Honey, I Joined a Cult – Recenzja

Honey, I Joined a Cult – Recenzja

41 wyświetleń
0

“Pośrodku bagien rozciągała się naturalna wyspa o mniej więcej akrowej powierzchni, niezadrzewiona i względnie sucha. Na wyspie skręcała się w podrygach nieopisana naga horda, istny wykwit ludzkiego spotwornienia[…]. Bękarci pomiot wył, ryczał i wił się wokół potwornego ognistego kręgu, pośrodku zaś tego kręgu znajdował się […] wielki granitowy obelisk, wysoki na jakieś dwa i pół metra; na szczycie obelisku stała nieproporcjonalnie drobna, plugawa rzeźbiona figurka. Okolony pożogą obelisk opasywało jeszcze szerszym, regularnym pierścieniem dziesięć szafotów, z których głowami w dół zwisały zmasakrowane w przedziwaczny sposób ciała nieszczęśników porwanych z osady. W tym właśnie kole, pomiędzy kręgiem ciał a kręgiem płomieni, przesuwał się z lewa w prawo krąg sekciarzy, wśród ryków i podskoków odprawiając niekończące się bachanalia.” – Opis kultu na podstawie opowiadania “Zew Cthulhu” autorstwa H.P. Lovecrafta.

Simsy, na które czekałem

Czy klimat powyższego cytatu choć w małym stopniu pokrywa się z tym co oferuje Honey, I Joined a Cult? Niestety nie. Ale czego innego można się spodziewać po tytule, który celuje w kreskówkową oprawę graficzną, humor i ogólnie pojęty luz? Nie jest to jednak coś złego. Niezaprzeczalnie gra ma swój urok, który jest jest niemałym atutem. Podobnie do wielu elementów dostosowywania i prowadzenia własnego kultu. Ale zacznijmy od początku.

Początek natomiast dzieje się w trakcie końca. Wcielamy się w rolę doświadczonego przywódcy kultu, którego teren został najechany przez policję. Musimy uciekać, zmienić swój wygląd i tożsamość, a następnie zacząć wszystko od nowa. Możemy wybrać jedną z kilku gotowych sekt albo założyć własną od podstaw. Opcji dostosowywania jest całkiem sporo, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie. Przed uruchomieniem gry warto też jeszcze wejść w zakładkę trudności. Możemy rzecz jasna wybrać jeden z trzech poziomów, ale o wiele większą frajdę sprawia bawienie się suwaczkami, od których zależy każdy jeden element rozgrywki. Trzeba jednak mieć na uwadze, żeby nie zejść poniżej określonego poziomu ułatwienia, gdyż wtedy zostanie wyłączone zdobywanie osiągnięć. Tematu nie ma, jeśli kompletnie was owe achievementy nie obchodzą.

Po przygotowaniu wszystkiego wchodzimy od razu do gry. Nasz cel jest prosty – zbudować wielką i potężną sektę, która pewnego dnia albo zbawi świat, albo doprowadzi go do ruiny. To od nas zależy, jaki los dla ludzkości wybierzemy. Honey, I Joined a Cult jest idealnym przykładem Tycoona, czyli pochodnej strategii ekonomicznych. Stawiamy budynki, ulepszamy je, zarabiamy pieniądze i wpływy na idio… Znaczy się na naszych wyznawcach. Wciąż musimy mieć na uwadze potrzeby i cechy tak wyznawców, jak i podlegającym nam kultystów. Jednak nie ma co się do nich przywiązywać. Trzeba mieć na uwadze, że jeśli chcemy, by postępy były nieco szybsze musimy w końcu ich wyrzucić ze wspólnoty (albo zrobić z nimi coś o wiele gorszego), a następnie zwerbować nowych. Bo niestety zaczynamy z kultystami i wyznawcami będącymi personifikacją przegrywu i dwóch lewych rąk. Z czasem jak zwiększa się nasz wskaźnik PR-u, wśród naszych wyznawców pojawiają się jednostki o wiele lepszej kategorii, aż w końcu nasz kult będzie składał się z samych celebrytów czy innych polityków. Jednak nie możemy przesadzać z niektórymi działaniami, bo mamy coś takiego jak wskaźnik ryzyka. Jeśli ten osiągnie wystarczająco wysoki poziom zaczną się protesty pod naszymi bramami, a policja zrobi nam nalot. Wracając jeszcze do kwestii rozbudowy naszej sekty. Nie każdy przedmiot czy pomieszczenie mamy odblokowane od samego początku. Te pierwsze zdobywamy w trakcie misji albo badań. Te drugie w trakcie badań albo boskich objawień. Innymi słowy, nieustannie musimy przeznaczać surowce na badania.

A tak, wspomniałem coś o misjach. Na te możemy wysyłać naszych sekciarzy. Nagrodą są surowce i przedmioty. Jednak jest w tym wszystkim ciekawy twist. Bo czasami pojawiają się małe wydarzenia, które kojarzą mi się z grami z gatunku cRPG. Otrzymujemy opis i musimy podjąć jakąś decyzję. Czasami niektóre opcje są zablokowane za barierą umiejętności wysłanych sekciarzy. W każdym razie, takowe wydarzenia mogą nam przynieść wiele dobrego, jak i złego. Wszystko zależy od tego, jak się potoczą.

Ziewam

Prawda, że to wszystko brzmi nader ciekawie i rozbudowanie? Być może. Problem w tym, że gra jest niesamowicie nudna i dłużąca się. Tycoony faktycznie charakteryzują się spokojniejszą, powolniejszą i bardziej relaksującą rozgrywką. Jednak w tym przypadku gra jest najzwyczajniej w świecie nudna. Żeby rozwijać kult, musimy go rozbudowywać, a to z kolei sprowadza się do badań. Badania niestety dłużą się niemiłosiernie. Dzięki czemu, jeśli już wcześniej dobrze wszystko rozdysponowaliśmy to kończy się na tym, że patrzymy na ekran jak gra działa sama, a my po prostu czekamy, aż badania dobiegną końca. Ze świeższych produkcji przypomina mi to Arcade Paradise, które również recenzowałem i to całkiem niedawno. Obie gry są tak nudne i niewymagające naszej ingerencji, że możemy puścić sobie serial albo inną grę na osobnym ekranie i na nich się skupić. Równie dobrze mogłaby to być gra mobilna działająca w tle, którą uruchamiamy od czasu do czasu; albo coś pokroju internetowych produkcji jak chociażby OGame czy Plemiona. Szczerze mówiąc po blisko 20 godzinach stania w miejscu tak mi się znudziło Honey, I Joined a Cult, że rozpocząłem nową rozgrywkę, nowym kultem, ale tym razem ze wszystkimi suwaczkami przesuniętymi na jak najszybszą rozgrywkę. “Już chędożyć te achievementy” – pomyślałem. I faktycznie, rozgrywka stała się o wiele szybsza. Do pewnego momentu. Bo gdzieś tak w 75% wszystkich badań te i tak spowalniają do tego stopnia, iż ma się już dość.

Pod względem technicznym też nie jest za ciekawie. Na ekranie dzieje się za dużo. Owszem, można wyłączyć większość okienek, by te nie przysłaniały innych. Jednak zdarzają się komunikaty i informacje, których pozbyć się już nie możemy, przez co strasznie traci na tym czytelność. Co gorsza, niektóre okienka mogą pojawić się w zupełnie niespodziewanym momencie, więc musimy uważać co robimy, bo obecnie wykonywane czynności nie zostają anulowane. Już mówię, co mam na myśli. Miałem zamiar usunąć stare łóżko ze sypialni. W tym momencie pojawiło się okienko z ukończeniem kazania. Klikam w iks wyłączający komunikat, a tym samym usunąłem ważny przedmiot z pewnego pomieszczenia. Tak, kursor usuwania wciąż był aktywny.

Podsumowanie

Honey, I Joined a Cult jest u podstaw bardzo porządny tytułem. Pod względem graficznym może przypominać The Escapists (Chociaż ta seria charakteryzuje się większą pikselozą), a mechaniki dziesiątki strategii typu Tycoon. Sam mam na koncie zaliczonych wiele takowych produkcji. Sęk w tym, że tempo i progresja są niesamowicie wolne. Być może ktoś uwielbia patrzeć jak pasek jednego badania ciągnie się pół dnia rzeczywistego czasu, jednakże ja i zapewne większość graczy do tego grona nie należymy. Nawet po przestawieniu wszystkich suwaków na maksimum w pewnym momencie wszystko zwalnia do tego stopnia, że jedna rozgrywka potrafi trwać sześć godzin. Wygląda to tak, jakby twórcy bali się, że gracze zauważą, jak niewiele gra oferuje w trakcie normalnego tempa, więc do bólu rozciągnęli całość. No i niestety muszę ponarzekać na zakończenia każdego “przejścia”. Po dotarciu do końca dostajemy leniwy obrazek i tabelki z wynikami. Nie chcę nic mówić, ale gra wyceniona na 100 zł powinna oferować znacznie więcej. Pomysł na grę fajny, ale ostateczny produkt pozostawia wiele do życzenia. Cóż, wygląda na to, że jeszcze sobie poczekamy na idealną grę o prowadzeniu sekty.

Recenzja oparta o wersję gry na PC (Steam)
Kopia gry do recenzji została podesłana przez wydawcę.

5.0

Ocena autora

Podsumowanie

Grafika
5.0
Gameplay
5.0
Strona techniczna
6.0
Zawartość
5.0
Ocena ogólna
5.0
Zalety
  • Wolność w tworzeniu i prowadzeniu własnej sekty

  • W pewnym sensie dobrze działające mechaniki

Wady
  • Nudna jak flaki z olejem

  • Postępy są powolne i nieangażujące do tego stopnia, że można na osobnym monitorze obejrzeć cały sezon jakiegoś serialu

  • Mogła być czymś więcej

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *