Stray – Recenzja

Stray – Recenzja

31 wyświetleń
1

Powiem wprost: Nie jestem zwolennikiem psów. Za to uwielbiam koty! Tak, jestem kociarzem i jestem z tego dumny. Gdy zobaczyłem po raz pierwszy zwiastun Stray wiedziałem, że muszę w to zagrać. Słodki koteczek oraz przepiękny, bardzo szczegółowy świat. Oczywiście to było wiadome, że gra ostatecznie nie będzie tak wyglądać. Mało która może. Aczkolwiek Stray wciąż wygląda fenomenalnie i nie zawodzi!

I’m walkin’ here!

Stray można określić jako grę trzecioosobową z gatunku przygodówek-akcji z dużym naciskiem na elementy platformowe oraz symulatora chodzenia. Akcji jest tutaj niewiele, a gdy ma już miejsce, to jest ona niezbyt wymagająca. Z jednej strony jest to rozczarowujące, z drugiej to bardzo dobra decyzja ze strony twórców. Dzięki temu tytuł jest bardzo otwarty na każdego rodzaju gracza, a w szczególności na niedzielnego. Elementy akcji zostały tu dodane tylko jako przerywnik, żeby nie było za nudno. Mają one za zadanie urozmaicić nieco rozgrywkę. Sprawić, żeby nie był to kolejny typowy przedstawiciel symulatorów chodzenia.

Produkcję można rozłożyć na dwa akty oraz epilog. O tym ostatnim nie będę mówił z wiadomych względów. Jeden akt to jedna nie taka mała semi-otwarta mapa, po której możemy prawie dowolnie się poruszać. Nie tylko z poziomu ulic, ale też z poziomu dachów, czy też ścian i daszków. Dostać, nie dostaniemy się wszędzie, ale projekt poziomów jest na tyle otwarty, że pozwala na dużą swobodę. Pierwsze podobne pod tym względem tytuły, które przychodzą mi tu na myśl to Dishonored czy też Deathloop. Każdą taką lokację możemy eksplorować w poszukiwaniu znajdziek i sekretów, a przy okazji pooglądać trochę żywego świata, z którym nie raz i nie dwa możemy wejść w interakcję.

Sama gra nie ma otwartej struktury, w której możemy robić co i w jakiej kolejności chcemy. To liniowa historia z jeszcze bardziej liniowymi i korytarzowymi poziomami. Czy to zła rzecz? Każda jedna miejscówka jest szczegółowa i wypchana po brzegi zawartością, która pozwala nam poznać lepiej świat i jego mieszkańców. Więc moja odpowiedź brzmi: nie. To nie jest zła rzecz.

Słodka, urocza, piękna

Mówiąc o Stray nie można zapomnieć o jej oprawie audio-wizualnej. W tle przez większość czasu przygrywają nam stonowane, nieśpieszne utwory ambientowe, w której można wyczuć silną nutę futuryzmu. Samą muzykę mógłbym nawet przyrównać do coraz popularniejszego w ostatnim czasie trendu Lo-fi. Osobiście nie uważam, by mogła zapaść w pamięć i zostać z nami na dłużej. Jednak w trakcie rozgrywki robi swoją robotę, dodają swoistego, nieco cięższego, industrialno-przyszłościowego klimatu.

Przy okazji wizualii muszę zatrzymać się na nieco dłużej. Po pierwszych paru minutach byłem przekonany, że pod tym względem gra dostanie ode mnie spore wciry w recenzji. Patrzę na zieleninkę, na zarośnięte betonowne giganty i nie jestem z tego co widzę zadowolony. Jasne, światła piękne, ale modele roślinności nie wyglądały zbyt dobrze. Jednak szybko przypomniałem sobie, że ten tytuł nie tylko wychodzi na PC czy PlayStation 5, a również na PlayStation 4, czyli konsole, która swoją premierę miała w 2013 roku. Prawie 10 lat temu! Patrząc pod tym względem, duża gra indie ma tak samo dobrze, jeśli nie lepiej wykonaną roślinność niż w megahicie z 2016 roku – Uncharted 4: Kres Złodzieja! Jestem pod wielkim wrażeniem, bo ta gra wyciska ostatnie soki z tej leciwej konsoli.

Jednak, czy to oznacza, że Stray możemy ocenić na świetnie wyglądającą grę dzięki zaniżeniu swoich standardów do świadomości możliwości technicznych PlayStation 4? Absolutnie nie! Zaraz po prologu trafiamy do samego miasta. I to właśnie w tym miejscu nasz kotek pokazuje swoje pazurki. Nie wierzycie? Obrazek, który możecie zobaczyć poniżej to żaden upiększony screen z paczki prasowej, a zrobiony przeze mnie zrzut ekranu. Być może nie wygląda to tak dobrze, jak na pierwszym teaserze, ale musicie przyznać, że robi wrażenie. Stray przez cały czas utrzymuje wysoki poziom oprawy graficznej. Główne skrzypce grają tu nie wyraziste i szczegółowe tekstury, a oświetlenie i odbicia. Kawał świetnej roboty. Drodzy twórcy gier, chcecie, żeby wasza gra wyglądała jak milion złotych monet? Bierzecie przykład od developerów z Blue Twelve Studio.

A co do lokacji. Nie przypominam sobie żadnej gry, która mogłaby pochwalić się równie szczegółowymi i dopieszczonymi lokacjami. Na ekranie jest od zatrzęsienia elementów, z którymi nierzadko możemy wejść w interakcje. Wygląda to tak, jakby twórcy poświęcali całe miesiące, żeby zrobić jedną prostą lokację 3×3 metra. Mówimy o takim poziomie dokładności.

Kot to najlepszy przyjaciel robota

Czym byłby porządny walking symulator bez świetnej fabuły? Zapewne nudną produkcją. Z radością więc informuje, że Stray takie nie jest. Fabuła i lore stoją tu na pierwszym miejscu. Nie chcę zdradzać za wiele, bo każdy powinien z historią zapoznać się sam. Jednak kilka rzeczy mogę zdradzić. W świecie, który przyjdzie nam przemierzać ludzkości już nie ma. Co się z nią stało? Kto wie. Miastem rządzą teraz roboty, które odziedziczyły inteligencję i wolną wolę po ludziach. Tyczy się to również cech charakteru. Tych dobrych, jak i tych złych.

Być może będzie to wielkim zaskoczeniem, ale w Stray wcielamy się w, uwaga, bezpańskiego kota. Dobra, odłóżmy żarty na bok. Jako mała kocia rodzinka przechadzamy się po opuszczonym świecie, gdy nagle naszemu kotkowi zdarza się wypadek i wpada do miasta, a dokładniej na samo jego dno. Teraz naszym celem jest odnalezienie nie tylko drogi na górę, ale też ucieczka z wiecznie ciemnego miasta. Po drodze poznajemy wiele robotów, z którymi będziemy mogli porozmawiać, wejść w jakąś interakcję, a również wspólnie podróżować i dążyć do takiego samego celu. Postaci zostały tu dobrze napisane i wiele z nich naprawdę łatwo polubić i przejąć się ich losem. Z żadną jednak nie przyjdzie nam obcować dłużej. Prawie żadną. Przez całą grę towarzyszyć będzie nam malutki dronik B/12, który będzie za nas hakował, zbierał przedmioty oraz tłumaczył język, którym posługują się roboty. I nie jest on bezrozumnym kawałkiem maszyny, a naszym pełnoprawnym kompanem, zaufanym przyjacielem, który ma swoją osobowość i cel.

Jednych to zdziwi, a dla drugich nie będzie to zaskoczenie, gdy powiem, że w świecie bez ludzi, a z żyjącymi robotami jest dużo miejsca na filozofowanie i rozmyślenie nad sensem życia. Nie są to fragmenty ciężkie i przytłaczające, jak w podobnych produkcjach. Jednak występują i świetnie wpasowują się w ogólny zarys historii i świata. Dodam jeszcze tylko tyle, że fabuła jest naprawdę fajna, a na końcu przyłapałem się na łezce w oku. Historia potrafi poruszyć. Niestety ma ona kilka problemów. Wiele zadań, które musimy wykonać to zwykłe zadania łańcuszka kurierskiego. W wielu momentach, żeby ruszyć dalej musimy posiadać coś, co ma ktoś inny, a ten ktoś da nam to, jak przyniesiemy mu coś jeszcze innego.

Miau!

Niestety nie ma gier idealnych. Stray nie jest wyjątkiem od tej reguły. W ciągu 6 godzin mojej rozgrywki napotkałem na kilka błędów. Nie utrudniały one gry w żadnym stopniu. Lecz potrafiły one nieco rozbawić. Ot, zwykłe bugi graficzne. A to pluskwiaści wrogowie utknęli na granicy ściany, a to barman w klubie nocnym mocą telepatii podawał drinki, a to nasz koteczek przebierał nóżkami jak w jakiejś absurdalnej, wyobcowanej kreskówce z dawnych lat. Dwa razy zdarzyło mi się, żeby gra chrupnęła. Spadła ze stabilnych 60 FPS do 30-40. Niestety, choć animacja przez 99,99% czasu jest wręcz idealna, to w oczy wpadło mi kilka mniej płynnych przejść, przypominających surową sekwencyjność wczesnych lat istnienia 3D.

Jest jeszcze taka mała rzecz, na którą prawdopodobnie nikt oprócz mnie nie zwróci uwagi. Otóż nasz kot jest super inteligentny. Nie chcę umniejszać zwierzętom, bo wiele z nich to strasznie cwane bestie. Jednakże nasz futrzak to chodzący Sherlock Koteł. Ja wiem, że to gracz nim steruje i to on rozwiązuje zagadki, a nie postać. Jednak chodzi mi tu o sam dysonans ludonarracyjny. Rozumiem, gdyby fabularnie gra mówiła nam, że kot jest pół cyborgiem. Albo z biegiem setek lat zwierzęta wyewoulowały. Jednakże nic takiego nie ma. Kierujemy zwykłym ulicznym kociakiem, który, że tak to ujmę, praktycznie ratuje świat. Szczerze mówiąc wolę, żeby gra pozostała przy oryginalnym założeniu dachowca. Dzięki temu Stray ma ten swój niepowtarzalny urok. Aczkolwiek dysonans pozostaje. Jednak na niego zwróci uwagę maksymalnie parę graczy z wielu tysięcy wszystkich.

To wszystko to są marginalne błędy, które nie mają wpływu na rozgrywkę. Tym bardziej, że jest ich tak niewiele. Jestem przekonany, że na dniach twórcy załatają te drobne niedoróbki. Właśnie, drobne niedoróbki. Znam dziesiątki tytułów, które na premierę dostawały 10/10, a tonęły w błędach. Warto też przypomnieć, że to gra, której cena detaliczna wynosi zaledwie 120zł! Za taką cenę nie ma co sie nawet zastanawiać. Stray, choć nie jest idealny i miewa kilka bardziej nużących momentów, to ma duże szanse, by zostać najlepszą grą indie 2022 roku. Czy tak będzie? Przekonamy się za kilka miesięcy.

PS Jestem gigantycznym fanem poświecenia jednego przycisku na padzie dla opcji miauczenia <3

Na sam koniec dam taką małą ciekawostkę. Przed premierą twórcy wzięli udział w charytatywnej akcji, w której za wpłacenie niewielkiej kwoty na rzecz bezpańskich kotów można było wziąć udział w losowaniu klucza do Stray. Serce się raduje.

Recenzja oparta o wersję PC (Steam). Gra została zakupiona przez recenzenta osobiście.

8.0

Ocena autora

Podsumowanie

Audio-wideo
9.0
Gameplay
7.0
Fabuła
9.0
Optymalizacja
7.0
Ocena ogólna
8.0
Zalety
  • Poruszająca historia i interesujący świat

  • Jesteśmy słodkim kotem o niemal idealnie odwzorowanych animacjach

  • Bardzo ładna grafika i przepiękne oświetlenie

Wady
  • Kilka nieznacznych błędów technicznych

  • Zabawa w kociego kuriera

  • Banalne zagadki logiczne, a przeciwnicy nie sprawiają żadnego wyzwania

Twój adres email nie będzie publikowany. Wymagane pola są oznaczone *