Oakenfold – Recenzja

Oakenfold – Recenzja

57 wyświetleń
0

Gry typu rogue-like (Lite także) zdecydowanie mnie prześladują w tym roku. Jednak nie narzekam na to. Tym bardziej, że każda takowa produkcja różni się od siebie znacząco. Rogaliki można podawać na wiele odmiennych mechanicznie i gameplay’owo sposobów. Dlatego uwielbiam ten gatunek. Jest niesamowicie elastyczny i w niemal każdej swojej formie daje sporo zabawy. Oakenfold nie jest wyjątkiem od tej reguły.

Ja to już gdzieś widziałem

Nie zdziwię się, jeśli po zobaczeniu poniższych screenów poczujecie Déjà vu. Twórca gry otwarcie przyznaje się do inspiracji słynną w swojej niszy turową strategią Into the Breach, gdzie mechanika cofania czasu odgrywa bardzo ważną rolę. W Oakenfold podobnie wiemy zawczasu, co wróg planuje. Dostajemy pule kilkunastu ruchów, by rozwiązać obecnie panującą na planszy sytuację. Jeśli coś pójdzie nie tak zawsze możemy cofnąć się o kilka ruchów, by naprawić popełnione błędy. Głównym naszym celem (w 99% przypadków) nie jest pokonanie wszystkich przeciwników, a przetrwanie kilku fal nadciągających potworów. W tym czasie musimy pilnować nie tylko tego, żeby nie dać się zabić, ale też skrzynek z zapasami, które pełnią rolę czegoś w postaci drugiego paska życia. Na całą grę mamy limit liczby skrzynek do stracenia. Przekroczymy go i koniec gry.

Dokładnie, czeka nas koniec gry. Oakenfold jest świetnym przykładem rogue-like’a, gdzie śmierć jest ostateczna, a każde kolejne podejście zaczynamy od zera. Nie otrzymujemy tu bonusów na start, jak w chociażby rogue-lite’ach. Za każdym razem musimy wzrastać w siłę od początku. Robimy to kupując przedmioty i ulepszenia trzech podstawowych ataków w specjalnej stacji. Owe ulepszacze kosztują dwie waluty – czas (Niewykorzystane punkty akcji są przerabiane na tęże walutę), a także kryształy podniesione z martwych ciał potworów. Trzeba jednak uważać, by stacja nie uległa zniszczeniu. Co gorsza, możemy kupić tylko jedno ulepszenie na planszę. Wyjątkiem jest tu specjalny rodzaj poziomów.

Przyjemne… Ale co dalej?

Rzecz jasna skoro to rogue-like to musi być tu sporo losowości. Plansze generowane są proceduralnie. Każde jedno podejście jest inne od poprzedniego. Sekwencje następujących poziomów przy każdym uruchomieniu nowej gry są zawsze inne. Tak samo losowość tyczy się ulepszeń i przedmiotów w stacji. Nigdy nie wiemy, co nowego “sklep” nam zaoferuje.

Przyznam się szczerze, że przy pierwszym uruchomieniu nowej gry nie wiedziałem kompletnie, jakimi zasadami rządzi się ten tytuł. Od razu zostałem rzucony na głęboką wodę. Gra nie posiada zbyt wielu samouczków czy tutoriali. Praktycznie wszystkiego musimy nauczyć się samemu. Podobnie postąpiono z fabułą, która praktycznie tu nie występuję. Żadnych cutscenek ani ciągu fabularnego. Wiemy tylko tyle co twórca zamieścił w sklepowym opisie gry – Wcielamy się w kobietę imieniem Asha, która jest ostatnim człowiekiem na świecie. Przed śmiercią ojciec nauczył jej wszystkiego. Teraz wykorzystując tę wiedzę musi nie tylko przetrwać, ale i dokończyć misje, którą jest odzyskanie skrzyń z zapasami potrzebnymi do zasilenia systemu Oakenfold.

Jak już wcześniej wspomniałem gra od samego początku mówi nam “Radź sobie sam!”. Pierwszym co musimy zrobić po uruchomieniu nowej gry jest wybór poziomu trudności oraz jednej z trzech klas postaci dla naszej bohaterki – Survival, Agile bądź Scientific. Każda różni się zdolnościami, z którymi zaczynamy zabawę, a także tym co sklep będzie nam później oferować. Pierwsze kilkadziesiąt minut to była istna katorga. W dobrym znaczeniu tego słowa. Bo chociaż brakuje tu samouczka to uczenie się samemu wszystkich mechanik i zasad rządzących grą było całkiem satysfakcjonujące. Z początku umierałem raz za razem, a pierwszy boss to była dla mnie bariera nie do przekroczenia. W końcu po około godzinie nauki na własnych błędach i zrozumieniu wszystkiego, zacząłem robić postępy. Bossowie zaczęli padać, a ja już nie przegrywałem, bo nie pilnowałem skrzynek. Wtedy zaczęła się prawdziwa gra i kombinowanie. Na szczęście gra opiera się na rozgrywce turowej bez limitu czasowego, więc możemy przysiąść na moment i pomyśleć. Bez przygotowania się na ciagłe myślenie i próbowanie przewidzenia tego co ma nadejść, nie ma co nawet zabierać się za Oakenfold.

Wszystko pięknie, ale…

Mało co jest idealne. Oakenfold także. Jasne, bawiłem się naprawdę nieźle. Sporo satysfakcji przyniosła mi ta produkcja. Oprawa graficzna jest ładna. Muzyka nie wyróżnia się, ale jest przyjemna. Z kolei optymalizacja stoi na najwyższym poziomie. Poważnym problemem jest tu sama zawartość. Cała gra sprawia wrażenie, jakby była zaledwie pustym zbiorem dobrze działających mechanik. Jest odwrotną wydmuszką… (W sumie to zwykłym jajkiem) Podstawy świetne. Szkoda więc, że Oakenfold nie prezentuje nic więcej. Tak po prawdzie, nie ma tu wiele do roboty. Możemy przechodzić run za runem kolejnymi klasami postaci na różnych poziomach trudności i to tyle. Jako dodatek twórca zapewnił nam tak zwany tryb “Weakly Escape”. Polega on na tym, że raz na tydzień gracze dostają jedno stworzone specjalnie przez twórce wyzwanie z tymi samymi pokojami i wyborami. Żeby zapełnić całą tę pustkę autor udostępnił tablice wyników, by gracze mogli ze sobą konkurować o pierwsze miejsce w tabeli.

Oakenfold jest naprawdę dobrze wykonaną grą, która zapewniła mi sporo frajdy. Szkoda tylko, że zawartość jaką oferuje jest naprawdę skąpa.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam)
Kopia gry do recenzji została podesłana przez wydawcę.

7.5

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
8.0
Gameplay
8.0
Optymalizacja
10.0
Zawartość
4.0
Ocena ogólna
7.5
Zalety
  • Ładna oprawa graficzna

  • Porządny i dopracowany gameplay

  • Wymaga pomyślunku

Wady
  • Brak jakiegokolwiek wprowadzenia czy porządnego samouczka

  • Nieco pustawa

  • Przydałby się tu, choćby symboliczny, tryb fabularny

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *