy.
  • Brzydka grafika.
  • Usunięte niektóre funkcje z poprzednich gier.

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *